Polsko-litewski szlachcic wynalazł struny z metalowym oplotem
Metallica, The Rolling Stones i inni grają na wynalazku polskiego szlachcica. Po ponad 350 latach odkryła to dr Emily Peppers z UW
Struny z metalowym oplotem od ponad 300 lat nadają instrumentom głębokie, niskie brzmienie. Korzystali z nich twórcy instrumentów, na których wykonywano muzykę Vivaldiego i Chopina. Dziś znajdziemy je również w gitarach używanych przez Metallikę. Badania dr Emily Peppers z Uniwersytetu Warszawskiego prowadzą do człowieka, od którego mogła rozpocząć się ta muzyczna rewolucja. Był nim Olbrycht Górecki, polsko-litewski szlachcic, żołnierz, poliglota i wynalazca związany z dworem Bogusława Radziwiłła.
Metalowy oplot pozwolił uzyskać głęboki bas
– Praktycznie wszystkie współczesne instrumenty strunowe: gitary, skrzypce, altówki, wiolonczele i fortepiany wykorzystują w swojej budowie struny z metalowym oplotem – przypomniała w rozmowie z serwisem Nauka w Polsce dr Emily Peppers z Uniwersytetu Warszawskiego.
Konstrukcja takiej struny opiera się na prostym pomyśle. Cienką strunę owija się metalowym drutem, dzięki czemu zyskuje ona większą gęstość, a jednocześnie zachowuje elastyczność i odpowiednie parametry drgań. Wynalazek pojawił się w XVII wieku, lecz szerzej przyjął się dopiero w pierwszej połowie XVIII stulecia.
Wcześniej budowniczowie instrumentów mieli poważny problem z uzyskaniem niskich tonów. Używali bardzo grubych i długich strun z baranich jelit albo próbowali zwiększać ich gęstość, maczając je w roztworach metali.
– Żeby struna basowa była wystarczająco gruba, potrzeba było jelit z nawet 60 owiec – powiedziała dr Peppers.
Takie struny wydawały głuchy dźwięk, szybko się rozstrajały i musiały być bardzo długie. Metalowy oplot strun zmienił sytuację: głęboki i donośny bas można było wreszcie uzyskać również w stosunkowo niewielkich instrumentach.
Muzyka bardziej bachowska od Bacha. Czy AI rzeczywiście może być kreatywna?
Kim był tajemniczy „Goretsky”?
Przez wieki nikt nie wiedział, komu przypisać wynalezienie strun owiniętych metalowym drutem. Historycy i muzykolodzy mieli jedynie krótki trop pochodzący od oksfordzkiego chemika Roberta Boyle’a. Informacja znalazła się w indeksie wynalazków „Ephemerides” Samuela Hartliba z 1659 roku.
Z zapisku wynikało, że niejaki „Goretsky” wynalazł struny do lutni oplecione srebrnym drutem, „które tworzą niezwykle uroczą muzykę”. Hartlib uzyskał dodatkowe potwierdzenie w liście od samego wynalazcy. Problem polegał na tym, że przez kolejne stulecia nikomu nie udało się ustalić, kim był tajemniczy „Goretsky”.
Nazwiskiem brzmiącym wyraźnie po polsku zainteresowała się dopiero dr Emily Peppers, muzykolożka odbywająca na Uniwersytecie Warszawskim staż w ramach programu Marie Skłodowska-Curie. Badaczka rozpoczęła prawdziwe naukowe śledztwo. Przeszukiwała bazy danych i archiwa różnych państw, sprawdzając życiorysy ludzi, których nazwiska mogły w uszach Anglików brzmieć jak „Goretsky”.
Przełom przyszedł w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie. Dr Peppers znalazła tam napisane po polsku listy wysyłane z Oksfordu do księcia Bogusława Radziwiłła. Podpisał je Olbrycht Górecki.
– To był mój moment eureka! – wspomniała badaczka.
Mick Jagger wraca na Stromboli. Wyspa romansów, filmowych skandali i „wojny wulkanów” znów przyciąga wielkie nazwiska
Żołnierz, poliglota i uczony z dworu Radziwiłłów
Olbrycht Górecki, żyjący prawdopodobnie w latach około 1621–1684, był szlachcicem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Miał wszechstronne wykształcenie, znał wiele języków i był polimatą, czyli człowiekiem posiadającym rozległą, encyklopedyczną wiedzę z różnych dziedzin.
Łączyły go bliskie relacje z dworem Bogusława Radziwiłła, znanego również z sienkiewiczowskiego „Potopu”. Górecki pełnił ponadto funkcję podkoniuszego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Służył pod wodzą hetmana Janusza Kiszki, znał Janusza Radziwiłła i bywał na dworze króla Jana II Kazimierza Wazy.
Nie spędził jednak całego życia wśród ksiąg i instrumentów. Walczył podczas powstania Chmielnickiego, gdzie zasłużył się jako żołnierz. Był kalwinistą i prawdopodobnie właśnie z powodu prześladowań religijnych wyjechał z Rzeczypospolitej. Studiował w Lejdzie, przebywał w Utrechcie, a w 1654 roku zamieszkał w Anglii.
W Oksfordzie znalazł środowisko stworzone dla ludzi o podobnie szerokich zainteresowaniach. Rozwijała się tam wówczas Respublica Literaria, czyli Rzeczpospolita Uczonych – międzynarodowa sieć skupiająca intelektualistów wymieniających się pomysłami i wynikami doświadczeń. Należeli do niej między innymi Robert Boyle, nazywany ojcem nowoczesnej chemii, oraz Walter Charlton.
– Swoją drogą narodzinom nowoczesnej metody naukowej, opartej na eksperymencie i obserwacji, towarzyszyło powstawanie pierwszych kawiarni. To tam, przy gorzkiej, ziarnistej kawie, mogły toczyć się debaty o akustyce i gęstości ciał – zwróciła uwagę dr Peppers.
Właśnie podczas pobytu w Wielkiej Brytanii Górecki prawdopodobnie dokonał swojego odkrycia.
Znamy datę premiery filmu o Janie Borysewiczu. „Mniej obcy” trafi na Netflix
Od złotych haftów do srebrnych strun
Pierwsze struny do lutni Olbrychta Góreckiego miały być owinięte srebrnym drutem. Wybór tego metalu nie był przypadkowy.
– Srebro pozwalało na uzyskanie niezwykle cienkiego drutu, o średnicy mniejszej niż ludzki włos. W tamtym czasie tylko kilka ośrodków w Europie, na przykład Norymberga czy Londyn, dysponowało technologią tak precyzyjnego ciągnienia drutu. Wiemy, że zamożny Górecki, mieszkając w Wielkiej Brytanii, miał do takich technik dostęp – wyjaśniła dr Peppers.
Europejscy rzemieślnicy potrafili już wtedy produkować wyjątkowo cienkie srebrne druty, ale wykorzystywali je głównie w hafciarstwie i modzie. Techniki nazywane gold spinning, czyli przędzeniem złota, oraz silver wrapping, czyli owijaniem srebrem, służyły do wytwarzania luksusowych metalowych nici. Ozdabiano nimi między innymi pasy kontuszowe, ordery i damskie rękawiczki.
Górecki mógł dostrzec, że ten sam drut da się wykorzystać nie tylko do haftowania kosztownych strojów. Wystarczyło przenieść znaną technikę do zupełnie innego świata.
– Górecki prawdopodobnie połączył te światy mody i muzyki. Przeniósł technikę hafciarską na grunt muzyczny, owijając srebrem jelitową strunę lutni. Moim zdaniem podszedł do tego stricte naukowo. Skoro z debat w kawiarniach wiedział, że gęstość jest najważniejsza dla uzyskania niskiego dźwięku, owinął strunę tak ciasno, jak to możliwe, tworząc strukturę przypominającą dzisiejszą strunę do gitary elektrycznej – opowiedziała dr Peppers.
Dwa Chopiny w jednym. Jak polscy badacze odkryli nowe melodie w rękopisie Ballady f-moll
Muzycy potrzebowali czasu, aby zaufać wynalazkowi
Choć nowa konstrukcja rozwiązywała problem strun basowych, muzycy nie przyjęli jej od razu. Przez lata uczyli się grać na tradycyjnych strunach z baranich jelit i doskonalili technikę dopasowaną właśnie do nich. Metalowy oplot zmieniał wagę struny, jej zachowanie pod palcami i opór, jaki stawiała instrumentowi.
– Muzycy latami doskonalili technikę gry na tradycyjnych strunach z baranich jelit. A nowe struny zachowywały się pod palcami zupełnie inaczej, miały inną wagę, stawiały inny opór instrumentowi. Dopiero w ostatniej ćwierci XVII wieku francuski kompozytor i wirtuoz violi da gamba, Jean de Sainte-Colombe, wprowadził struny z metalowym oplotem i dodał siódmą, najniższą strunę do swojego instrumentu. Z czasem na obrazach z tego okresu, szczególnie we Włoszech, zaczęły się pojawiać instrumenty ze lśniącymi, metalicznymi strunami.
Na początku XVIII wieku Antonio Stradivari rozpoczął eksperymenty z otwartym oplotem, który przypominał pnącza winorośli i ułatwiał prowadzenie smyczka. Zmiana potrzebowała więc nie tylko czasu, lecz także nowych oczekiwań wobec brzmienia instrumentów.
Struny z metalowym oplotem zdobywały kolejnych zwolenników również dlatego, że muzyka opuszczała kameralne salony i przenosiła się do wielkich sal koncertowych. Tam delikatny dźwięk już nie wystarczał. Publiczność musiała usłyszeć mocniejszy, głębszy i bardziej donośny bas – wyjaśniła badaczka.
AI poległo w bibliotece. Uniwersytet Warszawski szuka ludzi do odczytywania rękopisów
Skrzynka z narzędziami, do której badaczka chciałaby zajrzeć
Po śmierci Olbrychta Góreckiego w Oksfordzie sporządzono inwentarz jego majątku. Wynika z niego, że szlachcic zostawił instrumenty muzyczne, liczne książki oraz skrzynkę wypełnioną narzędziami.
– Ależ chciałabym do niej zajrzeć! – marzy dr Peppers.
Więcej szczegółów dotyczących życia wynalazcy nie udało się odnaleźć. Korespondencja Góreckiego spłonęła wraz ze zbiorami Biblioteki Załuskich podczas Powstania Warszawskiego. Wraz z listami bezpowrotnie zniknęła szansa na poznanie wielu szczegółów dotyczących jego doświadczeń i pracy nad strunami.
Recenzowana monografia dr Emily Peppers poświęcona życiu Olbrychta Góreckiego ma ukazać się nakładem wydawnictwa Brill pod koniec 2026 roku. Wcześniej z historią szlachcica i jego wynalazku można zapoznać się na wystawie przygotowanej w budynku starej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego.
Ekspozycję można oglądać do 6 sierpnia 2026 roku. Zwiedzający nie tylko poznają losy człowieka, który prawdopodobnie połączył XVII-wieczne hafciarstwo z muzyką. Mogą również dotknąć strun charakterystycznych dla różnych epok i na własnych palcach poczuć zmianę, która po trzech stuleciach nadal rozbrzmiewa w skrzypcach, fortepianach i gitarach elektrycznych.
Źródło: naukawpolsce.pl
PIP zmieni umowy 5 tys. kurierów Pyszne.pl w etaty?
Czytaj więcej



