Za zdradę małżeńską groziła śmierć. Tak sądzono miłość w XVIII-wiecznej Polsce

Za zdradę małżeńską w XVIII-wiecznej Polsce groziła kara śmierci. Autorstwa Nieznany, Domena publiczna

Chłosta, grzywny, świece dla kościoła, publiczna pokuta, a w najcięższych sprawach nawet katowski miecz. Klaudia Rogowska z UW bada, jak dawne sądy pilnowały moralności w województwie ruskim


Cudzołóstwo, bigamia, kazirodztwo, gwałt, sodomia i tzw. uczynki cielesne mogły w XVIII-wiecznej Polsce trafić przed sąd. Nie były traktowane wyłącznie jako sprawy prywatne. Prawo widziało w nich naruszenie moralności, dobrych obyczajów i sakramentu małżeństwa. Za część takich czynów groziła kara śmierci, choć w praktyce sądy często sięgały po chłostę, grzywny, pokutę kościelną albo publiczne upokorzenie.

Ten świat opisuje Klaudia Rogowska, absolwentka Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego, kierowniczka grantu Narodowego Centrum Nauki, założycielka Akademii Nowożytnika i popularyzatorka historii na Instagramie. Na Uniwersytecie Otwartym UW prowadzi zajęcia „Kryminalne zagadki dawnej Polski”. Jej zainteresowania badawcze obejmują historię przestępczości, samobójstwa na przestrzeni dziejów, seksualność w nowożytnej Europie i demonologię ludową.

Badaczka analizuje przestępstwa seksualne zagrożone karą śmierci na terenach dawnego województwa ruskiego w XVIII wieku. Chodzi m.in. o ziemię przemyską i sanocką. Rogowska przebadała zachowane księgi miejskie i wiejskie z tego regionu. Dzięki temu można zobaczyć nie tylko przepisy, lecz także konkretne sprawy ludzi, których życie osobiste nagle zmieniało się w proces sądowy.


Archimedes Caravaggia, naukowcy potwierdzają autorstwo malarza/ youtube.com
Kultura i Sztuka

Przełom w historii sztuki. Włoscy eksperci potwierdzają: Odnaleziono wspólne dzieło Caravaggia i Minnitiego

Cudzołóstwo, bigamia i sodomia. Co dawny sąd uznawał za przestępstwo?

Dziś pojęcie „przestępstwa seksualne” brzmi współcześnie, ale w XVIII wieku chodziło o inną kategorię. Sąd karał nie tylko przemoc, lecz także zachowania uznane za naruszenie porządku moralnego. Władza świecka pilnowała tego, co działo się w małżeństwach, domach, karczmach i gospodarstwach.

„Pojęcie „przestępczość seksualna” pojawiające się w tytule projektu jest oczywiście współczesne. W istocie chodzi o przestępstwa przeciwko moralności, dobrym obyczajom i sakramentowi małżeństwa” – wyjaśnia Klaudia Rogowska.

Do tej grupy zaliczano m.in. gwałt, kazirodztwo, bigamię, nierząd i cudzołóstwo. Szczególnie pilnowano relacji osób pozostających w małżeństwie. Za przestępstwo uznawano też tzw. uczynki cielesne, czyli kontakty intymne osób stanu wolnego. W takich sprawach sąd potrafił nakazać zawarcie małżeństwa.

Osobną kategorią była sodomia, która w dawnych źródłach miała znacznie szersze znaczenie niż dziś.

„Katalog przestępstw zamyka sodomia, która w tamtej epoce miała wiele znaczeń. Mianem tym określano wszelkie stosunki uniemożliwiające poczęcie, czyli homoseksualizm, seks oralny lub analny, a także zoofilię. Na terenach Rzeczypospolitej większość przypadków sodomii to była właśnie zoofilia, nazywana także bestialstwem” – mówi kierowniczka projektu.


Pierścień króla Zygmunta I Starego, fot. Winfried Reinhardt
Kultura i Sztuka

Wraca pierścień Zygmunta I Starego! Polska odzyskuje bezcenne dobra kultury

Kara śmierci nie była tylko straszakiem

Prawo przewidywało za wiele takich czynów najwyższy wymiar kary. Kara śmierci w XVIII wieku nie była wyłącznie groźbą zapisaną w księgach. Zdarzały się sprawy, w których rzeczywiście wykonywano wyroki.

„W najbardziej drastycznych przypadkach, na przykład gdy dochodziło do tzw. zbiegu przestępstw, sąd mógł orzec najwyższy wymiar kary. W Rzeszowie, na początku XVIII wieku, przed sądem stanęła kobieta ze wsi Malawy. Kochanek otruł jej męża, więc sprawa dotyczyła zarówno cudzołóstwa, jak i zabójstwa. Oboje zostali skazani na ścięcie, a wyrok wykonano” – opowiada mgr Rogowska.

Z przestępstwami przeciwko moralności łączyły się także sprawy dzieciobójstwa i spędzenia płodu. Wiele procesów zaczynało się od ciąży, która była skutkiem cudzołóstwa albo relacji osób niepozostających w małżeństwie. Kobieta mogła zostać oskarżona zarówno o aborcję, jak i o zabicie nowo narodzonego dziecka.

Sądy nie zawsze jednak kierowały sprawę prosto pod miecz. Często wymierzały chłostę, grzywny, pokutę kościelną, obowiązek zapłaty na rzecz sądu, dworu, wójta albo właściciela wsi. Kara miała dotknąć sprawcę fizycznie, finansowo i publicznie.


Pomnik Bolesław Chrobrego we Wrocławiu/ Autorstwa Julo - Praca własna, Domena publiczna
News / Polityka / Społeczeństwo

Pierwszy kryzys gospodarczy w Polsce. Jak srebro i handel ludźmi zbudowały i pogrzebały państwo Piastów

Chłosta pod pręgierzem miała upokorzyć i odstraszyć

Najczęściej stosowaną karą była chłosta. Wykonywano ją rózgą, batem, biczem, rzemieniem, kijem albo kańczugiem. Często odbywała się publicznie: pod ratuszem, przy pręgierzu lub w centralnym miejscu wsi. Nie chodziło wyłącznie o ból. Kara miała zniszczyć reputację skazanego i ostrzec innych.

„Stawiano przede wszystkim na kary publiczne: miały one upokarzać skazanego, ale też odstraszać innych. W źródłach chłostę określano mianem „plag”. Liczba uderzeń zależała od surowości sądu i rodzaju popełnionego przestępstwa, ale zakładano, że skazaniec ma tę karę przeżyć. W przypadku kobiet w ciąży jej wykonanie odkładano nie tylko do czasu porodu, lecz także do zakończenia połogu. Dopiero po sześciu lub siedmiu tygodniach kobieta mogła stanąć pod pręgierzem. Nie oznaczało to jednak uniknięcia kary, lecz jedynie jej odroczenie” – podkreśla Klaudia Rogowska.

W jednej ze spraw młynarz Józef Sławecki pozostawał w kazirodczym związku ze swoją kuzynką. Oboje mieli otrzymać po 100 batów i odbyć pokutę kościelną. Mężczyzna musiał dodatkowo zapłacić władzom 20 grzywien. Ponieważ z tego związku urodziło się dziecko, sąd nakazał mu także opiekę nad nim oraz przekazanie matce krowy i zboża.

Inny przypadek dotyczył parobka Kazimierza Kielara ze wsi Klimkówka. Oskarżono go o współżycie z Zofią Lachowską, żoną gospodarza, u którego pracował. Para była też spokrewniona. Oboje skazano na chłostę i pokutę kościelną, ale mężczyzna dostał ostrzejszą karę: musiał opuścić dom Lachowskich i zapłacić grzywny na rzecz dworu oraz sądu.


Fakty Plus Informacje
Podróże

Pieniądze na podróże spadły mu „z nieba”. Paweł Edmund Strzelecki, pierwszy Polak, który okrążył świat

Donosy, rugownicy i sądy, przed którymi spowiadała się cała wieś

Sprawy trafiały do sądu na różne sposoby. Kogoś można było przyłapać na gorącym uczynku. Ktoś mógł donieść specjalnemu urzędnikowi. W miastach taką rolę pełnił instygator sądowy, który wnosił o wszczęcie postępowania.

„Donos najwyższą formą dojrzałości obywatelskiej”. Ktoś, kto był świadkiem wątpliwie moralnej sytuacji donosił o tym specjalnemu urzędnikowi w mieście, którym był instygator sądowy. Na jego wniosek wszczynano postępowanie” – opowiada historyczka.

Na wsi szczególną rolę pełniły sądy rugowe i rugownicy. Takie sądy zbierały się zwykle przed Bożym Narodzeniem albo w Wielkim Poście. Mieszkańcy wsi musieli mówić o przewinieniach własnych i cudzych. Kto milczał, ryzykował karę.

„Sąd rugowy obradował w obecności dziedzica. Wszyscy mieszkańcy wsi musieli wtedy niejako spowiadać się ze złych uczynków popełnionych w ciągu minionego półrocza. Jeżeli ktoś wiedział, że inna osoba dopuściła się przestępstwa, również powinien był zgłosić to rugownikowi. W przeciwnym razie sam mógł ponieść karę” – podkreśla badaczka.

To pokazuje, jak szczelny był dawny system kontroli społecznej. Rodzina, sąsiedzi, wieś, dwór, sąd i Kościół pilnowali siebie nawzajem.


Spotkanie z rękopisem – Impromptu As-dur Fryderyka Chopina. Fot. Jakub Mozolewski /Muzeum Fryderyka Chopina
Gwiazdy / Muzyka / News

Dwa Chopiny w jednym. Jak polscy badacze odkryli nowe melodie w rękopisie Ballady f-moll

Wieś karała inaczej niż miasto. Do egzekucji potrzebne było prawo miecza

Miasta i wsie znały podobne rodzaje kar, ale nie miały takich samych możliwości. Wieś mogła zatrzymać oskarżonego na czas procesu, wymierzyć chłostę, nałożyć grzywnę albo pokutę. Nie mogła jednak wykonać kary śmierci. Do tego potrzebne było miasto posiadające prawo miecza.

Sprawy najcięższe odsyłano więc do miasta. Dotyczyło to m.in. sodomii, zoofilii i kazirodztwa między osobami blisko spokrewnionymi.

„Przypadki sodomii i zoofilii bardzo często były odsyłane do miasta, nawet jeżeli oskarżonymi byli chłopi. Na terenach, które badam wszystkie takie sprawy pochodziły ze wsi. Jedna bardzo poważna, została odesłana do miasta, natomiast w dwóch przypadkach chłopców sądzono na wsi. Uznano po prostu, że warto im dać drugą szansę. Nie zawsze za sodomię karano śmiercią i spaleniem zwłok” – mówi historyczka.

Więzienie orzekano rzadko. W praktyce było drogie i niewygodne. Właściciel wsi tracił pracownika, musiał go utrzymywać albo ponosić koszty postępowania. Dlatego sądy często wybierały karę szybszą: chłostę, grzywnę, pokutę i powrót skazanego do pracy.


Kardynał Wyszyński i Jan Paweł II w październiku 1980. Autorstwa Gov.pl, CC BY 3.0 pl
Społeczeństwo

Homoseksualizm duchownych w PRL. Jak Kościół wybrał strategię milczenia

Kościół i państwo pilnowały moralności razem

W XVIII wieku występek przeciwko moralności był traktowany również jako obraza Boga. Władza świecka i Kościół wzajemnie wzmacniały swoje wpływy. Sąd świecki mógł orzekać zarówno kary świeckie, jak i kościelne.

„Państwo świeckie pełniło rolę strażnika moralności i pozostawało z Kościołem w ścisłej symbiozie. Kościół wspierał władzę świecką, przekonując wiernych, że powinni być jej posłuszni. Z kolei władza świecka wspierała Kościół w egzekwowaniu zasad moralnych. Za występki przeciwko moralności można było ponieść zarówno karę świecką, jak i kościelną, przy czym oba rodzaje kar orzekała władza świecka” – mówi mgr Rogowska.

Pokuta kościelna miała często publiczny charakter. Skazani klęczeli albo leżeli krzyżem podczas nabożeństw, w miejscu widocznym dla wszystkich. Mogli też składać parafii daniny: grzywny, wosk albo świece. Wosk był drogi, więc kara uderzała także w majątek.

Co ważne, odprawiona pokuta zamykała sprawę od strony religijnej. Nie wolno było potem wypominać komuś winy, za którą już odpokutował. Kto to robił, sam mógł zostać ukarany.


Wizualizacja Truso. Autorstwa Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu, CC BY 3.0
Społeczeństwo

Truso. Miasto Wikingów czy Prusów? Jak wyglądało i dlaczego zniknęło

Reformy austriackie zmieniły podejście do kary śmierci

W drugiej połowie XVIII wieku województwo ruskie znalazło się pod panowaniem austriackim. Po 1772 roku zmieniły się procedury dotyczące najcięższych wyroków. Lokalny sąd nie mógł już samodzielnie wykonać kary śmierci.

„Nie można już było wykonywać kary śmierci bez konsultacji z Wiedniem. Każdy taki proces musiał zostać najpierw skierowany do sądu apelacyjnego we Lwowie, a następnie trafić do Wiednia, gdzie ostatecznie decydowano, czy skazany rzeczywiście zasłużył na karę śmierci” – mówi historyczka.

Zmiany nasiliły się za Józefa II. Jego kodeks karny, znany jako Józefina, formalnie zniósł karę śmierci w zwykłym trybie sądowym i wprowadzał rozwiązania wynikające z doktryny humanitarnej. Stopniowo słabła także kara chłosty.

„Bigamia nadal była na tych terenach zagrożona karą śmierci. Stopniowo zanikała jednak kara chłosty, która stawała się coraz bardziej symboliczna. Przykładem może być proces z 1785 roku, w którym para oskarżona o uczynki cielesne została skazana na pięć miotełek, czyli uderzeń wiązką witek, oraz bardzo niską karę finansową” – opowiada badaczka.

Zmieniało się też podejście do nieślubnej ciąży. W edykcie przeciwko dzieciobójstwu podkreślono, że nie jest hańbą i nie będzie za nią kary. Problem polegał na tym, że wielu ludzi nie umiało czytać, a księża pełniący funkcje urzędników państwowych niechętnie odczytywali takie przepisy wiernym.

„Podkreślono w nim, że nieślubna ciąża nie jest hańbą i nie będzie za nią wymierzana kara. Ogromny problem, zarówno w Austrii, jak i na terenach wcielonych do monarchii, polegał jednak na tym, że księża, którzy pełnili również funkcje urzędników państwowych, nie chcieli tego przepisu odczytywać. Osoby niepiśmienne nie miały więc żadnej możliwości, aby się z nim zapoznać” – zauważa kierowniczka projektu.

Pod koniec XVIII wieku sprawy o cudzołóstwo i uczynki cielesne coraz rzadziej kończyły się procesem i wyrokiem. Do praktyki sądowej zaczynało przenikać przekonanie, że życie osobiste człowieka nie powinno być stale kontrolowane przez sąd. Dla ludzi wcześniejszej epoki była to zmiana ogromna: od pręgierza, donosów i pokuty do powolnego uznania, że nie każde złamanie obyczaju wymaga kata, sędziego i całej wsi w roli publiczności.


Źródło: Serwis Naukowy Uniwersytetu Warszawskiego

Andrzej Kobyliński avatar
Andrzej Kobyliński

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *