W Iranie wybucha kolejna rewolucja

Iran pogrążony jest w największych od trzech lat protestach. Zamieszki objęły niemal cały kraj. Są ofiary śmiertelne i tysiące zatrzymanych.
Największe protesty od 2022 roku. Zamieszki ogarnęły niemal cały Iran
W Iranie trwają największe od trzech lat zamieszki i protesty społeczne. Wybuchły 28 grudnia 2025 roku i nie wygasają mimo brutalnej reakcji władz. Protesty początkowo miały charakter lokalny. Następnie szybko przerodziły się w falę ogólnokrajowych demonstracji.
Według danych przytaczanych przez agencje informacyjne oraz organizacje monitorujące sytuację w kraju protesty objęły już 28 z 31 prowincji Iranu. Demonstracje odnotowano w ponad 200–310 lokalizacjach, w tym w dużych miastach i mniejszych ośrodkach prowincjonalnych.
Pełna weryfikacja skali protestów pozostaje utrudniona. Władze Iranu ograniczają dostęp do informacji, okresowo blokują internet i media społecznościowe. Mimo to liczne nagrania publikowane na platformie X oraz komunikaty lokalnych aktywistów potwierdzają masowy charakter wystąpień.
W kwestii ofiar źródła podają rozbieżne dane. Kurdyjska organizacja Hengaw, która mówi o co najmniej 27 zabitych w pierwszych 10 dniach protestów. Z kolei sieć HRANA informuje o co najmniej 36 zabitych oraz ponad 2 tysiącach zatrzymanych. Władze Iranu nie publikują pełnego bilansu ofiar po stronie demonstrantów.

Bez fabryk leków Europa przegra każdą wojnę
Od Wielkiego Bazaru do uniwersytetów. Jak protesty rozlały się na prowincje
Źródło zamieszek miało miejsce na Wielkim Bazarze w Teheranie. Jak donosi Reuters, na samym początku zbuntowali się kupcy i sklepikarze, którzy zaprotestowali przeciw gwałtownemu spadkowi wartości riala oraz rosnącym kosztom prowadzenia działalności. Bazar od dekad stanowi jedno z kluczowych centrów gospodarczych i społecznych Iranu.
Następnie do protestów dołączyli studenci. Demonstracje przeniosły się na uniwersytety w Teheranie oraz w innych dużych miastach. W wielu miejscach pojawiły się hasła wymierzone bezpośrednio w system władzy i elity rządzące.
W kolejnych dniach fala protestów dotarła do prowincji. Demonstracje objęły dziesiątki miast i miasteczek.
Ofiary śmiertelne, dzieci wśród zabitych i tysiące zatrzymań
Według danych Hengaw w pierwszych dniach zginęło co najmniej 27 osób, głównie w zachodnich prowincjach kraju. Jednocześnie HRANA informuje o co najmniej 36 ofiarach śmiertelnych i co najmniej 2076 zatrzymanych.
Według HRANA wśród zabitych jest 30 protestujących, czworo dzieci oraz dwóch funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. Informacje organizacji opierają się na rozbudowanej sieci informatorów w Iranie, HRANA uznawana jest za wiarygodne źródło informacji.
Organizacje praw człowieka wskazują także nazwiska ofiar. Wśród zabitych wymieniane są m.in. 17-letni Reza Ghanbari oraz 18-letni Reza Moradi Abdolvand. Te informacje pochodzą z raportów aktywistów i nie zostały oficjalnie potwierdzone przez władze Iranu.
Rząd w Teheranie potwierdza straty po stronie służb. Według Reutersa władze mówią o co najmniej dwóch zabitych funkcjonariuszach oraz ponad tuzinie rannych. Jednocześnie nie publikują pełnych danych dotyczących ofiar cywilnych, co podsyca spór o rzeczywistą skalę represji.

300-metrowe tankowce wpłyną do gdańskiego Naftoportu! Rusza budowa kolejnego stanowiska przeładunkowego
Gdzie protesty były najkrwawsze. Zachodnie prowincje w centrum starć
Jak informuje Reuters, najostrzejsze starcia miały miejsce w zachodnich prowincjach Iranu. To regiony biedniejsze, historycznie bardziej niespokojne i silniej kontrolowane przez aparat bezpieczeństwa.
Wśród prowincji najczęściej wymienianych w raportach znajdują się Ilam, Lorestan, Kermanszah, a także Fars, Czaharmahal i Bachtiari oraz Hamadan. W tych rejonach odnotowano największą liczbę ofiar i zatrzymań.
Zachodnie prowincje zamieszkują liczne mniejszości etniczne, co dodatkowo zwiększa napięcia. Władze traktują je jako obszary strategiczne, stąd się szybsza i bardziej brutalna reakcja służb bezpieczeństwa.
Kryzys paliwowy, drożyzna i niskie płace. Szokujące dane z Iranu
Kryzys gospodarczy w Iranie najmocniej widać w trzech obszarach: paliwie, żywności i wynagrodzeniach. To właśnie one bezpośrednio uderzają w codzienne życie obywateli i napędzają protesty.
Benzyna w Iranie jest ściśle reglamentowana. Każdy kierowca otrzymuje limit 60 litrów miesięcznie po cenie subsydiowanej. Po jego przekroczeniu obowiązują wyższe stawki, a przy dalszym zużyciu cena rośnie kilkukrotnie. Oficjalna cena podstawowej benzyny wynosi ok. 15 tys. riali za litr, ale paliwo ponad limit kosztuje nawet 50 tys. riali za litr. System kart paliwowych i limitów sprawia, że dostępność benzyny bywa ograniczona, a kolejki na stacjach nie są rzadkością. Jednocześnie władze przyznają, że popyt na paliwo przekracza krajową produkcję, a znacząca część benzyny trafia na czarny rynek lub jest przemycana za granicę.
Równolegle gwałtownie rosną ceny żywności. W 2025 roku inflacja ogólna sięgnęła 42,5%, a inflacja żywnościowa była jeszcze wyższa. Ceny podstawowych produktów – ryżu, oleju, warzyw i mięsa – wzrosły o 30–50% w ciągu roku, a w niektórych regionach więcej. Koszyk podstawowych produktów dla rodziny w dużym mieście przekracza dziś 350–400 USD miesięcznie w przeliczeniu na dolary.
Tymczasem wynagrodzenia pozostają skrajnie niskie. Przy obecnym kursie rynkowym riala średnia miesięczna pensja Irańczyka to około 100–120 USD, a płaca minimalna często nie przekracza 90–100 USD. To poziom katastrofalnie niski nawet na tle regionu Bliskiego Wschodu.
W efekcie praca przestała chronić przed ubóstwem. Nawet subsydiowane paliwo i państwowe dopłaty – rzędu 7 dolarów miesięcznie na osobę – nie rekompensują wzrostu cen.

Gospodarka się zmienia, ale i tak górnik zarabia najlepiej. Co dzieje się na rynku pracy?
Irańskie władze przedstawiają protesty jako efekt „wojny gospodarczej”
Irańskie władze od początku przedstawiają trwające protesty jako rezultat „wojny gospodarczej” prowadzonej przeciwko Iranowi z zewnątrz. W oficjalnych komunikatach rządowych i w państwowych mediach główną odpowiedzialność za kryzys walutowy, inflację i spadek poziomu życia przypisuje się sankcjom nałożonym przez Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników.
Wiceprezydent ds. wykonawczych Mohammad Jafar Ghaempanah mówił w ostatnich dniach, że Iran znajduje się w stanie „pełnoskalowej wojny gospodarczej”. Zapowiedział konieczność tzw. „chirurgii ekonomicznej”, czyli dalszych cięć wydatków, ograniczania subsydiów oraz podnoszenia cen regulowanych. Rząd przyznaje w ten sposób, że sytuacja finansowa państwa jest poważna, ale jednocześnie nie zapowiada zasadniczej zmiany kursu.
Jednocześnie władze jasno sygnalizują brak zgody na jakiekolwiek ustępstwa polityczne. Szef irańskiego wymiaru sprawiedliwości Gholamhossein Mohseni Ejei ostrzegł, że wobec osób uczestniczących w protestach „nie będzie żadnej pobłażliwości”. Podkreślił, że państwo uznaje część demonstrantów za osoby działające na rzecz „wrogów Islamskiej Republiki”.
Najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei nie odnosi się wprost do skali protestów. W swoich wystąpieniach mówi natomiast o zagranicznej ingerencji i próbach destabilizacji kraju. Tę narrację konsekwentnie powielają media państwowe.
Prezydent Iranu Masoud Pezeshkian koncentruje się na przekazie gospodarczym. Apeluje o spokój i zapowiada działania osłonowe, takie jak dopłaty i regulacje cenowe. Unika jednak zapowiedzi reform politycznych lub zmian w sposobie reagowania na protesty.
Źródła: Hengaw, HRANA, AP, Fox News, Reuters



