Reforma PIP wstrzymana. Tusk zamyka temat umów i B2B

Anna Sadurska avatar
Anna Sadurska
Udostępnij artykuł
Wizyta Premiera Donalda Tuska w firmie RFK/KPRM

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy wpisana do KPO została zatrzymana. Donald Tusk uznał ją za zbyt ryzykowną dla firm i rynku pracy.


Premier wstrzymuje reformę PIP

Reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która miała wzmocnić walkę z umowami śmieciowymi i fikcyjnym samozatrudnieniem, została wstrzymana. Decyzję ogłosił Donald Tusk podczas konferencji prasowej 6 stycznia w Paryżu, odbywającej się przy okazji szczytu tzw. koalicji chętnych.

Premier potwierdził, że rząd nie będzie kontynuował prac nad projektem przygotowanym przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, mimo że jeszcze w grudniu ustawa została przyjęta przez Stały Komitet Rady Ministrów.

– „Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą”

– oświadczył Donald Tusk, odpowiadając na pytania dziennikarzy.

Biznes / News / Społeczeństwo

Po artykułach Fakty Plus Tusk odsyła reformę PIP do poprawki


Co zakładała reforma PIP?

Projekt ustawy wprowadzał daleko idące zmiany w kompetencjach Państwowa Inspekcja Pracy. Przede wszystkim okręgowi inspektorzy pracy mieli otrzymać prawo do wydawania decyzji administracyjnych, które pozwalałyby przekształcać umowy cywilnoprawne w umowy o pracę. Reforma obejmowała umowy zlecenia, umowy o dzieło oraz kontrakty B2B.

Inspektor wydawałby decyzję z natychmiastowym skutkiem. Oceniałby, czy spełnione są przesłanki stosunku pracy wskazane w art. 22 Kodeksu pracy. Chodziło o pracę pod kierownictwem pracodawcy oraz wykonywanie obowiązków w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym.

Rozwiązanie od początku budziło kontrowersje. Związki zawodowe widziały w nim skuteczne narzędzie walki z patologiami rynku pracy, w tym z fikcyjnym samozatrudnieniem i umowami śmieciowymi. Organizacje przedsiębiorców ostrzegały natomiast przed arbitralnymi decyzjami administracyjnymi i nadmierną ingerencją państwa w relacje biznesowe.

Biznes / News / Polityka

Czy Donald Tusk zdąży z „cudem gospodarczym” przed wyborami parlamentarnymi 2027?


Tusk: „Przesadna władza dla urzędników”

Podczas konferencji w Paryżu premier szczegółowo uzasadnił swoją decyzję. Jak podkreślał, kluczowym problemem była skala władzy, jaką projekt przyznawał urzędnikom państwowym.

– „Przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy” – mówił Donald Tusk.

Premier dodał, że właśnie z tego powodu zdecydował się twardo zakwestionować projekt podczas posiedzenia rządu.

– „Dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i tłumaczyłem paniom i panom ministrom, dlaczego widzę ryzyka z tym związane i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą” – zaznaczył.

Na koniec uciął spekulacje dotyczące ewentualnego powrotu do projektu.

– „Sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą” – podsumował.

News / Polityka

Donald Tusk: repolonizacja gospodarki konieczna. „Kończy się era naiwnej globalizacji”


Umowy śmieciowe i fikcyjne B2B. Skala problemu

Decyzja rządu zapada w momencie, gdy problem niestabilnych form zatrudnienia w Polsce wyraźnie narasta. Z danych Główny Urząd Statystyczny wynika, że niemal 1,5 mln osób pracuje wyłącznie na umowach zlecenia i umowach pokrewnych. Co istotne, ta liczba systematycznie rośnie, mimo dobrej sytuacji na rynku pracy.

Jednocześnie pracodawcy coraz częściej zastępują umowy o pracę kontraktami B2B. W praktyce wielu pracowników wykonuje obowiązki w taki sam sposób jak etatowcy. Pracują w określonych godzinach, realizują polecenia przełożonych i świadczą pracę w wyznaczonym miejscu. W efekcie powstaje zjawisko określane jako fikcyjne samozatrudnienie.

Co więcej, ten mechanizm wywołuje konkretne skutki społeczne i finansowe. Pracownicy tracą prawo do urlopu i chorobowego, a także stabilność zatrudnienia. Równocześnie pracodawcy przenoszą ryzyko ekonomiczne na zatrudnionych, natomiast państwo ponosi straty w systemie ubezpieczeń społecznych.

Tymczasem prawo pracy pozostaje jednoznaczne. Kodeks pracy wprost zakazuje zastępowania umowy o pracę umową cywilnoprawną, jeśli warunki wykonywania pracy wskazują na istnienie stosunku pracy. Ustawodawca jasno wskazuje, że o formie zatrudnienia decyduje rzeczywisty charakter pracy, a nie nazwa umowy.

Dlatego problem nie wynika z braku przepisów. Kluczowe pozostaje skuteczne egzekwowanie prawa pracy. Bez realnych narzędzi kontroli naruszenia nadal się opłacają, a patologie rynku pracy utrwalają się, mimo obowiązujących regulacji.

News / Społeczeństwo / Technologie

AI już zmienia rynek pracy. Liczba ofert w Polsce spadła do poziomu z pandemii


KPO i presja Komisji Europejskiej

Właśnie w tym kontekście rząd wpisał reformę PIP do Krajowy Plan Odbudowy na początku 2025 roku. Tym samym odpowiedział na wieloletnie uwagi Komisja Europejska, która konsekwentnie wskazywała na nadmierną segmentację polskiego rynku pracy.

Zobowiązanie zapisane w KPO zakładało wejście w życie nowej ustawy. Przede wszystkim akt ten upoważniałby Państwową Inspekcję Pracy do wydawania decyzji administracyjnych, które przekształcałyby umowy cywilnoprawne w umowy o pracę. Równocześnie rząd planował wzmocnić Inspekcję kadrowo i organizacyjnie, aby mogła skutecznie realizować nowe zadania.

Jednak wycofanie się z tej reformy wymusza renegocjację kamienia milowego z Komisją Europejską. W efekcie rząd znalazł się w politycznie i finansowo trudnej sytuacji, zwłaszcza że ten zapis został już wcześniej zmieniony na wniosek Polski. Bez nowego porozumienia realizacja części środków z KPO pozostaje zagrożona.

News / Społeczeństwo

CBOS: 62 proc. Polaków za legalizacją związków partnerskich. Rząd szykuje ustawę o statusie osoby najbliższej


Związki zawodowe kontra przedsiębiorcy

Projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy od początku dzielił partnerów społecznych. Organizacje pracodawców ostrzegały, że nadanie inspektorom prawa do administracyjnego przekształcania umów cywilnoprawnych w etaty zwiększy niepewność prawną i uderzy w stabilność firm.

Związki zawodowe oceniają jednak decyzję premiera jednoznacznie negatywnie. Związkowa Alternatywa w stanowisku opublikowanym 3 stycznia 2026 r. stwierdziła, że wstrzymanie reformy oznacza polityczne przyzwolenie na łamanie prawa pracy.

– „Donald Tusk po stronie patoprzedsiębiorców – blokada zamiany śmieciówek na etaty to zgoda na bezprawie na rynku pracy”

– oświadczyli związkowcy, wskazując, że decyzja rządu uderza w miliony pracowników formalnie pozbawionych podstawowych praw, mimo wykonywania pracy w warunkach typowych dla etatu.

Związek przypomina, że według danych GUS ponad 2,4 mln osób pracuje na umowach cywilnoprawnych, często przy spełnieniu wszystkich przesłanek stosunku pracy. Brak możliwości administracyjnej zmiany umowy oznacza, że – jak podkreślają związkowcy – łamanie prawa nadal pozostaje opłacalne.

Podobne stanowisko prezentuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Jego przewodniczący Piotr Ostrowski w rozmowie z OKO.press zwracał uwagę, że debata wokół reformy odwraca sens problemu.

– „Zamiast bronić uczciwych przedsiębiorców, dyskutujemy o tym, jak nie skrzywdzić tych, którzy próbują ominąć obowiązek zatrudniania na umowę o pracę. To absurd”

– mówił, podkreślając, że inspektorzy pracy nie stanowiliby zagrożenia dla firm działających zgodnie z Kodeksem pracy.


Ryzyko dla środków z Funduszu Odbudowy

Brak realizacji projektu może mieć realne konsekwencje finansowe. Komisja Europejska uzależnia wypłaty kolejnych transz środków z Funduszu Odbudowy od spełnienia uzgodnionych reform.

Decyzja Donalda Tuska stawia rząd przed koniecznością szybkiego znalezienia alternatywnego rozwiązania, które z jednej strony ograniczy nadużycia na rynku pracy, a z drugiej będzie akceptowalne politycznie i społecznie.

Źródła: Związkowa Alternatywa, OKO.press

Anna Sadurska avatar
Anna Sadurska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *