Ameryka to OPEC osocza. A Amerykanie oddają krew, bo muszą
Obecnie osocze stanowi około 1,5 do 2 procent całkowitej wartości amerykańskiego eksportu. Rosnące koszty życia zmuszają miliony Amerykanów do oddawania krwi
Coraz więcej Amerykanów znajduje się obecnie w sytuacji, która zmusza ich do poszukiwania dodatkowych źródeł dochodu. Ta trudna sytuacja materialna wynika bezpośrednio z gwałtownie rosnących kosztów utrzymania, które drenują portfele obywateli Stanów Zjednoczonych szybciej, niż rosną ich regularne wynagrodzenia. W obliczu inflacji i wysokich cen żywności, tysiące osób decyduje się na regularne odwiedzanie punktów poboru plazmy. Zjawisko to stało się tak powszechne, że sprzedaż osocza krwi przestała być domeną wyłącznie osób najuboższych i bezrobotnych, stając się realną strategią przetrwania dla przedstawicieli szeroko rozumianej amerykańskiej klasy średniej.
„To nie jest już tylko sposób na dorobienie dla studentów czy osób bezdomnych. To stało się częścią planowania budżetu dla rodzin takich jak moja. Kiedy idę do supermarketu i widzę rachunek o 40% wyższy niż dwa lata temu, wiem, że wizyta w centrum osocza to jedyny sposób, by lodówka nie była pusta przed końcem miesiąca”.
— powiedziała Alicia, 34-letnia matka dwojga dzieci z Ohio, w reportażu dla ABC News pt. „Rising cost of living pushes more Americans to sell blood plasma”.
Miliardy dolarów w rękach dawców: Rekordowe zarobki na osoczu w 2023 roku
Amerykańska klasa średnia przestała traktować oddawanie osocza jako gest charytatywny. Dziś to dla nich stabilne źródło gotówki. W kolejkach do punktów poboru coraz częściej stoją nauczyciele, pracownicy biurowi oraz sprzedawcy. Pieniądze z plazmy trafiają bezpośrednio na opłacenie zaległych rachunków za prąd, rat kredytów hipotecznych czy rosnących kosztów ubezpieczenia auta. Skala tego zjawiska jest bardzo duża. Tylko w 2023 roku Amerykanie zarobili w ten sposób łącznie 4,7 miliarda dolarów.
Tak ogromna suma wypłacona bezpośrednio dawcom dowodzi jednego: handel krwią stał się istotnym elementem gospodarki narodowej. Cały ten przemysł napędza nienasycony popyt ze strony gigantów farmaceutycznych.
USA jako „OPEC osocza”: Dominacja Ameryki na światowym rynku
Zapotrzebowanie na ten surowiec jest obecnie tak ogromne, że Stany Zjednoczone zyskały w handlu miano „OPEC-u osocza”. To bezpośrednie nawiązanie do potęgi krajów arabskich na rynku ropy naftowej. Określenie to w pełni oddaje rzeczywistość, ponieważ USA kontrolują dziś około 70 procent światowego rynku plazmy. Amerykańska krew jest niezbędnym komponentem dla laboratoriów w Europie, Azji i obu Amerykach. Bez tych dostaw produkcja wielu nowoczesnych leków po prostu by stanęła.
Ta miażdżąca dominacja wynika z unikalnych przepisów prawnych. Stany Zjednoczone to jedno z niewielu państw, które pozwala legalnie płacić dawcom za ich czas i wysiłek. W większości innych krajów rozwiniętych, jak we Francji czy Wielkiej Brytanii, płatne oddawanie krwi jest surowo zakazane. Powoduje to chroniczne niedobory surowca na starym kontynencie. W efekcie rządy wielu państw są całkowicie uzależnione od dostaw z Ameryki Północnej.
Krew: Jedyny lek, którego nie wyprodukujemy w laboratorium
Zasady FDA i częstotliwość donacji: Ile można zarobić na sprzedaży osocza?
Amerykański model opiera się na bardzo dużej częstotliwości donacji. Pozwala na to federalna Agencja Żywności i Leków, czyli słynna FDA. Zgodnie z przepisami, zdrowy dorosły może oddawać osocze nawet dwa razy w tygodniu. W skali roku daje to rekordową liczbę 104 donacji. Dla porównania, w nielicznych krajach Europy dopuszczających płatne pobrania, limity są zazwyczaj o połowę niższe. Takie podejście sprawia, że amerykańska wydajność produkcji jest nieosiągalna dla reszty świata.
Dla samych dawców tak wysoka częstotliwość zabiegów to wymierne zyski. Najbardziej zdeterminowane osoby potrafią wyciągnąć z punktów poboru od 500 do nawet 800 dolarów miesięcznie. Często dzieje się to dzięki specjalnym bonusom za regularność. Dla wielu rodzin w USA taka kwota robi różnicę.
Karty płatnicze i bonusy w aplikacji: Jak działają centra CSL Plasma i Grifols?
Wypłaty za osocze są realizowane błyskawicznie. Najczęściej pieniądze trafiają na karty Visa lub Mastercard. System działa tak, że dawca ma środki do dyspozycji niemal w tej samej chwili, w której igła zostaje wyjęta z jego żyły. Taka natychmiastowa zapłata to silny bodziec psychologiczny. Giganci branży, tacy jak CSL Plasma czy Grifols, doskonale rozumieją potrzeby swoich klientów. Stosują oni nowoczesne strategie marketingowe, które przypominają programy lojalnościowe z gier komputerowych lub popularnych aplikacji zakupowych.
Firmy te wykorzystują specjalne algorytmy i aplikacje mobilne. Dawcy otrzymują powiadomienia na telefon o bonusach za „piątą donację w miesiącu”. System informuje ich też o wyższych stawkach w dniach, gdy w centrach jest mniejszy ruch. Dzięki temu proces oddawania plazmy staje się dla wielu osób niemal drugą pracą, sterowaną przez powiadomienia push na telefony komórkowe. Takie podejście pozwala firmom utrzymać stały dopływ surowca, a dawcom zapewnia przewidywalny zastrzyk gotówki.
Czyja krew smakuje komarom najbardziej? To nie mit!
Ekspansja punktów poboru: Od biednych dzielnic po prestiżowe uniwersytety
W USA działa już ponad 1300 profesjonalnych centrów poboru osocza. Ich liczba wciąż dynamicznie rośnie, a lokalizacje punktów ulegają wyraźnej zmianie. Nowe placówki nie powstają już wyłącznie w uboższych dzielnicach wielkich metropolii. Coraz częściej można je spotkać w prestiżowych galeriach handlowych oraz w bezpośrednim sąsiedztwie miasteczek uniwersyteckich. To właśnie studenci stali się kolejną grupą, która masowo sprzedaje krew.
W głośnym materiale NBC News „Plasma donations soar as middle-class Americans struggle with costs”, prof. Peter Jaworski z Uniwersytetu Georgetown zauważył:
„Widzimy bezprecedensowy wzrost liczby placówek na przedmieściach. To jasny sygnał, że tradycyjna praca na pełny etat w Ameryce przestała wystarczać, by pokryć koszty życia klasy średniej. Ludzie dosłownie monetyzują własne ciała, by nadążyć za wzrostem cen paliw i czynszów”.
Dzięki tak gęstej sieci placówek, każdego dnia procedurze poddaje się około 200 tysięcy osób. W skali całego 2023 roku zaowocowało to zebraniem rekordowych 62,5 miliona litrów osocza. Stanowi to potężny wzrost o ponad 30 procent w porównaniu do roku poprzedniego. Tak duża skala pokazuje, że sprzedaż osocza w USA stała się powszechną metodą na łatanie domowego budżetu. System ten z sukcesem zagospodarował czas oraz biologię milionów Amerykanów, zamieniając je w wymierny zysk ekonomiczny.
Etyka i zdrowie: Skutki uboczne częstego oddawania plazmy
Krytycy systemu coraz częściej wskazują na ryzyko zdrowotne wynikające z tak intensywnej eksploatacji organizmu. Firmy medyczne zapewniają o pełnym bezpieczeństwie, ale naukowcy są podzieleni. Najczęstsze skutki uboczne to chwilowe zmęczenie i zawroty głowy tuż po zabiegu. Niektórzy badacze ostrzegają jednak przed czymś poważniejszym. Chodzi o długofalowe osłabienie układu odpornościowego u osób, które oddają osocze dwa razy w tygodniu.
Zjawisko to zyskało już miano „komercjalizacji ciała”. W tym modelu biologia człowieka staje się towarem eksportowym, podobnym do zboża czy węgla. Jednocześnie bez tego surowca współczesna medycyna po prostu by stanęła. Osocze jest niezbędne do produkcji leków na hemofilię, niedobory odporności czy ratowania ofiar wypadków. To stawia rządy państw przed trudnym dylematem: jak chronić zdrowie dawców, nie odcinając pacjentów od ratujących życie terapii?
Strategiczne znaczenie eksportu osocza dla gospodarki Stanów Zjednoczonych
Z ekonomicznego punktu widzenia eksport osocza jest dla USA bardzo opłacalny. W niektórych latach generuje on większą wartość niż sprzedaż produktów rolnych, takich jak soja. Obecnie osocze stanowi około 1,5 do 2 procent całkowitej wartości amerykańskiego eksportu. Niezależnie od barw partyjnych, nikt nie chce ograniczać branży, która przynosi państwu miliardy dolarów zysku.
Stany Zjednoczone są dziś jako globalnym monopolistą. Dzięki temu mają realny wpływ na światowe bezpieczeństwo lekowe. Taka pozycja daje Waszyngtonowi kolejny, choć niedoceniany, argument w polityce międzynarodowej. Jednocześnie wewnątrz kraju zależność obywateli od wypłat za plazmę staje się trwałym elementem struktury społecznej. Trudno będzie się z tego wycofać bez głębokich zmian w kosztach życia przeciętnego Amerykanina.
Zjawisko masowej sprzedaży osocza w USA wynika z kryzysu ekonomicznego, postępu medycznego i mechanizmów rynkowych. Rekordowe 4,7 miliarda dolarów, które trafiło na konta dawców, to dowód na skuteczność amerykańskiego systemu pozyskiwania surowca. Ale z drugiej bolesny dowód na to, jak bardzo klasa średnia w ostatnich dekadach zubożała. Dopóki koszty życia w Stanach Zjednoczonych będą rosły szybciej niż realne dochody, komercyjne oddawanie krwi będzie atrakcyjne.
Źródła: ABC News, NBC News
Czytaj więcej



