NIK o powodzi 2024. Podczas kryzysu samorządy słabo wypadły

Łany, powódź 2024. fot: Rafał Bernasiński

Nieaktualne plany, brak ćwiczeń, spóźnione ewakuacje i jednakowe alerty dla 11 województw. NIK sprawdziła reakcję państwa na powódź


Gdy we wrześniu 2024 roku woda zalewała miasta i wsie na Dolnym Śląsku oraz Opolszczyźnie, urzędy miały ostrzegać mieszkańców, organizować ewakuację i koordynować pracę służb. Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak państwo wykonało te zadania. Kontrolerzy wykryli błędy na każdym szczeblu – od gmin i powiatów po wojewodów, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa oraz Wody Polskie.

Nie wszyscy zawiedli i nie każde zadanie wykonano źle. Urzędy zdobywały pieniądze na pomoc, sprawnie przekazywały je poszkodowanym i organizowały wsparcie po przejściu fali powodziowej. Jednak w czasie największego zagrożenia brakowało aktualnych planów, ćwiczeń, skutecznych ostrzeżeń i sprawnego przepływu informacji.


NIK znalazła błędy na każdym szczeblu

Powódź z września 2024 roku spowodowała straty liczone w miliardach złotych. Woda niszczyła drogi, mosty, budynki publiczne oraz domy mieszkańców województw dolnośląskiego i opolskiego. Po katastrofie pojawiły się pytania o to, czy urzędy odpowiednio wcześnie rozpoznały zagrożenie i zrobiły wszystko, aby ograniczyć jego skutki.

Dlatego NIK przeprowadziła kontrolę obejmującą lata 2024–2025. Kontrolerzy weszli do MSWiA, Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, dwóch urzędów wojewódzkich, starostw w Kłodzku i Nysie oraz pięciu urzędów miast i gmin. Sprawdzili również trzy jednostki Wód Polskich.

Jak podsumowała NIK:

„Każda z ww. jednostek podejmowała działania związane z identyfikacją oraz reakcją na zagrożenia powodziowe, jednak NIK stwierdziła nieprawidłowości na każdym szczeblu zarządzania sytuacją kryzysową”.

W wielu urzędach nie aktualizowano planów zarządzania kryzysowego, nie organizowano ćwiczeń i nie sprawdzano, czy procedury przyjęte na papierze można wykorzystać podczas prawdziwej katastrofy.

To miało konkretne skutki. Część mieszkańców nie otrzymała na czas informacji o zagrożeniu, nie wszędzie włączono syreny, a niektóre decyzje o ewakuacji zapadły dopiero po zalaniu części miasta. Urzędy i służby musiały reagować na gwałtownie zmieniającą się sytuację bez odpowiedniego przygotowania.

Powódź. Lądek Zdrój 15.09.2024. fot: Marcin Panek na FB
Nasz temat

El Niño 2026 może być bardzo silne. Co oznacza dla Polski po powodziach z 1997 i 2024 roku?


Te same alerty dla 11 województw. Informacja o zaporze utknęła po drodze

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa pracowało całodobowo, monitorowało sytuację i utrzymywało kontakt między innymi z IMGW, Wodami Polskimi oraz wojewódzkimi centrami zarządzania kryzysowego. W czasie powodzi RCB wysłało 22 alerty i uczestniczyło w spotkaniach przedstawicieli rządu oraz służb.

NIK oceniła, że RCB w większości prawidłowo wykonywało swoje zadania. Centrum miało jednak za mało pracowników i zbyt mało pieniędzy na nowoczesne narzędzia. Jego budżet na 2024 rok wynosił około 12 mln zł i nie wystarczał na wszystkie potrzeby.

Między 11 a 15 września alerty o tej samej treści wysyłano na obszarze 11 województw. Komunikaty nie uwzględniały tego, że sytuacja w powiatach kłodzkim i nyskim pogarszała się znacznie szybciej.

„W treści alertów wysyłanych w dniach od 11 do 15 września 2024 r. nie uwzględniano specyfiki zagrożenia”.

Poważne błędy wykryto również w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim. Ówczesny wojewoda nie zaktualizował wojewódzkiego planu zarządzania kryzysowego. Miał bieżące komunikaty meteorologiczne i hydrologiczne, ale nie ogłosił pogotowia ani alarmu przeciwpowodziowego na zagrożonych terenach.

Najpoważniejszy problem pojawił się 15 września, gdy przerwana została zapora w Stroniu Śląskim. Wojewoda nie przekazał tej informacji dyrektorowi RCB. W wystąpieniu dotyczącym Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego NIK opisała skutek tego błędu:

„W rezultacie informacja o nadchodzącym zagrożeniu nie dotarła do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i nie zostały podjęte działania w celu ostrzeżenia ludności”.

Lepiej przygotowany był Opolski Urząd Wojewódzki. Monitorował sytuację, miał odpowiednią liczbę pracowników i informacje o zaporach, wałach, zapleczu logistycznym oraz miejscach ewakuacji. Sprawnie prosił również o pomoc wojsko, Rządową Agencję Rezerw Strategicznych i samorządy.

Mimo to wojewoda opolska nie ogłosiła pogotowia ani alarmu przeciwpowodziowego. Urząd nie wystąpił także o wysłanie alertu RCB po otrzymaniu informacji o zwiększaniu zrzutów ze zbiornika Nysa.

NIK ujawnia ogromne nieprawidłowości w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim. Na zdjęciu budynek urzędu we Wrocławiu. Autorstwa Jaroslaw Ciurus - Praca własna, CC BY-SA 4.0
News

Najgorszy w Polsce urząd wojewódzki jest we Wrocławiu! W rankingu NIK jest tylko jedno – ostatnie miejsce


Brak ćwiczeń, zepsute stacje i spóźniona ewakuacja Nysy

W starostwach w Kłodzku i Nysie nie organizowano ćwiczeń, szkoleń ani treningów dotyczących powodzi i ewakuacji mieszkańców. Pracownicy mieli procedury, ale wcześniej nie sprawdzili ich podczas ćwiczeń przypominających prawdziwą katastrofę.

W powiecie kłodzkim nie wyposażono i nie utrzymywano odpowiednio magazynu przeciwpowodziowego. Zaniedbano również Lokalny System Osłony Przeciwpowodziowej. Dlatego podczas powodzi przedwcześnie przestały pracować stacje pomiarowe w Żelaźnie, Stroniu Śląskim i Lądku-Zdroju.

Szczególnie poważna była sytuacja w Stroniu Śląskim. Starostwo wiedziało od 28 czerwca 2024 roku o awarii stacji pomiarowej, ale do czasu powodzi jej nie naprawiono. Później nie zgłosiło również do RCB potrzeby wysłania alertu po przerwaniu zapory.

Jednocześnie starostwo w odpowiednim czasie zebrało zespół zarządzania kryzysowego, uruchomiło całodobowe dyżury oraz ogłosiło pogotowie i alarm przeciwpowodziowy. NIK oddzieliła więc błędy w przygotowaniu od czynności, które podczas samego zagrożenia wykonano prawidłowo.

Starostwo w Nysie nie miało aktualnego planu zarządzania kryzysowego. Nieaktualny był także plan ewakuacji ludzi, zwierząt i mienia. Jeszcze poważniejsze błędy pojawiły się w samym mieście. W wystąpieniu pokontrolnym dotyczącym Urzędu Miejskiego w Nysie kontrolerzy napisali:

„Zarządzona przez Burmistrza ewakuacja miasta Nysy była spóźniona, realizowana po zalaniu części miasta, m.in. przez wodę z rzeki Biała Głuchołaska”.

Tusk w Głuchołazach/ KPRM
News

Tusk otworzył most w Głuchołazach. Pomoc po powodzi sięgnęła 11 mld zł

Komunikaty publikowane przez gminę nie zawierały informacji o przerwaniu wałów na Białej Głuchołaskiej i zalewaniu miasta od strony Zamłynia. Burmistrz nie znał również stanu technicznego miejscowych wałów i innych urządzeń przeciwpowodziowych, ponieważ pracownicy urzędu nie uczestniczyli wcześniej w ich okresowych przeglądach.

Problemy wystąpiły również w innych gminach. W Kłodzku burmistrz nie ogłosił pogotowia i alarmu oraz nie uruchomił syren. W Lądku-Zdroju mieszkańcy nie dostali dokładnej informacji, które miejsca trzeba opuścić i dokąd mają się udać. W Stroniu Śląskim także nie włączono syren, chociaż burmistrz koordynował pracę służb i informował starostę oraz wojewodę o sytuacji.

Najlepiej na tym tle wypadły Głuchołazy. Gmina prawidłowo rozpoznała zagrożenie, wzywała mieszkańców do ewakuacji, zapewniła transport i miejsca, do których mogli się przenieść. Także tam NIK znalazła jednak braki w dokumentach i organizacji urzędu.


Zawiodła także łączność. Przepisy już zostały zmienione

Kontrolerzy sprawdzili również Wody Polskie. Jednostki tej instytucji przygotowywały się do powodzi i przekazywały informacje urzędom oraz służbom. Nie zapewniły jednak pewnej łączności z obsługą zbiorników na wypadek awarii telefonów i internetu.

Powódź 2024 w podwrocławskich Łanach. Dokładnie w tym miejscu w 1997 roku planowano wysadzić wały aby odciążyć Wrocław. fot. Rafał Bernasiński
Biznes

Czy El Niño wpłynie na ubezpieczenia nad Odrą?

System radiowy, który miał służyć podczas takich sytuacji, nie funkcjonował na zbiornikach Zarządu Zlewni w Nysie, w tym przy zbiorniku w Stroniu Śląskim. To opóźniło przekazywanie informacji o zagrożeniu. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu nie zareagował też odpowiednio na sygnały o coraz gorszej sytuacji na zbiorniku, które pojawiały się 14 września.

Obraz całego systemu nie jest więc czarno-biały. Urzędnicy, samorządy i służby podejmowali działania ratownicze, zdobywali sprzęt oraz pieniądze i pomagali poszkodowanym. Jednak wcześniej nie przygotowali się odpowiednio do katastrofy, o której ryzyku wiedzieli. Gdy woda zaczęła szybko przybierać, błędy w planach, szkoleniach, łączności i ostrzeganiu zaczęły się na siebie nakładać.

Po powodzi przepisy zostały zmienione. Od 1 stycznia 2025 roku obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej. Z kolei nowelizacja uchwalona 29 maja 2026 roku zastąpiła jeden plan zarządzania kryzysowego dwoma dokumentami: planem zarządzania ryzykiem oraz planem reagowania kryzysowego.

NIK oczekuje, że nowe zasady pozwolą usunąć błędy powtarzane od lat. Izba rozpoczyna również kolejną kontrolę. Tym razem sprawdzi odbudowę infrastruktury oraz inwestycje przeciwpowodziowe na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie.


Źródło: NIK

Rafał Bernasiński avatar
Rafał Bernasiński

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *