Homoseksualizm duchownych w PRL. Jak Kościół wybrał strategię milczenia
Jak Kościół w PRL cierpliwie milczał w sprawie homoseksualnych księży. Badania dr Agnieszki Laddach z Uniwersytetu Warszawskiego pokazują, jak bezpieka śledziła życie seksualne tzw. duchowieństwa.
Milczenie jako strategia przetrwania
Dlaczego Kościół katolicki w okresie PRL-u nie podejmował otwartej dyskusji na temat homoseksualizmu wśród duchownych, mimo że problem ten był systematycznie wykorzystywany przez aparat bezpieczeństwa? I w jaki sposób decyzja o milczeniu, podejmowana w realiach państwa autorytarnego, oddziałuje na wizerunek tej instytucji do dziś? Na te pytania próbuje odpowiedzieć historyk i teolog dr Agnieszka Laddach z Instytutu Kultury Polskiej Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Punktem wyjścia jej badań nie jest ustalanie, którzy księża byli osobami homoseksualnymi, a którzy padli ofiarą fałszywych oskarżeń. Kluczowe jest natomiast odtworzenie mechanizmów władzy oraz strategii działania dwóch konkurencyjnych instytucji – Kościoła i komunistycznego państwa – wobec duchownych, których seksualność została uznana przez aparat represji za potencjalne narzędzie nacisku. W tej perspektywie homoseksualizm nie funkcjonuje jako kategoria moralna, lecz jako element gry politycznej.
W realiach Polski Ludowej zarzut homoseksualizmu miał szczególną wagę. Od 1932 roku akty homoseksualne między dorosłymi nie były w Polsce karalne, o ile nie wiązały się z prostytucją. Dla służb bezpieczeństwa nie miało to jednak większego znaczenia. Oskarżenie obyczajowe, nawet całkowicie bezpodstawne, mogło skutecznie złamać księdza psychicznie, uczynić go podatnym na szantaż albo – po kontrolowanym przecieku informacji – zniszczyć jego autorytet w oczach wiernych. W konserwatywnym społeczeństwie była to broń wyjątkowo skuteczna.
Kościół hierarchiczny dostrzegał to zagrożenie. Zamiast jednak otwarcie bronić duchownych lub podejmować działania dyscyplinarne, wybrał inną drogę: systemowe przemilczenie. Jak pokazują badania dr Laddach, w archiwach kościelnych niemal nie istnieją ślady reakcji na oskarżenia bezpieki dotyczące homoseksualizmu księży. Ta cisza nie była przypadkowa. Stała się elementem świadomej strategii, której celem było utrzymanie instytucjonalnej spójności Kościoła w warunkach politycznego nacisku.
To właśnie ta strategia milczenia – ukształtowana w czasach PRL-u jako mechanizm obronny – stanowi oś dalszej analizy. Pokazuje ona, jak logika „oblężonej twierdzy” usprawiedliwiała rezygnację z przejrzystości, a zarazem jak głęboko to doświadczenie wpisało się w późniejsze funkcjonowanie Kościoła wobec tematów związanych z seksualnością duchowieństwa.
Słaby punkt
Dla komunistycznych służb bezpieczeństwa oskarżenie księdza o homoseksualizm nie było kwestią sprawiedliwości wynikającej z przepisów prawa. W Polsce, gdzie od 1932 r. akty homoseksualne nie podlegały penalizacji, jeśli nie wiązały się z prostytucją, zarzut ten stawał się narzędziem kontroli politycznej. Celem nie było ukaranie, lecz znalezienie potwierdzonego biograficznie lub sfabrykowanego słabego punktu, który mógł zmusić duchownego do współpracy z państwowymi organami bezpieczeństwa; lub – po upublicznieniu informacji – skompromitować go w oczach wiernych, a następnie podważyć autorytet Kościoła hierarchicznego. Władze PRL-u doskonale rozumiały, że w przeważająco konserwatywnym społeczeństwie piętno obyczajowe może stanowić broń skuteczniejszą w ideologicznej walce z Kościołem niż jedynie paragrafy kodeksu karnego.
Polski Kościół „skamieliną, która musi obumrzeć”. Zaufanie spadło do rekordowo niskiego poziomu
Mimo to w kościelnych archiwach próżno szukać śladów otwartej walki z tym działaniem lub obrony kapłanów podejrzewanych lub oskarżanych przez organy bezpieczeństwa o rzekomy homoseksualizm. Zamiast dyscyplinowania czy wydalenia ze stanu duchownego, hierarchowie wybrali inną drogę – milczenie. Zjawisko tabuizacji homoseksualizmu dr Laddach analizowała z różnych perspektyw:
– Mamy dwie instytucje władzy, które budują swoje narracje i działania. Księża są usieciowieni pomiędzy tymi instytucjami, próbując kształtować własną sprawczość. Moim celem nie było zidentyfikowanie, który z księży faktycznie był homoseksualistą, a który nie, tylko określenie strategii działania przedstawicieli tych dwóch instytucji władzy wobec księży, którzy zostali rozpoznani lub byli oskarżeni przez komunistyczne władze o homoseksualizm – tłumaczy badaczka.
Tysiące stron milczenia
Jak badać coś, co z założenia miało pozostać ukryte? Dr Laddach przeanalizowała imponującą liczbę ponad 20 000 (!) stron dokumentów archiwalnych z lat 1945–1989. Kwerenda objęła zasoby Instytutu Pamięci Narodowej, szeroko pojętych archiwaliów kościelnych, dokumentów państwowych oraz egodokumentów wybranych duchownych. Badaczka skupiła się na losach trzydziestu jeden księży podejrzewanych przez organy bezpieczeństwa o homoseksualizm lub rozpoznanych przez te organy jako homoseksualiści.
– Zakładam, że księży inwigilowanych w związku z oskarżeniem o stosunki homoseksualne było najprawdopodobniej więcej niż trzydziestu jeden. W toku badań zidentyfikowałam wspomnianą liczbę duchownych Kościoła katolickiego. Nie mniej istotna liczba państwowych teczek personalnych została zniszczona w związku z transformacją ustrojową Polski. Najwięcej (rzekomo) homoseksualnych księży znajdowało się pod kontrolą indywidualną organów bezpieczeństwa w latach 60. i 70. Co ciekawe, w latach 70. zarówno państwo, jak i Kościół dążył do tak zwanej normalizacji wzajemnych stosunków; mimo to księża byli wtedy szczególnie intensywnie inwigilowani. Celem nadrzędnym było dla władzy świeckiej poznanie wewnątrzkościelnych relacji, planów personalnych oraz działań na linii episkopat Polski – Stolica Apostolska – opowiada badaczka.
W badaniach zastosowano nowatorskie podejście w ramach przeprowadzenia hermeneutyki milczenia. Polegało ono na zinterpretowaniu „znaczącego braku narracji”, czyli zidentyfikowaniu i omówieniu argumentów oraz mechanizmów mających służyć kościelnej tabuizacji komunistycznych oskarżeń.
Badaczka porównała państwowe teczki personalne, zawierające donosy, raporty inwigilacji i przesłanki szantaży wobec księży, z teczkami personalnymi w archiwach kościelnych. Zanalizowała narracje magisterialne Stolicy Apostolskiej i Konferencji Episkopatu Polski na temat homoseksualizmu. Przestudiowała korespondencję Konferencji Episkopatu Polski i władz państwowych, ze szczególnym uwzględnieniem tej dotyczącej wsparcia prześladowanego duchowieństwa.
Okazało się, że instytucjonalny Kościół nie podjął otwartego dyskursu na temat podejrzeń i dowodów bezpieki, dotyczących sfery seksualnej polskiego duchowieństwa. W Kościele instytucjonalnym wybrano strategię ciszy. Nie było pisemnych wyjaśnień danych księży, zapisków z ich rozmów dyscyplinarnych z biskupami lub przejawów wsparcia członków episkopatu dla księży, których już samo sfabrykowane podejrzenie o homoseksualną aktywność mogło pozbawić wysokiego zaufania społecznego i statusu. To właśnie brak reakcji w tak kontrowersyjnej materii stał się inspiracją do zadania pytania o istnienie kościelnej strategii milczenia.
– Tabuizacja w Kościele hierarchicznym miała służyć ukryciu problemu komunistycznych podejrzeń i oskarżeń celem zachowania władzy Kościoła i w Kościele. W tym podejściu mieściło się m.in. działanie tych księży, którzy nie informowali swoich biskupów o tym, że byli inwigilowani albo że kontaktowały się z nimi organy służb bezpieczeństwa, mimo iż duchowni byli zobligowani do informowania o tym swoich przełożonych. Wspomniane podejście zostało także wyrażone w braku jawnych, otwartych dyskursów tych biskupów, którzy wiedzieli o obecności (rzekomo) homoseksualnego duchowieństwa w hierarchicznej strukturze Kościoła – opowiada dr Laddach.
W żadnym z analizowanych dokumentów kościelnych – od akt personalnych po oficjalną korespondencję z władzami – nie znaleziono otwartego i jednoznacznego odniesienia biskupa danego miejsca do oskarżeń o homoseksualizm księży. Ta cisza została zinterpretowana przez badaczkę jako przyczynek do analizy wewnątrzkościelnego tabu.
Niebieskie koperty
Analiza źródeł historycznych ukazuje, że część polskich biskupów wiedziała o kontrowersyjnych oskarżeniach. Hierarchia kościelna była świadoma inwigilacji, o czym świadczy list biskupa łomżyńskiego Stanisława Łukomskiego z 1945 r., w którym donosił on prymasowi Polski kard. Augustowi Hlondowi o tajnym zarządzeniu organów powojennego państwa, dotyczącym nadzoru nad kazaniami i życiem prywatnym księży.
W oficjalnych protestach kierowanych do przedstawicieli państwa, np. prezydenta Bolesława Bieruta, biskupi skarżyli się na naciski, aresztowania i próby szantażu, jednak w korespondencji pominęli oskarżenia dotyczące homoseksualizmu.
Brak otwartej reakcji ilustruje przykład z 1945 r. Do kurii biskupiej wpłynął list, w którym opisano m.in. homoseksualne zachowania miejscowego proboszcza. W odpowiedzi, na polecenie biskupa miejsca, kuria szczegółowo odniosła się do kwestii poruszonych w korespondencji, ale całkowicie zignorowała fragment listu dotyczący obyczajowości kapłana. Niewiarygodne jest założenie przypadkowego przeoczenia wspomnianego fragmentu. Przekonujące może być za to przyjęcie takiej reakcji biskupa i jego kurii, które zakładało potraktowanie tego kontrowersyjnego tematu tak, jakby w ogóle nie istniał.
Katolicki ksiądz mógł grasować na Pomorzu przez ostatnie 20 lat. Ks. Waldemar P. tymczasowo aresztowany
Przyczynkiem do potwierdzenia zasadności powyższej interpretacji jest wypowiedź prymasa Stefana Wyszyńskiego, udzielona na zamkniętym spotkaniu księży dziekanów z 1969 r., dotyczącym stosunków na linii państwo–Kościół. Prymas wspominał o anonimowych donosach na księży, które często były wysyłane do kurii w charakterystycznych niebieskich kopertach. Zapewniał, że należy wobec nich zachować spokój, ponieważ są one niszczone.
– Należy dodać, że oskarżenia, które władze komunistyczne adresowały do księży, nie dotyczyły tylko kwestii seksualnych. Obejmowały również inne obyczajowe kwestie, np. problem alkoholizmu duchowieństwa lub ewentualnych nielegalnych działań. Celem oskarżeń było zmuszenie danego księdza do współpracy w charakterze tajnego informatora lub tajnego współpracownika oraz zarządzanie ryzykiem podważenia autorytetu całej instytucji Kościoła – mówi badaczka.
Odpowiedzią Kościoła instytucjonalnego na systemowe ataki państwa była równie systemowa strategia przemilczenia. Prymas Stefan Wyszyński prezentował podejście zakładające, że skuteczną obroną przed wpływami komunistycznego państwa jest monolityczny nieskazitelny wizerunek polskiego duchowieństwa. Przyznanie się do wewnętrznych problemów, skandali czy słabości byłoby otwarciem bram ,,oblężonej twierdzy”. Uznano, że siła Kościoła tkwi w jedności w wierze i moralności, w tym w zachowaniu seksualnej czystości. Matrycą do ukazania tego podejścia były listy pasterskie Konferencji Episkopatu Polski do duchowieństwa w Polsce, które powtarzały nauczanie Stolicy Apostolskiej o wartości celibatu. Dodatkowo polscy biskupi wzmocnili wewnętrzny nacisk na wspólnie podzielany ideał seksualnej czystości i celibatu, zalecając, aby księża doświadczali swoich upadków w zachowaniu czystości w ukryciu i milczeniu. W ten sposób polityka tabu została skodyfikowana jako oficjalna wewnętrzna procedura.
Pasterz, który wie wszystko
W celu wyjaśnienia strategii Kościoła opartej na systemowym milczeniu, dr Laddach sięgnęła po koncepcję władzy pastoralnej autorstwa francuskiego filozofa i historyka idei Michela Foucaulta. W tym podejściu władza kościelna opiera się na absolutnym posłuszeństwie podmiotów podległych wobec pasterza (biskupa). Jej nadrzędnym celem powinno być doprowadzenie wiernych do zbawienia.
Według Foucault, władza pasterska oczekuje specyficznego rodzaju posłuszeństwa, nie tyle wobec prawa czy racji, ale przede wszystkim wobec konkretnej osoby – przełożonego. Wymaga podporządkowania woli osoby podległej woli pasterza tak w porządku doczesnym, jak i duchowym. W tym kontekście w hierarchicznej organizacji niepisana zasada i intersubiektywne rozpoznanie, że o pewnych sprawach się nie mówi, były niezwykle skuteczne. Głęboko zinternalizowany obowiązek posłuszeństwa wobec przełożonego czynił polecenie ustne równie wiążącym jak pisemne zarządzenie. Scharakteryzowany krótko mechanizm sugeruje odpowiedź na pytanie, jak utrzymanie tabu w Kościele było możliwe. Wymagało ono bowiem podporządkowania się wspomnianej wyżej zasadzie przemilczenia, uciszenia, braku jawnego, otwartego odniesienia do kwestii homoseksualnego duchowieństwa.
Nauczycielka z Kielna wraca do pracy. Afera o halloweenową zabawkę w klasie
Dla wielu duchownych oskarżonych o homoseksualizm strategia milczenia była paradoksalnie korzystna, dając im poczucie bezpieczeństwa.
– Można założyć, że strategia ukrywania, wyciszania, tabuizacji była dla wielu księży pozytywnym zjawiskiem, ponieważ dzięki niej czuli się bezpieczniejsi w Kościele hierarchicznym i wspólnotowym, czyli na przykład w swojej parafii, czy innym miejscu duszpasterskiej pracy. Dysponowali ograniczonym przekonaniem, że mimo oskarżeń władz państwowych informacja o ich ewentualnych aktywnościach seksualnych nie będzie dyskutowana w kościelnych strukturach, a w konsekwencji nie stanie się szeroko dostępna – opowiada badaczka.
W zamian za lojalność i posłuszeństwo instytucja chroniła się, a przy okazji także duchownych, przed publicznym skandalem. W przypadku szczególnego ryzyka wybuchu skandalu decydenci kościelni kierowali danego księdza do pracy za granicę lub przenosili do nowej dla niego parafii. W ten sposób Kościół dążył do zbudowania i utrzymania swojej siły jako monolit – nieskazitelna moralnie twierdza otoczona wrogimi działaniami ze strony władz komunistycznych. Wewnętrzna strategia tabuizacji była zatem bezpośrednią odpowiedzią na ataki ze strony państwowego aparatu bezpieczeństwa. Zilustrowała mechanizm, w którym postrzegane zagrożenie zewnętrzne usprawiedliwiało erozję wewnętrznych standardów przejrzystości.
Dziedzictwo milczenia
Historia milczenia Kościoła na temat homoseksualizmu księży w czasach komunizmu jest bardziej złożona niż mogłoby się wydawać. W tym kontekście nie można wykluczyć kwestii wewnątrzkościelnych zaniedbań czy błędów. Nie mniej kluczowa wydaje się celowa strategia polityczna, głęboko zakorzeniona w hierarchicznym modelu władzy, w którym władza pasterza funkcjonuje wobec sprawczości podległej jednostki.
Współcześnie w polskim Kościele można zaobserwować kontynuację pewnych mechanizmów obronnych, takich jak przyjmowanie postawy „oblężonej twierdzy” w obliczu dyskusji na tematy związane z seksualnością. Inspirując się myślą Foucaulta, badaczka zauważa, że kierunek dynamiki eklezjalnego podejścia do seksualności (także seksualności duchowieństwa) koreluje z napięciami między różnymi interpretacjami roli jednostki, rodziny i autorytetu religijnego.
Źródło: serwisnaukowy.uw.edu.pl



