Okradali kierowców ciężarówek z pensji. Szef firmy skazany na więzienie

Firma okradała kierowców, a jej były szef dostał osiem miesięcy więzienia. Źródło: Policja

Firma transportowa zatrudniała na pół etatu, choć kierowcy pracowali po kilkanaście godzin. Dziennikarz odkrył oszustwo.


Kierowcy pracowali po kilkanaście godzin, ale firma płaciła im tylko za część wykonanej pracy. Resztę ich pensji zatrzymywała, a prawdziwy czas pracy ukrywała w fałszywych ewidencjach. Oszustwo odkrył dziennikarz. Jego ustalenia uruchomiły kontrolę, która doprowadziła do upadłości przedsiębiorstwa, dwóch procesów i wyroku więzienia dla byłego szefa.


Redaktor odkrył, że firma podejrzanie mało płaci pracownikom

Sprawa zaczęła się w 2018 roku od analizy finansów Vlantana Norge. Norweska spółka rozpoczęła działalność w 2012 roku i szybko została jednym z największych przewoźników drogowych w kraju. Zatrudniała około 250 osób, osiągała przychody sięgające 250–280 mln koron i woziła towary między innymi dla PostNord, Mowi, ASKO oraz Schenkera.

Firmą kierował Vladas Stoncius junior, syn jednego z założycieli litewskiej grupy transportowej Vlantana. Przedsiębiorstwo zdobywało kolejne zlecenia dzięki niskim cenom. Nikt jeszcze nie wiedział, że źródłem tych cen były pensje odbierane kierowcom.

Pierwszy odkrył to Stein Inge Stølen, redaktor magazynu „Lastebileieren” i portalu Lastebil.no, związanych z norweskim stowarzyszeniem przewoźników Norges Lastebileier-Forbund. Stølen porównał finanse Vlantana Norge z wynikami podobnych firm transportowych.

Z analizy wynikało, że przewoźnik przeznaczał na jednego pracownika mniej niż połowę kwoty wypłacanej przez konkurencję. Tak dużej różnicy nie dało się wyjaśnić lepszą organizacją przewozów. Redaktor podejrzewał więc, że firma nie płaci kierowcom za całą wykonaną pracę.

Dlatego powiadomił wydział zwalczający przestępczość w norweskim Zarządzie Dróg Publicznych, czyli Statens vegvesen. Informacje przekazane przez Stølena uruchomiły kontrolę, która potwierdziła jego podejrzenia.

butelka z żółtym płynem/ fot: Daniel Lloyd Blunk-Fernández/ Unsplasch
Biznes / News / Społeczeństwo

Polskie firmy transportowe zrobiły z kierowców niewolników? W Niemczech byłoby to nie do pomyślenia – tam kierowcy działają w związkach zawodowych


Etat na niby i fałszywe dokumenty

Statens vegvesen wspólnie z inspekcją pracy i administracją skarbową skontrolował dokumentację około 230 pracowników. Urzędnicy porównali firmowe ewidencje z tachografami. Jeden z kierowców pracował ponad 14 godzin, chociaż firma wpisała mu wolne. Później kontrolerzy sprawdzili 538 miesięcznych zestawień i w każdym znaleźli dane niezgodne z tachografem.

– Dokumentacja przekazana przez pracodawcę nie pokazuje rzeczywistego czasu pracy – napisali inspektorzy Arbeidstilsynet.

Vlantana Norge płaciła kierowcom od 80 do 100 euro dziennie, a w umowach wpisywała pół etatu. Pracownicy jeździli jednak nawet po 10–12 godzin. PostNord płacił przewoźnikowi za 11,5 godziny pracy kierowcy, ale zatrudniony dostawał pieniądze tylko za 4,5 godziny.

Prawdziwe karty czasu pracy firma wyrzucała, a następnie tworzyła nowe zestawienia z krótszymi zmianami. Według Statens vegvesen oszustwo mogło przynosić przedsiębiorstwu od 28 do 39 mln koron oszczędności rocznie.


Firma upadła, ale kierowcy odzyskali pieniądze

Po opublikowaniu wyników kontroli najwięksi klienci zerwali umowy z Vlantana Norge. W lutym 2020 roku firma straciła zezwolenia transportowe, a dwa miesiące później ogłosiła upadłość.

Kierowcy poszli jednak do sądu. W 2021 roku 52 byłych pracowników wywalczyło 13,4 mln koron zaległych pensji oraz ponad 6,7 mln koron kosztów postępowania. Firma złożyła apelację, lecz w styczniu 2023 roku sąd podtrzymał wyrok. Wraz z odsetkami należności dla kierowców wzrosły do około 20 mln koron.

parking dla ciężarówek z lotu ptaka/ fot: Nigel Tadyanehondo/ Unsplash
Biznes / News / Społeczeństwo

Firmy transportowe zrobiły z kierowców niewolników? UOKiK bada zmowę przeciw pracownikom

Sąd obciążył Stonciusa osobiście. Były szef musiał zapłacić kierowcom z własnej kieszeni. Prawomocne zakończenie tej sprawy pozwoliło prokuraturze rozpocząć proces karny.


Były szef dostał osiem miesięcy więzienia

Proces karny trwał 32 dni. Sąd Rejonowy w Romerike i Glåmdal ogłosił liczący 153 strony wyrok 18 sierpnia 2026 roku.

Sędziowie uznali, że Stoncius znał prawdziwy czas pracy kierowców i wiedział, że firma płaci im mniej od obowiązkowej stawki.

– Wiedział, że kierowcy regularnie pracowali tak długo, iż otrzymywali stawkę godzinową niższą od obowiązkowego minimum – napisał sąd w wyroku cytowanym przez FriFagbevegelse.

Stoncius dostał osiem miesięcy więzienia. Z kolei Ovidijus Grigalavicius, który na Litwie przygotowywał ewidencje czasu pracy, został skazany na 120 dni więzienia.

Wypadek ciężarówki na A4. FB
Podróże

Kolejna śmierć kierowcy ciężarówki na A4. Zawodowcy wściekli po artykule Fakty Plus


Stoncius ponownie zapłaci z własnej kieszeni

Sąd nakazał Stonciusowi zapłacić dodatkowo prawie 1,75 mln koron, czyli około 690 tys. zł. Ponad 650 tys. koron obejmuje zaległe pensje i odsetki dla 29 kierowców, a prawie 700 tys. koron – koszty prawników reprezentujących 39 pracowników.

Kolejne 370 tys. koron otrzyma kierowca, któremu firma zaniżyła oficjalną pensję. Z tego powodu urząd wypłacał mu później zbyt niski zasiłek dla bezrobotnych. Pozostałe 30 tys. koron obejmuje koszty sądowe.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrońcy obu skazanych nie wykluczają apelacji.


Źródła: FriFagbevegelse, Lastebil.no, „Lastebileieren”, Norges Lastebileier-Forbund, Arbeidstilsynet, Statens vegvesen, Romerike og Glåmdal tingrett.

Sławek Gil avatar
Sławek Gil

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *