Wojsko wezwie 200 tysięcy kierowców? Branża transportowa boi się paraliżu
Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych alarmuje: armia potrzebuje kierowców ciężarówek, ale przedsiębiorcy nie dostaną żadnych odszkodowań za przestoje.
Polski sektor transportowy szykuje się na potężny wstrząs kadrowy. Jak donosi serwis PulsHR, Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych przewiduje ogromną skalę powołań rezerwistów. Wojsko wyśle wezwania nawet do 200 tysięcy kierowców zawodowych. Przedsiębiorcy otwarcie krytykują te plany, ponieważ armia zabierze im pracowników w szczycie sezonu przewozowego. Firmy zapowiadają straty finansowe, których państwo nie zamierza im wyrównać, co może wywołać paraliż transportu drogowego.
Kto dostanie bilet do wojska w 2026 roku?
Wojsko szuka osób z konkretnymi uprawnieniami, które gwarantują sprawną logistykę w czasie kryzysu. Karta powołania trafi do każdego mężczyzny, który posiada prawo jazdy kategorii C lub D i nie przekroczył 55. roku życia. Armia potrzebuje tych ludzi do obsługi transportu ciężkiego oraz przewozu osób. Takie szkolenia wojskowe dla kierowców potrwają zazwyczaj od kilku do kilkunastu dni, choć prawo dopuszcza nawet miesięczne ćwiczenia w jednostkach.
Przedstawiciele branży TSL spodziewają się pierwszej fali wezwań już wiosną 2026 roku. Powołania do wojska 2026 uderzą w niemal każde przedsiębiorstwo transportowe w kraju. Armia traktuje kierowców ciężarówek jako priorytetową grupę, którą tworzy rezerwa pasywna 2026. Czyni to ten zawód najbardziej narażonym na nagłe przerwy w pracy, co budzi wściekłość właścicieli firm transportowych.
Raport BRD 2025: Kierowcy ciężarówek jeżdżą najbezpieczniej, ale giną najczęściej
Przewoźnicy o braku rekompensat: „To nas martwi”
Największy opór budzi kwestia finansowa i brak systemowego wsparcia dla pracodawców. Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych, alarmuje na łamach PulsHR, że państwo dba tylko o żołnierza, a całkowicie zapomina o jego pracodawcy. Rekompensaty dla firm za szkolenia wojskowe pracowników po prostu nie istnieją w obecnym porządku prawnym.
– „Nikt nie myśli o rekompensatach dla firm. Obawiamy się, że zostaniemy postawieni przed faktem dokonanym i kolejnymi stratami finansowymi” – mówi Dariusz Matulewicz dla PulsHR.
Obecny system prawny gwarantuje zwrot pensji dla wezwanego pracownika, ale całkowicie ignoruje interes firmy. Przedsiębiorca traci kluczowego kierowcę, a jego ciężarówka stoi bezczynnie na parkingu, generując same straty firm transportowych. Firma traci zlecenia, nie wykonuje transportów na czas i płaci wysokie kary umowne swoim kontrahentom. Przewoźnicy żądają natychmiastowego dialogu z Ministerstwem Obrony Narodowej, bo boją się, że sfinansują obowiązkowe ćwiczenia wojskowe rezerwistów 2026 z własnych, prywatnych pieniędzy.
Branża transportowa już teraz nie ma kim jeździć
Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ polskie firmy od lat cierpią na gigantyczny brak kierowców zawodowych w Polsce 2026. Raport Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” podaje, że w samym 2024 roku w branży brakowało 120 tysięcy pracowników. Jeśli wojsko nagle wyciągnie z rynku kolejne 200 tysięcy osób, polskie i europejskie łańcuchy dostaw po prostu staną w miejscu.
Pracodawcy nie posiadają rezerwowych kierowców, którzy mogliby zastąpić powołanych kolegów. Jeśli armia wyśle karty powołania jednocześnie do kilku szoferów z jednej małej firmy, to przedsiębiorstwo natychmiast przestanie istnieć na rynku. Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU) szacuje, że do 2028 roku deficyt kierowców w Europie przekroczy 700 tysięcy osób. Działania wojska i logistyka militarna tylko pogłębią tę kadrową zapaść.
Polskie firmy transportowe zrobiły z kierowców niewolników? W Niemczech byłoby to nie do pomyślenia – tam kierowcy działają w związkach zawodowych
Armia bierze też mechaników i logistyków
Kierowcy to niejedyna grupa, którą wojsko wezwie na obowiązkowe szkolenia wojskowe. Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych wylicza kolejne zagrożone stanowiska w branży TSL. Wezwania dostaną również:
- Mechanicy i technicy naprawiający pojazdy ciężarowe,
- Elektrotechnicy obsługujący systemy pojazdów,
- Logistycy i spedytorzy planujący skomplikowane trasy.
Przedsiębiorcy rozumieją potrzebę ćwiczeń w obecnej sytuacji geopolitycznej, ale żądają porządku i szacunku dla gospodarki. Dariusz Matulewicz podkreśla w serwisie PulsHR:
„Nie ma nic złego w powołaniach. Problemem może być organizacja. Apelujemy, by było to uporządkowane”.
Branża chce, aby wojsko uprzedzało o szkoleniach z dużym wyprzedzeniem. Pozwoli to firmom przygotować nowe grafiki, wynająć zastępstwa i ograniczyć straty firm transportowych.
214 dni w kabinie. Kierowca zatrzymał ciężarówkę pracodawcy. Sąd w Holandii nakazał przewoźnikowi wypłatę 18 tys. euro
Pasywna rezerwa pod ogromną presją
Wojsko skupia swoje działania na tzw. rezerwie pasywnej. Są to obywatele po kwalifikacji wojskowej, którzy nie pełnią służby na co dzień, ale mają uregulowany stosunek do armii. Wojsko musi sprawdzać ich gotowość bojową, ale branża TSL uważa, że państwo robi to kosztem kluczowego sektora polskiej gospodarki. Transport generuje ogromną część polskiego PKB. Nagłe przestoje pojazdów ciężarowych odczuje każdy konsument w Polsce. Ceny towarów na półkach pójdą w górę przez braki w dostawach i wzrost kosztów logistyki.
Przewoźnicy liczą na szybką reakcję rządu i wprowadzenie realnych rekompensat dla firm. Chcą, aby państwo pokryło koszty przestojów pojazdów, które wynikają bezpośrednio z decyzji o masowych szkoleniach rezerwistów. Bez tego polski transport, który jest liderem w Europie, straci swoją pozycję na rzecz zagranicznej konkurencji, co pogłębi brak kierowców.
Kot nie był przymocowany do deski rozdzielczej. Kolejny mandacik dla kierowcy
Czy wojsko zrekompensuje straty przedsiębiorców?
Na ten moment przepisy milczą o odszkodowaniach dla właścicieli firm. Przedsiębiorca, który traci pracownika na 30 dni, musi samodzielnie poradzić sobie z dziurą w budżecie. Eksperci PulsHR zauważają, że brak dialogu między resortami obrony i infrastruktury prowadzi do chaosu. Firmy transportowe planują trasy z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Nagła karta powołania prawo jazdy C D niszczy te plany w jedną chwilę.
Stowarzyszenia przewoźników zapowiadają walkę o zmianę przepisów. Chcą, aby wojsko pokrywało nie tylko żołd, ale także koszty utraconych korzyści firmy. Tylko takie rozwiązanie pozwoli branży TSL przetrwać rekordową mobilizację zaplanowaną na rok 2026. Kierowcy szukają sposobów na odroczenie służby, co dodatkowo komplikuje relacje na linii pracownik-pracodawca i potęguje paraliż transportu drogowego.
Transport pod ścianą
Sytuacja geopolityczna wymusza szkolenia, ale gospodarka wymaga stabilności. Jeśli państwo unieruchomi 200 tysięcy kierowców bez wsparcia dla ich firm, skutki będą opłakane. Branża TSL apeluje o rozsądek. Wojsko potrzebuje kierowców, ale polskie sklepy i fabryki potrzebują ich jeszcze bardziej, aby uniknąć totalnego kryzysu, jakim jest paraliż transportu drogowego w Polsce.
Źródło: PulsHR.pl
Czytaj więcej



