List motywacyjny cichutko wymiera. Sekundy decydują o Twoim CV

List motywacyjny w rekrutacji 2026 – CV i algorytmy ATS

List motywacyjny traci znaczenie w procesach naboru. Dane LiveCareer i Pracuj.pl potwierdzają ten trend, a systemy ATS sprawiają, że rekruter poświęca CV sekundy.


List motywacyjny znika z rekrutacji

Przez dekady list motywacyjny był niezbędny w aplikacji o pracę. Kandydaci pieczołowicie wykuwali swoje walory w tekście, a pracodawcy wymagali tego dokumentu niemal jak prawa jazdy. Jednak współczesny rynek pracy zaczął funkcjonować według innych zasad. Rekrutacja bez listu motywacyjnego staje się normą, ponieważ inicjatywę przejęła technologia, a nie zdolności literackie kandydata.

Automatyzacja procesów rekrutacyjnych drastycznie skróciła czas selekcji aplikacji. Systemy ATS filtrują zgłoszenia jeszcze zanim trafią one do rekrutera. W efekcie dokumenty opisowe, które wymagają czasu i uwagi, straciły na znaczeniu. Potwierdzają to dane z platform rekrutacyjnych i firm doradczych.

W praktyce pierwsze decyzje o dalszym losie kandydata zapadają w kilkanaście, najwyżej kilkadziesiąt sekund. Rekruterzy koncentrują się na CV, słowach kluczowych i zgodności doświadczenia z wymaganiami ogłoszenia. W takich warunkach znaczenie listu motywacyjnego w 2026 roku ogranicza się głównie do wybranych branż, stanowisk specjalistycznych oraz procesów, w których liczy się komunikacja, motywacja lub precyzyjne uzasadnienie zmiany zawodowej.


Dane LiveCareer: Czy tylko 5% kandydatów pisze listy?

Statystyki LiveCareer Polska rzucają nowe światło na skalę zjawiska. Z wewnętrznej analizy danych serwisu wynika, że zaledwie 4,86 proc. kandydatów dołącza list motywacyjny do swojej aplikacji. W 2024 roku użytkownicy platformy pobrali 770 227 CV, podczas gdy wygenerowali jedynie 38 748 listów motywacyjnych. Różnica ta jasno pokazuje, jak marginalnym elementem procesu aplikowania stał się dziś ten dokument.

Ratownictwo medyczne jest coraz bardziej atrakcyjnym zawodem Na zdjęciu, zespół ratowników podczas interwencji.
Zdrowie

Ratownictwo medyczne w Polsce. Wymagająca praca, ale chętnych nie brakuje

Jeszcze bardziej wymowny jest etap samego tworzenia listu. 42 285 użytkowników rozpoczęło jego pisanie, jednak 3 537 osób, czyli 8,4 proc., porzuciło ten proces przed zakończeniem. Dla wielu kandydatów przygotowanie listu okazało się zbyt czasochłonne w zestawieniu z tempem współczesnej rekrutacji.

Te dane pokazują, że list motywacyjny w rekrutacji przegrywa dziś z potrzebą szybkości, prostoty i wygody. Kandydaci wolą inwestować czas w CV oraz profile zawodowe niż w dodatkowy dokument narracyjny. Co istotne, choć analiza obejmuje użytkowników jednej platformy, dobrze odzwierciedla szerszy trend rynkowy. W praktyce cały rynek HR zmierza w kierunku maksymalnego skracania i automatyzacji pierwszego etapu selekcji.


Kto nadal traci czas na pisanie listów?

Mimo wyraźnego spadku znaczenia listu motywacyjnego, niektóre grupy zawodowe nadal traktują go jako istotny element aplikacji. Dane pokazują, że najczęściej tworzą go osoby na początku kariery, posiadające do trzech lat doświadczenia zawodowego. Dla tej grupy list bywa sposobem na uzupełnienie ograniczonego CV i wyjaśnienie motywacji do podjęcia pracy.

Najwyższą aktywność w pisaniu listów wykazują kandydaci w zawodach opartych na relacjach i komunikacji. Dotyczy to przede wszystkim:

  • pracowników biurowych i referentów,
  • handlowców oraz doradców klienta,
  • nauczycieli i pielęgniarek.

W tych profesjach umiejętność jasnego formułowania myśli oraz pracy z ludźmi pozostaje ważnym kryterium oceny, co może tłumaczyć większą skłonność do sięgania po formę narracyjną.

Zwraca uwagę jeszcze jeden szczegół. Osoby wysyłające komplet dokumentów, czyli CV wraz z listem motywacyjnym, rzadziej wracają do edycji swoich aplikacji. Może to świadczyć o większej pewności obranej strategii lub lepszym przygotowaniu do procesu rekrutacyjnego. Nie oznacza to jednak automatycznego sukcesu.

Pojawia się więc pytanie, czy warto pisać list motywacyjny w obecnych realiach. Specjaliści HR są zgodni: tak, ale głównie wtedy, gdy oferta dotyczy stanowiska specjalistycznego lub eksperckiego, a list realnie wnosi nowe informacje i jasno pokazuje wartość kandydata dla pracodawcy. W przeciwnym razie dokument pozostaje nieistotnym dodatkiem.


Pracownik kładzie płytki podłogowe. Praca tymczasowa dla agencji ma swoje ograniczenia. fot: Wesley Pacífico/ Unsplash
Społeczeństwo

Praca tymczasowa: limit 18 miesięcy u jednego pracodawcy

Jak algorytmy ATS i AI zmieniły selekcję kandydatów

Współczesna rekrutacja przestaje być procesem opartym na lekturze dokumentów. Na pierwszym etapie decyzje podejmują algorytmy. Systemy ATS (Applicant Tracking Systems), wykorzystywane przez firmy i agencje rekrutacyjne, odpowiadają dziś za wstępny przesiew tysięcy aplikacji. Ich zadaniem nie jest ocena potencjału kandydata, lecz techniczne dopasowanie CV do treści ogłoszenia.

Algorytm skanuje dokument w poszukiwaniu konkretnych fraz, nazw stanowisk, technologii, certyfikatów i umiejętności. Następnie przypisuje punkty zgodności. Im wyższy wynik, tym większa szansa, że aplikacja trafi do rekrutera.

Kluczowe znaczenie mają więc słowa kluczowe, czyli dokładnie te sformułowania, które pojawiają się w treści oferty pracy. Algorytm oczekuje ich w CV w niezmienionej formie. Synonimy, skróty myślowe czy opisy ogólne często nie są rozpoznawane jako równoważne. Dla systemu „zarządzanie projektami” i „project management” to nie zawsze to samo. Podobnie „obsługa klienta” i „customer support” mogą zostać potraktowane jako różne kompetencje.

Z tego powodu optymalizacja CV pod ATS polega na świadomym dopasowaniu języka dokumentu do języka ogłoszenia, a nie na jego stylistycznym upiększaniu. Najlepiej punktowane są CV, które:

  • używają identycznych nazw stanowisk i technologii,
  • zawierają te same frazy kompetencyjne co oferta,
  • mają prostą, przewidywalną strukturę,
  • unikają elementów graficznych utrudniających skanowanie.

Systemy ATS preferują standardowe nagłówki sekcji, takie jak „Doświadczenie zawodowe”, „Umiejętności”, „Wykształcenie”, „Certyfikaty”. Nietypowe nazwy sekcji lub kreatywne układy graficzne mogą obniżyć czytelność dokumentu dla algorytmu. Paradoksalnie im CV jest prostsze wizualnie, tym lepiej działa w selekcji maszynowej.

Dodatkowym czynnikiem jest rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, które coraz częściej wspierają ATS. Algorytmy uczą się na podstawie wcześniejszych rekrutacji, analizują, jakie profile kandydatów kończyły się zatrudnieniem, i na tej podstawie jeszcze ostrzej filtrują nowe zgłoszenia. W praktyce oznacza to dalsze wzmocnienie roli słów kluczowych i jeszcze mniejsze znaczenie dokumentów opisowych.

W efekcie kandydaci tworzą swoje aplikacje pod konkretne ATS, takie jak te stosowane m.in. przez eRecruiter czy międzynarodowe platformy HR.


Ile czasu rekruter poświęca na CV?

Rzeczywistość rekrutacyjna jest bezlitosna. Dane opublikowane pod koniec 2025 roku przez firmę Second Talent pokazują, że w procesach HR czas stał się najcenniejszą walutą. W wielu rekrutacjach jeden specjalista HR musi przejrzeć setki, a czasem nawet tysiące aplikacji napływających na jedno ogłoszenie, zwłaszcza w przypadku stanowisk juniorskich i popularnych ról biurowych. To radykalnie ogranicza możliwość pogłębionej analizy dokumentów.

Z deklaracji rekruterów wynika, że:

  • 33 proc. przegląda CV przez 10–30 sekund,
  • 47 proc. poświęca na to maksymalnie jedną minutę,
  • nikt nie zadeklarował analizy dokumentu trwającej dłużej niż 10 minut.

W takich warunkach pierwsza selekcja ma charakter czysto przesiewowy. Rekruterzy skupiają się na najbardziej widocznych elementach CV: nazwach stanowisk, firmach, długości doświadczenia oraz słowach kluczowych zgodnych z ogłoszeniem. Szansa na to, że list motywacyjny zostanie otwarty i przeczytany na tym etapie, jest znikoma. Decyzja o zaproszeniu na rozmowę zapada często jeszcze przed zapoznaniem się z treścią dodatkowych dokumentów.


Adrian Zandberg przeprowadził kontrolę poselską w sklepie Dino w Sochaczewie. Termometr pokazał zaledwie 8 stopni Celsjusza. fot. Zandberg/FB
News

Skandal w Dino: Adrian Zandberg zmierzył tylko 8 stopni na zapleczu

Nowa rola listu: Od standardu do strategii

Czy to oznacza, że list motywacyjny jest już martwy? Nie. Zmienił jednak swoją funkcję. Ma sens wyłącznie wtedy, gdy wnosi realną wartość dodaną, której nie da się pokazać w CV.

Jak podkreśla Małgorzata Sury, ekspertka ds. kariery z LiveCareer, kluczowe jest odejście od opisywania własnej motywacji na rzecz pokazania konkretnych korzyści dla pracodawcy. List może zadziałać wtedy, gdy kandydat zmienia branżę, tłumaczy nietypową ścieżkę zawodową lub aplikuje na stanowisko wymagające wysokiego poziomu odpowiedzialności i samodzielności.

W takich przypadkach szczególne znaczenie mają procesy prowadzone w mniejszych firmach, organizacjach eksperckich lub instytucjach, które nie korzystają z rozbudowanych systemów ATS. Tam spersonalizowany, dobrze napisany list nadal może wyrói ułatwić przejście do kolejnego etapu rekrutacji.

Rynek pracy nie zrezygnował więc z listu motywacyjnego całkowicie. Przestał natomiast traktować go jako obowiązkowy „wypełniacz” aplikacji. Dziś w rekrutacji liczy się konkret, szybkość i precyzyjne dopasowanie kompetencji do realnych potrzeb firmy. List ma znaczenie tylko wtedy, gdy realnie coś wyjaśnia i coś wnosi. W przeciwnym razie pozostaje dokumentem, który łatwo pominąć.


Źródła: LiveCareer Polska, Second Talent

Ewa Gładysz avatar
Ewa Gładysz

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *