„Rosjo, obudź się! Przestań przeklinać!”
Moralna ofensywa w rytm bombardowań ukraińskich miast. Prawdziwym źródłem języka rosyjskiego są łagry i więzienia
W tym tygodniu Rosjanie, gdyby chcieli zastosować się do apeli władz i Cerkwi prawosławnej, powinni właściwie przestać w ogóle mówić. A przynajmniej używać języka rosyjskiego. Na billboardach w całym kraju, od prestiżowych prospektów Moskwy po zaniedbane osiedla na prowincji, zawisły na billboardach hasła: „Rosjo, obudź się! Przestań przeklinać!”. Jednak statystyki pokazują, że rosyjska mowa nie psuje się bez powodu. Jej źródłem jest system więzienny, który od pokoleń kształtuje społeczeństwo.
W Rosji na 100 000 mieszkańców przypada aż 320 więźniów. To prawie trzy razy więcej niż średnia w Unii Europejskiej (106 osób). Miliony ludzi, którzy przeszli przez kolonie karne, przyniosły do domów więzienną gwarę, zwaną „fienią”. W tym świecie wulgaryzmy są podstawą komunikacji. Dlatego akcja billboardowa jest skazana na porażkę – nie da się zmienić języka bez zmiany systemu, który produkuje agresję i masowo zamyka ludzi w łagrach.
Prawdziwe źródło języka: Łagry, więzienia i kultura zeków
Choć świat wciąż kojarzy rosyjską kulturę z finezją Rachmaninowa, poezją Puszkina, baletem Czajkowskiego czy psychologiczną głębią Dostojewskiego, rzeczywistość przeciętnego obywatela wyrasta z zupełnie innego źródła. Prawdziwym fundamentem współczesnego języka rosyjskiego nie są petersburskie salony, lecz łagry, więzienia i kolonie karne. To tam wykuła się kultura „zeków” (więźniów), która przez dekady sączyła się w kulturę i życie społeczne, aż je zdominowała.
Wulgaryzmy w Rosji to nie margines – one są kręgosłupem społecznej komunikacji. System GUŁAG-u, a później współczesne kolonie karne, stworzyły slang więzienny (tzw. fienia), który przeniknął do każdej sfery życia. W rosyjskim doświadczeniu historycznym więzienie nie jest miejscem dla marginesu; to doświadczenie masowe, niemal inicjacyjne dla milionów mężczyzn. Kultura więzienna stała się ważniejszą częścią rosyjskiej codzienności niż literatura piękna, ponieważ to ona dostarcza narzędzi do opisu brutalnej rzeczywistości, w której przyszło żyć Rosjanom.
Gdzie jechać, by nie spotkać Rosjan? Kurorty, które zdominowali turyści z Rosji
Paradoks „matu”: Skarb narodowy pod ochroną językoznawców
Nawet oficjalne kręgi naukowe w Rosji przyznają, że walka z wulgaryzmami to proces skomplikowany, a same przekleństwa stanowią unikalny element tożsamości. Władimir Pachomow, pracownik naukowy Instytutu Języka Rosyjskiego im. W.W. Winogradowa Rosyjskiej Akademii Nauk, w komentarzu dla państwowej agencji RIA Nowosti zauważył:
„Skala używania wulgaryzmów wyraźnie wzrosła”.
Pachomow zwraca uwagę na zjawisko, które czyni rosyjski „mat” czymś więcej niż tylko rynsztokowym słownictwem – to system o ogromnym ładunku emocjonalnym, który dziś, paradoksalnie, wymaga… ochrony przed nadużywaniem.
Językoznawca wysunął tezę, która stoi w jaskrawej sprzeczności z hasłami z moskiewskich billboardów:
„Choć może to brzmieć paradoksalnie, językoznawcy wysuwają obecnie tezę, że przekleństwa należy chronić i zachować. Musimy ograniczać używanie języka obscenicznego właśnie po to, aby nie stracić tej unikalnej grupy słów, która niesie w sobie ogromną siłę”.
Ta opinia ekspercka obnaża prawdziwy dramat rosyjskiej mowy: wulgaryzmy są tak wszechobecne, że tracą swoją pierwotną moc rażenia.
Statystyki upadku: Rosja w liczbach
Aby zrozumieć, dlaczego billboardy „Rosjo, obudź się!” są jedynie fasadą, należy spojrzeć na dane socjologiczne. Rosja posiada jedną z najwyższych populacji więziennych na świecie. Według statystyk, na 100 000 mieszkańców przypada tam aż 320 więźniów. Dla porównania, średnia w Unii Europejskiej oscyluje wokół 106 osób. Tak ogromna masa ludzi przechodzących przez system penitencjarny sprawia, że więzienne zasady stają się zasadami życia cywilnego.
Rabunek polskiej sztuki: Niemcy i Rosja wciąż ukrywają tysiące zagrabionych dzieł. Deutsche Welle i Süddeutsche Zeitung odsłaniają skalę problemu
Brutalność języka idzie w parze z brutalnością społeczeństwa. Wskaźnik morderstw w Rosji wynosi około 7,5 na 100 000 mieszkańców, co jest wynikiem niemal dziesięciokrotnie wyższym niż w krajach zachodnioeuropejskich (średnia UE to zaledwie 0,8). W społeczeństwie, w którym przemoc fizyczna jest wszechobecna i usankcjonowana przez państwo, język musi być równie agresywny. Badania wskazują, że 70% dorosłych Rosjan regularnie używa wulgaryzmów, a dla ogromnej części populacji stanowią one jedyny sposób na wyrażenie silnych emocji czy potwierdzenie swojej pozycji w hierarchii.
Statystyki wskazują na stały poziom około 11,5 litra czystego spirytusu rocznie na jednego mieszkańca. Alkoholizm degraduje zdrowie i niszczy bariery obyczajowe, czyniąc wulgaryzmy podstawowym narzędziem ekspresji w sytuacjach konfliktowych i normalnym życiu, także rodzinnym.
Język rynsztoka na szczytach władzy
Największym paradoksem tej kampanii umoralniającej jest fakt, że to sami jej inicjatorzy od lat promują język więzienny. Władimir Putin używa slang kryminalny, by zademonstrować siłę i „swojskość”. Jego słynne zdanie z 1999 roku dotyczące czeczeńskich bojowników: „Będziemy ich wykańczać w kiblu” (moczit’ w sortirie), stało się symbolem wejścia grypsery do oficjalnego języka dyplomacji.
Gdy prezydent mówi językiem łagru, apele Cerkwi o „czystość mowy” brzmią jak ponury żart. To właśnie kultura siły, wywodząca się z kolonii karnych, jest prawdziwym silnikiem rosyjskiej polityki. W tym systemie kultura, grzeczność i poprawność językowa są piętnowane jako słabość lub cecha „zgniłego Zachodu”.
Literackie świadectwo łagrowej mowy
Literatura rosyjska, od dawna dokumentuje ten proces degradacji. Warlam Szałamow, który przeżył piekło Kołymy, w swoich „Opowiadaniach kołymskich” bezlitośnie obnażył prawdę o rosyjskim języku:
„Więzień uczy się tam przeklinać, zanim nauczy się prosić o chleb. Język łagru to nie tylko słowa, to sposób, w jaki nienawiść do świata znajduje ujście, gdy zabraknie innych narzędzi walki”.
Szałamow pisał, że w systemie totalitarnym wulgaryzm staje się ostatnią formą autentyczności. Z kolei Aleksander Sołżenicyn w „Archipelagu GUŁAG” ukazywał, jak slang więzienny stał się wspólnym mianownikiem dla profesora i kryminalisty. Dzisiejsza Rosja przypomina taki wielki obóz, w którym billboardy o kulturze języka wiszą na murach zbudowanych z systemowej przemocy.
Doda zmienia polskie prawo. Koniec więzienia za obrazę uczuć religijnych
Cynizm w obliczu zbrodni wojennych
Najbardziej niemoralnym aspektem tej kampanii jest jednak jej tło polityczne. W tym samym czasie, gdy billboardy nawołują do dbałości o słowa, rosyjska machina wojenna prowadzi brutalną kampanię niszczenia ukraińskich miast.
- Celowe ataki na systemy grzewcze i elektrownie w Ukrainie pozbawiły miliony ludzi ciepła w szczycie zimy. Według raportów ONZ (OCHA) jest to bezpośrednie uderzenie w ludność cywilną.
- Agresja Kremla zmusiła do ucieczki ponad 10 milionów osób – to skala tragedii, której nie da się opisać bez użycia najmocniejszych słów.
- Śmierć niewinnych: Dane OHCHR potwierdzają tysiące zabitych cywilów, w tym dzieci, które zginęły pod gruzami lub z wychłodzenia w nieogrzewanych piwnicach.
Władza, która wydaje rozkazy mordowania zmarzniętych ludzi, nie posiada moralnego mandatu, by pouczać kogokolwiek o szkodliwości przekleństw. Niszczenie całych miast jest nieskończenie większym upadkiem kultury niż używanie „matu”.
Ukraina: pojmano Chińczyków walczących po stronie Rosji
Fasada na ruinach
Billboardy w Moskwie to jedynie kolejna warstwa propagandowej maski. Rosyjska kultura więzienna, z jej brutalnością i prymitywizmem, jest głęboko wrośnięta w tkankę narodu. Dopóki systemem rządzi przemoc, więzienia są przepełnione więźniami politycznymi i kryminalnymi, a mordowanie ukraińskich cywili stanowią element państwowej strategii, język rosyjski pozostanie językiem łagru.
Hasło „Rosjo, obudź się!” brzmi dziś jak okrutna ironia. Prawdziwe przebudzenie wymagałoby bowiem spojrzenia w lustro i przyznania, że to nie wulgaryzmy są problemem, lecz zbrodnie, które za nimi stoją. Bez fundamentalnej zmiany politycznej mowa rosyjska pozostanie wiernym odbiciem zekowskiej rzeczywistości, w której brutalny mat jest jedynym środkiem wyrazu adekwatnym do skali moralnej ruiny państwa.



