„Lalka” Netflix’a to globalny hit. Polacy jak zwykle się kłócą. I dobrze
Nowa „Lalka” stała się jednym z największych polskich wydarzeń serialowych 2026 roku. Podbija Netflixa w Polsce i za granicą, a jednocześnie wywołuje dyskusję o tym, jak daleko wolno odejść od Prusa. Dla jednych jest bezczelna i fascynująca, dla innych – zła, zbyt daleka od książki, a nawet „szkodliwa”.
Nowa ekranizacja „Lalki” Bolesława Prusa w reżyserii Pawła Maślony narobiła w 2026 roku ogromnego zamieszania. Na premierę czekano od miesięcy, tym bardziej że równolegle zainteresowanie budzi przygotowywana wersja kinowa. Kiedy serial pojawił się na Netflixie, długo budowane napięcie wreszcie eksplodowało.
I nie chodzi wyłącznie o internetową awanturę. „Lalka” zajęła 1. miejsce w Polsce i awansowała na 6. pozycję w światowym rankingu seriali Netflixa. Trafiła do TOP 10 w 62 krajach.
Globalny hit. Wokulski doceniłby taki popyt
Największym zaskoczeniem jest skala zagranicznej kariery serialu. „Lalka” świetnie radzi sobie w Ameryce Łacińskiej, gdzie znalazła się wysoko m.in. w Brazylii i Ekwadorze, a także trafiła do zestawień najpopularniejszych produkcji w Argentynie, Chile, Peru i Salwadorze.
W Europie serial dotarł m.in. na 4. miejsce na Ukrainie, 5. w Hiszpanii i 6. w Niemczech. Pojawił się również w TOP 10 na dużych rynkach anglojęzycznych, w tym w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Australii.
Jak na produkcję opartą na polskiej powieści z końca XIX wieku, jest to wynik imponujący.
Wokulski z pewnością potrafiłby taki biznes docenić.
Oczywiście dla nas polskich widzów i czytelników fascynujące jest także to, jak tę „Lalkę” odbierają Polacy. Poloniści, uczniowie, krytycy, dziennikarze, publicyści i politycy oglądają ten sam serial, i nie widzą tego samego.
„Lalka” na raty. Najpierw serial Netfliksa, dwa tygodnie później film w kinach
Woliński: najciekawsza jest wojna arystokracji z kapitałem
Xavier Woliński z profilu Wolnelewo na Facebook, zajmujący się głównie gospodarką, polityką i historią społeczną, należy do tych, którym nowa „Lalka” się podoba.
Nie interesuje go jednak przede wszystkim romans Wokulskiego i Izabeli. W serialu zwrócił uwagę na coś, co w szkolnym czytaniu powieści łatwo przesunąć na dalszy plan: starcie starej arystokracji z burżuazją i kapitałem.
„To, co szczególnie przypadło mi do gustu, to pokazanie jednego z najważniejszych konfliktów społeczno-polityczno-gospodarczych XIX wieku, czyli walki, czasem dosłownie na śmierć i życie, dawnej arystokracji, rentierów z burżuazją, kapitałem. Dziś to już trudne do wyobrażenia, bo nie ma już tamtej arystokracji ziemskiej, ani nawet tamtego «młodego» kapitału”.
Wokulski nie jest tylko romantycznym idealistą, lecz także przedstawicielem nowej siły ekonomicznej. Ma pieniądze, przedsiębiorczość i możliwość pomnażania majątku, ale nie ma nazwiska, które otwierałoby drzwi arystokratycznych salonów.
Łęccy mają natomiast prestiż i pozycję, lecz ich świat zaczyna się rozpadać. „Lalka” staje się opowieścią o społeczeństwie, w którym pieniądze i pochodzenie zaczynają walczyć o pierwszeństwo.
Woliński zwraca również uwagę na pojawiającą się w tle klasę robotniczą, która w kolejnych dziesięcioleciach będzie się następną wielką siłą polityczną. I właśnie za takie przesunięcie akcentów chwali serial Maślony.
Nie przeszkadza mu również swoboda wobec Prusa. Jego zdaniem adaptacja nie powinna być dosłownym przełożeniem książki na ekran, lecz nowym odczytaniem. Nawet jeśli widz ostatecznie się z nim nie zgodzi. Podobnie podchodzi do współczesnego języka bohaterów: przypomina, że również Sienkiewicz tworzył stylizację dawnej polszczyzny, a nie jej wierną rekonstrukcją.
Film „Mniej obcy” o Borysewiczu. Netflix zdradza datę premiery
Poseł PiS Tomasz Zieliński: „Ten serial jest szkodliwy”
Dokładnie po przeciwnej stronie, choć na tym samym Facebook’u, znalazł się poseł PiS Tomasz Zieliński. Nie odmawia twórcom prawa do interpretowania klasyki, ale uważa, że twórcy przekroczyli granicę, za którą zmienia się już nie tylko forma, lecz także istota bohaterów.
Najmocniej uderza w sposób przedstawienia Wokulskiego:
„Narkotyki, morfina, erotyka, brutalność, a Wokulski niczym bandyta z filmu gangsterskiego. Czyli nowa «Lalka» Netflixa i TVN-u. Tylko aktorów żal”.
Zieliński uważa, że serialowy Wokulski zbyt daleko odchodzi od człowieka inteligentnego, samotnego i rozdartego między romantyzmem a pozytywizmem. Brutalność, narkotyki, podpalenia. To nie Wokulski tylko jakiś thriller.
Dlatego poseł PiS dochodzi do wniosku, że przy tak daleko idących zmianach trafniej byłoby mówić o „autorskiej wariacji na temat Lalki”, a nie o klasycznej ekranizacji Prusa. Całą swoją ocenę podsumował zdaniem: „Ten serial jest szkodliwy”.
Polskie umysły, które zmieniają świat: Netflix nakręci film o nauczycielu geniuszy
Wojciech Król: serialowa Izabela szybko trafiłaby do zakładu psychiatrycznego
Wojciech Król, na profilu Historykon.pl, opisuje natomiast, co jego zdaniem stałoby się z serialową Izabelą Łęcką, gdyby naprawdę zachowywała się w ten sposób w realiach końca XIX wieku.
Panna z dobrego domu, która publicznie mówi o miesiączce, przeklina, wdaje się w ordynarne pyskówki z mężczyznami i ostentacyjnie łamie normy obyczajowe, zostałaby przede wszystkim towarzysko spalona. Nie miałaby szans na korzystne małżeństwo, a dla rodziny stałaby się kompromitującym problemem.
Gdyby Łęccy mieli pieniądze, mogliby wysłać ją daleko, na przykład do Ameryki, gdzie jej zła sława nie musiałaby za nią podążyć. Ponieważ jednak byli bankrutami, bardziej prawdopodobne byłoby uznanie jej za osobę chorą psychicznie i zamknięcie w zakładzie.
Łęcka mogłaby trafić do warszawskiego szpitala Jana Bożego, gdzie stosowano kurację na uspokojenie polegającą na wstrzykiwaniu jodyny do rdzenia kręgowego.
Izabela mogłaby może jednak liczyć na pomoc bogatszych krewnych i trafić do prywatnego domu zdrowia dla zamożnych pacjentów, na przykład w Pankow pod Berlinem albo w Görlitz. Nasza bohaterka była bardzo towarzyska, dlatego lekarze podejrzewaliby, że jej stan to efekt syfilisu atakującego układ nerwowy. Leczyliby ją rtęcią albo bizmutem, a czasem jednym i drugim jednocześnie. Możliwe było także wywoływanie wysokiej gorączki za pomocą tuberkuliny i kokainy. Po 1910 roku dochodził jeszcze do tego arsenału salwarsan, preparat arsenowy.
Jeżeli natomiast uznano by, że cierpi na kobiecą „histerię”, mogłaby dostać elektrowstrząsy i kąpiele w lodowatej wodzie. Gdyby to nie pomogło, lekarze mogli zdecydować się na histerektomię, czyli usunięcie macicy. Skutkiem byłaby gwałtowna, przedwczesna menopauza i trwałe pogorszenie zdrowia.
Ultraprzetworzona żywność a zdrowie psychiczne. Czy to, co jemy, zmienia nasz mózg?
A gdyby po latach pobytu w klinikach i sanatoriach nadal sprawiała problemy i dożyła lat 90. XIX wieku, mogłaby zostać poddana eksperymentalnej psychochirurgii, polegającej na usuwaniu fragmentów kory mózgowej w nadziei na złagodzenie objawów choroby psychicznej.
Historyk o twórcach serialu nie ma najlepszego zdania:
„Ale tak to jest, gdy za kręcenie serialu historycznego biorą się ludzie, którzy myślą, że przeszłość to taka teraźniejszość, tylko bez smartfonów”.
A widzowie? Na razie głosują pilotami
Po wszystkich tych recenzjach i komentarzach zostaje jeszcze najliczniejsza grupa: widzowie.
Nie każdy napisze recenzję. Nie każdy będzie dyskutował o burżuazji, pozytywizmie czy psychologii Izabeli. Każdy może jednak nacisnąć „play”. I na razie Polacy robią to masowo.
Pierwsze miejsce w Polsce, szóste na świecie i obecność w TOP 10 w 62 krajach nie dowodzą, że wszyscy „Lalkę” pokochali. Pokazuje jednak, że widzowie chcą sami sprawdzić, o co jest ta cała awantura.
A fakt, że polska powieść sprzed niemal 140 lat przyciąga dziś publiczność od Niemiec i Ukrainy po Brazylię, USA i Australię, sam w sobie jest niezwykłym sukcesem.
Źródła: Netflix, FaktyPlus, Facebook
Czytaj więcej



