Systemowy błąd czy wyrachowany model biznesowy? Wyrok sądu obnaża patologie polskiego e-commerce’u

Sklep Habart anulował zamówienie i podniósł cenę produktów o 61%. Klient skierował sprawę do sądu i wygrał ponad 23 tys. zł. Poznaj szczegóły wyroku. Photo by rupixen/Unsplash

Sklep anulował zamówienie i podniósł ceny o 61 procent. Klient poszedł do sądu i wygrał ponad 23 tys. zł. Wyrok może być ostrzeżeniem dla e-commerce.


Zza szyb redakcyjnego gabinetu widać, jak ulica tętni życiem. Ludzie w pośpiechu klikają w ekrany smartfonów, kupują, zamawiają, ufając, że cyfrowy świat działa według tych samych zasad rzetelności, co stara, dobra umowa dżentelmeńska. Niestety, po drugiej stronie światłowodu często czai się wyrachowanie. Dziś demaskujemy mit niewinnego „błędu systemu” i wyciągamy na światło dzienne mechanizmy, które w zaciszu internetowych koszyków robią z klientów zakładników cudzych marż. Bierzemy na warsztat niedawny wyrok sądu, który zwiastuje koniec erę bezkarności w polskim handlu elektronicznym.


Anatomia pomyłki, która ewoluowała w model biznesowy

Zaczyna się niewinnie, wręcz sztampowo. Jest 24 listopada 2025 roku, mija godzina 14:50. Przedstawiciel spółki dokonuje profesjonalnego zakupu w sklepie Habart.pl, prowadzonym w formie spółki cywilnej przez Roberta Haberlę i Bartosza Łobejkę (Habart S.C. z siedzibą w Mikołowie). Przedmiot zamówienia jest precyzyjny: 10 sztuk komponentów komupetrowych. Cena jednostkowa prezentowana na stronie wynosi 3 241 zł brutto. Łączny koszt, wliczając przesyłkę kurierską, zamyka się w pokaźnej kwocie 32 439 zł. O 14:52 na skrzynkę kupującego trafia e-mail z jednoznacznym tytułem: „Przyjęcie zamówienia nr (…) w sklepie Firma Komputerowa Habart”. Trzy minuty później system sklepu rejestruje ostateczne zatwierdzenie transakcji przez klienta poprzez unikalny link, informując, że „zamówienie zostało już potwierdzone”.

Sklep Habart.pl anulował zamówienie i wystawił towar o 61 proc. drożej. Klient wygrał w sądzie ponad 28 tys. zł. Sprawdź, jakie masz prawa. fot: faktyplus.pl
Nasz temat

„Towaru nie ma”. Jak bronić się przed praktykami sklepów nabijających klientów w balona? Historia sklepu Habart.pl.

Wyobraźmy to sobie przez pryzmat fizycznego świata. To tak, jakbyś wsiadł do taksówki, podał dokładny adres, a kierowca kiwnął głową, włączył taksometr i ruszył. Umowa przewozu została bezsprzecznie zawarta.

Jednak w świecie zer i jedynek o godzinie 15:30 następuje nagły zwrot akcji. Sklep jednostronnie anuluje zamówienie, rzucając w stronę klienta mglistym frazesem o „błędzie” systemowym. Prawdziwy spektakl zaczyna się jednak chwilę później. Te same podzespoły ponownie lądują na wirtualnej półce Habart.pl, gotowe do natychmiastowego zakupu. Zmienił się tylko jeden, jakże istotny detal: cena. Nowa kwota to 5 232 zł za sztukę, co stanowi drastyczny wzrost o ponad 61 procent w stosunku do warunków sprzed niespełna godziny.


Od „błędu systemu” do „ugody”, czyli jak dekonstruować manipulację

Zastanówmy się nad tym procederem krok po kroku. Logika takich wydarzeń nie jest dziełem przypadku, to precyzyjna sekwencja zdarzeń, która układa się w niepokojący wzorzec:

  • Krok 1: Przedsiębiorca wystawia towar z bardzo atrakcyjną ceną i deklarowaną dostępnością od ręki, przyciągając ruch i zamówienia.
  • Krok 2: Klient formalnie składa zamówienie, a system je przyjmuje.
  • Krok 3: Następuje zakulisowa analiza opłacalności. Sprzedawca orientuje się, że ceny rynkowe zmieniły się lub po prostu widzi szansę na zrealizowanie wyższej marży, jeśli sprzeda towar komuś innemu.
  • Krok 4: Zamówienie zostaje anulowane pod pretekstem „awarii”, „błędu integracji” lub „problemów z hurtownią”.
  • Krok 5: Towar wraca na stronę, ale w wyższej cenie. 

W sprawie sklepu Habart zjawisko to przybrało postać kuriozalnej „ugody”. Sprzedawca zaoferował klientowi realizację zamówionego sprzętu, jeśli ten łaskawie zgodzi się zapłacić więcej.

Spróbujmy użyć analogii, by obnażyć absurd tej sytuacji. Wyobraźmy sobie kardiologa, który w trakcie operacji na otwartym sercu wybudza pacjenta i spokojnie oświadcza: „Wie pan, wystąpił błąd systemu wyceny w NFZ. Wszczepienie zastawek kosztuje jednak o 15 tysięcy więcej. Dopłacamy na stół, czy zaszywamy jak jest?”. Sklep z Mikołowa podjął próbę całkowitego przedefiniowania pojęcia rynkowego kompromisu, domniemując, że ryzyko gospodarcze i ewentualny błąd przedsiębiorcy mają być w całości dotowane z portfela klienta. Wszystko to oblano sosem emocjonalnego szantażu, wplatając w korespondencję argumenty o byciu małą firmą i „rodzinach na utrzymaniu”. Empatia to piękna cecha, ale nie zastępuje i nie unieważnia przepisów kodeksu cywilnego.

Z perspektywy prawa konsumenckiego i standardów rynkowych, zachowanie polegające na prezentowaniu atrakcyjnej ceny, by następnie odmówić realizacji transakcji i zaoferować zmianę warunków na gorsze, nosi cechy praktyki „przynęta i zamiana”. Znajduje się ona na tzw. czarnej liście nieuczciwych praktyk w dyrektywach unijnych. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wprost wypowiadał się o podobnym procederze, analizując w 2025 roku politykę platformy Empik.com. Wskazano tam wyraźnie, że

anulowanie zamówień po zawarciu umowy, rzekomo z powodu „wyczerpania zapasu”, w sytuacji, gdy towar dalej jest dostępny, a często droższy, jest praktyką rynkowo niedopuszczalną.


Krytyka rynkowej elokwencji – gdy słowa tracą znaczenie

Zatrważające są fikołki semantyczne, jakich dokonywano w korespondencji ze sklepem. Przeanalizujmy logikę obrony sprzedawcy. Przedstawiciele firmy twierdzili po fakcie, że wcale nie zawarli umowy, ponieważ nie wysłali do klienta „odpowiedniego” komunikatu o przyjęciu do realizacji, mimo, że klient taki e-mail otrzymał – nosił on nagłówek „Przyjęcie zamówienia nr (…)” i posiadał stosowne załączniki. System sklepu dodatkowo weryfikował status jako „zamówienie już potwierdzone” po kliknięciu linku z maila.

To jak podpisać u notariusza akt własności mieszkania, wręczyć klucze, a tydzień później przysłać pismo, że tamte podrygi ręką to był tylko autograf dla fana, a sformułowanie „akt własności” miało charakter czysto literacki. Prawo to nie plastelina.


Metoda Sokratejska – pytania o sumienie

Zróbmy krótki postój na intelektualny rachunek sumienia. Zadam Państwu kilka niewygodnych pytań:

  • Dlaczego wygoda kliknięcia przycisku „anuluj zamówienie” po stronie administratora sklepu jest dla nas wystarczającym powodem do unieważnienia naszych roszczeń z zawartej umowy?
  • Z jakiej racji to kupujący ma być ubezpieczycielem marży i darmowym buforem na wypadek zmiany zdania profesjonalnej firmy?
  • Ile razy w życiu, kierowani fałszywym współczuciem dla rzekomego błędu po drugiej stronie kabla, machnęliście ręką na utratę własnych praw, pozwalając, by ten rynkowy patogen ewoluował w stały i zyskowny model biznesowy?

To właśnie nasza bierność buduje kapitał takich praktyk. Ekstrapolujmy: jeśli anulowanie transakcji uchroni sklep przed utratą np. 10 000 zł, to w realiach, gdzie 9 na 10 klientów odpuści spór, zyskowność bezprawnego działania jest natychmiastowa i przytłaczająco wysoka.

Kara 3 mln zł dla Neonet. Autorstwa Akorzycka - Praca własna, CC BY-SA 3.0
News

Neonet sprzedawał na Allegro towary, których nie miał. Zapłaci 3 mln zł za karę!


Uderzenie młotka, czyli rachunek za cyfrową hucpę

Na szczęście w tej historii klient powiedział: „sprawdzam”. Klient wykazał się obywatelską odpowiedzialnością oraz biznesowym rygorem. Prawnicy spółki nie wyrzucili zarchiwizowanych zrzutów ekranu i e-maili do systemowego kosza. Zebrany materiał trafił tam, gdzie ważą się losy obrotu gospodarczego – do sądu.

Sprawa znalazła finał 8 października 2026 roku. Wtedy to Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej we Wrocławiu, IV Wydział Gospodarczy, pod sygnaturą akt IV GC 580/26 wydał wyrok. Sędzia Anna W., nie znajdując najwyraźniej zrozumienia dla elastycznego pojmowania umów przez sklep, orzekła bezlitośnie.

Wyrok nakazuje solidarną zapłatę od pozwanych Roberta Haberli i Bartosza Łobejki na rzecz strony powodowej:

  • Kwoty 23 235,77 zł (dwadzieścia trzy tysiące dwieście trzydzieści pięć złotych siedemdziesiąt siedem groszy) należności głównej.
  • Ustawowych odsetek za opóźnienie w transakcjach handlowych, liczonych od 30 grudnia 2025 r. aż do dnia zapłaty.
  • Kwoty 4 779,00 zł tytułem zwrotu kosztów procesu, z odpowiednimi odsetkami.

Suma to grubo ponad 28 tysięcy złotych samej bazy, nie licząc narastających od niemal roku odsetek, które nieustannie drenują portfele nieroztropnych pozwanych. Oszczędność i pogoń za lepszą wyceną pamięci RAM okazała się dla sprzedawców skrajnie dewastująca. Wyrok ten jest kamieniem węgielnym przypominającym prostą maksymę: zobowiązanie kosztuje. Jeśli zrywasz je w sposób nieuprawniony, system sprawiedliwości ci to w końcu wyceni. 

Czy można otworzyć produkt przed zakupem? UOKiK ostrzega
Społeczeństwo

Czy można otworzyć produkt przed zakupem? UOKiK ostrzega


Redakcyjny niezbędnik

Dla adeptów mądrego robienia zakupów i czytelników, którzy chcą być rynkowymi twardzielami, przygotowaliśmy wytyczne, zamykające się w krótkich radach:

  1. Archiwizuj dowody od zera: Rób zrzuty ekranu oferty już podczas wkładania do koszyka (muszą obejmować datę, godzinę, identyfikator, URL oraz informację o cenie i stanie magazynowym).
  2. Dekonspiruj „ugody”: Naucz się rynkowego blefu. Jeśli proponowana ugoda polega wyłącznie na tym, że masz dopłacić kilkadziesiąt procent pod rygorem anulacji transakcji, to nie jest to prawny kompromis. To wymuszenie w białych rękawiczkach oparte na dysponowaniu pożądanym przez Ciebie towarem.
  3. Szukaj wsparcia strukturalnego (UOKiK): Powtarzalne mechanizmy „anuluj i podnieś cenę” są w ścisłym zainteresowaniu UOKiK, co udowodniła sprawa Empik.com, która zaowocowała wypłatami rekompensat dla klientów. Zgłoszenie pojedynczego konsumenta nie zawsze zainicjuje kontrolę, ale masa krytyczna podobnych zgłoszeń zmusi organy do bolesnej (dla firmy) interwencji systemowej.

Andrzej Wróblewski avatar
Andrzej Wróblewski

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *