Dlaczego Francuzi protestują? Nawet 800 tys. ludzi na ulicach

Dlaczego Francuzi protestują? Poznaj przyczyny zamieszek, żądania uczniów i związkowców, wyniki sondaży oraz reakcje Macrona i opozycji. Źródło: Crux na youtube.com

Macrona dobrze ocenia już tylko 15 proc. Francuzów. Protestujący chcą wyższych płac i lepszych szkół, a rząd musi się zmierzyć z falą zamieszek.


Setki tysięcy Francuzów wyszły na ulice, domagając się wyższych wynagrodzeń, poprawy warunków życia i większych wydatków na edukację. Demonstracje z 17 października 2026 roku były największym protestem społecznym we Francji od wielu miesięcy. W Paryżu, Lyonie, Marsylii i innych miastach doszło do gwałtownych zamieszek. Podpalano budynki, plądrowano sklepy i atakowano policjantów. Według danych francuskich władz podczas weekendu zatrzymano około 2400 osób, a rannych zostało blisko tysiąc policjantów, żandarmów i strażaków.

Protesty wybuchły w czasie głębokiego kryzysu zaufania do francuskich władz. Zaledwie 15 proc. Francuzów dobrze ocenia działalność prezydenta Emmanuela Macrona, a 91 proc. pesymistycznie patrzy na sytuację gospodarczą kraju. Francuscy socjologowie i ekonomiści tłumaczą, dlaczego protest uczniów przerodził się w ogólnokrajowy bunt. Politycy spierają się natomiast o odpowiedzialność za zamieszki i o to, jak zakończyć konflikt.


Dlaczego Francuzi protestują? Wszystko zaczęło się w szkołach

Protesty rozpoczęły się we wrześniu 2026 roku, kiedy uczniowie francuskich liceów zaczęli blokować wejścia do szkół. Domagali się przede wszystkim zatrudnienia nauczycieli na wakujących stanowiskach i zapewnienia zastępstw za nieobecnych pedagogów. Chcieli również mniejszych klas i remontów budynków szkolnych. Krytykowali także system Parcoursup, za którego pośrednictwem francuskie uczelnie przyjmują kandydatów na studia.

Pierwsze blokady organizowano głównie na przedmieściach Paryża. Jednak w ciągu kilkunastu dni podobne protesty rozpoczęły się w setkach szkół na terenie całego kraju. Uczniowie organizowali kolejne demonstracje i zachęcali do udziału w nich przez media społecznościowe.

Już na początku października część młodzieży liczyła na wsparcie innych grup społecznych.

„Jeśli rząd nie odpowie na nasze żądania, wytrwamy do tego dnia, żeby demonstrować razem z żółtymi kamizelkami” – mówił 1 października Iliass, uczeń liceum Blaise-Cendrars w Sevran, w rozmowie z „Le Monde”.

Rząd próbował uspokoić sytuację. Minister edukacji Édouard Geffray zapowiedział skierowanie do szkół około 3 tys. nauczycieli, którzy byli już zatrudnieni, ale nie mieli jeszcze przydzielonych zastępstw. Ministerstwo chciało w ten sposób szybko uzupełnić braki kadrowe w placówkach, w których uczniowie tracili najwięcej lekcji.

Uczniowie i związki nauczycielskie uznali jednak, że takie rozwiązanie nie wystarczy. Ich zdaniem szkoły potrzebują trwałego zwiększenia zatrudnienia i większych pieniędzy na codzienną działalność.

W połowie października do młodzieży dołączyli związkowcy, pracownicy różnych branż oraz uczestnicy dawnego ruchu żółtych kamizelek. Żądania dotyczące edukacji ustąpiły miejsca znacznie szerszej liście postulatów. Demonstranci zaczęli domagać się podwyżek wynagrodzeń, zwiększenia świadczeń społecznych i ograniczenia skutków drożyzny.

17 października w całej Francji odbyło się około 110 demonstracji. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych naliczyło 550 tys. uczestników, natomiast organizatorzy szacowali ich liczbę na 800 tys.

Większość ludzi manifestowała pokojowo. Jednocześnie w wielu miastach grupy uczestniczące w zamieszkach podpalały samochody, rozbijały witryny sklepowe i atakowały budynki publiczne. W Limoges podpalono zabytkowy ratusz, a w Marsylii doszło do wtargnięcia do siedziby władz miejskich.


Zamieszki we Francji. Policja zatrzymała około 2400 osób

Do najpoważniejszych starć doszło w Paryżu. Zamaskowane grupy rozbijały witryny, plądrowały sklepy i rzucały w policjantów kamieniami oraz materiałami pirotechnicznymi. Funkcjonariusze używali gazu łzawiącego i armatek wodnych. Podobne wydarzenia rozgrywały się w Lyonie, Marsylii, Bordeaux i innych miastach.

Według informacji francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych podczas weekendu 17–18 października rannych zostało 997 policjantów, żandarmów i strażaków. Uszkodzono tysiące sklepów i lokali usługowych. Władze oskarżyły radykalne grupy o organizowanie ataków na urzędy i funkcjonariuszy.

Prezydent Emmanuel Macron 18 października wygłosił telewizyjne przemówienie, w którym stanowczo potępił sprawców przemocy.

„Dlaczego podpalono ratusz w Limoges, biuro informacji turystycznej w Lyonie i wtargnięto do ratusza w Marsylii? Nic tego nie usprawiedliwia, niczego to nie wyjaśnia i niczego nie można tym tłumaczyć” – powiedział Emmanuel Macron.

Prezydent zapowiedział ukaranie osób odpowiedzialnych za podpalenia i grabieże. Podkreślił jednak, że nie wolno utożsamiać pokojowych demonstrantów ze sprawcami zamieszek.

Działania policji również spotkały się z krytyką. W Saint-Étienne 17-letni uczestnik protestu stracił dłoń po wybuchu granatu rzuconego przez funkcjonariuszy. Prokuratura wszczęła śledztwo, aby dokładnie ustalić okoliczności zdarzenia.

Francuski socjolog Sebastian Roché, który zajmuje się badaniem działań policji, zwrócił uwagę na liczbę protestujących poważnie rannych podczas interwencji służb. Jego zdaniem francuska policja zbyt często sięga po środki, które mogą powodować ciężkie obrażenia. Takie działania, zamiast uspokajać sytuację, mogą dodatkowo zaostrzać konflikt.

Rząd przyznał również, że policja nie była odpowiednio przygotowana do wydarzeń z 17 października. Służby spodziewały się znacznie mniejszej liczby demonstrantów i nie przewidziały skali zamieszek. Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez zaproponował swoją dymisję, ale Macron jej nie przyjął.

Elon Musk/US-Saudi Investent Forum
Społeczeństwo

Elon Musk ignoruje paryską prokuraturę. Francuskie służby prześwietlają system Grok i platformę X


Sondaż Ipsos. Francuzi popierają żądania uczniów, ale potępiają przemoc

Protestująca młodzież zdobyła znacznie większe poparcie dla swoich postulatów niż dla sposobów prowadzenia demonstracji. Pokazuje to badanie Ipsos przeprowadzone 7–8 października 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Francuzów.

54 proc. ankietowanych popierało protesty licealistów, a 40 proc. było im przeciwnych. Najwięcej zwolenników demonstranci mieli wśród młodszych respondentów. W grupie poniżej 35 lat protesty popierało 62 proc. badanych. Wśród osób w wieku 60 lat i starszych odsetek ten wynosił 43 proc.

Znacznie więcej Francuzów zgadzało się natomiast z poszczególnymi żądaniami uczniów:

  • 82 proc. popiera ograniczenie liczby uczniów w klasach.
  • 79 proc. chce zwiększenia wydatków na remonty szkół.
  • 75 proc. popiera przystosowanie budynków szkolnych do zmian klimatu.
  • Około 70 proc. uważa, że rząd powinien rozpocząć rozmowy z uczniami i spróbować rozwiązać zgłaszane przez nich problemy.

Autorzy badania Ipsos zwrócili uwagę na wyraźną różnicę między oceną protestów a poparciem dla postulatów uczniowskich.

„Protest dzieli Francuzów, ale żądania uczniów cieszą się szerokim poparciem” – podsumowali wyniki badacze Ipsos.

Jednocześnie 79 proc. ankietowanych uznało za niedopuszczalne ataki na pracowników szkół i niszczenie mienia publicznego. Przemoc niektórych policjantów wobec uczniów potępiło 47 proc. badanych, natomiast 17 proc. uważało takie działania za uzasadnione.

Sondaż przeprowadzono przed największymi zamieszkami z 17 października. Nie pokazuje więc, jak Francuzi ocenili późniejsze podpalenia i grabieże. Pozwala jednak zrozumieć, dlaczego protestująca młodzież mogła liczyć na wsparcie znacznej części społeczeństwa.


Kosmiczne rozpoznanie satelitarne. Francuska oferta na polską spółkę technologiczną. fot: Kevin Stadnyk/ Unsplash
Biznes / News

Francuski gigant Safran zainteresowany krakowskim Satimem. Polska technologia SAR kluczem do nowoczesnego wywiadu

Socjolog Anne Muxel: młodzi Francuzi wyrażają niezadowolenie swoich rodzin

Francuska socjolożka Anne Muxel, badaczka z paryskiej uczelni Sciences Po, uważa, że przyczyny protestów sięgają znacznie głębiej niż problemy z organizacją nauki.

W analizie opublikowanej 19 października w dzienniku „Le Monde” zwróciła uwagę na obawy młodych ludzi związane z zatrudnieniem, zarobkami i dostępem do mieszkań. Jej zdaniem coraz więcej młodych Francuzów spodziewa się, że osiągnięcie samodzielności finansowej będzie dla nich trudniejsze niż dla wcześniejszych pokoleń.

„Skala protestów licealistów odpowiada rozmiarom niezadowolenia, które na co dzień odczuwają francuskie rodziny” – napisała Anne Muxel w „Le Monde”.

Badaczka powołuje się na wyniki sondaży pokazujących, jak wielu Francuzów obawia się przyszłości. 71 proc. ankietowanych oczekuje poważnych zmian politycznych i społecznych, a 91 proc. pesymistycznie ocenia sytuację gospodarczą kraju. Ponadto 76 proc. przewiduje pogorszenie sytuacji na rynku pracy.

Muxel zwróciła również uwagę na zachowanie rodziców protestujących uczniów. Podczas wcześniejszych demonstracji młodzieżowych dorośli często próbowali odwieść swoje dzieci od udziału w manifestacjach. Tym razem wielu rodziców otwarcie popiera ich żądania, ponieważ sami dostrzegają pogarszające się warunki nauki i obawiają się o przyszłość swoich rodzin.

Podobnie protesty ocenia Vincent Tiberj, socjolog z Sciences Po Bordeaux. W wywiadzie dla „Le Monde” z 6 października skrytykował sposób, w jaki francuskie władze potraktowały uczniów.

„Lekceważący stosunek rządu do licealistów pokazuje, że nie chce on traktować ich poważnie jako obywateli” – powiedział Vincent Tiberj.

Zdaniem socjologa rząd zbyt szybko zaczął traktować blokady szkół jak zamieszki. Zamiast rozmawiać z uczniami o brakach kadrowych i warunkach nauki, władze próbowały przede wszystkim przywrócić porządek.

Tiberj zwraca także uwagę na sposób organizowania demonstracji. Uczniowie porozumiewają się głównie przez media społecznościowe i często nie mają formalnych przywódców. Dzięki temu mogą szybko organizować protesty w kolejnych miastach. Jednocześnie brak lidera utrudnia prowadzenie rozmów z rządem i uzgodnienie warunków zakończenia demonstracji.


Polski żołnierz z zestawem Piorun podczas ćwiczeń Exercise Shield 2024. Autorstwa U.S. Army photo by Paolo Bovo - Domena publiczna
Armia

Słowackie media pod wrażeniem: „Polski Piorun to światowa ekstraklasa”. Nawet Francja chce go mieć

Francuscy ekonomiści ostrzegają. Mieszkańcom ubywa pieniędzy

Niezadowolenie społeczne rośnie również z powodu kosztów życia. Według październikowego badania Ipsos 54 proc. Francuzów uważa siłę nabywczą za jeden z najważniejszych problemów kraju. Aż 87 proc. obawia się, że w najbliższych miesiącach ich dochody pozwolą na zakup mniejszej ilości towarów i usług.

Obawy te potwierdzają prognozy opublikowane 14 października przez Francuski Instytut Ekonomii (IFE), powstały z połączenia dwóch ośrodków badawczych, w tym Obserwatorium Koniunktur Gospodarczych (OFCE).

Ekonomiści przewidują, że siła nabywcza francuskich gospodarstw domowych zmniejszy się w 2026 roku o 0,8 proc., po spadku o 0,7 proc. w 2025 roku. W 2027 roku spodziewają się kolejnego spadku, tym razem o 0,1 proc. Prognozy dotyczą dochodów po uwzględnieniu zmian cen oraz liczby i wieku członków gospodarstwa domowego.

Francuska gospodarka również rozwija się wolniej, niż oczekiwał rząd. Instytut prognozuje wzrost PKB o zaledwie 0,4 proc. w 2026 roku i 0,5 proc. w 2027 roku.

„Wszystkie pozostałe krajowe czynniki napędzające wzrost gospodarczy niemal się zatrzymały” – ocenił ekonomista Mathieu Plane w rozmowie z „Le Monde”.

Według prognoz instytutu bezrobocie może wzrosnąć do 8,8 proc. w 2027 roku. Francuskiej gospodarce szkodzą wysokie ceny energii, słabe wydatki konsumentów oraz rosnące koszty kredytów i inwestycji.

Trudna sytuacja gospodarcza komplikuje plany rządu. Premier Sébastien Lecornu chce zmniejszyć deficyt finansów publicznych do 5 proc. PKB w 2027 roku. Aby osiągnąć ten cel, przygotował projekt budżetu zakładający oszczędności i zmiany podatkowe.

Ekonomiści IFE ostrzegają jednak, że ograniczenie wydatków publicznych może jeszcze bardziej spowolnić gospodarkę. Według ich wyliczeń planowane działania budżetowe mogą zmniejszyć tempo wzrostu PKB w 2027 roku o około 0,4 punktu procentowego.

Francuski rząd znalazł się więc w trudnej sytuacji. Państwo musi ograniczać zadłużenie i rosnące koszty jego obsługi, a obywatele domagają się większych wydatków na szkoły, ochronę zdrowia i świadczenia społeczne.


neon z napisem BERLIN/ fot: Levin/ Unsplash
News / Polityka / Społeczeństwo

Niemcy wydają 1,2 bln euro na politykę społeczną. To 31 proc. PKB!

Macrona dobrze ocenia tylko 15 proc. Francuzów. Opozycja atakuje rząd

Protesty wybuchły w bardzo trudnym momencie dla prezydenta Emmanuela Macrona. Jego druga kadencja kończy się w 2027 roku, a rząd nie ma stabilnej większości w parlamencie. W tej sytuacji uzyskanie poparcia dla kolejnych oszczędności budżetowych jest szczególnie trudne.

Według badania Ipsos z 7–8 października zaledwie 15 proc. Francuzów pozytywnie ocenia działalność Macrona, a 82 proc. ma o niej negatywną opinię.

Niewiele lepiej wypada premier Sébastien Lecornu, którego pracę dobrze ocenia 22 proc. badanych, a źle 69 proc.

Po zamieszkach z 17 października politycy zaczęli oskarżać się nawzajem o doprowadzenie do kryzysu.

Marine Le Pen, liderka Zjednoczenia Narodowego, uznała żądania poprawy warunków życia za uzasadnione, ale oskarżyła radykalną lewicę o wykorzystywanie demonstracji do wywoływania zamieszek.

„Uzasadnione żądania społeczne po raz kolejny zostały zawłaszczone przez skrajną lewicę” – napisała Marine Le Pen 17 października w serwisie X.

Podobne stanowisko zajął Jordan Bardella, przewodniczący Zjednoczenia Narodowego. Zarzucił rządowi, że nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa mieszkańcom i ochronić przedsiębiorców przed grabieżami.

Inaczej wydarzenia ocenia Jean-Luc Mélenchon, przywódca lewicowej partii La France insoumise. Polityk popiera żądania demonstrantów, a odpowiedzialnością za zaostrzenie konfliktu obarcza władze i sposób prowadzenia działań policyjnych.

Jednocześnie Mélenchon wezwał swoich zwolenników, aby nie uczestniczyli w grabieżach i niszczeniu mienia.

„Ci, którzy podzielają naszą walkę, nie mają nic wspólnego z grabieżami i dewastacją” – napisał Jean-Luc Mélenchon po wydarzeniach z 17 października.

Przemoc potępili również politycy umiarkowanej lewicy i centroprawicy. Raphaël Glucksmann ostrzegł, że zamieszki mogą pomóc Marine Le Pen zdobywać nowych zwolenników, natomiast Édouard Philippe domagał się surowego karania sprawców zniszczeń.

Temperaturę we francuskiej polityce dodatkowo podgrzewają zbliżające się wybory prezydenckie w 2027 roku. Poszczególne partie próbują zdobyć poparcie niezadowolonych obywateli, ale proponują odmienne rozwiązania problemów gospodarczych i społecznych.


Warszawa, stolica polskiego biznesu. fot: Kamil Gliwiński/ Unsplash
Biznes

Polska gospodarka rusza na zakupy. Deutsche Welle: „Polacy nadchodzą” i przejmują niemieckie firmy

Kolejne protesty we Francji 5 listopada. Związkowcy nie zamierzają ustąpić

Francuskie związki zawodowe zapowiadają dalsze protesty. Pięć dużych central: CFDT, CGT, FO, UNSA i FSU, wezwało do ogólnokrajowego strajku 5 listopada 2026 roku. Do przygotowań przyłączyły się również kolejne organizacje pracownicze.

Związkowcy domagają się podwyżek wynagrodzeń i emerytur, zwiększenia świadczeń społecznych oraz większych wydatków na szkoły, szpitale i inne usługi publiczne. Sprzeciwiają się także części oszczędności zapisanych w projekcie budżetu na 2027 rok.

Organizacje zapowiadają pokojowe demonstracje. Chcą, żeby dyskusja ponownie dotyczyła problemów finansowych obywateli, a nie wyłącznie zamieszek z 17 października.

Frédéric Souillot, sekretarz generalny związku Force ouvrière, podkreślił, że organizacja nie zamierza rezygnować z zaplanowanego strajku.

„Gdybyśmy zrezygnowali, oznaczałoby to, że ustępujemy przed wandalami i szabrownikami” – powiedział Frédéric Souillot w rozmowie z „Le Monde”.

Związkowcy liczą, że wspólny protest pracowników sektora publicznego i prywatnego skłoni rząd do rozmów o płacach oraz kosztach utrzymania.

Marylise Léon, sekretarz generalna CFDT, 20 października w rozmowie z France Inter skrytykowała sposób sprawowania władzy przez Macrona.

„Dziś płacimy wysoką cenę za dziesięć lat rządzenia z góry” – oceniła Marylise Léon.

Jej zdaniem obywatele chcą, żeby politycy traktowali ich poważnie i słuchali zgłaszanych żądań. Związkowa liderka oczekuje od rządu rozmów o wynagrodzeniach, warunkach zatrudnienia i finansowaniu usług publicznych.

Francuskie protesty wielokrotnie doprowadzały w przeszłości do ustępstw władz. W 2018 roku ruch żółtych kamizelek zmusił rząd do rezygnacji z planowanej podwyżki podatku paliwowego i przyjęcia pakietu pomocy finansowej dla części gospodarstw domowych.

Jednak masowe demonstracje nie zawsze przynoszą oczekiwane rezultaty. W 2023 roku, mimo wielomiesięcznych protestów, francuski rząd przeprowadził reformę podnoszącą ustawowy wiek emerytalny z 62 do 64 lat.

Obecnie sytuacja jest szczególnie trudna. Francja zmaga się ze słabym wzrostem gospodarczym, wysokim zadłużeniem i narastającym niezadowoleniem społecznym. Rząd musi jednocześnie ograniczać wydatki, zapewnić bezpieczeństwo w miastach i rozpocząć rozmowy z organizacjami pracowniczymi.

Protest uczniów przerodził się w ogólnokrajowy konflikt, ponieważ problemy szkół spotkały się z niezadowoleniem pracowników, emerytów i osób obawiających się dalszego wzrostu kosztów życia.

Strajk zaplanowany na 5 listopada pokaże, czy związkom zawodowym uda się utrzymać masową mobilizację i skłonić rząd do ustępstw w sprawie wynagrodzeń, świadczeń i finansowania usług publicznych.


Źródła: Reuters, Associated Press, Le Monde, Libération, France Inter, Ipsos, Francuski Instytut Ekonomii, OECD, Eurofound, CGT, CFDT, Force ouvrière, EAPN Polska, GUS.

Natalia Zagrzebska avatar
Natalia Zagrzebska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *