„Facet od poprawek” ratuje ofiary spartaczonych operacji plastycznych. Czy uroda ma datę ważności?
Dr Anthony Berlet dla Business Insidera: Prawie połowa moich pacjentów to osoby po nieudanych zabiegach. Poprawa liftingu kosztuje fortunę.
Współczesny kanon piękna, napędzany przez media społecznościowe i wszechobecne filtry, wykreował bezprecedensowy popyt na medycynę estetyczną. Jak wynika z danych American Society of Plastic Surgeons (ASPS), po pandemicznym boomie liczba operacji wzrosła o 19%, a w samym 2024 roku około 1,6 miliona Amerykanów poddało się operacjom plastycznym. Jednak rośnie też ryzyko błędów. Gdy marzenie o idealnym wyglądzie zmienia się w koszmar, pacjenci trafiają do gabinetu dr. Anthony’ego Berleta. Chirurg ten zyskał w branży wymowny przydomek: „Redo Guy” – człowiek od poprawek.
Statystyki: Co druga operacja to poprawka
Skala problemu jest ogromna. Dr Berlet ujawnił w rozmowie z Business Insiderem, że spośród 176 operacji, które przeprowadził w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, aż 43% stanowiły reoperacje. Oznacza to, że niemal co drugi pacjent kładący się na jego stole operacyjnym szukał ratunku po wcześniejszym, nieudanym lub wymagającym odświeżenia zabiegu.
„Mam reputację chirurga od operacji naprawczych. Naprawiam ludzi po spartaczonych robotach, więc widzę tego naprawdę dużo” – przyznał dr Berlet.
Chirurg podkreśla, że poprawki nie zawsze wynikają z błędu poprzednika. Często powodem jest po prostu biologia – tkanki starzeją się w nieprzewidywalny sposób, a materiały użyte do operacji mają swoją „datę ważności”.
Lifting powiek: Najpopularniejszy zabieg i najczęstsza rewizja
Lifting powiek (blefaroplastyka) stał się jednym z najczęściej wykonywanych zabiegów estetycznych. Dr Berlet wykonuje go niemal codziennie, ale zaznacza, że rewizje powiek stanowią aż 30% jego operacji naprawczych. Głównym wyzwaniem jest fakt, że okolice oczu zmieniają się z czasem. Nawet idealnie wykonany zabieg po 10–15 latach może wymagać korekty.
„Widzę dużo zwiotczeń – dolne powieki mają zbyt duży łuk, więc trzeba to wyczyścić” – wyjaśnia lekarz.
Częstym problemem są również pozostawione „worki” pod oczami lub nadmiar skóry opadający na górną powiekę, co sprawia, że pacjent mimo operacji nadal wygląda na zmęczonego lub starszego niż w rzeczywistości.
Medycyna regeneracyjna – kompletnie nowe własne zęby. Japończycy twierdzą, że to możliwe
Rhinoplastyka: Naprawianie nosów sprzed dekad
Kolejne 20% przypadków w gabinecie dr. Berleta to poprawki nosa. Wielu pacjentów przychodzi z nosami zoperowanymi dekady temu. Ówczesne techniki skupiały się na usuwaniu tkanki, co z czasem prowadziło do zapadania się struktur i problemów z oddychaniem.
„Starsza rhinoplastyka nie odbudowywała środkowego sklepienia nosa, co realnie wpływało na oddychanie i nadawało nosowi efekt 'ściśnięcia’ w środku” – tłumaczy Berlet.
Dzisiejsza medycyna stawia na rekonstrukcję. Chirurg wykorzystuje cienkie fragmenty chrząstki (tzw. przeszczepy rozszerzające), aby otworzyć przegrodę i wzmocnić konstrukcję nosa. Koszt takiej „naprawy” jest jednak wysoki – w klinice Berleta ceny rewizji nosa zaczynają się od 15 000 dolarów.
Implanty piersi: „Bagaż”, który trzeba wymienić
Implanty piersi stanowią 15% operacji naprawczych. Dr Berlet przypomina pacjentkom o ważnej rzeczy: implanty nie są dożywotnie. Większość z nich wymaga wymiany lub usunięcia po 15–20 latach. Problemy, z jakimi zgłaszają się kobiety, to przede wszystkim przykurcz torebkowy (gdy implant staje się twardy), asymetria oraz powikłania po jednoczesnym powiększaniu i podnoszeniu piersi (ryzyko komplikacji w tym przypadku wynosi aż 23%).
Co ciekawe, chirurg przyznał, że kilka lat temu podjął radykalną decyzję: przestał rutynowo wkładać nowe implanty. Częściej zajmuje się ich usuwaniem (explant surgery), przywracając pacjentki do ich naturalnego rozmiaru, co eliminuje konieczność kolejnych operacji w przyszłości.
Epidemia wypełniaczy: Kiedy kwas hialuronowy staje się wrogiem
Około 10% poprawek dr. Berleta dotyczy ofiar nadmiernego ostrzykiwania twarzy wypełniaczami. Chirurg zauważa, że pacjenci z przerośniętymi policzkami cierpią na przewlekłe stany zapalne.
„To może wyglądać bardzo nienaturalnie, gdy przesadzisz z wypełnieniem – widzimy to cały czas” – ostrzega.
Rozwiązaniem, które stosuje dr Berlet, jest rozpuszczenie syntetycznego kwasu hialuronowego i zastąpienie go własnym tłuszczem pacjenta. Tłuszcz pobrany z brzucha lub ud jest bardziej plastyczny i zawiera komórki macierzyste, które poprawiają jakość skóry. Choć zabieg jest droższy, pozwala uniknąć efektu „twarzy-maski” i chronicznych obrzęków.
Paradoks liftingu: Dlaczego „druga szansa” daje lepsze efekty niż pierwowzór?
W klinice dr. Berleta lifting twarzy jest zabiegiem rutynowym – chirurg wykonuje ich średnio od dwóch do trzech w każdym tygodniu. Zaskakująca jest jednak statystyka: co najmniej połowa tych pacjentów to osoby zgłaszające się na zabiegi wtórne. Choć dla laika reoperacja twarzy może wydawać się ryzykowna, dr Berlet przyznaje otwarcie, że paradoksalnie woli wykonywać rewizje liftingów niż operacje pierwotne.
Według chirurga, praca na twarzy, która była już wcześniej operowana, daje lekarzowi unikalne możliwości techniczne:
- Kamuflaż blizn: Podczas wtórnego zabiegu chirurg może zmodyfikować pierwotne nacięcia. Pozwala to na znacznie skuteczniejsze ukrycie śladów po ingerencji skalpela, sprawiając, że efekt końcowy jest niemal niedostrzegalny dla osób postronnych.
- Korekta „nienaturalności”: Wiele pierwotnych liftingów nadaje twarzy efekt naciągnięcia lub maski. Dr Berlet wykorzystuje rewizję, aby przywrócić tkankom ich anatomiczne położenie i bardziej precyzyjnie wymodelować rysy, które wcześniej zostały zniekształcone.
- Usuwanie pozostałości po fillerach: Jednym z najtrudniejszych zadań podczas rewizji liftingu jest pozbycie się starego, przemieszczonego kwasu hialuronowego. . Pozostałości, których nie da się usunąć, są podczas reoperacji sprytnie maskowane nowym ułożeniem tkanek.
„Kiedy podnosisz płaty skóry podczas liftingu, niektóre wypełniacze po prostu dosłownie wyciekają na zewnątrz” – relacjonuje chirurg w rozmowie z Business Insiderem
Jako dowód na to, że kolejna operacja może przynieść spektakularny i wyrafinowany efekt, dr Berlet przytacza wiralową metamorfozę Kris Jenner. Eksperci branżowi wskazują, że to właśnie dzięki umiejętnym poprawkom i wykorzystaniu wcześniejszej bazy chirurgicznej, celebrytka osiągnęła wygląd, który uznawany jest za jeden z najlepiej wykonanych liftingów w świecie show-biznesu.
Dla pacjentów dr. Berleta motywacją do rewizji często nie jest błąd poprzedniego lekarza, ale świadomość, że współczesna chirurgia oferuje znacznie subtelniejsze i bardziej naturalne rezultaty niż techniki sprzed dekady. Chirurgia naprawcza w tym wydaniu staje się formą sztuki, w której „redo guy” poprawia anatomię tak, by twarz nie wyglądała na operowaną, lecz na wypoczętą i naturalnie młodszą.
Ekonomia poprawiania urody: Czy warto ryzykować?
Poprawianie urody to kosztowna inwestycja. Standardowy lifting twarzy kosztuje średnio 18 000 USD, ale ceny u topowych specjalistów mogą sięgać nawet 100 000 USD. Rewizja u dr. Berleta zaczyna się od 25 000 USD. Mimo to pacjenci nie rezygnują. Chęć posiadania „najlepszej możliwej wersji siebie” sprawia, że ludzie akceptują ryzyko konieczności poprawek.
Dr Berlet podkreśla jednak, że największą satysfakcję czerpie z momentu, gdy pacjenci po latach życia z nieudanym nosi czy opadającymi powiekami, w końcu odzyskują pewność siebie.
„Każdy dzień to trochę przygoda. Widzisz pacjentów, którzy przez lata żyli z szalonymi rzeczami, jak fatalne operacje nosa, i myśleli, że tak po prostu musi być” – podsumowuje „Redo Guy”.
Od 1 września wchodzi unijny zakaz dla niektórych kosmetyków! Sprawdź, jakie preparaty do paznokci z TPO znikają z salonów od dziś!
Polska rewolucja 2026: Koniec ery „kosmetyki medycznej”
Warto przypomnieć, że w Polsce zabiegi medycyny estetycznej to świadczenia zdrowotne. Oznacza to, że każda procedura naruszająca ciągłość tkanek jest procesem leczniczym, do którego uprawnieni są wyłącznie lekarze oraz lekarze dentyści.
Dlaczego kosmetyczka nie może podać botoksu?
Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że iniekcje wiążą się z wysokim ryzykiem powikłań, których osoba bez dyplomu lekarza nie potrafi opanować.
„Osoba bez wykształcenia medycznego nie posiada kompetencji, by legalnie wypisać receptę lub podać lek w razie wstrząsu anafilaktycznego” – zaznacza resort.
Uprawnienia do procedur estetycznych posiadają wyłącznie specjaliści dermatologii, wenerologii, chirurgii plastycznej oraz inni lekarze z certyfikowanymi szkoleniami. Ministerstwo jasno wskazuje, że weekendowe kursy dla kosmetologów nie nadają żadnych uprawnień do przerywania ciągłości tkanek.
Czarna lista: Zabiegi zakazane dla osób bez dyplomu
Opublikowano katalog procedur zastrzeżonych wyłącznie dla lekarzy. Na liście zakazanej dla kosmetyczek znalazły się:
- Osocze bogatopłytkowe oraz nici liftingujące.
- Botoks i wypełniacze (kwas hialuronowy, wolumetria),
- Stymulatory tkankowe (kwas polimlekowy),
- Mezoterapia igłowa (z użyciem leków)
Ekonomia poprawiania urody: Kosztowna walka o zdrowie
Poprawianie urody u nieuprawnionych specjalistów to ryzyko, które dr Berlet widzi codziennie. W USA rewizja liftingu twarzy zaczyna się od 25 000 dolarów. W Polsce pacjentki, które doznały powikłań po zabiegach u kosmetyczek, często trafiają do szpitalnych oddziałów ratunkowych, gdyż w salonie kosmetycznym nikt nie mógł podać im hialuronidazy czy adrenaliny.
Dr Berlet podkreśla, że najwięcej satysfakcji daje mu przywracanie pacjentom godności po latach życia ze skutkami „fatalnych operacji”. Polskie Ministerstwo Zdrowia chce, aby takie historie w ogóle nie miały miejsca.
Źródła: Business Insider, Fakty Plus
Czytaj więcej



