Ukraiński An-28 pokazał, że tani turbośmigłowiec może zatrzymać Shahedy. Polska kopiuje sąsiadów
Ukraiński An-28 zestrzelił już setki rosyjskich Shahedów. Polska chce wykorzystać podobny system w samolotach M28 Skytruck
W ostatnich dniach z dużym zainteresowaniem czytaliśmy o planach przebudowy samolotów M28 Skytruck produkowanych w Mielcu na platformy do zwalczania dronów. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że sam pomysł nie jest nowy. Podobne rozwiązania testowali wcześniej Amerykanie, ale na Ukrainie twórczo rozwinięto tę koncepcję.
To właśnie tam lekki turbośmigłowy Antonov An-28, czyli właściwie bliźniak polskiego M28 Skytruck, został zamieniony w niezwykle skutecznego łowcę rosyjskich dronów kamikadze Shahed.
Ukraińcy poszli jednak o krok dalej. Nie ograniczyli się wyłącznie do montażu karaninów maszynowych. Stworzyli również system, w którym samolot pełni funkcję latającego nosiciela dla mniejszych dronów przechwytujących. W efekcie powstało coś w rodzaju samolotu matki-bazy dla bezzałogowców.
Ten przykład jest szczególnie interesujący dla Polski, ponieważ nasza armia chce wykorzystać dokładnie ten sam typ maszyny.
Dlaczego nowoczesne myśliwce mają problem z wolnymi dronami
W teorii współczesne myśliwce powinny bez problemu niszczyć powolne drony kamikadze. W praktyce okazuje się jednak, że właśnie takie cele bywają wyjątkowo niewygodne dla maszyn projektowanych do walki z szybkimi samolotami i rakietami.
Rosyjskie Shahed-136 latają zwykle z prędkością około 120-180 km/h bardzo nisko nad ziemią. Dla nowoczesnych odrzutowców, takich jak F-16 Fighting Falcon, przechwycenie takiego obiektu okazuje się znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Maszyny tego typu projektowano z myślą o walce z szybkimi celami powietrznymi. Aby zachować stabilność aerodynamiczną oraz sterowność, pilot musi utrzymywać odpowiednio wysoką prędkość.
W praktyce oznacza to, że myśliwiec często dosłownie „przelatuje” obok wolnego drona, zanim pilot zdąży skutecznie oddać strzał lub ustawić się do kolejnego podejścia. Im wolniejszy cel, tym bardziej problematyczne staje się utrzymanie go w polu ostrzału.
Problem radarów i „filtrowania” wolnych celów
Dodatkowym problemem są systemy radiolokacyjne. Nowoczesne radary wojskowe optymalizowano przede wszystkim pod wykrywanie szybko poruszających się zagrożeń, takich jak samoloty bojowe, rakiety manewrujące czy pociski balistyczne.
Tymczasem bardzo wolne obiekty mogą być częściowo odrzucane przez algorytmy filtrujące jako zakłócenia atmosferyczne, ptaki albo tło terenowe.
To właśnie dlatego niewielkie drony lecące nisko nad ziemią bywają trudne do wykrycia i śledzenia. W czasie wojny w Ukrainie wielokrotnie okazywało się, że tanie bezzałogowce potrafią przedzierać się przez bardzo zaawansowane systemy obrony przeciwlotniczej.
Największy nalot ukraińskich dronów na Rosję w 2026. Płonie port Ust-Ługa
Chiński balon pokazał słabość nowoczesnych systemów
Podobny problem mieli Amerykanie podczas incydentów z chińskimi balonami nad USA w 2023 roku.
Duży, ale bardzo wolny obiekt okazał się wyjątkowo nietypowym celem dla jednych z najnowocześniejszych myśliwców świata. Załogi Lockheed Martin F-22 Raptor miały naprawdę duże problemy z tymi celami.
Problemem była charakterystyka celu. Myśliwiec zaprojektowany do walki z naddźwiękowymi samolotami musiał zestrzelić bardzo wolno poruszający się obiekt.
Po incydencie dowództwo NORAD przyznało nawet, że zmieniono ustawienia filtrów radarowych, aby skuteczniej wykrywać bardzo wolne obiekty powietrzne. W praktyce oznaczało to, że część takich celów mogła wcześniej pozostawać poza głównym zainteresowaniem systemów ostrzegania.
Wojna dronów stała się wojną kosztów
Do problemów technicznych dochodzi jeszcze zwykła buchalteria. Do zestrzeliwania balonów używano rakiet AIM-9X Sidewinder. Koszt pojedynczego pocisku liczony jest w setkach tysięcy dolarów. Do tego dodać astronomiczny koszt godziny lotu F-22.
Dokładnie ten sam problem pojawia się dziś podczas walki z rosyjskimi dronami Shahed. Używanie kosztownej rakiety przeciwlotniczej przeciwko relatywnie taniemu dronowi jest na dłuższą metę wręcz rujnujące.
Właśnie dlatego Ukraina zaczęła szukać znacznie tańszych metod przechwytywania takich obiektów. W ten sposób reanimowano pomysł wykorzystania tanich turbośmigłowych samolotów, takich jak An-28 i polski M28 Skytruck.
Kolejny raz okazuje się, że najdroższa technologia nie zawsze najlepiej radzi sobie z najprostszymi zagrożeniami.
Ukraińcy próbowali wszystkiego. Ostatecznie to An-28 okazał się najbardziej obiecujący
Ukraińcy nie doszli do wykorzystania An-28 od razu. Rosyjskie ataki Shahedami zmusiły ich do improwizacji na ogromną skalę. Problem był tak poważny, że do zwalczania dronów zaczęto przystosowywać praktycznie wszystko, co mogło utrzymać się w powietrzu i latać wystarczająco wolno.
Do nocnych polowań wykorzystywano między innymi śmigłowce Mi-8, które uganiały się za dronami kamikadze i ostrzeliwały je z broni pokładowej.
Ukraińcy sięgnęli również po stare samoloty szkolno-treningowe Yakovlev Yak-52. Te lekkie tłokowe maszyny, pamiętające jeszcze czasy ZSRR, zaczęły wykonywać nocne loty patrolowe z uzbrojonymi strzelcami na pokładzie. Nagrania takich przechwyceń obiegły później media społecznościowe i zachodnie portale wojskowe.
Testowano różnorodne rozwiązania m.in. także improwizowane stanowiska przeciwlotnicze montowane na pojazdach terenowych. I właśnie tutaj coraz większą uwagę zaczęły przyciągać turbośmigłowe Antonovy An-28. Samolot posiada kilka cech idealnych do walki z wolnymi dronami kamikadze.
Przede wszystkim An-28 może bardzo wolno lecieć i długo utrzymywać się w powietrzu. Dzięki temu załoga może podążać za Shahedem i utrzymywać go w polu ostrzału przez znacznie dłuższy czas niż szybki myśliwiec odrzutowy.
Duże znaczenie ma również układ górnopłata. Skrzydła umieszczono nad kadłubem, dlatego strzelcy prowadzący ogień z bocznych drzwi mają bardzo dobre pole widzenia w dół i na boki. Przy nocnych akcjach przeciwko dronom ma to ogromne znaczenie.
An-28 może także operować z krótkich i prowizorycznych pasów startowych.
Amerykański zakaz dla ataków na Noworosyjsk. Administracja Trumpa ostrzega Kijów
Nocne polowania na drony
Ukraińcy stworzyli wokół An-28 cały system przechwytywania dronów kamikadze. Operacje prowadzone są głównie nocą, gdy Rosja najczęściej wysyła Shahedy przeciwko miastom i infrastrukturze krytycznej.
Załoga samolotu współpracuje z naziemnymi kontrolerami naprowadzania oraz radarami, które przekazują informacje o wykrytych dronach i przewidywanym kierunku ich lotu. Po wejściu w wyznaczony sektor An-28 rozpoczyna patrol i przeszukuje przestrzeń powietrzną przy użyciu gogli noktowizyjnych, kamer termowizyjnych oraz sensorów podczerwieni.
Po wykryciu celu pilot ustawia samolot za dronem i utrzymuje podobną prędkość lotu. To właśnie tutaj turbośmigłowy An-28 ma przewagę nad szybkim myśliwcem odrzutowym. Maszyna może stabilnie podążać za Shahedem i utrzymywać go w polu ostrzału.
Stanowiska ogniowe znajdują się przy bocznych drzwiach samolotu. Strzelcy wykorzystują między innymi wielolufowe karabiny maszynowe M134 Minigun kalibru 7,62 mm, które potrafią wystrzeliwać nawet około 100 pocisków na sekundę.
Według The War Zone ukraińskie załogi An-28 miały zestrzelić już ponad 220 rosyjskich dronów wyłącznie przy użyciu uzbrojenia strzeleckiego.
An-28 matka baza dla myśliwskich dronów
Początkowo ukraińskie załogi wykorzystywały An-28 głównie jako platformę do prowadzenia ognia z broni maszynowej. Z czasem okazało się jednak, że nawet skuteczne nocne polowania z użyciem karabinów maszynowych mają swoje ograniczenia.
Drony kamikadze zaczęły latać wyżej, szybciej i coraz częściej pojawiały się w większych grupach. Rosja zwiększyła produkcję systemów typu Shahed/Geran do tysięcy sztuk miesięcznie. Ukraińcy musieli więc opracować rozwiązanie, które pozwoli niszczyć cele szybciej, taniej i na większych dystansach.
Wtedy pojawił się pomysł, aby sam An-28 stał się nie tylko myśliwym, ale również latającą platformą startową dla mniejszych dronów przechwytujących.
Czołg K2PL kontra drony FPV. AWL zrobiło symulację starcia
Samolot jako powietrzny „lotniskowiec”
Ukraińscy inżynierowie wyposażili An-28 w podskrzydłowe punkty podwieszeń dla bezzałogowców przechwytujących. W praktyce oznacza to, że turbośmigłowy samolot transportowy może przenosić własne „mini-rakiety powietrze-powietrze”, tyle że zamiast klasycznych pocisków wykorzystuje niewielkie drony bojowe.
An-28 patroluje wyznaczony obszar i otrzymuje dane o nadlatujących rosyjskich dronach. Po wykryciu celu pilot odpala drona przechwytującego. Dzięki temu bezzałogowiec nie musi startować z ziemi i tracić energii na wznoszenie. Od początku znajduje się blisko celu, ma dużą prędkość początkową i może błyskawicznie przejść do pościgu.
SkyFall P1-Sun. Tani myśliwy drukowany na drukarkach 3D
Jednym z podstawowych dronów wykorzystywanych przez Ukraińców jest SkyFall P1-Sun.
To niewielki przechwytujący bezzałogowiec zaprojektowany specjalnie do niszczenia dronów typu Shahed. Konstrukcja wykorzystuje modułowy kadłub produkowany częściowo na drukarkach 3D, co znacząco upraszcza i przyspiesza produkcję.
Maszyna może operować na wysokości do około 5000 metrów i osiągać prędkość nawet 450 km/h. To wystarcza nie tylko do przechwytywania klasycznych Shahedów, ale również szybszych wariantów odrzutowych, takich jak rosyjski Geran-3.
Najważniejsza jest jednak cena. Produkcja takich dronów kosztuje wielokrotnie mniej niż użycie klasycznych rakiet przeciwlotniczych.
W praktyce oznacza to, że Ukraina może prowadzić znacznie tańszą obronę przeciwko masowym atakom rosyjskich bezzałogowców.
Merops AS-3 Surveyor
Drugim typem przechwytującego bezzałogowca wykorzystywanego przez Ukraińców jest Merops AS-3 Surveyor. To bardziej zaawansowana konstrukcja wyposażona w sensory optoelektroniczne, systemy autonomicznego śledzenia celu oraz możliwość działania zarówno autonomicznego, jak i sterowanego przez operatora.
Po wykryciu celu dron może zniszczyć go poprzez bezpośrednie uderzenie albo detonację głowicy odłamkowej przy użyciu zapalnika zbliżeniowego.
Warto dodać, że drony Merops AS-3 Surveyor były prezentowane i testowane także w Polsce podczas ćwiczeń wojskowych oraz pokazów systemów antydronowych. Polscy żołnierze prowadzili szkolenia z wykorzystaniem tych konstrukcji między innymi na poligonach w Ustce i Nowej Dębie.
Według danych cytowanych przez amerykańskie media koszt jednego drona Merops wynosi obecnie około 15 tys. dolarów. Przy produkcji seryjnej cena mogłaby spaść nawet do poziomu 3-5 tys. dolarów za sztukę.
Dlaczego ten model walki interesuje Polskę?
Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej bardzo uważnie analizuje innowacyjne doświadczenia Ukrainy w zwalczaniu bezzałogowców. Wojsko Polskie posiada w swojej flocie samoloty PZL M28 Skytruck, które produkuje fabryka PZL Mielec. Maszyny te są bezpośrednim rozwinięciem konstrukcyjnym ukraińskiego An-28.
Polska platforma dzieli ze swoim wschodnim pierwowzorem zalety, które predysponują samolot do roli powietrznego łowcy dronów. M28 oferuje przede wszystkim bardzo niską prędkość minimalną. Ponadto samoloty z Mielca gwarantują dużą długotrwałość lotu, co pozwala pilotom prowadzić nieprzerwane, wielogodzinne patrole w wyznaczonych strefach.
Skytruck wyróżnia się także właściwościami STOL (krótkiego startu i lądowania). Maszyna potrzebuje zaledwie 270 metrów pasa do startu i poniżej 220 metrów do lądowania. W praktyce oznacza to, że polskie załogi mogą operować w rozproszeniu i wykorzystywać gruntowe lotniska polowe, leśne polany, a także Drogowe Odcinki Lotniskowe (DOL).
„Pajęczyna” nad Rosją. Ukraina w jednym uderzeniu niszczy 40 samolotów, w tym bombowce strategiczne
M28 Skytruck jako element wielowarstwowej obrony NATO
Wojsko Polskie planuje zintegrować zmodernizowane Skytrucki w nowoczesny system obrony powietrznej kraju, który zapewni automatyczną wymianę danych o celach w czasie rzeczywistym.
M28 Skytruck będzie działać w ramach zintegrowanej sieci:
- System IBCS (Integrated Battle Command System), który zarządza obroną przeciwlotniczą.
- Standard łączności Link 16, który przesyła dane między platformami bojowymi.
- Baterie przeciwlotnicze Wisła (system Patriot) oraz zestawami krótkiego zasięgu Narew.
- Wojskowe aerostaty Barbara, czyli bezzałogowymi balonami rozpoznawczymi na uwięzi, które przypominają kształtem mini-sterowce i unoszą radary AESA do wykrywania nisko lecących obiektów z dużej odległości.
- Samoloty wczesnego ostrzegania Saab 340 AEW&C oraz wielozadaniowe śmigłowce Leonardo AW149.
W tym systemie mini-sterowce Barbara oraz radary systemu Saab 340 namierzają nisko lecące bezzałogowce. Następnie aerostaty i samoloty wczesnego ostrzegania przesyłają koordynaty celów bezpośrednio do patrolujących M28. Załogi Skytrucka wykorzystują pokładową głowicę optoelektroniczną oraz uzbrojenie strzeleckie bądź naprowadzane laserowo rakiety APKWS, po czym skutecznie zneutralizuje zagrożenie.
Wojna zmienia znaczenie małych samolotów
Jeszcze kilka lat temu konstrukcje takie jak An-28 czy M28 Skytruck wykorzystywane były wyłącznie do transportu, szkolenia skoczków, patrolowania.
Okazało się, że prosty, tani w utrzymaniu i powolny samolot transportowy radzi sobie ze specyficznymi zagrożeniami asymetrycznymi znacznie lepiej niż nowoczesne myśliwce naddźwiękowe. Doświadczenia z frontu pokazują, że maszyny tego typu, działając jako nosiciele innowacyjnych dronów przechwytujących (takich jak SkyFall P1-Sun czy Merops AS-3 Surveyor), potrafią drastycznie obniżyć koszty operacji.
Źrodło: The War Zone, Fakty Plus
Lex Szarlatan. Rząd wypowiada wojnę dezinformacji i pseudomedycynie
Czytaj więcej



