Rząd rakiem wycofuje się z wysokich kar za suplementy diety
Polacy masowo kupują suplementy, choć nie bada się ich jak leków. Producent może rozpocząć sprzedaż już w dniu powiadomienia GIS.
Influencer ogłasza dietę cud. Pyk, pojawia się nowy suplement
Producenci suplementów stale obserwują rynek i szybko odpowiadają na nowe mody. Wystarczy, że popularny youtuber, instagwiazda, czy inny celebryta wrzuci rolkę, pokaże cudownego skandynawskiego wodorosta, podsunie tipa o koreńskiej cerze. Ludzie zaczynają klikać – gdzie, co, za ile. I już producenci mają gotowy pomysł na kolejny przebój.
W potężnym skrócie cały proces można opisać tak:
Hej! Jest idea! Różowa, zielona czy tęczowa tabletka z lewoskrętnym prawoślazowym wyciągiem ze skandynawskiego wodorostu będzie świetnym wsparciem na jesienne osłabienie. Dawajcie, co tam mamy na magazynie — robimy supla. Niech ktoś napisze do GIS, co tam pakujemy, i wyśle im maila. A jutro pakujemy w kartony, i do sklepów!
To oczywiście przesada, ale niewielka. Jeśli producent wpadnie na pomysł na nowy suplement, szybko zaprojektuje skład, AI wypluje etykietę i zdąży w wiadrze wymieszać pierwszą partię, to od gotowego produktu do rozpoczęcia sprzedaży dzieli go już tylko elektroniczne powiadomienie GIS.
Firma otwiera formularz w systemie e-Sanepid, wpisuje nazwę i skład produktu, dołącza etykietę, podpisuje dokument i wysyła go do GIS. Producent nie musi czekać na sprawdzenie składu preparatu ani na zgodę urzędu. Po przesłaniu powiadomienia może od razu rozpocząć sprzedaż. Jeżeli towar jest w magazynie, następnego dnia może już leżeć w sklepie albo jechać kurierem do klienta.
Cały ten etap teoretycznie może naprawdę zająć przysłowiowe pięć minut.
Dopiero później GIS może zainteresować się tym produktem. Może poprosić o dodatkowe dokumenty i opinie, a inspekcja sanitarna może pobrać próbki do badań.
Najpierw suplement trafia więc na rynek, a dopiero później państwo może dokładnie sprawdzić, co producent sprzedaje.
Jak tłumaczy GIS:
Suplementy diety nie są lekami. Suplementy diety nie przechodzą badań klinicznych, są wprowadzane do obrotu i produkowane na zasadach prawa żywnościowego, nie farmaceutycznego.
Powiadomienie GIS jest w tym systemie podstawowym obowiązkiem firmy. Dzięki niemu urząd dowiaduje się przynajmniej, że produkt pojawił się na rynku, co zawiera i jak jest reklamowany na etykiecie. Ministerstwo Zdrowia chciało znacznie podnieść maksymalną karę dla producenta, który nie prześle nawet tego zgłoszenia. Po konsultacjach resort wycofał się także z tej propozycji.
Kara za brak zgłoszenia suplementu do GIS miała wzrosnąć
Firma, która nie składa takiego powiadomienia, popełnia wykroczenie zagrożone grzywną. Kara miała wzrosnąć z 30- do 100-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Po uwzględnieniu średniej pensji za 2025 rok maksymalna sankcja wyniosłaby 890 356 zł zamiast około 267 tys. zł.
Dodatkowo nie byłaby ona nakładana automatycznie. Inspektor musiałby uwzględnić między innymi szkodliwość naruszenia, winę przedsiębiorcy, skalę sprzedaży oraz wcześniejsze postępowanie firmy.
Branża oczywiście przyjęła te ustępstwa z zadowoleniem. Joanna Uchańska, wiceprezeska Krajowej Rady Suplementów i Odżywek, uznała, że resort wycofał przepisy zbyt dotkliwe dla przedsiębiorców:
Odrzucenie przez Ministerstwo Zdrowia najbardziej kontrowersyjnych propozycji GIS w nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności to zwycięstwo zdrowego rozsądku i konstytucyjnych zasad państwa prawa – powiedziała „Rzeczpospolitej” Joanna Uchańska.
Najpierw sprzedaż, dopiero później kontrola
Dopiero po otrzymaniu powiadomienia GIS może wszcząć postępowanie wyjaśniające. Urząd rozpoczyna je, jeżeli ma wątpliwości, czy produkt spełnia wymagania przewidziane dla suplementów albo czy ze względu na skład i przeznaczenie powinien zostać uznany za lek.
W czasie takiego postępowania GIS może zażądać opinii Zespołu do spraw Suplementów Diety. Może również zobowiązać producenta do przedstawienia dokumentów oraz opinii jednostki naukowej. Jeżeli urząd podejrzewa, że preparat ma właściwości produktu leczniczego, firma musi uzyskać opinię Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych.
Polska farmacja świetnie tłucze suplementy i generyki, ale nie produkuje leków krytycznych. Alarmujący raport INNOWO
Inspekcja sanitarna może także pobrać próbkę suplementu i zlecić badania laboratoryjne. Jeżeli pojawi się podejrzenie, że produkt nie spełnia wymagań, inspektor może czasowo wstrzymać jego sprzedaż albo nakazać wycofanie preparatu do chwili zakończenia postępowania.
Wszystkie te czynności odbywają się jednak wtedy, gdy suplement może być już dostępny w aptekach, drogeriach, marketach i internecie. Najpierw producent deklaruje więc, że preparat spełnia wymagania, i rozpoczyna sprzedaż. Dopiero później państwo może sprawdzić, czy ta deklaracja była prawdziwa.
Skutki takiej kolejności pokazała kontrola NIK dotycząca lat 2017–2020. W tym czasie przedsiębiorcy przesłali do GIS prawie 63 tys. powiadomień o nowych suplementach. Do maja 2021 roku urząd przeanalizował zaledwie 11 proc. zgłoszeń.
Niektóre analizy trwały od dwóch do niemal 14 lat i w chwili zakończenia kontroli NIK nadal nie przyniosły rozstrzygnięcia. Przez cały ten czas sprawdzane preparaty mogły znajdować się w sprzedaży. Kontrolerzy znaleźli również w internecie suplementy zawierające niedozwolone składniki, które mogły zagrażać zdrowiu.
Dlatego brak powiadomienia GIS nie jest drobnym błędem w papierach. Powiadomienie daje urzędowi pierwszą informację o tym, że konkretny produkt pojawił się na rynku, kto go sprzedaje, co znajduje się w jego składzie i jak wygląda etykieta. Bez zgłoszenia GIS może nawet nie wiedzieć, że powinien zainteresować się danym preparatem.
Rząd chciał dodatkowo przyspieszyć postępowania. Producent, od którego GIS zażądał opinii naukowej albo opinii Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, miałby 14 dni na potwierdzenie, że wystąpił o taki dokument. Brak informacji mógłby doprowadzić do uznania, że produkt nie spełnia wymagań dla suplementu. Po konsultacjach Ministerstwo Zdrowia wycofało także ten mechanizm.
Polacy łykają leki jak cukierki. Raport BLIX i Kantar 2026 o suplementach i lekach bez recepty
Polacy łykają suplementy jak cukierki
Z badania PMR Market Experts wynika, że po suplementy sięga 75 proc. Polaków, czyli ponad 23 mln osób. Przeciętny mieszkaniec Polski wydaje na nie ponad 200 zł rocznie, a w 2028 roku wartość sprzedaży może przekroczyć 10 mld zł.
Raport BLIX i Kantar z 2026 roku pokazuje również, że stały się one częścią codziennych zakupów. Badanie dotyczyło wspólnie leków bez recepty i suplementów. Wśród 1561 użytkowników aplikacji BLIX 44 proc. kupowało takie produkty co miesiąc, a znaczna większość planowała stale ich kupowanie z uwzględnieniem promocji.
Taki sposób kupowania napędza rynek reklam, które przedstawiają suplement jako prostą odpowiedź na jakiś problem zdrowotny. Klient widzi opakowanie przypominające lek, nazwę nawiązującą do choroby albo składnik z jakimś naukowo brzmiącym określeniem. Klienci dodatkowo są wporwadzani w błąd przez samych producentów lub osoby, które firmują własne linie suplementów.
Przykładem takiego działania jest sprawa Doroty R. zwanej Dodą. Prokuratura oskarżyła piosenkarkę o przypisywanie właściwości leczniczych suplementom Doda D’eau Mega Colostrum i Hashi Gummies. Według śledczych twierdziła ona, że jej preparaty leczą chorobę Hashimoto i inne zaburzenia tarczycy, chociaż produkty nie spełniały wymagań przewidzianych dla leków.
24 sierpnia 2026 roku akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Łukasz Pietrzak, ówczesny główny inspektor farmaceutyczny, uznał, że podobne przekazy mogą skłonić chorych do zastąpienia leczenia reklamowanym preparatem. Dlatego GIF zawiadomił organy ścigania.
„To jest wyjątkowo szkodliwe społecznie. Musimy z tym walczyć” – powiedział Łukasz Pietrzak w rozmowie z Wirtualną Polską.
Doda z zarzutami prokuratury. Twierdziła, że jej suplementy leczą Hashimoto
Badania studzą obietnice producentów
Suplementacja ma uzasadnienie przy potwierdzonych niedoborach, w określonych okresach życia, z polecenia lekarza. Czym innym jest jednak uzupełnianie rozpoznanego niedoboru, a czym innym codzienne przyjmowanie produktów kupionych pod wpływem reklamy.
Amerykańska grupa ekspertów USPSTF przeanalizowała stosowanie witamin i minerałów przez zdrowe osoby dorosłe, które chciały zapobiegać nowotworom i chorobom układu krążenia. Eksperci uznali, że wyniki badań nie pozwalają potwierdzić jakichkolwiek korzyści z przyjmowania multiwitamin w tym celu. Jednocześnie odradzili używanie beta-karotenu i witaminy E jako sposobu zapobiegania tym chorobom.
Znaczenie jakości badań pokazuje analiza suplementów z kolagenem, opublikowana w 2025 roku w „The American Journal of Medicine”. Łączne wyniki 23 badań z udziałem 1474 osób sugerowały poprawę nawilżenia i elastyczności skóry oraz zmniejszenie zmarszczek. Korzystny efekt znikał jednak w badaniach wysokiej jakości oraz w pracach, których nie finansowały firmy z branży. Autorzy uznali więc, że dostępne dane kliniczne nie potwierdzają stosowania kolagenu w celu zapobiegania starzeniu się skóry ani jego leczenia.
Suplementy mogą również zmieniać wpływ leków na organizm. Witamina K osłabia efekt warfaryny, natomiast dziurawiec wpływa między innymi na niektóre antydepresanty, środki antykoncepcyjne, leki kardiologiczne oraz preparaty przyjmowane po przeszczepach. Ryzyko rośnie, gdy jedna osoba używa kilku suplementów zawierających te same substancje albo zastępuje nimi leczenie zalecone przez lekarza.
Państwo znów zrobiło ukłon i poszło na łatwiznę.
Źródła: MZ, RCL, GIS, GUS, NIK, PMR Market Experts, BLIX, Kantar Polska, Prokuratura Okręgowa w Warszawie, GIF, USPSTF, NIH, „The American Journal of Medicine”, „Rzeczpospolita”, Wirtualna Polska, FaktyPlus.pl.
Nie wyrzucaj zielonych pomidorów! Sprawdź, które dojrzeją
Czytaj więcej



