12 tysięcy odwołań. Państwo opiekuńcze kończy się na kartonie

Inspektorat ZUS w Kędzierzynie-Koźlu, Autorstwa krysi@, CC BY 3.0

Gdy instytucja ma wynik do dowiezienia, człowiek ma tylko rodzinę, raty i czas, którego nie da się odzyskać.


W państwie opiekuńczym składka na ubezpieczenie społeczne miała być biletem bezpieczeństwa. Coraz częściej staje się jednak biletem do wieloletniego sporu. Zamiast ochrony – dług i stres. Pokażemy to na trzech historiach: o kartonie wypełnionym tysiącami odwołań, o młodych matkach nagle pozbawionych świadczeń, oraz o procedurze, która testuje wytrzymałość obywatela. Będą też liczby i odpowiedzi instytucji. Najpierw jednak zobaczmy, ile kosztuje samo wejście na ring z państwowym molochem.


Taśma, podpis, karton: 12 tysięcy odwołań

Trzy osoby, trzy dni i kilkanaście rolek taśmy pakowej. Jedna pracownica podaje dokument, druga parafuje, trzecia wkłada do kartonu. Raz za razem, odwołanie za odwołaniem – w sumie dwanaście tysięcy razy.

Przez trzy dni robiliśmy taśmową robotę: koleżanka podawała pismo, ja podpisywałam, druga chowała do kartonu. Dwanaście tysięcy odwołań

– wspomina dr Katarzyna Kalata, prawniczka reprezentująca przedsiębiorców w sporach z ZUS.

To nie scena z epoki papieru sprzed pół wieku, tylko realia polskiego systemu w XXI wieku. Odwołanie od decyzji – choćby w pełni elektronicznej – musi być wydrukowane i własnoręcznie podpisane, inaczej jest nieważne. Stąd góry papieru i całe dni pracy, zanim obywatel w ogóle zostanie wpuszczony do sądu.

Nie mówimy tu o sporze o drobny paragraf, ale o koszcie tarcia – o barierze biurokratycznej, która ma zniechęcić do walki. Dziesiątki tysięcy stron, ręczne podpisy, dziesiątki kartonów – wszystko po to, by zakwestionować decyzje urzędu, które i tak okażą się bezprawne. (W tej opisanej sprawie ZUS przegrał potem wszystkie z tysięcy postępowań sądowych. Nikt po stronie urzędu nie poniósł jednak konsekwencji porażki.) Jeśli tak wygląda bój, gdy po stronie obywatela stoi kancelaria i sztab ludzi – to co dzieje się, gdy po drugiej stronie jest kobieta w ciąży z noworodkiem na rękach?


Procedura przerzuca koszt na obywatela

System jest skonstruowany tak, że obywatel płaci “koszt tarcia”: papierem, czasem, zdrowiem – ocenia dr Kalata.

Państwo ma prawo kontrolować nadużycia, ale problem zaczyna się, gdy błąd instytucji nic ją nie kosztuje, a cały ciężar konsekwencji spada na pojedynczego człowieka. Prawo zamienia się wtedy w machinę, która mieli słabszych. Odwołania ciągną się latami, a życie ucieka. Urzędnik może się mylić przez lata – matka w połogu nie może.

Najbardziej bezbronni są ci, którzy nie mają siły czekać. Weźmy najszczególniejszy przypadek: kobiety w ciąży. Teraz zobaczmy ten mechanizm z bliska – nie w kancelarii, ale w zwykłym domu.


Koperta z orłem: strach po porodzie

Mała kuchnia na ostatnim piętrze bloku. Na stole piętrzą się pieluchy, paragony z apteki, kubek zimnej kawy. W rogu – plik rachunków i plan wydatków młodej rodziny. Dopiero co urodziło się dziecko. Nagle w tej scenerii pojawia się koperta z orzełkiem. List polecony z ZUS. W środku jedno zdanie, które sprawia, że ziemia usuwa się spod nóg: “Nie podlega Pani ubezpieczeniom społecznym”. To urzędniczy język, ale w praktyce znaczy: “cofamy Ci zasiłek, nie dostaniesz pieniędzy”.

Pracowałam, płaciłam składki, robiłam swoje. A potem przyszło pismo, z którego wynikało, że… jakby mnie nie było. Że nie jestem pasażerką tego systemu

– opowiada pani Magda, mama kilkutygodniowego Antka. Pierwsze macierzyństwo, które miało być spokojnym czasem, zmienia się w koszmar niepewności.

W ciąży liczysz tygodnie do porodu. Oni kazali mi liczyć tygodnie do rozprawy – dodaje ze łzami w oczach.

To jest ten moment, kiedy kończy się plan bezpieczeństwa, a zaczyna plan przetrwania. W urzędowym języku to tylko “decyzja administracyjna”. W domowym języku – dramatyczne pytanie, czy starczy do pierwszego.

Czy na L4 można pracować? Nowe zasady. fot: Max Shilov/ Unsplash
Społeczeństwo

Rewolucja w L4 od 2026 roku. Czy na zwolnieniu można pracować? ZUS zaostrza kontrole


Co naprawdę oznacza „nie podlega”

Warto wyjaśnić to jasno, bez prawniczego żargonu. Decyzja o “niepodleganiu ubezpieczeniom” to nie drobna korekta dokumentów. To bywa natychmiastowe odcięcie rodziny od środków do życia. Często towarzyszy temu żądanie zwrotu wypłaconych już świadczeń. Innymi słowy, najpierw państwo zabiera pieniądze – a dopiero potem obywatel może się tłumaczyć. Sąd pracy prędzej czy później oceni sprawę, ale rachunki trzeba płacić dziś, nie “prędzej czy później”.

To tak, jakby ktoś latami kasował Twój bilet na prom socjalny, po czym tuż przed wejściem oświadczył: “statek płynie, ale pani jednak nie jest pasażerką”. Prawo w teorii gwarantuje ochronę macierzyństwa. W praktyce jedna decyzja urzędu działa jak broń atomowa: unieważnia wszystkie dotychczasowe dowody i ustalenia, dopóki obywatelka nie udowodni swojej niewinności.

Kupujesz bilet latami, a przy bramce słyszysz: przepraszamy, jednak pani nie płynie – mówi gorzko pani Magda.


Skala: tysiące decyzji, setki matek bez świadczeń

Czy mówimy o marginesie błędów, czy o całym systemowym zjawisku? Z danych uzyskanych przez nas od ZUS wynika, że tylko w 2024 roku wydano 3173 decyzje stwierdzające brak podlegania ubezpieczeniom społecznym osobom zatrudnionym, które występowały o krótkoterminowe świadczenia (chorobowe lub macierzyńskie). Wśród nich 1279 decyzji dotyczyło kobiet w ciąży. To 1279 rodzin, które otrzymały taką kopertę z orłem jak pani Magda – w samym tylko ubiegłym roku. Jeśli doliczyć kobiety prowadzące działalność gospodarczą (np. drobne przedsiębiorczynie), skala problemu rośnie jeszcze bardziej. ZUS przyznał, że w 2024 r. decyzje o “niepodleganiu” otrzymało ponadto 58 ciężarnych prowadzących firmy. Łącznie to ponad 1300 matek, którym zamiast obiecanego bezpieczeństwa zaserwowano finansową katastrofę.

Oczywiście, w statystyce to ułamek procenta wszystkich pobierających zasiłki (około 0,3%). Ale dla każdej z tych rodzin to w 100% ich własna tragedia.

U nich to jest rubryka w tabeli. U nas – lodówka, rachunki i nieprzespana noc – kwituje pani Magda.

To nie są jednostkowe “sensacje z internetu”, tylko stała część działania systemu, który realnie zagląda ludziom do domów.

Dodajmy: poszkodowani najczęściej wygrywają potem przed sądem. Wiele matek się odwołuje, a sądy często przywracają im świadczenia. Zdarza się jednak, że to zwycięstwo pyrrusowe – pieniądze wracają po latach (czasem nie w pełnej kwocie), ale straconego czasu, zdrowia i spokoju nikt już nie zwróci.


„To margines”. Urzędnicy o kontrolach

Co na to instytucje? Zakład Ubezpieczeń Społecznych zaprzecza, by prowadził jakąś krucjatę przeciw ciężarnym.

Kontrole nie są ukierunkowane na żadną grupę ubezpieczonych, w szczególności na kobiety w ciąży – zapewnia rzecznik ZUS. Z przedstawionych przez niego danych wynika, że postępowania dotyczące ciężarnych stanowiły tylko 0,19% wszystkich kontroli w 2023 r., 0,13% w 2024 r., a w I połowie 2025 r. – 0,10%. – Zdecydowana większość kobiet dostaje pieniądze bez problemów. Trudno tu mówić o polowaniu na ciężarne – argumentuje.

ZUS podkreśla też, że stoi na straży publicznych pieniędzy: tylko w 2024 roku z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wypłacono 18,3 mld zł zasiłków chorobowych i 10,3 mld zł zasiłków macierzyńskich.

Naszym ustawowym obowiązkiem jest dbałość o prawidłowość tych wydatków – tłumaczy Grzegorz Dyjak z biura prasowego ZUS. Innymi słowy, jeśli nie będziemy kontrolować, fundusz może być narażony na nadużycia. – Proszę sobie wyobrazić, że wypłacamy pieniądze, a potem okazuje się, iż się nie należały i trzeba żądać zwrotu – dodawał w jednym z wywiadów rzecznik ZUS, Karol Poznański.

Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej również przekonuje, że kontrole są indywidualne, a prawo zabrania dyskryminacji kobiet w ciąży. Co ciekawe jednak, resort przyznał, że nie posiada systemowych danych o wynikach odwołań sądowych od takich decyzji. Innymi słowy, państwo nie mierzy własnej pomyłki – nie wiadomo, jak często sądy uchylają decyzje ZUS dotyczące ciężarnych, bo nikt tego zbiorczo nie monitoruje.

Mały odsetek kontroli nie odpowiada na pytanie o siłę rażenia jednej decyzji. Jedna decyzja potrafi rozłożyć domowy budżet na łopatki – i to zanim sąd w ogóle zajrzy w akta. A brak danych o wynikach odwołań oznacza, że państwo nie wyciąga wniosków ze swoich błędów. Skoro nikt nie liczy, ile takich decyzji okazało się pomyłką, to nikt nie czuje się w obowiązku tej pomyłki ograniczać.

Twój dochód nie przekroczył 30 tys. zł, a ZUS pobrał podatek? fot: Jakub Żerdzicki, Unsplash
Społeczeństwo

Emerycie, Twój dochód nie przekroczył 30 tys. zł, a ZUS pobrał podatek? Sprawdź, jak odzyskać pieniądze za 2025 rok


Awans, ciąża i podejrzenie „fikcji”

Przyjrzyjmy się teraz bliżej mechanizmowi podejrzeń. Najbardziej gorzki paradoks dotyka kobiet, które postępują dokładnie tak, jak państwo teoretycznie by chciało: rozwijają się zawodowo, pracują, awansują… i zakładają rodzinę. Niestety, awans + ciąża = alarm w systemie. – Kiedy zaszłam w ciążę krótko po awansie, czułam się, jakbym zrobiła coś złego – opowiada pani Karolina, menedżerka projektu w średniej firmie informatycznej. Po pięciu latach ciężkiej pracy dostała podwyżkę i stanowisko kierownicze. Wkrótce potem okazało się, że spodziewa się dziecka. – Szef gratulował i planowaliśmy, jak przekazać moje obowiązki. Wszystko legalnie, pełny etat – wspomina. Niestety, kilka tygodni później z powodów zdrowotnych musiała pójść na zwolnienie lekarskie w ciąży. I wtedy wkroczył ZUS. Urząd zakwestionował jej nowe stanowisko, sugerując, że podwyżka była „pozorna”, a umowa – zawarta rzekomo tylko dla zasiłku.

Najgorsze było to, że nagle miałam się wstydzić sukcesu. Jakby awans był dowodem winy – mówi pani Karolina.

Słowo “pozorność” przylgnęło do jej życiorysu jak piętno: ZUS uznał, że jej praca kierowniczki to fikcja. W jednym zdaniu przekreślono dorobek lat.

Podobną historię opowiada pani Anna, pracująca w branży handlowej. U niej powodem podejrzeń była zmiana pracy na lepszą tuż przed ciążą.

Przez 8 lat byłam kasjerką, przeniosłam się do działu obsługi klienta w innej firmie – wyższa pensja, lżejsza praca fizycznie. I wtedy zaszłam w ciążę – relacjonuje.

Ciążę przypłaciła poważnymi komplikacjami zdrowotnymi i trafiła na zwolnienie.

ZUS stwierdził, że to “zbieg okoliczności” i że specjalnie zmieniłam pracę dla zasiłku. Pracodawca mówił: należało ci się. Urząd mówił: przypadek. A ja słyszałam tylko: udowodnij, że nie oszukujesz – wspomina pani Anna.

Przez kolejne miesiące musiała udowadniać, że naprawdę pracowała – dostarczać dokumenty, zeznania świadków, opisywać swoje obowiązki. Jej przełożona nie kryje oburzenia:

To wszystko było legalne, ona sumiennie wykonywała pracę. Był nawet klient jako świadek. Byłam w szoku, że ZUS wszystko odrzucił i młoda kobieta została na wiele miesięcy bez grosza – mówi pracodawczyni pani Anny.

W języku urzędowym padają wtedy słowa-klucze: “nieuzasadnione podniesienie podstawy wymiaru”, “fikcyjne zatrudnienie”. W decyzjach ZUS można nawet przeczytać, że kobieta “powinna opłacać składki od nowej, wyższej pensji przez dłuższy czas”, żeby jej świadczenie było uznane. Problem w tym, że żaden przepis nie definiuje, ile to jest “wystarczająco długo”. Rok? Dwa lata? Pięć miesięcy? Urzędnik ocenia na oko, a ciężar dowodu spada na obywatelkę. Zapytaliśmy ZUS i ministerstwo o podstawy prawne takich kryteriów – w odpowiedzi usłyszeliśmy tylko ogólniki o “analizie okoliczności każdego przypadku”. Innymi słowy, kobieta nigdy nie wie, czy jej kariera zawodowa nie zostanie z perspektywy urzędu uznana za zbyt dobrą, by była prawdziwa. Taki klimat kontroli tworzy niebezpieczną presję: dla “świętego spokoju” lepiej ciężarnej nie awansować i nie dawać podwyżki. Bo jeśli spełni swoje marzenia o rozwoju i rodzinie jednocześnie – państwo może potraktować to jak przestępstwo.


Zwykły obiad jako dowód?

Jeszcze bardziej absurdalne potrafią być detale, na podstawie których urzędnicy formułują swoje “wątpliwości”.

Dowodem w mojej sprawie stał się… obiad – wzdycha pani Monika, która prowadzi z mężem małą firmę usługową. Była w ciąży i jednocześnie zatrudniona we własnej firmie.

Gdy ze względu na zdrowie przeszła na zwolnienie, ZUS doszukał się “sygnałów”, że rzekomo i tak dalej pracowała.

Codziennie gotowałam dla męża i chłopaków z warsztatu. Zanosiłam im obiady, bo kto by się tam sam ogarnął… – opowiada.

I właśnie te domowe obiady stały się elementem układanki, na bazie której ZUS zakwestionował, czy pani Monika rzeczywiście nie wykonywała pracy podczas zwolnienia.

Ja miałam udowadniać, że nie pracowałam, a oni mieli w ręku jedno słowo: “wątpliwości”. I kwotę do zwrotu – 60 tysięcy złotych, których nie mam skąd wziąć – opowiada kobieta.

ZUS wydał decyzję żądającą natychmiastowego zwrotu zasiłku – około 60 tys. zł wraz z odsetkami – opierając się na poszlakach tak błahych, jak codzienna pomoc mężowi.

To nie jest mem ani anegdota. To mechanizm: z pozornie niewinnego szczegółu rodzi się podejrzenie, z podejrzenia – decyzja o długu. Pani Monika na szczęście doczekała wyroku sądu, który uznał, że opieka nad mężem i dostarczenie posiłków nie dowodzi prowadzenia działalności gospodarczej w trakcie zwolnienia. Ale zanim to nastąpiło, jej rodzina przez wiele miesięcy żyła w cieniu bankructwa.

Córka pytała, czy stracimy dom. Nie umiałam jej odpowiedzieć – mówi bohaterka.

Jeśli zebrać te historie razem, wyłania się powtarzający schemat. To już nie przypadki – to praktyka. Jak działa państwo testujące wytrzymałość obywateli?


Test wytrzymałości: 4 kroki

  1. Decyzja działa natychmiast. Gdy ZUS wydaje decyzję, pieniądze znikają od razu. Świadczenie zostaje wstrzymane albo trzeba je zwrócić. Rodzina zostaje bez dochodu, zanim ktokolwiek niezależny oceni sprawę.
  2. Ciężar dowodu spada w dół. Matka w ciąży lub połogu musi nagle zbierać dokumenty, szukać świadków, pisać obszerne odwołania. Urząd nie musi udowadniać winy – to obywatel ma udowodnić, że nie jest oszustem[5].
  3. Czas jest bronią. Sądowe maratony trwają długo – miesiące, częściej lata. Dla urzędu to liczba w statystyce, dla rodziny każdy dzień to stres i niepewność, z czego się utrzymać. Życie biegnie szybciej niż paragrafy.
  4. Wygrana bywa pyrrusowa. Nawet jeśli obywatel wygra w sądzie, to często po fakcie. Zaległe pieniądze czasem wrócą (choć bywa, że nie w całości), ale utraconego zdrowia, spokoju, relacji czy szans – nikt już nie zwróci. Bywa, że młoda mama po dwóch latach tułaczki dostaje zaległy zasiłek, ale dziecko ma już dwa lata i żaden urlop macierzyński nie wróci tych chwil.

Krótko mówiąc: państwo ma abonament na pomyłki. Rodzina ma raty do spłacenia.


Łańcuch bez odpowiedzialności

Wróćmy do kartonu z początku. Tysiące odwołań piętrzących się pod sufit to nie tylko symbol tarcia, które wymęczy obywatela. To także obraz rozproszonej odpowiedzialności.

Decyzję tworzy cały łańcuch urzędników. Odpowiedzialność rozmywa się– tłumaczy dr Kalata.

Trudno wskazać “winnego” błędnej decyzji, skoro pracuje nad nią kilka anonimowych osób, a podpisuje ją instytucja. Koszt zawsze ma natomiast imię i nazwisko po drugiej stronie. W efekcie urząd może po latach przegrać w sądzie – i nic się nie dzieje. Człowiek zaś przegrywa tu i teraz – własnym zdrowiem, zadłużeniem, utraconą karierą.

Dopóki inspektorzy będą rozliczani z wyniku finansowego, a nie z rzetelności, będziemy mieli maszynkę do generowania długów, a nie system opieki – ocenia ekspertka.

Była pracownica ZUS opowiada z kolei, że liczy się tempo i liczba “załatwionych” spraw – “odstępstwa po ludzku nie wchodzą w grę”.

Jesteśmy surowo rozliczani z tego, jak szybko i ile spraw zamkniemy. Wspomagają nas algorytmy podpowiadające, kogo warto skontrolować – im mniej się dzieje na koncie ubezpieczonego, tym lepiej

– zdradza kulisy takiej pracy. To wszystko tworzy system, który premiuje tarcie, a nie jakość. Pomyłka urzędnika nic go nie kosztuje, więc z punktu widzenia urzędu to nie pomyłka, tylko statystyka.


Nowe uprawnienia, stare ryzyko?

W tym momencie warto zadać pytanie o przyszłość. Rząd planuje bowiem dać kolejnym instytucjom jeszcze mocniejsze narzędzia do ingerowania w stosunki pracy. Państwowa Inspekcja Pracy ma zyskać uprawnienie do przekształcania umów cywilnych w etaty decyzją administracyjną. Brzmi dobrze – etat to przecież ubezpieczenie. Jednak jeśli zmiany wejdą w życie bez mechanizmów odpowiedzialności za błąd, możemy doczekać się powtórki tego samego schematu. Skoro dokładamy urzędowi nowe uprawnienia “dla ochrony”, czemu nie dokładamy mu ryzyka za pomyłkę? – pytają eksperci. Czy nowa władza wyciągnie wnioski z historii matek kontra ZUS, czy raczej powieli model “najpierw decyzja, potem się odwołuj”?


Państwo usług czy testu wytrzymałości?

Wracamy do kuchni pani Magdy. Dziś mały Antek ma już dwa lata. Śpi spokojnie w swoim pokoiku. Jego mama w tym czasie pisze kolejne pismo procesowe – bo choć wygrała w sądzie pierwszej instancji, ZUS złożył apelację.

Ani na moment nie mogła w pełni cieszyć się macierzyństwem.Każde pismo z sądu to od nowa stres: wygrałam czy przegrałam? Będą pieniądze czy nie? – opowiada.

Pani Magda nie doczekała się od państwa wsparcia w tym najtrudniejszym momencie – zamiast tego dostała lekcję survivalu.

Nie chciałam wojny z państwem. Chciałam wsparcia, które mi obiecano, kiedy płaciłam składki – mówi cicho.

Czy da się z tego wyjść? Poszkodowane kobiety napisały list otwarty do rządu z postulatami zmian. Minimum jest jasne: po pierwsze państwo musi mierzyć własne błędy (publikować dane, ile decyzji okazało się niesłusznych), po drugie nie wolno zostawiać ludzi bez środków do życia na czas sporu (choćby częściowe świadczenie powinno być dalej wypłacane, jeśli odwołanie trafia do sądu), po trzecie instytucje muszą ponosić realne konsekwencje oczywistych pomyłek – dziś nawet sądowe stwierdzenie rażącego naruszenia prawa niewiele zmienia. Wreszcie, urzędnicy powinni być rozliczani z legalności i jakości decyzji, a nie tylko z “wydajności”. Bez tych zmian każda reforma zamiast wzmocnić ochronę może jedynie rozszerzyć pole rażenia machiny tarcia.

To wszystko sprowadza się do fundamentalnego wyboru. Czy Polska będzie państwem świadczącym usługi i wsparcie – czy pozostanie państwem testującym wytrzymałość obywateli?


Sławek Gil avatar
Sławek Gil

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *