El Niño 2026 może być bardzo silne. Co oznacza dla Polski po powodziach z 1997 i 2024 roku?
National Geographic zwraca uwagę, że El Niño 2026 może należeć do wyjątkowo silnych zjawisk tego typu. Nie oznacza to automatycznie powodzi w Polsce, ale przypomina, że globalne anomalie pogodowe coraz częściej nakładają się na ocieplający się klimat. Efektem mogą być gwałtowniejsze ulewy, dłuższe susze, fale upałów i nagłe załamania pogody.
Dla wielu osób El Niño brzmi jak odległe zjawisko z drugiego końca świata. W rzeczywistości chodzi o silne ocieplenie powierzchniowych wód równikowego Pacyfiku, które wpływa na globalną cyrkulację atmosferyczną. Skutki tego procesu są najlepiej widoczne w rejonach położonych bliżej Pacyfiku, ale zmiany w układzie temperatur, ciśnienia i prądów strumieniowych mogą oddziaływać także na pogodę w innych częściach świata. W Europie ten wpływ jest pośredni i zależy od wielu dodatkowych czynników, m.in. sytuacji nad Atlantykiem, blokad wyżowych oraz lokalnych układów niżowych.
Dlatego El Niño 2026 nie oznacza automatycznie powodzi w Polsce. To nie działa w ten sposób, że gdy Pacyfik się ogrzewa, woda natychmiast zalewa Wrocław albo Kotlinę Kłodzką. Klimat jest znacznie bardziej złożony. Silne El Niño może jednak zwiększać niestabilność pogody w skali globalnej, a ocieplający się klimat dodaje do tego więcej energii i pary wodnej w atmosferze. Cieplejsze powietrze może utrzymać więcej wilgoci, dlatego intensywne opady, fale upałów, susze i gwałtowne załamania pogody częściej osiągają skalę, do której wiele regionów nie jest przygotowanych.
Dla Dolnego Śląska takie ostrzeżenie brzmi szczególnie poważnie. Region wciąż pamięta powódź tysiąclecia z 1997 roku oraz powódź z września 2024 roku. Oba wydarzenia miały inne przyczyny synoptyczne, inną skalę i inne skutki, ale łączył je ten sam czynnik: długotrwałe, intensywne opady w dorzeczu Odry i Nysy Kłodzkiej. To one doprowadziły do zniszczeń, ewakuacji i strat, które dla wielu mieszkańców oznaczały utratę dorobku życia.
Powódź tysiąclecia 1997: Kalendarium, przebieg i skutki powodzi na Dolnym Śląsku
Powódź tysiąclecia z 1997 roku zaczęła się od potężnych, nieprzerwanych opadów między 3 a 10 lipca w Polsce, Czechach i Austrii, skąd katastrofalne masy wody spływały z gór wprost do dorzecza Odry.
Już 6 lipca pierwsze wsie i miasteczka zalały rzeki Nysa Kłodzka, Odra, Prudnik oraz Złoty Potok, a następnego dnia sytuacja w Kotlinie Kłodzkiej stała się dramatyczna. Wielka woda uderzyła kolejno w Kłodzko, Głuchołazy, Nysę, Racibórz, Kędzierzyn-Koźle i Opole, aż 12 lipca 1997 roku niszczycielska fala dotarła do Wrocławia.
Stolica Dolnego Śląska podjęła wtedy desperacką walkę o Ostrów Tumski, Wielką Wyspę oraz południowe dzielnice. Jednak, mimo to żywioł zalał niemal 3,5 tysiąca budynków, uszkodził ponad 300 ulic, a straty w samym mieście oszacowano na ponad 670 mln zł.
W skali całego kraju tragiczny bilans wyglądał jeszcze gorzej, ponieważ powódź pochłonęła 56 ofiar śmiertelnych, około 7 tysięcy osób straciło dach nad głową, a blisko 40 tysięcy dorobek całego życia.
Ogólne straty materialne oceniono na około 12 mld zł, a kataklizm zniszczył lub uszkodził setki tysięcy mieszkań, tysiące mostów, drogi, tory kolejowe oraz setki kilometrów wałów przeciwpowodziowych.
Trąba powietrzna w Polsce? Klimatolog radzi: Wanna to jedno z najbezpieczniejszych miejsc
Łany pod Wrocławiem – bunt mieszkańców
Jednym z symboli powodzi 1997 roku są Łany pod Wrocławiem. Po latach historia osady wróciła dzięki serialowi Netflixa „Wielka woda”, gdzie twórcy pokazali fikcyjne Kęty inspirowane prawdziwymi wydarzeniami z podwrocławskiej wsi. W rzeczywistości chodziło o Łany i mieszkańców, którzy nie dopuścili do wysadzenia wałów.
Rzeka sama nie szła na domy
Łany nie były wtedy zagrożone zalaniem. RZGW (Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej) oceniało w analizach, że ten teren mógł znaleźć się pod wodą dopiero przy tzw. wodzie tysiącletniej. Mieszkańcy czuli się więc względnie bezpiecznie – rzeka sama nie szła na ich domy.
Zagrożenie nadeszło jednak z innej strony. Władze uznały, że jedynym sposobem na zmniejszenie naporu fali na Wrocław jest sztuczne przerwanie wałów w Łanach i skierowanie wody na teren wsi. Dla ludzi z Łan oznaczało to celowe zatopienie domów, obór, stodół. Mieszkańcy odmówili poświęcenia dorobku życia na podstawie mglistych obietnic, że „pomoc jakoś będzie”. Żądali jasnych gwarancji oraz informacji: kto, ile i kiedy zapłaci za utopiony majątek?
Bitwa o wały
Batalia o Łany zaczęła się 11 lipca 1997 roku. W nocy z 11 na 12 lipca mieszkańcy dowiedzieli się, że saperzy podkładają ładunki wybuchowe pod wały. Doszło do przepychanek. Nad ranem akcję odwołano, a mieszkańcom przekazano, że „zaszła pomyłka”.
To jednak była pułapka. Nad ranem 12 lipca okazłao się, że saperzy próbowali z helikoptera wysadzić wały, ale ładunki okazały się za małe. Tego samego dnia około godziny 18:00 do wsi przyjechał wojewoda i ponownie próbował przekonać mieszkańców. Bez skutku. Wicekomendant wrocławskiej policji Jan Albrechciński odmówił pacyfikacji protestujących, choć nacisk na siłowe rozwiązanie był podobno ogromny.
Mieszkańcy bronili wałów, bo nikt nie dawał im gwarancji odszkodowania.
Gdzie w Polsce jest najczystsza woda? GIOŚ publikuje najnowszą listę jezior i rzek
Premier rozwścieczył ludzi
Na postawę mieszkańców potężny wpływ miały słowa premiera Włodzimierza Cimoszewicza. Premier mówił wtedy:
„trzeba być przezornym, trzeba się ubezpieczać, a ta prawda ciągle jest mało powszechna”.
Dla powodzian brzmiało to jak zimna odpowiedź państwa na pytanie, kto zapłaci za straty.
Jak wspomina pan Marcin, mieszkaniec Łan:
„Jak usłyszeliśmy, że premier Cimoszewicz mówi, że trzeba było się ubezpieczyć, to szlag nas o mało co nie trafił”.
Ostatecznie mieszkańcy zatrzymali akcję. Wałów w Łanach nie wysadzono. Wrocław i tak został zalany. Wielu wrocławian przez kolejne lata uważało, że Łany samolubnie nie chciały poświęcić się dla miasta.
Słowa Cimoszewicza przeszły do historii jako „trzeba było się ubezpieczyć”. Ciążyło to premierowi jeszcze długo po powodzi i stało się jednym z przyczyn porażki lewicy w wyborach 1997 roku. Wyborcy nie wybaczyli..
Powódź 2024. Dolny Śląsk znów na fali
We wrześniu 2024 roku przez Dolny Śląsk przechodziła kolejna wielka fala powodziowa. IMGW ostrzegał przed niżem genueńskim Boris, który przyniósł bardzo wilgotne powietrze i intensywne opady. Najgorzej było między 12 a 16 września. Deszcz padał w całej Europe Środkowej.
Największe zniszczenia w Polsce dotknęły południowo-zachodnią część kraju, zwłaszcza ziemię kłodzką. Woda przedarła się przez miejscowości, które dobrze pamiętały lipiec 1997 roku: Kłodzko, Lądek-Zdrój, Stronie Śląskie i okoliczne wsie. Rwące potoki niszczyły drogi, mosty i domy.
Arktyka się rozmraża. Polscy naukowcy badają wpływ zmian klimatu na obieg wody na Svalbardzie
Wrocław w 2024 roku miał znacznie lepszą ochronę niż w 1997 roku. Miasto zabezpieczał zmodernizowany Wrocławski Węzeł Wodny, Polder Buków i suchy zbiornik Racibórz Dolny, który działa od 2020 roku. W 1997 roku przez Wrocław w szczycie fali płynęło około 3700 m sześc. wody na sekundę, a ówczesny układ przeciwpowodziowy przyjmował około 2200 m sześc. na sekundę. Po modernizacji Wrocławski Węzeł Wodny mógł już bezpiecznie przepuścić około 3100 m sześc. na sekundę. Dodatkowo zbiornik Racibórz Dolny miał za zadanie zmniejszyć falę na Odrze zanim dotrze ona do miasta.
Fala kulminacyjna na Odrze przepływała przez Wrocław 19 września 2024 roku. Rano wodowskaz w Trestnie wskazywał 633 cm. Władze miasta informowały wtedy, że sytuacja jest stabilna. Powódź 2024 roku nie powtórzyła we Wrocławiu katastrofy z 1997 roku, ale południe regionu zapłaciło wysoką cenę.
Wtedy ponownie wrócił temat Łan pod Wrocławiem, słynnych z obrony wałów w 1997 roku. Po modernizacji Wrocławskiego Węzła Wodnego wały w tym rejonie podniesiono i wzmocniono. Technicznie wieś była znacznie lepiej chroniona niż podczas powodzi tysiąclecia. Jednak wśród mieszkańców została nieufność wobec władz.

Jak relacjonuje pan Łukasz, mieszkaniec Łan, przygotowania w 2024 roku ruszyły szybko.
„Akurat przywieźli piasek i worki. Cała wioska pracowała na wałach, gdy sołtyska pobliskiego Kamieńca Wrocławskiego na zebraniu z mieszkańcami oficjalnie do wszystkich powiedziała: Mam informację, wojsko wysadzi wały w Łanach, wszystko jest już przygotowane!” – mówi.
Informacja okazała się kompletną bzdurą, ale w Łanach wystarczyła, żeby ludziom przed oczami stanął 1997 rok. Ale tym razem współpraca z władzami była doskonała. Worki i piasek dotarły na czas, mieszkańcy pracowali na wałach od pierwszych godzin, a później zmieniały ich setki ochotników z samego Wrocławia oraz studenci Akademii Wojsk Lądowych.
Zmiany klimatu zwiększają ryzyko skrajnych opadów
Międzynarodowy zespół badawczy World Weather Attribution po powodzi z września 2024 roku wskazał, że ocieplenie klimatu wywołane działalnością człowieka zwiększyło ryzyko i siłę ekstremalnych opadów w Europie Środkowej. Z analizy WWA wynika, że czterodniowe opady tego typu są dziś około dwa razy bardziej prawdopodobne, a ich intensywność wzrosła o około 7 procent. Wyjaśnienie jest proste: cieplejsza atmosfera może utrzymać więcej pary wodnej, dlatego przy sprzyjającym układzie niżowym deszcz może być gwałtowniejszy i bardziej niszczący.
Podobnie ECMWF, czyli Europejskie Centrum Prognoz Średnioterminowych, opisywało niż Boris jako wyjątkowo silny układ pogodowy. Między 13 a 16 września 2024 roku przyniósł on rekordowe sumy opadów i doprowadził do powodzi w Polsce, Czechach, Austrii, Rumunii, na Słowacji i Węgrzech. Meteorolodzy zwracali uwagę, że podobne układy, związane z napływem bardzo wilgotnego powietrza znad południa Europy, miały udział także w historycznych powodziach w Europie Środkowej w 1997 i 2002 roku.
Dlatego El Niño 2026 należy traktować jako globalny sygnał ostrzegawczy, a nie prostą zapowiedź powodzi w Polsce. Nasz kraj leży daleko od równikowego Pacyfiku, więc wpływ El Niño na pogodę w Europie jest pośredni i zależy od wielu innych czynników. Jednak przy coraz cieplejszej atmosferze każdy silny układ opadowy może nieść większe ryzyko gwałtownych ulew, podtopień i strat. To właśnie ten szerszy kontekst jest najważniejszy: nie jedno zjawisko oceaniczne, lecz nakładanie się globalnych anomalii, lokalnych układów pogodowych i ocieplającego się klimatu.
Wisła szoruje po dnie, ale wody w kranach nam nie zabraknie
Straty po powodzi 2024. Miliardy złotych szkód i wnioski NIK
Powódź 2024 roku przyniosła Polsce straty liczone w miliardach złotych. We wniosku o pomoc z Funduszu Solidarności Unii Europejskiej administracja rządowa wyliczyła ponad 13 mld zł wydatków i strat. Były to dane wstępne, przygotowane według stanu z połowy grudnia 2024 roku.
W powodzi zginęło 9 osób, a liczba poszkodowanych wyniosła 238 045. Ewakuowano około 4493 osoby. Woda zalała 10 522 budynki mieszkalne, a 421 budynków zostało zniszczonych lub wyłączonych z użytkowania.
Najmocniej ucierpiał Dolny Śląsk. W województwie dolnośląskim poszkodowanych zostało 177 294 osób. Woda zalała tam 9744 budynki mieszkalne oraz 513 budynków o znaczeniu społecznym, w tym obiekty publiczne, placówki oświatowe, budynki administracji i instytucje lokalne.
Duże straty odnotowano także w infrastrukturze drogowej. Powódź uszkodziła około 3633 km dróg, 127 km ścieżek rowerowych, 229 mostów i 1823 przepusty. Łączne straty drogowe oszacowano na 7,639 mld zł, z czego na Dolny Śląsk przypadło ponad 3,081 mld zł.
Samorządy również poniosły wysokie koszty. Straty komunalne w województwie dolnośląskim oszacowano na 5,703 mld zł, a w województwie opolskim na 508,95 mln zł. Raport wskazał także 11 996 poszkodowanych przedsiębiorstw na Dolnym Śląsku oraz 84,57 mln zł pomocy udzielonej firmom.
Ubezpieczyciele: ponad 2,1 mld zł szkód powodziowych
Dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują skalę szkód zgłoszonych do ubezpieczycieli. Według stanu na 30 czerwca 2025 roku wartość szkody powodziowej brutto wyniosła 2,129 mld zł. Udział reasekuratorów wyniósł 1,528 mld zł.
Do zakładów ubezpieczeń trafiło 131 176 zgłoszeń szkód powodziowych. Ubezpieczyciele zakończyli obsługę 128 568 szkód, czyli zdecydowanej większości zgłoszeń.
Czy El Niño wpłynie na ubezpieczenia nad Odrą?
Polska Izba Ubezpieczeń podała, że w całym 2024 roku ubezpieczyciele wypłacili 3,7 mld zł za szkody wywołane przez żywioły. To o 64,1 proc. więcej niż w 2023 roku. W ubezpieczeniach majątkowych wartość wypłat wyniosła 6,2 mld zł.
NIK: za mało zabezpieczeń i braki w przygotowaniu
Najwyższa Izba Kontroli po powodzi wskazała na problemy w ochronie przeciwpowodziowej. NIK oceniła, że wrześniowa powódź potwierdziła zbyt słabe zabezpieczenie Kotliny Kłodzkiej. Region od lat miał znane ryzyko powodziowe, ale część inwestycji nie zapewniła mieszkańcom odpowiedniej ochrony.
NIK zwróciła też uwagę na opóźnienia w inwestycjach przeciwpowodziowych oraz wzrost kosztów części zadań. Izba wskazała potrzebę szybkiego zakończenia niezrealizowanych prac i rozliczenia trwających kontraktów.
Kontrola dotycząca przygotowania gmin wykazała także problemy lokalne. W części jednostek brakowało aktualnych planów zarządzania kryzysowego, pełnego wyposażenia magazynów przeciwpowodziowych, ćwiczeń oraz właściwego utrzymania rowów melioracyjnych i przepustów.
Wnioski po powodzi 2024
Dane po powodzi pokazują trzy najważniejsze obszary ryzyka. Po pierwsze, infrastruktura przeciwpowodziowa nadal wymaga inwestycji, zwłaszcza w miejscach znanych z wysokiego zagrożenia. Po drugie, samorządy muszą aktualizować plany kryzysowe i sprawdzać stan magazynów przeciwpowodziowych przed nadejściem zagrożenia. Po trzecie, mieszkańcy potrzebują szybkiej, jasnej i wiarygodnej informacji.
Powódź 2024 roku pokazała, że Polska jest lepiej przygotowana niż w 1997 roku, ale nadal ma słabe punkty. Wrocław ochroniły modernizacja Wrocławskiego Węzła Wodnego i zbiornik Racibórz Dolny.
Rekordowe ocieplenie w Polsce. Badanie Jeziora Żabińskiego ujawnia 11 tys. lat zmian klimatu
Czeka nas kolejny wyjątkowy rok
El Niño w 2026 roku nie oznacza automatycznie powodzi w Polsce. To jednak brutalne przypomnienie, że w dobie globalnego ocieplenia ekstremalne zjawiska coraz ostrzej testują odporność miast, wsi, wałów, zbiorników i systemów ostrzegania. Dolny Śląsk – bogatszy o dramatyczne doświadczenia z 1997 i 2024 roku – wie to najlepiej. Tutaj ochrona przed żywiołem dawno przestała być teorią. To granica między stratą, którą da się opanować, a prawdziwą katastrofą.
Źródła: National Geographic, NOAA Climate Prediction Center, World Meteorological Organization, World Weather Attribution, ECMWF, Urząd Miejski Wrocławia, Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, Najwyższa Izba Kontroli, Polska Izba Ubezpieczeń, źródła własne FaktyPlus: relacje mieszkańców i dokumentacja fotograficzna z Łan.
Jedna odpowiedź do “El Niño 2026 może być bardzo silne. Co oznacza dla Polski po powodziach z 1997 i 2024 roku?”
Zostaw odpowiedź
Czytaj więcej




Po powodzi politycy zwykle mają trzy rzeczy gotowe od ręki: konferencję, współczucie i zapowiedź programu. Z retencją, wałami, przepustami, mapami ryzyka i aktualnymi polisami idzie już wyraźnie wolniej.
Ubezpieczyciel nie ocenia konferencji. Ocenia ryzyko. Jak było przy ostatniej fali – warto pamiętać, polityce płynęli na fali, a ludzie cierpieli. Nie wszystko odbudowano – bo brak kasy w kasie. Jak z budżetu dosypali – to de facto za naszą krawicę – bo źle się ubezpieczali.
Jeżeli samorząd nie ma zabezpieczeń, aktualnych wartości majątku i rozsądnego programu ochrony, to później nie dziwmy się, że rynek odpowiada jedną ofertą, limitem 3 mln zł albo brakiem zainteresowania.
Polityce nie są od robienia zdjęć po katastrofie, są od tego, żeby katastrofa nie obnażała jej wcześniejszych zaniedbań.