Alarm przeciwlotniczy. Czy trzeba wtedy iść do pracy? MRPiPS odpowiada
Wyją syreny, dostajemy alert RCB i zamiast jechać do pracy siedzimy w piwnicy. Co z pracą? Mamy wziąć wolne? MRPiPS odpowiedziało na interpelację posła Henryka Smolarza.
Rosyjskie drony i rakiety coraz częściej „przybłąkują się” na polskie niebo. Wojsko podrywa samoloty, mieszkańcy dostają alerty RCB, a służby ćwiczą procedury. W Warszawie szkoły i przedszkola robią szkolenia z zachowania podczas alarmów przeciwlotniczych.
Jeśli taka sytuacja będzie miała miejsce, w takiej chwili raczej nie myślimy o tym, czy zdążymy do pracy.
I tutaj pojawia się bardzo zwyczajne pytanie. Czy nieobecność w pracy ze względu na alarm pracodawca powinien usprawiedliwić? Czy może potraktować ją jak zwykłą nieobecność? Czy pracownik ma brać urlop na żądanie, mimo że przyczyną absencji był alarm i polecenia służb?
Właśnie o taką sytuację zapytał Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej poseł Henryk Smolarz z PSL.
Rosyjskie ataki czasem się udają. Ekspertka UMSC: co wtedy?
Poseł pyta, co z pracownikiem, który nie dotarł do pracy
Henryk Smolarz złożył interpelację po wydarzeniach z września 2025 roku. W nocy z 9 na 10 września rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Kilka dni później wojewoda lubelski uruchomił system alarmowania i ostrzegania w części regionu.
Poseł zwrócił uwagę na sytuację pracowników, którzy z powodu takiego alarmu nie mogą normalnie dojechać do pracy albo docierają do niej z opóźnieniem.
W interpelacji zapytał,
„czy nieobecność pracownika lub jego spóźnienie do miejsca pracy z powodu uruchomienia systemu alarmowania i ostrzegania jest podstawą do usprawiedliwienia nieobecności w pracy”.
Pytał również o konsekwencje dla pracownika, który nie pojawi się w zakładzie albo dotrze później, bo zastosował się do ostrzeżeń i zaleceń związanych z zagrożeniem.
Dron z bombą na lotnisku w Lipsku. Niemcy ogłaszają alarm
Alarm przeciwlotniczy nie usprawiedliwia nieobecności automatycznie
10 września 2026 roku Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odpowiedziało na interpelację posła Henryka Smolarza. Eksperci resortu przeanalizowali Kodeks pracy oraz rozporządzenie z 15 maja 1996 roku, które reguluje zasady usprawiedliwiania nieobecności w pracy.
Po tej analizie okazuje się, że alarm powietrzny ani uruchomienie systemu alarmowania i ostrzegania nie usprawiedliwiają nieobecności automatycznie. Przepisy po prostu nie wymieniają takiej sytuacji wśród zdarzeń, które z mocy prawa zwalniają pracownika z obowiązku stawienia się w pracy.
Prawo pozwala jednak usprawiedliwić także inne przypadki, jeśli rzeczywiście uniemożliwiły pracownikowi wykonywanie obowiązków. I właśnie do tej grupy może trafić alarm powietrzny.
Wiceminister Monika Sikora wyjaśniła, że skoro ustawodawca nie uregulował takiej sytuacji osobno,
„pracodawca ma możliwość – choć nie obowiązek – zaliczenia przyczyny takiej nieobecności do kategorii innych przypadków niemożności wykonywania pracy wskazanych przez pracownika i uznanych przez pracodawcę za usprawiedliwiające nieobecność w pracy”.
Czyli wszystko zależy od okoliczności. Jeśli alarm rzeczywiście uniemożliwił pracownikowi dotarcie do zakładu albo wykonywanie pracy, pracodawca może uznać jego nieobecność za usprawiedliwioną.
Znaczenie ma więc to, gdzie pracownik przebywał, czy teren objęto alarmem, jakie komunikaty wydały służby i czy pracownik rzeczywiście nie mógł bezpiecznie dotrzeć do pracy.
Czołg K2PL kontra drony FPV. AWL zrobiło symulację starcia
Alarm przeciwlotniczy a nieobecność w pracy. Czy pracodawca musi ją usprawiedliwić?
To, że przepisy zostawiają decyzję pracodawcy, nie daje mu kompletnie wolnej ręki. Ministerstwo przypomniało o art. 8 Kodeksu pracy, który zabrania korzystania ze swoich praw w sposób sprzeczny z ich przeznaczeniem albo zasadami współżycia społecznego.
Jeśli więc pracownik nie dotarł do pracy z przyczyn, na które nie miał wpływu, pracodawca powinien to uwzględnić. Może chodzić o trwający alarm, polecenie pozostania w bezpiecznym miejscu, zamknięcie dróg albo inne ograniczenia związane z zagrożeniem.
Właśnie dlatego wiceminister Monika Sikora podkreśliła, że
„pracodawca będący organizatorem procesu pracy nie powinien korzystać z przysługującego mu prawa w sposób bezwzględny, w tym uniemożliwiający korzystanie przez pracownika ze zwolnienia od pracy z przyczyn od niego niezależnych”.
Resort zwrócił też uwagę, że pracodawca musi przestrzegać zasady równego traktowania. Jeśli kilku pracowników znalazło się w takiej samej sytuacji i z tego samego powodu nie mogło dotrzeć do pracy, powinien oceniać ich według tych samych zasad.
Jeżeli pracownik potrafi wykazać, że alarm rzeczywiście uniemożliwił mu przyjazd albo wykonywanie pracy, odmowa usprawiedliwienia nieobecności może zostać uznana za nadużycie prawa przez pracodawcę.
Raport ABW: Rosja już atakuje Polskę. Pora przejrzeć na oczy
Alarm przeciwlotniczy a praca. Co powinien zrobić pracownik?
Jeśli alarm uniemożliwia dotarcie do pracy, pracownik powinien jak najszybciej poinformować o tym pracodawcę i podać przyczynę nieobecności. Nie musi od razu brać urlopu na żądanie. Może zgłosić, że nie dotarł do pracy z powodu alarmu, a pracodawca oceni, czy tę nieobecność usprawiedliwić.
Przy tej ocenie pracodawca powinien stosować takie same zasady wobec osób, które znalazły się w podobnej sytuacji. Jeśli kilku pracowników przebywało na terenie objętym alarmem i z tego samego powodu nie mogło dotrzeć do zakładu, nie powinien jednemu usprawiedliwić nieobecności, a drugiemu jej odmówić. Może natomiast sprawdzić, czy alarm rzeczywiście dotyczył miejsca, w którym przebywał pracownik, i czy faktycznie uniemożliwił mu przyjazd do pracy.
Czy Polska zacznie strącać rosyjskie samoloty i śmigłowce? MON zmienia zasady
Usprawiedliwiona nieobecność nie gwarantuje wynagrodzenia
Tutaj przepisy są dla pracownika mniej korzystne. Nawet jeśli pracodawca usprawiedliwi nieobecność z powodu alarmu, nie musi zapłacić pracownikowi za czas, w którym ten nie pracował.
Kodeks pracy przewiduje, że wynagrodzenie przysługuje za pracę wykonaną. Za czas niewykonywania pracy pracownik zachowuje prawo do wypłaty tylko wtedy, gdy przepisy wyraźnie tak stanowią.
Po analizie przepisów ministerstwo stwierdziło, że w przypadku alarmu takiej gwarancji obecnie nie ma.
Monika Sikora napisała, że
„z rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 15 maja 1996 r. nie wynika obowiązek zapłaty pracownikowi wynagrodzenia w przypadku usprawiedliwienia jego nieobecności w pracy z powodów wskazanych w interpelacji”.
Pracodawca może jednak przyjąć korzystniejsze zasady. Wiceminister dodała więc, że
„nie wyklucza to jednak możliwości przyjęcia przez konkretnego pracodawcę korzystniejszych dla pracowników rozwiązań w tym zakresie”.
Może więc dojść do sytuacji, w której pracownik zastosuje się do zaleceń służb, pozostanie w bezpiecznym miejscu, zgłosi nieobecność, a pracodawca ją usprawiedliwi. Za nieprzepracowany czas może jednak nie dostać wynagrodzenia.
Zakłócenia GPS w północnej Polsce i na Bałtyku. Siemoniak: „To Rosja macza w tym palce”
MRPiPS chce doprecyzować przepisy
Sama odpowiedź ministerstwa pokazuje, że obecne przepisy nie pasują dobrze do takich sytuacji.
Dlatego MRPiPS zapowiedziało wspólną analizę z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwem Obrony Narodowej.
Resort chce sprawdzić, czy prawo powinno dokładniej określać zasady usprawiedliwiania nieobecności wtedy, gdy alarm lub system ostrzegania rzeczywiście uniemożliwia pracownikowi dotarcie do zakładu albo wykonywanie obowiązków.
Na dziś sytuacja wygląda więc tak: alarm przeciwlotniczy może usprawiedliwić nieobecność w pracy, ale nie musi. Pracownik powinien szybko poinformować pracodawcę i wyjaśnić, co się stało. Ten ocenia sytuację, ale nie może ignorować rzeczywistych okoliczności. Pracowników musi traktować tak samo. Nawet usprawiedliwiona nieobecność nie gwarantuje jednak wynagrodzenia.
Źródła: Sejm RP, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Kodeks pracy, Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z 15 maja 1996 r., Państwowa Inspekcja Pracy
Czytaj więcej



