Wisła ma ponad metr na wodowskazie. Ale lato jeszcze trwa
Stan Wisły w Warszawie jest niski, ale znacznie wyższy niż podczas rekordowej niżówki z sierpnia 2025 roku. Polsce nie grozi brak wody pitnej w skali kraju
Wisła w Warszawie nie wysycha. 17 lipca 2026 roku o godz. 4.50 wodowskaz Warszawa–Bulwary wskazywał 115 cm. To aż 109 cm więcej niż podczas rekordowej niżówki z końca sierpnia 2025 roku. Rzeka nadal płynie jednak w strefie wody niskiej, podobnie jak na większości swojego biegu.
Na razie nie jest więc źle. Nie jest również dobrze. Stan Wisły pozostaje niski, a lato nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Druga połowa lipca i sierpień mogą przynieść upały oraz dłuższe okresy bez deszczu. Wtedy poziom rzeki ponownie zacznie spadać.
Wisła w Warszawie ma 115 cm. Rok temu było zaledwie 6 cm
W codziennym komunikacie hydrologicznym IMGW z 16 lipca stan Wisły przy warszawskich bulwarach wynosił 119 cm, a przepływ 189 m³ na sekundę. Dzień później automatyczna stacja pomiarowa odnotowała 115 cm. Instytut prognozował jednak niewielki wzrost: do 118 cm 18 lipca i 124 cm 19 lipca.
Dla porównania 28 sierpnia 2025 roku ten sam wodowskaz wskazał zaledwie 6 cm. Był to najniższy wynik w historii pomiarów na stacji Warszawa–Bulwary. Pod koniec sierpnia media i serwisy społecznościowe zalały zdjęcia ogromnych łach piasku, odsłoniętych kamieni, starych konstrukcji oraz fragmentów niemal suchego koryta.
Tegoroczny obraz Wisły nie jest aż tak dramatyczny. Wody jest ponad metr więcej niż w czasie ubiegłorocznego rekordu. Nie oznacza to jednak powrotu rzeki do wysokiego lub nawet średniego poziomu. IMGW nadal zalicza warszawski odcinek do strefy wody niskiej.
Niskie stany występują również w innych częściach rzeki. 16 lipca stacje IMGW odnotowały 88 cm w Puławach, 96 cm w Toruniu, 137 cm w Chełmnie, 141 cm w Grudziądzu i 229 cm w Tczewie. Prawie cały bieg Wisły znalazł się w dolnej strefie stanów niskich.
Zero na wodowskazie nie oznacza, że Wisła wyschła
Odczytu z wodowskazu nie należy utożsamiać z głębokością rzeki. Wartość 115 cm nie oznacza, że Wisła na całej szerokości ma dokładnie 1,15 metra głębokości. Stacja podaje wysokość lustra wody względem ustalonego punktu odniesienia.
– Nawet jeśli wodowskaz pokaże zero, to nie oznacza, że rzeka wyschnie – tłumaczył w rozmowie z serwisem Nauka w Polsce dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN.
Punkt „zero” został wyznaczony poniżej typowych niskich stanów rzeki. Odczyt 0 cm oznacza wyjątkowo niskie położenie lustra wody, ale nurt nadal może płynąć najgłębszą częścią koryta. Na niektórych stacjach mogą pojawiać się nawet wartości ujemne, zwłaszcza gdy dno obniżyło się wskutek erozji, wydobywania piasku lub prac prowadzonych w korycie.
– Zero na wodowskazie to sygnał alarmowy, ale nie dowód, że Wisła zniknie z mapy – podkreślał dr Szklarek.
Niski stan Wisły ma jednak poważne konsekwencje. Ogranicza żeglugę, utrudnia pracę części ujęć i przepraw, podnosi temperaturę wody oraz zmniejsza jej natlenienie. Zanieczyszczenia ulegają mniejszemu rozcieńczeniu, co pogarsza warunki życia ryb i innych organizmów wodnych.
Wody podziemne opadają. PIG wydał ostrzeżenie
Spokojniejsza sytuacja na Wiśle niż latem 2025 roku nie oznacza końca problemów z suszą. Najnowszy komunikat Państwowego Instytutu Geologicznego–PIB, opublikowany 16 lipca, potwierdza wyraźny spadek poziomu wód podziemnych.
W czerwcu średni poziom pierwszego poziomu wodonośnego obniżył się w ponad 88 proc. badanych punktów. Wzrost odnotowano tylko w około 10 proc., a w pozostałych miejscach sytuacja się nie zmieniła.
Rezerwy na większości obszaru Polski nadal zapewniają bezpieczeństwo zaopatrzenia mieszkańców w wodę. Zagrożenie odnotowano jednak w ponad 19 proc. punktów, przede wszystkim we wschodniej, północno-zachodniej i południowej części kraju. W około 8 proc. miejsc poziom wód oznaczał brak rezerw w porównaniu z najniższymi wartościami z poprzednich lat.
Na lipiec PIG wydał ostrzeżenie przed niżówką hydrogeologiczną dla 14 województw, w tym mazowieckiego. Jeżeli opadów będzie mało, niżówka może rozszerzyć się na kolejne obszary. Najszybciej odczują ją właściciele płytkich studni, ponieważ korzystają z warstw bezpośrednio zależnych od opadów.
Wody w kranach nie zabraknie, ale płytkie studnie mogą wysychać
Niski poziom Wisły nie oznacza, że mieszkańcy Warszawy lub innych dużych miast zostaną bez wody. Polska dysponuje rozległymi zasobami podziemnymi, a komunalne ujęcia pobierają wodę z głębszych i stabilniejszych warstw.
– Mimo okresowych susz Polsce nie grozi brak wody pitnej w skali kraju – mówiła serwisowi Nauka w Polsce dr Małgorzata Woźnicka, hydrogeolog z Państwowego Instytutu Geologicznego–PIB.
Udokumentowane zasoby dyspozycyjne wód podziemnych w Polsce wynoszą około 34 mln m³ na dobę. Wykorzystujemy około jednej piątej tego potencjału, a blisko 70 proc. wody pitnej pochodzi właśnie z ujęć podziemnych.
– Budowa geologiczna naszego kraju sprzyja magazynowaniu wód. Pod powierzchnią znajdują się wielowarstwowe struktury przypominające tort – przepuszczalne piaski i żwiry przełożone warstwami nieprzepuszczającymi wody, jak gliny czy iły – wyjaśniała dr Woźnicka.
Największe ryzyko dotyczy prywatnych, płytkich studni. Długotrwały brak opadów może obniżyć w nich lustro wody poniżej poziomu, z którego właściciel jest w stanie ją pobrać. Problemy mogą pojawiać się lokalnie, nawet jeśli duże wodociągi nadal zaopatrują mieszkańców bez zakłóceń.
Na razie Wisła w Warszawie nie przypomina rekordowo płytkiej rzeki z końca sierpnia 2025 roku. Ma ponad metr na wodowskazie i według krótkoterminowej prognozy jej poziom powinien nieznacznie wzrosnąć. Rzeka nadal płynie jednak w strefie wody niskiej, a poziom wód podziemnych w czerwcu obniżył się niemal w całym kraju. Nie ma powodu do paniki, ale również do ogłaszania końca suszy.
Źródła: IMGW-PIB, Regionalny System Ostrzegania, Państwowy Instytut Geologiczny – PIB, Nauka w Polsce



