TOPR ewakuował turystów śmigłowcem z Orlej Perci. Po burzach pomocy potrzebowało 13 osób
Ratownicy TOPR kilka razy lecieli śmigłowcem w rejon Orlej Perci. W ostatnich dwóch dniach po burzach pomocy potrzebowała pięcioosobowa rodzina oraz ośmioro młodych turystów.
W ostatnich dwóch dniach ratownicy TOPR lecieli śmigłowcem w rejon Orlej Perci przy akcjach dotyczących łącznie 13 osób. Chodzi o pięcioosobową rodzinę, która utknęła w rejonie Kozich Czub, oraz ośmioro młodych turystów, których burza zastała wcześniej na grani.
Jak podał Tatromaniak, pięcioosobowa rodzina znalazła się na Orlej Perci w czasie burzy. Turyści utknęli w eksponowanym terenie w rejonie Kozich Czub. Mokre skały i śliskie łańcuchy utrudniały dalsze przejście, dlatego wezwali pomoc. Ratownicy TOPR polecieli śmigłowcem. W pierwszym locie zabrali z grani trzy osoby, a dwie kolejne czekały na poprawę pogody. Nikomu nic się nie stało.
Burze nad Tatrami były zapowiadane. W takich warunkach przejście Orlej Perci staje się znacznie trudniejsze. Mokre skały, śliskie łańcuchy i ograniczona widoczność zwiększają ryzyko poślizgnięcia, upadku albo utknięcia w eksponowanym terenie.
TOPR trzy razy leciał śmigłowcem po młodych turystów
Pierwsze zgłoszenie do TOPR wpłynęło o godz. 14.42. Trójka młodych turystów znajdowała się w rejonie wierzchołka Kozich Czub. Byli przemoczeni i wyczerpani po burzy. Nie mogli iść dalej.
Ratownicy polecieli śmigłowcem. Trzech ratowników zeszło na grań, przygotowało turystów do transportu i wciągarką zabrało ich na pokład. Mokra skała, ekspozycja i zmęczenie zwiększały ryzyko poślizgnięcia albo upadku.
Drugie zgłoszenie przyszło o godz. 15.17. Pomocy potrzebowały dwie osoby, również w rejonie Kozich Czub. One także nie mogły bezpiecznie zejść z trudnego terenu. Ratownicy ponownie polecieli śmigłowcem, zabrali turystów z grani i przewieźli ich do Zakopanego.
Trzecia akcja zaczęła się o godz. 16.54. Turystka w okolicy Koziej Przełęczy zgłosiła, że jest wyczerpana i nie może iść dalej. Po dotarciu na miejsce ratownicy stwierdzili, że pomocy potrzebują w sumie trzy osoby. Całą grupę ewakuowali śmigłowcem na lądowisko w Zakopanem.
Kolejka na Kasprowy Wierch świętuje 90 lat. Jak II RP zbudowała tatrzański cud techniki?
Orla Perć to nie spacer. To 15 godzin marszu, wspinaczki i duży wysiłek
Orla Perć uchodzi za najtrudniejszy znakowany szlak turystyczny po polskiej stronie Tatr. Trasa prowadzi przez grań, eksponowane przejścia, skalne kominki, żleby, łańcuchy, klamry i drabinki. Wymaga bardzo dobrej kondycji, odporności psychicznej, obycia z ekspozycją i gotowości do odwrotu, gdy pogoda zaczyna się psuć.

Przykładowa trasa z Palenicy Białczańskiej przez Siklawę, Zawrat, okolice Koziego Wierchu, Zadni Granat, Krzyżne i Dolinę Pięciu Stawów Polskich z powrotem do Palenicy zajmuje według mapa-turystyczna.pl około 15 godzin. Dystans wynosi 25,9 km. Suma podejść to 2033 m, a suma zejść 2031 m. Najwyższy punkt trasy to Kozi Wierch, 2291 m n.p.m.

Przejście takiej trasy oznacza też bardzo duży wydatek energetyczny. W czasie upału trzeba nieść ze sobą wodę. Przy długim wysiłku w wysokiej temperaturze zapotrzebowanie może być naprawdę wysokie.
Orla Perć może zaskoczyć nawet doświadczonych turystów
Można krytykować lekkomyślnych turystów i opiekunów za brak przezorności, wyjście mimo zapowiadanych burz albo zły dobór trasy do możliwości grupy. W przypadku Orlej Perci trzeba jednak pamiętać, że to szlak, który może sprawić problem także osobom obytym z Tatrami. Może pojawić się nieoczekiwany lęk, presja innych turystów, zmęczenie, deszcz albo śliskie skały.
Grupa Tatromaniak na Facebook opublikowała relację turystki Dominiki, która podkreśliła, że nie weszła na Orlą Perć przypadkiem. Znała opis trasy, wiedziała o ekspozycji, przepaściach, drabince i długości przejścia.
„Jestem pełna podziwu dla osób, które przechodzą ten szlak bez trudności. To, że jest niebezpiecznie, trudno i długo – wiedziałam. To, że są ogromne ekspozycje, przepaści, drabinka – wiedziałam. To, że nie mam lęku wysokości, przestrzeni i że powinnam dać radę fizycznie – wiedziałam. Rozchodzona od kilku dni po górach, wspinaczka na Mnicha, ekspozycja, z łańcuchami i ekspozycją miałam do czynienia itd. itp.”
Mimo wcześniejszego doświadczenia w górach kryzys przyszedł na trudnym fragmencie szlaku, w rejonie Koziego Wierchu. Dominika opisała moment, w którym strach zaczął ją paraliżować.

„Zawrat w porządku, ale kiedy doszłam do Koziego Wiechu płakałam, w myślach modliłam się, mój lęk zmieszał się z komentarzami śmiejących się osób, że będzie gorzej. Dużym utrudnieniem dla mnie jest to, że jestem niska. Pękło coś we mnie, pierwszy raz coś takiego miałam w górach, chciałam schodzić do Doliny Pięciu Stawów, na Kozim Wierchu głowa odpoczywała, a mój towarzysz motywował i pocieszał, powiedział, że zejdzie ze mną, pan spotkany na Kozim ze spokojem powiedział, że do Granatów po tym co już przeszłam poradzę sobie. Dalej chciałam schodzić. Wiedziałam, że to nie wstyd zejść, na rozstaju szlaków musiałam podjąć decyzję czy iść dalej na Granaty czy schodzić do piątki.”
Turystka zwróciła też uwagę na presję ze strony innych osób na szlaku. Ważne są nie tylko trudności techniczne, ale także zachowanie ludzi idących za osobą, która w danym momencie boi się albo potrzebuje więcej czasu.
„Wybrałam i poszłam w górę. Strach mniejszy, nie było już osób które straszyły słynną przełączką. Ze spokojem zaczekał, podały rękę. Wcześniej osoby, które były za mną napierały, żebym szła szybciej, przepuszczałam je, ponieważ ważne były dla mnie ostrożność i skupienie. Na Granatach było więcej wyrozumiałych osób, którym dziękuję za niewywieranie presji. Ludzie nawet nie wiecie jakie to ważne, żeby nie gadać takich rzeczy osobom które mają załamanie. To że wy się nie boicie, że Orla Perć nie wywołuje w was lęku nie znaczy, że ktoś inny jak ja niespodziewanie go nie dostanie. Dziękuję też mojemu towarzyszowi za pomoc, gdyby nie on…”
Białka Tatrzańska nie tylko zimą. Spacer nad rzeką, Litwinka i piękne widoki na góry
Po zejściu emocje nie minęły od razu. Dominika napisała, że dopiero po czasie mogła spojrzeć na to przejście inaczej.
„Po zejściu z Granatów kontuzja mięśnia uda, ale wróciłam cała. Szczęśliwa? Nie. Płakałam nad tym co przeżyłam, wtedy na Kozim Wiechu to była moja klęska, a emocje które mi towarzyszyły zabrałam ze sobą w doliny. Dopiero dziś jestem szczęśliwa. I wdzięczna. To ma sens, doświadczyłam czegoś zupełnie nowego, poznałam jeszcze bardziej siebie, zobaczyłam siebie taką jakiej nigdy nie widziałam. Mam nadzieję, że dzięki temu będę silniejsza, a mój respekt do gór urósł jeszcze bardziej. Postanowiłam, że podzielę się tym z Wami, ponieważ nie zawsze jest pięknie jak na zdjęciach.”
Podobne doświadczenie opisała w grupie Tatromaniak Barbara Gałuszka-Klimasara. Zwróciła uwagę, że Orla Perć może zaskoczyć nawet osoby, które dobrze znają Tatry.
„Byłam na wszystkich szczytach i szlakach tatrzańskich i uważam, że Orla Perć jest najtrudniejsza do przejścia w całości. Raz złapało mnie tam właśnie coś podobnego. Nie mogłam poznać siebie. Odpoczynek i herbata postawiły mnie na nogi i doszłam do końca. Dziś wiem, że lęk może dopaść w najmniej oczekiwanym momencie ale też już wiem jak go pokonać. Miałam szczęście spotkać wtedy osobę, która widząc co się dzieje szybko zareagowała. Facet ewidentnie obyty a przede wszystkim bystry bo nikt inny nie zauważył. Chwila uwagi i troski o innych, trochę empatii potrafi działać cuda.”
Te relacje powinny nam uzmysłowić, że na Orlej Perci znaczenie mają nie tylko kondycja i pogoda ale też odporność psychiczna, zachowanie innych turystów i przede wszystkim rozsądek.
Źródła: Tygodnik Podhalański, Mapa-Turystyczna.pl, grupa Tatromaniak na Facebooku.
Upały a serce. Kardiolog ostrzega przed zawałem i odwodnieniem
Czytaj więcej



