Czy Niemcom wraca rozum? Merz krytykuje zamknięcie elektrowni atomowych

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz podczas spotkania z przemysłowcami otwarcie skrytykował odejście od atomu.
Czy Niemcom wraca rozsądek?
Kanclerz Friedrich Merz nie gryzł się w język. Podczas noworocznego spotkania z przedstawicielami niemieckiego przemysłu w Halle powiedział coś, co u naszych sąsiadów jest właściwie przewrotem kopernikańskim. W obecności przedsiębiorców, menedżerów i przedstawicieli branż energochłonnych skrytykował decyzje o zmianie polityki państwa wobec energetyku atomowej.
Merz powiedział, że Niemcy dziś odczuwają brak stabilnych mocy wytwórczych. Podkreślił, że szybka rozbudowa odnawialnych źródeł energii nie wystarcza, aby utrzymać bezpieczeństwo systemu w każdej sytuacji. Zwrócił uwagę na okresy bez wiatru i słońca oraz na rosnące znaczenie importu energii.
Największe poruszenie jednak wywołało zdanie w którym kanclerz odniósł się do samej decyzji o zamknięciu elektrowni jądrowych. Jak relacjonowały Die Welt i n-tv, Merz powiedział:
„Wycofanie się z energetyki jądrowej było poważnym błędem strategicznym.”
W realiach niemieckich zmiana retoryki rządu wobec energetyki atomowej jest zdumiewająca.

Niemiecki atom w liczbach: skala programu i koszty
Niemcy należały do największych producentów energii jądrowej w Europie. W całej historii programu jądrowego uruchomiono łącznie 36 reaktorów energetycznych, z czego 19 pracowało równocześnie w szczytowym okresie lat 80. i 90. Elektrownie powstawały głównie w RFN, a po zjednoczeniu część infrastruktury objęła także teren dawnej NRD.
Program budowy elektrowni jądrowych rozwijał się od lat 60. XX wieku. Najnowsze bloki typu Konvoi uruchamiano jeszcze pod koniec lat 80. Były projektowane jako instalacje długoterminowe, z planowanym czasem pracy sięgającym 40–50 lat.
Koszty niemieckiego programu atomowego były bardzo wysokie. Według danych Federalnego Ministerstwa Gospodarki oraz analiz Bundesrechnungshof, łączny koszt budowy, eksploatacji, zamykania i likwidacji elektrowni jądrowych w Niemczech szacuje się na ponad 300 miliardów euro w ujęciu długookresowym. Kwota ta obejmuje także zarządzanie odpadami promieniotwórczymi i demontaż obiektów.
Sama likwidacja elektrowni oraz składowanie odpadów pozostają dużym obciążeniem finansowym. W 2017 roku państwo przejęło od koncernów energetycznych odpowiedzialność za długoterminowe składowanie odpadów w zamian za wpłatę około 24 mld euro do specjalnego funduszu.

74 miliony zł kary dla Volkswagena. UOKiK ogłasza ugodę w sprawie Dieselgate
Dlaczego Niemcy zdecydowały się odejść od atomu
Zmiana polityki wobec energetyki jądrowej była procesem rozciągniętym w czasie. Od lat 70. atom budził w Niemczech sprzeciw części społeczeństwa. Protesty przeciwko nowym elektrowniom i składowiskom odpadów miały duży wpływ na decyzje polityczne.
Pierwsze formalne ograniczenia pojawiły się na początku XXI wieku. W 2002 roku przyjęto rozwiązania prawne, które wprowadzały limit produkcji energii dla poszczególnych reaktorów. Był to etap przygotowawczy do wygaszania atomu.
Decydujący moment nastąpił w 2011 roku po katastrofie w Fukushimie. Rząd Angeli Merkel przyspieszył proces zamykania elektrowni. Bundestag zmienił ustawę atomową, a sporządzony dokładny harmonogram wyłączeń poszczególnych jednostek.
Ostatnie trzy elektrownie jądrowe – Isar 2, Emsland i Neckarwestheim 2 – zakończyły pracę 15 kwietnia 2023 roku. W ten sposób Niemcy zamknęły ponad sześćdziesięcioletni rozdział swojej energetyki.

Bau-Turbo: Niemcy wracają do wielkiej płyty? Nowy plan Vereny Hubertz na tanie mieszkania
Skutki odejścia od atomu w obecnym systemie
Po zamknięciu reaktorów Niemcy oparły produkcję energii głównie na odnawialnych źródłach. Wiatr i fotowoltaika odpowiadają dziś za ponad połowę wytwarzania energii elektrycznej. To jeden z najwyższych udziałów w Unii Europejskiej.
Jednocześnie wzrosła rola gazu ziemnego. Elektrownie gazowe pełnią funkcję zabezpieczenia systemu w momentach niskiej produkcji z OZE. W 2025 roku gaz odpowiadał za ponad jedną dziesiątą całej produkcji energii elektrycznej.
Ceny energii na niemieckiej giełdzie wzrosły w porównaniu z poprzednim rokiem. Dane instytutu Fraunhofer ISE pokazują wyraźny wzrost średnich cen hurtowych. To problem dla przemysłu i gospodarstw domowych.
W reakcji na te zmiany rząd Merza planuje przetargi na budowę nowych elektrowni gazowych o mocy kilkunastu gigawatów. Inwestycje mają powstawać także na terenach po zamkniętych elektrowniach atomowych, z wykorzystaniem istniejących przyłączy i sieci.

Niemcy inwestują w połączenia kolejowe na Wschód. Szybsza linia do Pragi, modernizacja trasy do Szczecina
Jak niemieckie media oceniły słowa Merza
Wypowiedź Friedricha Merza o błędzie odejścia Niemiec od energetyki jądrowej wywołała w niemieckich mediach mocny ferment. Komentatorzy zgodnie uznali ją za politycznie przełomową, choć różnili się w ocenie jej konsekwencji i intencji.
Dzienniki gospodarcze i media centroprawicowe, takie jak Die Welt czy Handelsblatt, podkreślały, że Merz nazwać problem po imieniu i przełamał długo obowiązujące tabu. W komentarzach wskazywano, że po latach unikania tematu rząd wreszcie otwarcie przyznaje, iż wyłączenie atomu osłabiło system energetyczny i zwiększyło koszty transformacji. Publicyści tych redakcji oceniali wypowiedź jako próbę „odzyskania racjonalności” w polityce energetycznej oraz sygnał skierowany do przemysłu, że rząd dostrzega jego problemy.
Media głównego nurtu o profilu bardziej centrowym, w tym Süddeutsche Zeitung i Frankfurter Allgemeine Zeitung, zwracały uwagę na symboliczny charakter słów Merza. Komentatorzy pisali, że kanclerz nie zapowiedział powrotu do atomu, lecz dokonał politycznego rozliczenia przeszłych decyzji. W ich ocenie była to raczej korekta narracji niż zapowiedź zmiany kursu. Podkreślano, że rząd w praktyce nadal opiera się na gazie i OZE, a atom pozostaje poza bieżącą strategią.
Z kolei media i komentatorzy związani z nurtem proekologicznym, m.in. autorzy opinii publikowanych w taz czy na portalach środowiskowych, oceniali wypowiedź Merza krytycznie. Wskazywali, że nazwanie odejścia od atomu błędem pomija kwestie odpadów promieniotwórczych, kosztów likwidacji elektrowni i społecznego sprzeciwu wobec tej technologii. Ich zdaniem kanclerz użył atomu jako argumentu w sporze o ceny energii, upraszczając długofalowe skutki transformacji.
Źródła: Die Welt, n-tv, Handelsblatt, Frankfurter Allgemeine Zeitung, Süddeutsche Zeitung, taz, Bundesministerium für Wirtschaft und Klimaschutz, Bundesrechnungshof, Fraunhofer ISE
Spełniło się marzenie Trumpa – wreszcie dostał Nobla
USA wysyłają lotniskowce w rejon Zatoki Perskiej
Czytaj więcej



