Komisja Europejska: Polska urośnie szybciej niż większość UE. Problemem rosnący deficyt i dług

Warszawa. Nowe mieszkania w Polsce – gdzie dostępny rodzinny kredyt mieszkaniowy bez wkładu własnego. fot: Maciej Cisowski/Unsplash

Bruksela podnosi prognozę wzrostu, ale wskazuje na słabe finanse państwa i zadłużenie zbliżające się do 70 proc. PKB


Komisja Europejska opublikowała wiosenną prognozę gospodarczą dla Polski. Z dokumentu wynika, że polska gospodarka nadal będzie rosła szybciej niż większość krajów Unii Europejskiej, ale państwo ma poważny problem z finansami publicznymi. KE prognozuje mocny wzrost PKB, bardzo niskie bezrobocie, spadek inflacji w 2027 roku oraz dalszy wzrost inwestycji. Jednocześnie Bruksela wskazuje na wysoki deficyt i szybko rosnący dług publiczny.

Według Komisji Europejskiej PKB Polski wzrośnie o 3,5 proc. w 2026 roku. W 2027 roku tempo wzrostu ma spaść do 2,8 proc. Polska nadal będzie więc należeć do najszybciej rozwijających się dużych gospodarek UE. Lepsze wyniki KE przewiduje głównie dla mniejszych państw, takich jak Malta czy Irlandia.

Wzrost w 2026 roku mają napędzać przede wszystkim inwestycje. Komisja wskazuje na większe wykorzystanie funduszy unijnych, w tym pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy i polityki spójności. Duże znaczenie będą miały także wydatki obronne. Takie nakłady zwiększają liczbę zamówień dla firm i wspierają wybrane sektory gospodarki, ale równocześnie mocno obciążają budżet.


Bezrobocie nadal bardzo niskie

Jednym z najmocniejszych punktów prognozy pozostaje rynek pracy. Komisja Europejska przewiduje, że stopa bezrobocia liczona według metodologii BAEL wyniesie 3,1 proc. w 2026 roku i 3,0 proc. w 2027 roku. To wynik znacznie niższy od średniej unijnej.

Niskie bezrobocie pomaga gospodarce, bo pracujące gospodarstwa domowe rzadziej gwałtownie ograniczają wydatki. Stabilny rynek pracy wspiera więc konsumpcję prywatną. KE zakłada jednak, że Polacy będą wydawać pieniądze ostrożniej niż wcześniej. Komisja wskazuje na wolniejszy wzrost realnych dochodów, słabszą dynamikę płac oraz wysokie ceny energii i paliw.

W praktyce oznacza to, że gospodarka nadal będzie korzystać z dobrej sytuacji na rynku pracy, ale konsumpcja nie będzie już tak silnym motorem wzrostu jak w poprzednich latach. Firmy mogą też ostrożniej planować zatrudnienie, jeśli wzrosną koszty działalności i pogorszą się wyniki eksportu.


Inflacja ma spaść, ale ceny nadal będą problemem

Komisja Europejska prognozuje, że inflacja w Polsce wyniesie 3,6 proc. w 2026 roku. W 2027 roku ma spaść do 2,9 proc. Oznacza to wolniejszy wzrost cen, ale w 2026 roku inflacja nadal będzie przekraczać cel Narodowego Banku Polskiego.

Na koszty życia nadal będą wpływać ceny energii i paliw. KE zakłada stopniową stabilizację na rynku surowców, ale nie przewiduje szybkiego powrotu cen energii do poziomów sprzed wojny Rosji przeciwko Ukrainie. To ważne dla gospodarstw domowych, bo rachunki za energię i koszty transportu wpływają na ceny wielu towarów i usług.

Niższa inflacja w 2027 roku może poprawić sytuację konsumentów, ale tylko wtedy, gdy płace będą rosły szybciej niż ceny. Bez tego spadek inflacji będzie oznaczał jedynie wolniejsze drożenie, a nie realną poprawę siły nabywczej.

Metro w Warszawie, stacja Kabaty/ Autorstwa Janusz Jakubowski, CC BY 2.0
Podróże

Minister infrastruktury: „Projekt roboczo nazywa się Metro Polska”. Rząd analizuje budowę tuneli w 10 miastach


Deficyt finansów publicznych nadal bardzo wysoki

Największe ostrzeżenie w prognozie KE dotyczy finansów publicznych. Komisja wylicza, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2025 roku 7,3 proc. PKB. W 2026 roku ma spaść do 6,5 proc. PKB, a w 2027 roku do 6,3 proc. PKB.

To bardzo wysokie poziomy, zwłaszcza przy solidnym wzroście gospodarczym i niskim bezrobociu. Dobra koniunktura zwykle pomaga ograniczać deficyt, ponieważ państwo zbiera większe wpływy z podatków. W Polsce ten mechanizm nie wystarcza, bo wydatki nadal rosną szybciej, niż pozwalają na to dochody.

KE wskazuje na kilka źródeł presji budżetowej. Budżet obciążają wydatki na obronność, koszty obsługi długu oraz działania osłonowe związane z cenami energii. Państwo finansuje też stałe programy społeczne i bieżące wydatki administracji. Efekt jest prosty: rząd będzie musiał nadal pożyczać duże kwoty mimo dobrego tempa wzrostu PKB.


Dług publiczny przekroczy unijny próg

Komisja Europejska przewiduje również szybki wzrost zadłużenia. Według prognozy dług publiczny Polski wzrośnie z 59,7 proc. PKB w 2025 roku do 64,5 proc. PKB w 2026 roku. W 2027 roku ma dojść do 68,3 proc. PKB.

Polska przekroczy więc unijny próg 60 proc. PKB. Samo przekroczenie tej granicy nie uruchamia automatycznych sankcji, ale zwiększa presję na rząd, który musi przedstawić wiarygodny plan ograniczania deficytu. Im szybciej rośnie zadłużenie, tym więcej pieniędzy państwo wydaje na samą obsługę długu.

Ministerstwo Finansów podkreśla, że polski dług nadal będzie niższy od średniej unijnej. Resort wskazuje też, że KE nie uwzględniła części planowanych działań zwiększających dochody budżetu, między innymi podatku od nadzwyczajnych zysków w sektorze rynku ropy naftowej oraz zapowiadanych podwyżek akcyzy i opłaty cukrowej. Te argumenty łagodzą obraz sytuacji, ale nie zmieniają głównego wniosku: deficyt spada wolno, a dług rośnie szybko.


Mocny wzrost nie wystarczy

Prognoza KE pokazuje dwa oblicza polskiej gospodarki. Z jednej strony Polska ma szybki wzrost PKB, niskie bezrobocie, rosnące inwestycje i stopniowo słabnącą inflację. Z drugiej strony państwo utrzyma bardzo wysoki deficyt i zwiększy dług publiczny.

To ważny sygnał dla rządu, inwestorów i podatników. Problem nie polega dziś na słabym wzroście gospodarczym. Problem polega na tym, że państwo przy dobrym wzroście nadal nie domyka rachunków. Jeżeli rząd nie ograniczy deficytu, coraz większą część publicznych pieniędzy pochłonie obsługa zadłużenia.

Sławek Gil avatar
Sławek Gil

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *