Jeździł za 200 euro miesięcznie. Za mało! Sąd przyznał ponad 200 tys. euro wyrównania!
Rumuński kierowca jeździł nocami po Belgii i Niemczech, ale dostawał rumuńską pensję. Po 11 latach sąd przyznał mu wyrównanie.
Portal 40ton.net opisuje historię rumuńskiego kierowcy Ștefana Popescu. Mężczyzna jeździł dla belgijskiej firmy H. Essers, ale umowę miał podpisaną z rumuńską spółką należącą do tej samej grupy. Ciężarówkę odbierał w bazie H. Essers w belgijskim Genk, a następnie ruszał w nocne kursy po Belgii i do Niemiec. Mimo że jeździł dla belgijskiego przewoźnika, dostawał rumuńską pensję. Czyli marne 200 euro miesięcznie.
Kierowca w końcu się zbuntował. Zgłosił sprawę do sądu i zażądał wypłaty wynagrodzenia według belgijskich stawek. Po 11 latach postępowania wygrał. Jego prawnik wstępnie wyliczył, że firma będzie musiała wypłacić mu ponad 202 tys. euro wyrównania.
Historia Popescu pokazuje, jak firmy transportowe oszczędzają kosztem kierowców z Europy Wschodniej. Polacy, Rumuni i Bułgarzy jeżdżą po Niemczech, Belgii, Holandii czy Francji, ale często dostają znacznie niższe pensje niż miejscowi kierowcy. Wykonują taką samą pracę, jeżdżą po tych samych drogach i wożą towary dla tych samych klientów. Dlatego powinni również otrzymywać takie samo wynagrodzenie.
Jeździł nocami, a na umowie miał 200 euro pensji
Ștefan Popescu zaczął pracować dla H. Essers w 2011 roku. Formalnie zatrudniał go rumuński oddział firmy. W praktyce kierowca rozpoczynał kursy w belgijskim Genk, wsiadał w ciężarówkę i jeździł według tras wyznaczanych przez belgijskich dyspozytorów.
Pracował przede wszystkim nocami między Belgią a Niemcami. Na umowie miał około 200 euro miesięcznie, czyli ówczesną rumuńską pensję minimalną. Oprócz tego dostawał 40 euro dziennie na wydatki w trasie. Pieniądze miały wystarczyć między innymi na jedzenie, prysznic i pozostałe koszty ponoszone poza domem. Później dieta wzrosła do 45 euro dziennie.
Kierowca zajmował się również przygotowywaniem innych pojazdów w firmie do drogi. Sprawdzał ciśnienie w oponach i porządek w kabinach. Z czasem został nawet prywatnym kierowcą właściciela przedsiębiorstwa. Jego podstawowa pensja nadal wynosiła jednak około 200 euro.
Popescu uznał, że skoro jeździ z belgijskiej bazy i wykonuje polecenia wydawane w Belgii, powinien otrzymywać wynagrodzenie według tamtejszych stawek. Zgłosił sprawę do sądu pracy.
Sędziowie przyznali rację kierowcy
Sądy analizowały przede wszystkim miejsce, z którego Popescu rzeczywiście jeździł, odbierał samochód i dostawał polecenia. Jakie były prawdziwe warunki wykonywania obowiązków.
W 2023 roku sąd pracy w Antwerpii uznał, że kierowca powinien otrzymywać wynagrodzenie zgodne z belgijskimi przepisami. Firma H. Essers zaskarżyła orzeczenie, a sprawa dotarła do belgijskiego Sądu Kasacyjnego.
Okradali kierowców ciężarówek z pensji. Szef firmy skazany na więzienie
Najwyższa instancja wydała ostateczny wyrok 2 marca 2026 roku. Sędziowie odrzucili skargę przewoźnika. Potwierdzili, że kierowcy przysługują zaległe pensje, dodatki, pieniądze za urlop i premie roczne naliczone według belgijskich zasad.
– Mam nadzieję, że ten proces poprawi warunki socjalne moich byłych kolegów – mówił Popescu belgijskim mediom po wyroku.
Firma chciała zaliczyć diety do pensji
H. Essers przekonywała, że przy ustalaniu zarobków należy uwzględnić dzienne diety wypłacane kierowcy. Dzięki takiemu obliczeniu jego miesięczny dochód byłby znacznie wyższy niż 200 euro.
Sąd Kasacyjny odrzucił ten argument. Według orzeczenia dieta była zwrotem kosztów ponoszonych w trasie, między innymi na jedzenie, transport i drobne wydatki. Była wypłacana obok pensji i nie stanowiła zapłaty za wykonane kursy. Dlatego firma nie mogła zaliczyć jej do belgijskiego wynagrodzenia minimalnego.
Końcową kwotę wyrównania ma jeszcze dokładnie wyliczyć sąd pracy na podstawie całej historii zatrudnienia. Prawnik Popescu szacuje, że łącznie będzie to ponad 200 tys. euro.
Do wyrównania mają wejść zaległe pensje, dodatki, premie roczne oraz pieniądze za urlop. Firma zapowiedziała, że zastosuje się do prawomocnego rozstrzygnięcia i wypłaci kwotę ustaloną przez sąd.
Kolejna śmierć kierowcy ciężarówki na A4. Zawodowcy wściekli po artykule Fakty Plus
Kierowcy nadal są wykorzystywani. Tak firmy ucinają im pieniądze
Przypadek Popescu pokazuje jak traktuje się kierowców z Europy Środkowej i Wschodniej. Kierowca jeździ po Niemczech, Belgii, Holandii lub Francji, ale ma umowę podpisaną w państwie, w którym pensje są znacznie niższe. Za podobne kursy dostaje mniej niż jego niemiecki, holenderski albo belgijski kolega.
Jednym z najczęstszych sposobów jest bardzo niska pensja podstawowa i wypłacanie część wypłaty w postaci diety. Firma płaci wtedy niższe składki, a kierowca ma później niższą emeryturę, wynagrodzenie chorobowe i urlopowe. Łatwiej również obciąć dietę, zatrzymać jej część albo uzależnić ją od liczby przejechanych kilometrów.
Z danych zebranych przez Międzynarodową Federację Pracowników Transportu w latach 2017–2018 wynika, że badani kierowcy z Rumunii, Bułgarii i Ukrainy otrzymywali od 310 do 375 euro pensji podstawowej miesięcznie. Z dietami zarabiali zwykle do 1740 euro. Kierowca zatrudniony bezpośrednio w zachodniej Europie mógł liczyć na ponad 2000 euro podstawy oraz dodatkowe diety.
Kolejnym problemem jest ucinanie czasu pracy. Kierowca dostaje pieniądze za samą jazdę, ale już nie za wielogodzinne czekanie pod rampą, załadunek, rozładunek, dokumenty, prace przy pojeździe. Z ewidencji znikają nadgodziny, nocne zmiany i dodatkowe obowiązki. Europejska Federacja Pracowników Transportu opisuje również przypadki manipulowania kartami pracy i tachografami. W skrajnych sytuacjach kierowcy byli zmuszani do jazdy nawet przez 16 godzin dziennie.
UOKiK zarzuca Dino Polska zmowę przeciw pracownikom. Czy utrudniano kierowcom odejścia z pracy?
Powszechnym problemem jest także spędzanie wielu tygodni albo miesięcy w kabinie ciężarówki. Kierowca śpi, gotuje i myje się na parkingach. Przepisy pozwalają spędzać w odpowiednio wyposażonej kabinie odpoczynek dzienny i skrócony odpoczynek tygodniowy. Regularny odpoczynek tygodniowy trwający co najmniej 45 godzin musi odbywać się poza ciężarówką, w miejscu z łóżkiem i zapleczem sanitarnym. Koszt noclegu ma pokrywać pracodawca.
Nadużycia te potwierdzają kontrole. Podczas tygodniowej akcji koordynowanej przez Europejski Urząd ds. Pracy w maju 2024 roku sprawdzono 420 ciężarówek i autobusów. Inspektorzy wykryli 208 naruszeń, głównie dotyczących czasu jazdy, odpoczynku, manipulowania tachografami, przewozów kabotażowych i pracy na czarno. Łączna wartość kar przekroczyła wówczas 240 tys. euro.
Kierowcy nadal są wykorzystywani przez firmy, które naginają przepisy, ucinają wypłaty, nie rozliczają nadgodzin i płacą wschodnie stawki za jazdę po zachodniej Europie. Wyrok w sprawie Popescu pokazuje jednak, że o wysokości pensji może decydować faktyczne miejsce wykonywania obowiązków, a nie wysokość wynagrodzenie kraju z umowy.
Wielka Promocja LOT 2026. Bilety tylko do 9 września
Czytaj więcej



