ZUS kwestionuje, rodziny płacą. Mechanizmy bezkarności i niszczenia polskich rodzin. Państwo opiekuńcze w praktyce.

Sławek Gil avatar
Sławek Gil
Udostępnij artykuł
Decyzja ZUS o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym wobec kobiety w ciąży. fot: Benjamin Manley/Unsplash

Państwo prorodzinne na papierze. W praktyce: walcz w sądzie z noworodkiem na rękach


5:40 rano, kuchnia pogrążona w półmroku. Na stole obok sterty pieluch i butelki z zimną herbatą leży otwarta koperta z godłem państwowym. W środku jedno zdanie – urzędowy komunikat, który wysadza w powietrze finansowy plan młodej rodziny: „Nie podlega ubezpieczeniom społecznym”. Tak brzmiała decyzja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, którą Magda (32 l.) przeczytała kilka dni po porodzie. Zamiast upragnionego poczucia bezpieczeństwa, świeżo upieczona mama dostała sygnał: w świetle systemu jej etat jakby nigdy nie istniał.

„W ciąży liczy się tygodnie do porodu. ZUS kazał mi liczyć tygodnie do rozprawy sądowej” – mówi kobieta.

Ta urzędnicza formułka wygląda jak techniczny szczegół, ale w praktyce oznacza wyrok na domowy budżet.

„Nie podlega” – co to znaczy? Decyzja stwierdzająca, że pracownik „nie podlega obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym” to nie pomniejszenie świadczenia, ale jego całkowita utrata. Gdy ZUS uznaje, że dana osoba jednak nie była „prawdziwym” pracownikiem, skutki są drastyczne:

  • Zero pieniędzy – kobieta traci prawo do zasiłku chorobowego w ciąży i zasiłku macierzyńskiego. Nie dostanie ani złotówki za czas ciąży i po porodzie.
  • Zwrot wypłaconych środków – jeśli przed decyzją zdążono wypłacić jej jakieś świadczenia, musi je oddać natychmiast, w całości.
  • Wieloletnia batalia sądowa – odwołanie do sądu to często jedyna droga, ale proces ciągnie się miesiącami lub latami i nie wstrzymuje skutków decyzji.
  • Brak dochodu, gdy jest najbardziej potrzebny – przyszła matka zostaje bez zabezpieczenia finansowego w ciąży i połogu.

Inaczej mówiąc, to jakby ktoś kupił bilet na prom, ustawiał się z walizką w kolejce, a przy trapie usłyszał: „Prom odpływa, ale pani nie jest pasażerką”. Taki właśnie „bilet” odebrano Magdzie – mimo że miała umowę o pracę i odprowadzała składki. To nie pojedynczy przypadek, lecz mechanizm. Danych na ten temat długo nie ujawniano, ale w końcu same statystyki ZUS-u pokazują niepokojącą skalę.

korytarz/ Openverse
Nasz temat / News / Społeczeństwo

Awans – ciąża – kara. ZUS kontra kobiety, które uwierzyły w państwo


Ciąża jak przestępstwo – skala decyzji ZUS

W teorii żyjemy w państwie, które wspiera rodziny. W praktyce – mamy ZUS, instytucję traktującą ciążę jak powód do podejrzeń. Tylko w 2024 roku ZUS odebrał świadczenia 1 279 kobietom w ciąży. To około 40% wszystkich decyzji o niepodleganiu ubezpieczeniom społecznym wydanych w tej kategorii – mimo że przyszłe matki stanowią zaledwie ułamek ogółu ubezpieczonych. Innymi słowy, niemal co druga najbardziej dotkliwa decyzja tego typu dotyczyła ciężarnej. Co więcej, trend rośnie: w I półroczu 2025 r. wydano już 593 kolejne decyzje wobec ciężarnych pracownic (oraz 24 wobec ciężarnych prowadzących działalność gospodarczą).

„Pracowałam, miałam umowę, płaciłam składki. A potem usłyszałam, że w świetle decyzji… nigdy mnie nie było” – wspomina jedna z poszkodowanych.

Tak opisuje swoje wrażenie bohaterka, której ZUS zakwestionował etat zawarty tuż przed ciążą. Jej historia znakomicie ilustruje urzędniczą logikę. Pani Monika z Zachodniopomorskiego dostała w 2025 r. pracę w magazynie, na pełen etat. Dwa tygodnie później dowiedziała się, że ciąża jest zagrożona, więc poszła na zwolnienie lekarskie (tzw. L4). Pracodawca przekazał ZUS-owi komplet dokumentów i zeznania współpracowników potwierdzające, że Monika zdążyła realnie przepracować te dwa tygodnie.

Mimo to ZUS uznał, że umowa o pracę była fikcyjna, a jej celem było jedynie uzyskanie świadczeń

– stwierdził urząd, argumentując, że tak krótkie zatrudnienie tuż przed L4 wygląda podejrzanie. Po kontroli ZUS wydał decyzję: pracownica nie podlega ubezpieczeniu, więc wstrzymano jej zasiłek chorobowy, zażądano zwrotu wypłaconych już kwot i odmówiono zasiłku macierzyńskiego. Odwołanie nic nie dało; teraz młoda matka czeka na swoją sprawiedliwość w sądzie, spłacając w międzyczasie długi zaciągnięte na utrzymanie rodziny.

„Działanie Zakładu wydaje się mieć charakter systemowy. Szkoda, że dzieje się to kosztem kobiet, a przecież polityka państwa powinna sprzyjać dzietności” – skomentował tę sprawę mec. Michał Plewiński, reprezentujący poszkodowaną.

Czy ZUS rzeczywiście celuje w kobiety w ciąży? Oficjalnie – absolutnie nie. Zakład Ubezpieczeń Społecznych i nadzorujące go Ministerstwo Rodziny odżegnują się od zarzutu „profilowania” ciężarnych.

„Działania Zakładu nie są nakierowane na żadną określoną grupę ubezpieczonych, w tym na pewno nie na kobiety w ciąży” – zapewniło ministerstwo w odpowiedzi na poselską interpelację.

ZUS wylicza wręcz, że kontrole dotyczące ciężarnych stanowiły zaledwie 0,13% wszystkich działań kontrolnych w 2024 r. (oraz 0,19% w 2023 i 0,10% w I połowie 2025). Urzędnicy podkreślają też swoją misję ochrony Funduszu Ubezpieczeń Społecznych przed nadużyciami – sugerując, że każda podejrzana sytuacja musi być zweryfikowana dla dobra systemu.

Tyle zapewnienia instytucji. Brakuje jednak odpowiedzi na kluczowe pytanie: co w sytuacji, gdy podejrzenia okażą się niesłuszne? Ministerstwo przyznało, że nie dysponuje systemowymi danymi o wynikach postępowań sądowych – nie wiadomo więc, ile z takich decyzji „nie podlega” zostaje później uchylonych jako błędne. A nawet jeśli intencje kontroli są neutralne, skutek bywa daleki od neutralności.

– Neutralność procedur nie gwarantuje neutralności skutków – zwłaszcza gdy skutkiem jest brak pieniędzy w połogu – mówi mec. Katarzyna Kalata, prawniczka od lat walcząca z ZUS w imieniu klientów.

Właśnie asymetria skutków jest tu największym problemem. Decyzja, która po latach okaże się pomyłką, od początku do końca obciąża wyłącznie rodzinę. Państwowy organ nie ponosi w tym czasie praktycznie żadnego kosztu – poza ewentualnym „oddaniem” świadczenia, które i tak się należało.

Polska rodzina z jednym dzieckiem w mieszkaniu – symbol niskiej dzietności w Polsce 2025
Społeczeństwo

Chcieliby dwójkę, nie mają żadnego. Dlaczego Polacy coraz rzadziej decydują się na dzieci?

Rzecznik Praw Obywatelskich dostrzegł w tych praktykach realne zagrożenie dyskryminacją ze względu na płeć. W wystąpieniu do ZUS RPO wskazał, że wstrzymywanie wypłaty zasiłków kobietom w ciąży na czas kontroli jest szczególnie uciążliwe i godzi w najbardziej wrażliwą grupę.

„Kobiety przed urodzeniem dziecka i po porodzie nie mają siły ani zasobów, aby czynnie uczestniczyć w postępowaniu dowodowym i korzystać z przysługujących im środków odwoławczych” – podkreślił zastępca RPO Stanisław Trociuk.

Zwrócił też uwagę, że traktowanie ciężarnych pracownic z góry jak potencjalnych oszustek może stanowić formę pośredniej dyskryminacji ze względu na płeć. W europejskim standardzie jest to niedopuszczalne: w wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 4 lutego 2021 r. (sprawa Jurčić v. Chorwacja) jasno stwierdzono, że decyzja odbierająca kobiecie świadczenia tylko dlatego, że jest w ciąży, to nierówne traktowanie.

„Zatrudnienie uznane za fikcyjne ze względu na stan ciąży mogło dotyczyć wyłącznie kobiet. Bezsprzecznie więc stanowi przypadek odmiennego traktowania ze względu na płeć” – podkreślił ETPC.

Innymi słowy, mężczyzna nigdy nie znalazłby się w takiej sytuacji z powodu swojego stanu biologicznego – więc z góry podejrzliwe podejście do ciężarnych jest z definicji nierówne. To ważny sygnał: nawet jeśli polskie prawo pozwala ZUS-owi na kontrolę, nie zwalnia to instytucji z obowiązku traktowania kobiet w ciąży z szczególną wrażliwością i bez uprzedzeń.


Awans + ciąża = podejrzenie

Historie poszkodowanych kobiet pokazują, że problem nie dotyczy wyłącznie skrajnych przypadków „fikcyjnych umów”. Czasem wystarczy legalny awans i podwyżka, by uruchomić lawinę podejrzeń. Iwona – prawniczka z Krakowa – po kilku latach ciężkiej pracy dostała awans w kancelarii i znaczną podwyżkę. W tym samym czasie dowiedziała się, że jest w ciąży. Szczęśliwy zbieg okoliczności? Dla ZUS wręcz przeciwnie.

Trzy miesiące później przyszła przesyłka z ZUS: „wątpliwości co do rzetelności podstawy wymiaru” – opowiada Iwona.

Urząd zakwestionował wysokość jej wynagrodzenia i obniżył należny zasiłek o ponad połowę. Cała historia awansu – lata wysiłku i zasług – została jednym ruchem przekreślona. Podobnie było u Katarzyny z Mazowsza. Po pierwszym urlopie macierzyńskim wróciła do pracy, szybko wywalczyła kierownicze stanowisko, a niedługo potem okazało się, że znów jest w ciąży.

Myślałam, że to najlepszy scenariusz: rozwijam karierę i powiększam rodzinę – mówi Katarzyna. Jednak zamiast gratulacji spotkała ją fala podejrzeń. ZUS nie sprawdził nawet dokumentów ani nie porozmawiał z pracodawcą. Po prostu przyszło pismo, że mają „podejrzenie pozorności zatrudnienia” i obniżają mój zasiłek. Czułam się, jakbym zrobiła coś złego – wspomina.

Obie kobiety złożyły odwołania od decyzji. Obie usłyszały w odpowiedzi, że jeśli się nie zgadzają – droga wolna, mogą iść do sądu.

Z dnia na dzień zostały bez środków. Czy ktoś potrafi wyobrazić sobie taką sytuację?

Historie Iwony i Katarzyny wcale nie są wyjątkowe. Dla ZUS sukces zawodowy kobiety bywa traktowany jak dowód… potencjalnego oszustwa. Schemat powtarza się aż nazbyt często: awans lub nagła podwyżka tuż przed pójściem na L4 automatycznie wzbudza podejrzliwość urzędu. ZUS z góry zakłada, że kobieta musi coś kombinować – bo przecież „nikt normalny” nie daje wysokiej podwyżki pracownicy, która niedługo urodzi dziecko. Oficjalnie urzędnicy zadają pytania o zakres obowiązków, kompetencje, przebieg kariery, ale – jak wynika z naszych informacji – odpowiedzi w praktyce ich nie interesują. Decyzje zapadają według z góry przyjętego wzorca, niezależnie od okoliczności. ZUS nie docieka, czy awans był zasłużony. Po prostu nie wierzy. A brak zaufania ma swoją cenę. Tę cenę płacą kobiety. Mówimy często o kilku tysiącach złotych miesięcznie, od których ZUS odcina ciężarną dokładnie wtedy, gdy najbardziej ich potrzebuje. W praktyce wygląda to tak: przyszła matka zostaje nagle z zaniżonym zasiłkiem (albo z żadnym), za to z opłatami, ratami kredytu i kosztami życia, które przecież nie znikają.

– Planowaliśmy z mężem każde wydatki przed porodem. Nagle nasz dochód stopniał prawie do zera, bo ZUS uznał, że zarabiałam za dużo – opowiada jedna z pokrzywdzonych kobiet. – Z dnia na dzień zostałam bez środków do życia. Czy ktoś sobie wyobraża taką sytuację? – pyta retorycznie.

Urzędnicy wydają się odpowiadać: to wasz problem – trzeba było poczekać z ciążą.

Fakty Plus Informacje
News / Społeczeństwo

Polki chcą rodzić, ale na własnych warunkach. Przyjazny rynek pracy ma im w tym pomóc

Zamiast chronić – karzą. W państwowych kampaniach słyszymy hasła o aktywizacji kobiet, o godzeniu ról zawodowych z macierzyństwem. W realnym życiu kariera kobiety staje się dla systemu pretekstem, by odmówić jej należnych pieniędzy. Paradoksalnie więc, im bardziej ambitna i przedsiębiorcza przyszła matka, tym większe ryzyko, że zostanie uznana za potencjalną oszustkę.

– Czułam się tak, jakby państwo mówiło mi: powinnaś siedzieć cicho i się nie wychylać – mówi Katarzyna o swoich doświadczeniach.


Mechanizm bezkarności: urząd zawsze wygrywa

Historie kobiet takich jak Iwona, Katarzyna czy Monika pokazują sedno problemu. ZUS nie musi się mylić ostrożnie. Może wydać najdalej idącą decyzję – odciąć świadczenia – bez szczególnego ryzyka po swojej stronie. Jak to możliwe?

Prawniczka dr Katarzyna Kalata nie owija w bawełnę: „ZUS nie musi niczego udowadniać. W praktyce to obywatel musi iść do sądu, zbierać dokumenty, powoływać świadków. Ciężar dowodu spada zawsze na stronę słabszą”.

Instytucja korzysta z przewagi systemowej. Mechanizm „decyzja teraz – sprawdzanie później” można rozłożyć na kroki:

  1. Błyskawiczna decyzja, natychmiastowe konsekwencje. Urząd potrafi zadziałać jak nóż: jednym pismem wstrzymuje wypłatę zasiłku (lub każe zwrócić już wypłacony), zamrażając dopływ gotówki do rodzinnego budżetu. Rodzina z dnia na dzień traci płynność finansową.
  2. Ciężar dowodu spada na obywatela. W praktyce to kobieta ma udowadniać, że nie jest oszustką. Musi przedstawiać dokumenty, zeznania świadków, pisać odwołania – akurat w momencie, gdy powinna skupić się na rodzeniu dziecka, karmieniu i dochodzeniu do siebie po porodzie.
  3. Sąd po latach – pyrrusowe zwycięstwo. Jeżeli poszkodowana wygra w sądzie, będzie to często po wielu miesiącach lub latach. ZUS zwróci wówczas należne świadczenie – ale nikt nie zrekompensuje zdrowia straconego przez stres, kosztów kredytów zaciągniętych na przeżycie ani traumy walki z państwową machiną.

To trochę jak w kasynie: kasyno nigdy nie przegrywa. W najgorszym razie, po długim procesie, odda graczowi część postawionych żetonów – ale rachunek za grę płaci wyłącznie gracz. Dr Kalata wprost nazywa to świadomym, systemowym lekceważeniem prawa. Z perspektywy urzędników ZUS obecny układ jest bowiem bezpieczny.

– System został ukształtowany tak, że nie opłaca się przestrzegać prawa – a to absolutnie niedopuszczalne – przytacza prawniczka słowa pełnomocniczki ZUS z jednej z rozpraw.

Urzędnicy wiedzą, że sąd powszechny i tak nie rozliczy ich z naruszeń procedur (bo nie leży to w jego kompetencjach).

– Widziałam to wielokrotnie: gdyby ZUS przestrzegał KPA, część spraw by się przedawniła – opowiada Kalata o argumentacji zasłyszanej na sali sądowej.

Odpowiedzialność za błędne decyzje rozmywa się w łańcuchu urzędniczym – trudno wskazać jedną osobę winną rażącego naruszenia prawa. W efekcie przepisy o odpowiedzialności urzędników są w praktyce martwe. Dopóki pracownicy ZUS będą rozliczani z „podnoszenia przypisu składek” (czyli skuteczności w wykrywaniu domniemanych nadużyć i obniżaniu wypłat), a nie z rzetelności i zgodności z prawem, dopóty nie będzie mowy o sprawiedliwym systemie.

Wejście do oddziału ZUS, państwowej instytucji obsługującej ubezpieczenia społeczne
Biznes / Nasz temat / Społeczeństwo

Ciąża jako przestępstwo. Jak ZUS odbiera kobietom w ciąży prawo do bezpieczeństwa

Konsekwencje tak skonstruowanego mechanizmu są dramatyczne. Po stronie urzędu – żadnego kosztu, poza odroczonym obowiązkiem wypłaty należnych pieniędzy (czasem z odsetkami). Po stronie obywatela – całość ryzyka. Nawet gdy sąd jednoznacznie stwierdzi błąd ZUS, instytucja nie ponosi realnej kary. Przykład: jeden z klientów dr Kalaty musiał stoczyć ponad tysiąc spraw sądowych przeciw ZUS, który bezpodstawnie próbował przerzucić na niego cudze zaległe składki. Po 6 latach walki Zakład przegrał wszystko, tysiąc do zera. Wyroków nie dało się obronić – ale „mimo oczywistej porażki, w ZUS nikt nie poniósł żadnych konsekwencji” – opowiada prawniczka. Co więcej, ze słyszanych relacji wynika, że inspektor, który inicjował tę sprawę, otrzymał wyrazy uznania, podczas gdy klient Kalaty dostał… 240 zł zwrotu kosztów procesu. Ten groteskowy kontrast – pochwała dla urzędnika vs. 240 zł dla obywatela za pół miliona stron akt i lata stresu – świetnie pokazuje asymetrię systemu.

Obywatel ma terminy i kary, a urząd ma kolejne podejście – mówi mecenas Kalata.

– Mówiąc wprost: ZUS-owi opłaca się iść w zaparte. Najwyżej odda pieniądze, które i tak powinien wypłacić, a zwykły człowiek zapłaci za tę „zabawę” swoim zdrowiem i bezpieczeństwem rodziny.


Absurd goni absurd: zasiłek do zwrotu, bo… obiady

Jeśli powyższe brzmi jak ponury żart, to co powiedzieć o historiach w rodzaju „60 tys. zł do zwrotu za obiady”? Taki tytuł (brzmiący jak clickbait) pochodzi niestety z prawdziwej sprawy. Pani Aneta, zatrudniona w prywatnej firmie, poszła na długie zwolnienie lekarskie po operacji. ZUS po czasie zakwestionował jej prawo do zasiłku chorobowego, podważając… realność jej zatrudnienia. Dlaczego? Urzędnicy dopatrzyli się, że w trakcie zwolnienia kobieta kilkanaście razy przygotowała w domu obiad i zaniosła go mężowi do pracy – co uznano za przejaw aktywności sprzecznej z celem L4. To nie żart: naruszenie nie polegało na podjęciu pracy zarobkowej, ani na wyjeździe na wakacje do Egiptu, ani na żadnym ekstremalnym wyczynie. ZUS uznał, że chorej nie wolno ugotować mężowi zupy i zjeść z nim posiłku – bo to rzekomo świadczy, że była zdolna do pracy. Brzmi absurdalnie? I tak właśnie stwierdził sąd. Urzędniczka prowadząca sprawę oznajmiła co prawda poszkodowanej:

„Zakład zdania nie zmieni, proszę się odwoływać do sądu”.

Sprawa trafiła przed Temidę – gdzie na szczęście zwyciężył zdrowy rozsądek. Sąd pracy i ubezpieczeń społecznych w Warszawie uchylił decyzję ZUS, uznając ją za absurdalną. Zakład musiał zwrócić pani Anecie zabrane 60 tys. zł i pokryć koszty procesu.

Nikt z ZUS nie pojawił się na sali rozpraw ani razu w toku procesu – podkreślił mec. Grzegorz Ilnicki, reprezentujący kobietę. – Zwolnienie lekarskie to nie więzienie. Pracownicy, chorując, mają prawo do normalnej aktywności życiowej, jeśli tylko nie przeszkadza ona leczeniu – tłumaczy prawnik.

Ta sprawa – jak dodaje – nigdy nie powinna trafić do sądu.

„ZUS masowo odmawia Polakom świadczeń, które się im należą i prowokuje w ten sposób absurdalne procesy, trwające latami. Taki właśnie był ten nasz – proces za jedzenie obiadu z mężem w przerwie jego pracy”.

Historia „zupy za 60 tysięcy” pokazuje, jak drobny detal z codziennego życia może stać się dla urzędu pretekstem do zakwestionowania świadczeń. Wystarczy odrobina złej woli, by w zachowaniu mieszczącym się w granicach zdrowego rozsądku znaleźć argument przeciw ubezpieczonej. Jak słusznie zauważył sąd, przepisy nie zabraniają choremu wyjścia z domu czy zjedzenia posiłku z bliską osobą – o ile nie wydłuża to okresu choroby. Z perspektywy ZUS to jednak szczegół. Instytucja „dla zasady” przerzuciła ciężar wyjaśnienia sprawy na obywatelkę i zmusiła ją do obrony swoich racji w długim procesie.

– Dlaczego obywatel ma terminy i kary, a urząd ma kolejne podejście? – pyta retorycznie mec. Ilnicki.

Bo rzeczywiście, w tym modelu nawet najbardziej kuriozalna pomyłka ZUS nie rodzi dla urzędu negatywnych konsekwencji. Skoro tak, to – jak ujął to jeden z prawników – urzędnicy grają va banque, bo nie mają powodów, by się ograniczać.

kobieta w kuchni wraz z rodziną, fot: Annie Spratt/unsplash
Nasz temat / News / Społeczeństwo

Była na L4, chciała zanieść obiad mężowi. ZUS zażądał zwrotu 60 tys. zł zasiłku chorobowego


Państwo bez odpowiedzialności, obywatele bez ochrony

System opisany powyżej to swoisty drugi front walki państwa z obywatelem – mniej widoczny niż głośne starcia polityczne, ale równie kluczowy. Jeśli dziś widać, jak działa logika „najpierw decyzja, potem się sądź”, to trzeba to czytać jako ostrzeżenie. Dlaczego? Bo rządzący zapowiadają rozszerzanie uprawnień różnych instytucji kontrolnych pod hasłem „ochrony” (np. Państwowej Inspekcji Pracy, by łatwiej ścigała nielegalne zatrudnienie). Zanim damy urzędnikowi kolejne władze, warto zadać pytanie: jak wygląda ta „ochrona”, gdy urząd się myli – i nikt za to nie płaci? Obecna praktyka ZUS pokazuje, że bez realnej odpowiedzialności po stronie państwa nawet najszlachetniejszy cel (walka z wyłudzeniami) może przerodzić się w systemową krzywdę dla niewinnych osób.

Wróćmy do naszej bohaterki z początku tekstu. Magda doczekała się szczęśliwego rozwiązania – jej córeczka urodziła się zdrowa. Jednak radość z macierzyństwa przyćmił stres związany z odebraniem zasiłku. Przez wiele miesięcy ta młoda mama nie otrzymywała ani grosza świadczeń, choć przecież odprowadzała składki jak wszyscy. Rodzinę utrzymywał w tym czasie wyłącznie mąż; żeby opłacić czynsz i ratę kredytu, musieli zaciągnąć pożyczkę.

Nie chciałam wojny z państwem. Chciałam tylko zasiłek, który mi obiecano – mówi cicho Magda.

Dziś jej sprawa wreszcie trafiła na wokandę. Kobieta wierzy, że wygra – w końcu ma mocne dowody, a prawo jest po jej stronie. Tylko czy odzyska to, co straciła? Kto odda rodzinie miesiące bez pieniędzy, jeśli po latach sąd uzna, że decyzja urzędu była błędna? I czy państwo, które mówi obywatelom „rodźcie dzieci”, akceptuje model, w którym ciąża z automatu uruchamia domyślne podejrzenie? Bo jedno jest pewne: jeśli koszt błędu instytucji zawsze ponosi wyłącznie obywatel, to nie jest to żadna „ochrona” – tylko ryzyko przerzucone na najsłabszych.


Źródła: RPO, Forbes Polska, Fakty Plus

Sławek Gil avatar
Sławek Gil

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *