Rosjanie knują, jak wykończyć USA. Superwulkan pod Yellowstone, olbrzymie fale tsunami

Wybuch wulkanu. Rosyjskie plany zniszczenia USA. fot: Yosh Ginsu/Unsplash

Bomby atomowe w Yellowstone, rakiety Sarmat i Posejdon wybuchające przy amerykańskim wybrzeżu. Rosyjscy analitycy wojskowi planują katastrofy, które zniszczą USA.


To na prawdę nie jest science fiction. Rosyjscy analitycy wojskowi planują detonację bomb atomowych w Yellowstone, aby aktywować superwulkan i wykorzystać jego erupcję do zniszczenia Stanów Zjednoczonych. Obliczyli moc ładunków, liczbę rakiet i wybrali cele uderzeń. Pracują także nad koncepcjami jak wywołać przy amerykańskim wybrzeżu gigantyczne tsunami, i kolejnymi bombami jądrowymi pobudzić uskoki tektoniczne w Kalifornii.

Taki sposób ataku analizował Konstantin Siwkow, doktor nauk wojskowych, z rosyjskiej Akademii Problemów Geopolitycznych, związany także z Rosyjską Akademią Nauk Rakietowych i Artyleryjskich. Już w 2015 roku wyliczał parametry ładunków termojądrowych zdolnych do zainicjowania erupcji superwulkanu pod Yellowstone. W 2018 roku rozwinął koncepcję o dalsze szczegóły. Do ataku planował użycie rakiety RS-28 Sarmat z głowicami o mocy nawet 100–150 megaton. W 2022 roku, już po rosyjskiej napaści na Ukrainę, tłumaczył w rosyjskiej telewizji, że jeśli pierwsze uderzenie nie uruchomi Yellowstone, Rosja powinna przeprowadzić drugie i trzecie.

Pomysł trafił na żyzny grunt. W 2023 roku Władimir Prochwatilow, pracownik naukowy Akademii Nauk Wojskowych, zaproponował rozwinięcie koncepcji. Według jego kalkulacji Rosja powinna skierować w Yellowstone już pięć rakiet hipersonicznych.

„Mamy kilka tysięcy głowic jądrowych. Wystarczy wysłać pięć rakiet hipersonicznych w krater Yellowstone i Ameryki Północnej nie ma.” – powiedział.

Widać, że naukowcy rosyjscy robią postępy w obliczeniach. A to jest z pewnością tylko ułamek tego, co o tym wiemy.


Tu-95MS bombers fired cruise missiles at terrorists’ objects in Syria. Минобороны России. Wikimedia, Creative Commons Attribution 4.0
Nasz temat

Rosyjskie ataki czasem się udają. Ekspertka UMSC: co wtedy?

W 2015 roku Siwkow planował odpalić Yellowstone bombą większą od Car-Bomby

25 marca 2015 roku rosyjski „Wojenno-Promyszlennyj Kurier” opublikował artykuł Konstantina Siwkowa zatytułowany „Jądrowy specnaz”. Autor, doktor nauk wojskowych i ówczesny prezes Akademii Problemów Geopolitycznych, szukał sposobu, dzięki któremu Rosja mogłaby zadać Stanom Zjednoczonym nokautujący cios.

Rosjanin chciał wykorzystać do zniszczenia wroga trzy naturalne źródła ogromnej energii: system wulkaniczny Yellowstone, uskoki tektoniczne Kalifornii oraz oceany otaczające Stany Zjednoczone. Broń jądrowa miała jedynie rozpocząć procesy geologiczne. Później erupcja, trzęsienie ziemi albo tsunami miały dokonać przewidywanych zniszczeń.

W przypadku Yellowstone Siwkow założył, że potężna eksplozja może gwałtownie zaburzyć system magmowy pod kalderą. Chciał zdetonować w tym rejonie wielomegatonowy ładunek termojądrowy i przekazać energię wybuchu skałom znajdującym się nad obszarem magazynowania magmy. Następnie wzrost ciśnienia, ruch magmy i uwalnianie gazów miały według jego koncepcji uruchomić potężną erupcję.

Siwkow przewidywał, że skutki takiego ataku zniszczą znaczną część terytorium USA i sparaliżują funkcjonowanie państwa.

„Skutki będą katastrofalne dla USA. Takie państwo po prostu zniknie.”

Siwkow zainspirował się radziecką Car-Bombą, którą ZSRR zdetonował 30 października 1961 roku nad archipelagiem Nowa Ziemia. Eksplozja osiągnęła , do dziś jest to najpotężniejszy ładunek jądrowy zdetonowany przez człowieka.

Detonacja o mocy około 50–58 megaton TNT nastąpiła na wysokości 4000 m. Kula ognista miała promień około 4000 m i niemal dosięgnęła powierzchni ziemi. Mimo zmniejszenia mocy bomby ze 100 megaton część skalistych wysepek, w pobliżu których dokonano detonacji, wyparowała, a sam wybuch był odczuwalny nawet na Alasce. O sile wybuchu świadczy fakt, iż fala sejsmiczna nim wywołana (rejestrowana przez sejsmografy) okrążyła Ziemię trzy razy, oraz to, że był on widoczny z odległości prawie 900 km. Promieniowanie cieplne było w stanie spowodować oparzenia trzeciego stopnia w odległości 100 km od miejsca eksplozji. Grzyb atomowy miał około 60 km wysokości i 30–40 km średnicy.

Polskie FA-50. Rosyjskie drony nad Polską pokazują słabe punkty obrony. Wojsko buduje SAN, zmienia procedury i rozwija własną „długą rękę”. fot: wojsko-polskie.pl
Społeczeństwo

Rosyjskie drony i rakiety nad Polską. Wojsko buduje SAN i rozwija „długą rękę”

Siwkow uznał, że współczesna Rosja mogłaby wrócić do pierwotnej skali projektu. Proponował zbudowanie około dziesięciu superładunków. Rosjanie mieli umieścić je na ciężkich pociskach balistycznych, rakietach odpalanych z okrętów podwodnych albo na rozwijanych później systemach hipersonicznych. Rozważał także wcześniejsze umieszczenie części ładunków w wybranych punktach i detonowanie ich po otrzymaniu rozkazu.

Przewidywał, że skutki będą globalne. Erupcja miała wpłynąć na klimat, rolnictwo na całej planecie.

Jak uroczo zauważył:

„W każdym przypadku erupcja będzie katastrofą dla całej cywilizacji. Ale właśnie po to istnieje taka broń.”


Yellowstone: kaldera 85 na 45 kilometrów i tysiące kilometrów sześciennych wyrzuconych skał

Superwulkan pod Yellowstone to jedna z największych geologicznych zmór Ameryki. W stanie Wyoming rozciąga się potężna kaldera, czyli zapadlisko powstałe po gigantycznej erupcji, a kilka kilometrów pod nią znajduje się rozległy system magmowy. Dzisiejsza kaldera ma około 85 km długości i 45 km szerokości. Powstała około 640 tys. lat temu, gdy erupcja Lava Creek wyrzuciła około 1000 km³ skał, popiołu i materiału piroklastycznego.

Yellowstone przeżył jednak jeszcze większą katastrofę. Około 2,1 mln lat temu erupcja Huckleberry Ridge wyrzuciła ponad 2450 km³ materiału, czyli ponad dwa razy więcej niż Lava Creek. Pomiędzy tymi wydarzeniami, około 1,3 mln lat temu, inna erupcja Mesa Falls wyrzuciła kolejne 280 km³.

Pod kalderą znajduje się potężny system magmowy. Jego płytsza część rozciąga się mniej więcej 5–17 km pod powierzchnią, ma około 90 km długości i 40 km szerokości, a stopiona magma zajmuje około 5–15 proc. objętości. Jeszcze głębiej, na około 20–50 km, znajduje się drugi obszar magmowy 4,5 raza większy.

Cały układ zasila hotspot Yellowstone, nad którym płyta północnoamerykańska przesuwa się w tempie około 2,35 cm rocznie. To właśnie ten system przez miliony lat odpowiadał za kolejne wielkie erupcje w tej części Ameryki Północnej.

Rosyjski analityk zakładał, że eksplozja dostarczy pierwszy impuls, a już sama energia superwulkanu zrobi resztę.

Zatrzymani przez Straż Graniczną przemytnicy/ SG
Nasz temat / Społeczeństwo

Raport ABW: Rosja już atakuje Polskę. Pora przejrzeć na oczy

Jakię byłyby efekty po wybuchy superwulkanu Yellowsone?

U.S. Geological Survey (USGS), czyli amerykańska federalna służba geologiczna, analizowała jak wyglądałyby skutki takiej supererupcji. Naukowcy modelowali erupcje trwające 3 dni, tydzień oraz miesiąc. W przyjętym scenariuszu Yellowstone wyrzucał około 330 km³ popiołu w przeliczeniu na zwartą skałę, a chmura mogła transportować materiał nawet ponad 1500 km pod wiatr.

Najgrubsza warstwa powstałaby w północnych Górach Skalistych, gdzie popiół osiadłby na wysokość do kilku metrów. Dalej, na północnym Środkowym Zachodzie USA, warstwa miałaby do kilkudziesięciu centymetrów, natomiast na wybrzeżach Atlantyku, Pacyfiku i Zatoki Meksykańskiej do kilku centymetrów. W rezultacie opad dotknąłby większości Stanów Zjednoczonych, południowej Kanady oraz północnego Meksyku.

Nawet kilka centymetrów popiołu wystarczyłoby do poważnego zakłócenia lotnictwa, transportu drogowego, rolnictwa i sieci energetycznych. Do tego doszłyby skutki klimatyczne. Badanie opublikowane w 2024 roku w „Journal of Climate” ocenia maksymalne średnie globalne ochłodzenie po tak dużej erupcji na około 1,5°C. Taki spadek temperatur silnie uderzyłby przede wszystkim w produkcję żywności na całym świecie.


San Andreas i supertsunami. Rosjanie chcieli uderzyć w Kalifornię i oba wybrzeża USA

Drugim celem Siwkowa był uskok San Andreas oraz sąsiednie uskoki San Jacinto i San Gabriel. San Andreas przecina Kalifornię na długości około 1300 km i oddziela płytę pacyficzną od północnoamerykańskiej. Obie płyty przesuwają się względem siebie, a w całym systemie tempo tego ruchu dochodzi do około 50 mm rocznie.

Ruch nie przebiega jednak równomiernie. Niektóre fragmenty uskoku przesuwają się stopniowo, natomiast inne przez lata gromadzą potężne naprężenia. Gdy taki fragment uskoku się nagle przesunie, uwolniona energia wywołuje trzęsienie ziemi.

San Andreas wielokrotnie pokazał, jak duże mogą być skutki. 9 stycznia 1857 roku południowo-centralna część uskoku przesunęła się podczas trzęsienia Fort Tejon o magnitudzie około 7,9 w skali Richtera. Pękło wtedy około 360 km uskoku, a grunt przesunął się miejscami nawet o około 9 metrów. Z kolei 18 kwietnia 1906 roku północny odcinek San Andreas pękł podczas trzęsienia San Francisco o magnitudzie około 7,8 w skali Richtera. Trzęsienie ziemi i późniejsze pożary zniszczyły znaczną część San Francisco.

Siwkow chciał to wykorzystać. Planował detonować głowice jądrowe w rejonach, gdzie skały znajdowały się pod dużym naprężeniem, i zakładał, że eksplozja przyspieszy gwałtowne przesunięcie uskoku.

Powódź. Lądek Zdrój 15.09.2024. fot: Marcin Panek na FB
Nasz temat

El Niño 2026 może być bardzo silne. Co oznacza dla Polski po powodziach z 1997 i 2024 roku?

Jakie mogą być straty po trzęsieniu ziemi na uskoku San Andreas, amerykańskie szacunki

Amerykanie sami policzyli, jak wyglądałoby duże trzęsienie na południowym San Andreas. W ShakeOut Scenario ponad 300 naukowców, inżynierów i specjalistów zasymulowało trzęsienie o magnitudzie 7,8 na około 300-kilometrowym odcinku uskoku.

Model przewidywał miejscami przesunięcie powierzchni aż o 13 metrów. Tam, gdzie uskok przecinał najważniejsze sieci infrastruktury, przemieszczenie dochodziło do około 8 metrów. W części doliny San Gabriel i we wschodnim Los Angeles bardzo silne drgania trwałyby 45–60 sekund.

Skutki dotknęłyby milionów ludzi. USGS wyliczył liczbę ofiar na około 1800 zabitych oraz 53 tys. osób rannych. Wybuchłoby około 1600 pożarów, które zniszczyłyby mniej więcej 133 tys. domów jednorodzinnych.

Straty gospodarcze sięgnęłyby około 191–213 mld dolarów. Z tej sumy około 87 mld dolarów przypadłoby na pożary, około 46 mld na uszkodzenia budynków i wyposażenia, a kolejne 24 mld dolarów na przestoje gospodarcze spowodowane brakiem wody.


Rosjanki podglądane w chińskich hotelach. fot: Maddi Bazzocco/ Unsplash
Podróże

„Dla nich jesteśmy tylko białymi małpami w klatce”. Skandal w Chinach: Rosjanie śledzeni w hotelowych łóżkach.

Sarmat, Posejdon i supertsunami. Rosjanie dobrali broń do ataku na Yellowstone i wybrzeża USA

Siwkow chciał zaatakować Stany Zjednoczone jednocześnie od strony lądu i oceanu. Ponieważ San Andreas przesuwa skały przede wszystkim poziomo, nawet bardzo silne trzęsienie na tym uskoku nie wywołałoby tsunami podobnego do katastrof na Sumatrze w 2004 roku czy w Japonii w 2011 roku. Dlatego rosyjski analityk zaplanował osobne detonacje jądrowe na Atlantyku i Pacyfiku.

W 2015 roku proponował umieszczenie po 3–4 bardzo silne ładunki jądrowe w wybranych miejscach obu oceanów i detonację na głębokości około 1,5–2 km. Według jego obliczeń eksplozje miały wprawić w ruch ogromną masę wody i skierować ją na amerykańskie wybrzeża.

„U wybrzeży USA fala osiągnie wysokość 400–500 metrów. Po uderzeniu w kontynent zmyje wszystko na odległość ponad 500 kilometrów.”

Siwkow rozważał też detonacje bliżej dna oceanu. Zakładał wtedy pęknięcie skorupy i kontakt gorącego materiału z wodą. W takim wariancie wyliczał falę przekraczającą 1,5 km wysokości oraz pas zniszczeń sięgający ponad 1500 km od wybrzeża. Fala powrotna miała następnie przejść przez Atlantyk i uderzyć również w Europę.

W kolejnych latach Siwkow dopasował do tego planu nowe rosyjskie systemy uzbrojenia. 22 listopada 2017 roku proponował umieszczenie głowicy o mocy ponad 100 megaton na ciężkiej rakiecie RS-28 Sarmat. W 2018 roku zwiększył planowaną moc do 100–150 megaton, przyjmował około 10 ton masy użytecznej Sarmata oraz celność rzędu 100–200 metrów. Chciał skierować kilka Sarmatów z około 100-megatonowymi głowicami bezpośrednio w Yellowstone.

Do ataku od strony oceanu wybrał Posejdona, duży bezzałogowy pojazd podwodny z napędem jądrowym.


Rosjanie obawiają się o bezpieczeństwo defilady. FB
Polityka

Jak będzie wyglądać biedafilada w Moskwie? Putin boi się ukraińskich ataków na 9 maja

Mokre sny rosyjskich naukowców i atomowy szantaż Kremla

Pomysły wysadzania Yellowstone, aktywizacji San Andreas i zalewania Stanów Zjednoczonych falami tsunami to mokre sny rosyjskich analityków wojskowych. Problem w tym, że nie wymyślają ich jacyś anonimowi internauci. Taki Siwkow jest doktorem nauk wojskowych, kierował Akademią Problemów Geopolitycznych i pracował w Rosyjskiej Akademii Nauk Rakietowych i Artyleryjskich. Prochwatilow występował jako pracownik naukowy Akademii Nauk Wojskowych. To ludzie z wykształceniem, dostępem do środowisk zajmujących się strategią, analizą wojskową oraz pracami koncepcyjnymi.

Putin nie ukrywa, że Rosja ma scenariusze użycia broni jądrowej, a sam regularnie chwali się systemami zdolnymi ją przenosić. W maju 2026 roku mówił o Sarmacie jako o najpotężniejszej rakiecie na świecie i zapewniał, że może przełamać obecne oraz przyszłe systemy obrony przeciwrakietowej. W październiku 2025 roku, po próbie Posejdona, podkreślał, że świat nie ma podobnej broni i że nie można jej przechwycić.

To nie jest niewinne przechwalanie się gadżetami. Rosja demonstruje nowe systemy, ćwiczy ataki jądrowe i grozi ich użyciem w Ukrainie oraz na państwa NATO. To mechanizm atomowego szantażu. We wrześniu 2026 roku Moskwa zagroziła możliwością użycia broni jądrowej w razie próby odcięcia Kaliningradu, a sekretarz generalny NATO Mark Rutte odpowiedział, że Sojusz nie ulegnie „nuclear blackmail”, czyli nuklearnemu szantażowi.

Putin sam nie ukrywa, że broń jądrowa znajduje się wśród realnie rozpatrywanych narzędzi rosyjskiego państwa. 1 października 2026 roku ponownie ostrzegł Zachód przed eskalacją i mówił o użyciu wszelkich środków potrzebnych do obrony rosyjskiego terytorium, w tym odstraszania jądrowego. Wcześniej Rosja zmieniła doktrynę nuklearną i rozszerzyła katalog sytuacji, w których dopuszcza odpowiedź atomową.

Dlatego wyliczeń Siwkowa i Prochwatilowa nie można traktować wyłącznie jako groteskowej ciekawostki.


Źródła: „Wojenno-Promyszlennyj Kurier”, VPK.name, Segodnia.ru, Obszczestwiennoje Tielewidienije Rossii (OTR), Nacionalnaja Służba Nowostiej (NSN), U.S. Geological Survey, Yellowstone Volcano Observatory, „Geochemistry, Geophysics, Geosystems”, „Earthquake Spectra”, „Journal of Climate”, Reuters, NATO.

Andrzej Kobyliński avatar
Andrzej Kobyliński

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *