Złote Globy 2026: Chalamet rządzi, niedoceniony DiCaprio

Gala w Los Angeles rozpoczyna tegoroczny sezon nagród filmowych. Leonardo DiCaprio przegrał aktorski pojedynek, ale jego film „Jedna bitwa po drugiej” triumfuje przed Oscarami.
Timothée Chalamet rządzi!
Nagrodę dla najlepszego aktora zdobył Timothée Chalamet za rolę w filmie Marty Supreme, dystrybuowanym w Polsce pod tytułem „Marty Supreme. Droga na szczyt”. To dramat sportowo-obyczajowy inspirowany prawdziwą historią Marty’ego Reicha, legendarnego amerykańskiego mistrza tenisa stołowego, który w latach 60. i 70. stał się jedną z ikon tej dyscypliny.

Film wyreżyserował Josh Safdie, znany z Good Time i Nieoszlifowanych diamentów. Produkcja jest charakterystyczna dla stylu tego reżysera. Szybkie tempo oddaje nerwowość narracji. Kamera jest bardzo blisko bohatera. Film skupia się na obsesji rywalizacji, samotności sportowca i psychicznej cenie sukcesu.
Chalamet jest tutaj impulsywny, arogancki i jednocześnie wewnętrznie kruchy. Na ekranie partnerują mu m.in. Gwyneth Paltrow, Tyler, The Creator oraz Fran Drescher. Krytycy podkreślali, że to jedna z najtrudniejszych i wymagających wysiłku fizycznego ról w jego karierze. Aktor wyraźnie zrywa tu z wizerunkiem wrażliwego intelektualisty, z którym był dotąd często kojarzony.
W trakcie promocji filmu Chalamet nie ukrywał, że była to dla niego rola wyjątkowo wymagająca:
„Ten bohater mnie przerażał. Właśnie dlatego wiedziałem, że muszę go zagrać”
– mówił w wywiadach.
Odbierając Złotego Globa, Chalamet dziękował ekipie filmowej i reżyserowi. Podkreślał znaczenie zespołowej pracy i fakt, że projekt wymagał od niego zupełnie innego podejścia aktorskiego. W branży od tygodni wskazywano go jako faworyta. Ten werdykt tylko to potwierdził.

„Ziemia obiecana” najlepszym polskim filmem wszech czasów. Znamy wyniki historycznego rankingu
DiCaprio – rewolucjonista w szlafroku
W tej samej kategorii nominowany był Leonardo DiCaprio, jednak tym razem nie udało mu się sięgnąć po kolejną nagrodę. Aktor ma na koncie trzy Złote Globy: za role w Aviatorze (2005), Wilku z Wall Street (2014) oraz Zjawie (2016). Za ten ostatni film otrzymał również jedynego jak dotąd Oscara, po latach głośnych nominacji bez zwycięstwa.
Ponadto DiCaprio był nominowany do Oscara jeszcze pięć razy, m.in. za Co gryzie Gilberta Grape’a, Aviatora, Krwawy diament, Wilka z Wall Street oraz Pewnego razu… w Hollywood. Przez lata uchodził za jednego z najwybitniejszych aktorów swojego pokolenia, a jednocześnie za symbol artysty długo pomijanego przez Amerykańską Akademię.
Mimo kolejnej prestiżowej nominacji DiCaprio opuścił galę bez statuetki, a rywalizacja w kategorii najlepszego aktora przyniosła sukces młodszemu konkurentowi.
Na ekranie partnerują mu m.in. Regina Hall, Sean Penn i Teyana Taylor. Sama produkcja zebrała bardzo dobre recenzje, przede wszystkim za scenariusz oraz konsekwencję reżyserską. Tym razem jednak uznanie krytyków nie przełożyło się na indywidualne wyróżnienie aktorskie dla DiCaprio.
Podczas promocji filmu DiCaprio podkreślał, że nie zamierzał kreować supermena:
„To nie jest opowieść o bohaterstwie. To historia o konsekwencjach wyborów”
– mówił w jednym z wywiadów. Dodawał również:
„Najciekawsze postacie to te, które nie wiedzą już, czy miały rację”.

„Heweliusz” od dziś na Netflixie. Jan Holoubek i Kasper Bajon opowiadają o największej katastrofie morskiej w historii Polski
Anderson pędzi po Oscara
Choć Leonardo DiCaprio przegrał rywalizację aktorską, „Jedna bitwa po drugiej” była jednym z najważniejszych zwycięzców całej gali. W przeciwieństwie do wielu produkcji sezonu, film Paula Thomasa Andersona łączy silny autorski styl z czytelną, polityczną narracją, co czyni go atrakcyjnym zarówno dla krytyków, jak i dla członków Akademii.
Scenariusz, za który przyznano Złotego Globa, jest chwalony za świetne dialogi, unikanie publicystycznych skrótów i konsekwentne budowanie napięcia wokół wyborów moralnych bohaterów. Film pokazuje erozję dawnych ideałów, zmęczenie radykalizmem i cenę politycznego zaangażowania.
Doskonale opisuje to Łukasz Broda w swojej recenzji na Filmweb :
„Wojny ideowe to zawsze wojny międzypokoleniowe, czyli nieskończony bezsens, którego nie sposób przerwać. Anderson prowadzi tę historię z wyraźną empatią, unikając mizantropii i karykatury.”

„Avatar 3” będzie jeszcze dłuższy! Czy widzowie wytrzymają bez antraktu?
Głównym bohaterem opowieści Andersona jest były aktywista, zaangażowany w akcje terrorystyczne. Ucieka przed swoją przeszłością, ale niestety musi zapłacić nieuregulowane rachunki ze szczęściem, które mu do tej pory sprzyjało.
Dla Andersona to wyjątkowy początek sezonu. Reżyser od lat uchodzi za jednego z najwybitniejszych twórców amerykańskiego kina, a jednocześnie za artystę systematycznie pomijanego przez Amerykańską Akademię.
Tym razem sytuacja wygląda inaczej. „Jedna bitwa po drugiej” łączy ambicję artystyczną z aktualnym kontekstem społecznym. W kuluarach mówi się, że to właśnie ten film ma dziś najszersze poparcie w branży i może stać się tegorocznym zwycięzcą wielu konkursów.



