Wstęp do Wenecji może kosztować 50 euro. Miasto ma dość tłumów

Wstęp do Wenecji może kosztować 50 euro. Turyści blokują ulice i mosty, a jednodniowe wycieczki przynoszą miastu mniej pieniędzy. fot: adrian krajcar/Unsplash

Wenecja jest zadeptywana przez turystów. Jednodniowi goście blokują ulice i jedzą kanapki na mostach. Miasto chce podnieść cenę biletu do 50 euro


Wstęp do Wenecji może kosztować nawet 50 euro. Miasto w kilka ostatnich miesięcy zarobiło już ponad 5 mln euro na sprzedaży 650 tys. biletów turystom. Teraz chce podnieść cenę, aby ograniczyć krótkie wycieczki i rozładować tłok.

W najbardziej oblegane dni Wenecja jest dosłownie zadeptywana przez przyjezdnych. Tłum wypełnia wąskie ulice, mosty i przystanki tramwajów wodnych. Mieszkańcy nie mogą normalnie przejść, zrobić zakupów ani dostać się do pracy.


Wenecja jest zadeptywana przez 25–30 mln wizyt rocznie

Wenecję odwiedza rocznie od 25 do 30 mln przyjezdnych. To więcej niż liczba zagranicznych turystów przyjeżdżających do Polski. Według OECD w 2024 roku nasz kraj odwiedziło 19,7 mln gości z zagranicy. Z polskich obiektów noclegowych skorzystało w tym samym czasie 38,8 mln osób, razem z turystami krajowymi.

Podobny wynik osiągnęła Malezja. W 2024 roku ten azjatycki kraj przyjął nieco ponad 25 mln zagranicznych turystów. Wenecja, którą można przejść pieszo, notuje więc ruch turystyczny na poziomie całego państwa.

Największy problem jest wtedy, gdy dziesiątki tysięcy osób przyjeżdżają w tym samym czasie. Podczas jednej z niedziel karnawału w 2025 roku w historycznym centrum przebywało ponad 160 tys. ludzi. Było ich niemal cztery razy więcej niż mieszkańców.

Miasto musiało ustawić barierki na moście Rialto i innych zatłoczonych trasach. Policjanci podzielili przejścia na dwa pasy, wprowadzili osobne kierunki ruchu i zamieniali część uliczek w jednokierunkowe ciągi dla pieszych. Bez takich ograniczeń ludzie nie mogliby normalnie przechodzić.

Burmistrz Wenecji Simone Venturini przekonuje, że miasto nie chce zmienić historycznego centrum w płatną atrakcję. Wyższa cena ma odstraszać jednodniowych gości tylko w najbardziej zatłoczone dni.

– Nie chodzi o zarabianie pieniędzy ani o zamianę Wenecji w miasto, do którego wchodzi się na bilet. Chcemy poprawić warunki zarówno mieszkańcom, jak i turystom w dniach największego tłoku – powiedział Venturini dla AP.

Venturini jako szef miejskiego wydziału turystyki przygotował wprowadzenie systemu opłat dla turystów w 2024 roku. W maju 2026 roku wygrał wybory i został burmistrzem.


Jednodniowi turyści jedzą kanapki na schodach i mostach

Turystyka przynosi Wenecji ogromne pieniądze. W 2024 roku goście wydali w mieście około 1,75 mld euro. Sam podatek pobierany od noclegów dał miejskiej kasie około 39,8 mln euro.

Najwięcej pieniędzy zostawiają osoby, które zatrzymują się na kilka dni. Analiza opublikowana przez Uniwersytet Ca’ Foscari wykazała, że jednodniowi turyści wydają średnio o 39 proc. mniej niż goście nocujący w mieście.

Nie płacą za hotel ani podatku od noclegu. Wielu nie zamawia również posiłku w restauracji. Kupują kanapki, pizzę albo przekąski na wynos, po czym siadają z jedzeniem na schodach, mostach i kamiennych nabrzeżach. Po kilku godzinach wracają do autokaru, pociągu lub na statek wycieczkowy.

Capri. Capri wprowadza limity turystów 2026. fot: Mihaela Claudia Puscas/ Unsplash
Podróże

Capri wprowadza limity turystów 2026. Nowe zasady i zakazy

Problem jest tak powszechny, że Wenecja zakazała jedzenia i picia na chodnikach, mostach, schodach, nabrzeżach, pomnikach i zabytkowych studniach. Za urządzenie takiego pikniku grozi od 100 do 200 euro kary. Turysta siedzący z kanapką na schodach blokuje przejście, a mieszkańcy muszą jakoś przejść z zakupami, dziećmi albo wózkiem. Przy dziesiątkach tysięcy tysiącach jednodniowych gości nawet niewielkie grupy siedzące tu i ówdzie potrafią zablokować całą uliczkę.

Osobnym problemem są wycieczkowce. Pasażerowie na statkach mają nocleg i wyżywienie. Część turystów schodzi więc na ląd, spaceruje po najpopularniejszych miejscach, skorzysta z toalety, zrobi selfie na placu św. Marka i wraca na pokład na obiad lub kolację. Wenecja musi w tym czasie zapewnić transport, sprzątanie, utrzymać całą infrastrukturę.

Wielkie statki od 2021 roku nie mogą wpływać do historycznej części laguny. Cumują w Margherze oraz innych portach, ale ich pasażerowie nadal są przewożeni do centrum. Zakaz usunął ogromne jednostki z okolic placu św. Marka, lecz problem się nie zmniejszył znacząco.

Na skutki takiego ruchu narzekają miejscowi przedsiębiorcy. Setrak Tokatzian, jubiler i prezes stowarzyszenia przedsiębiorców z placu św. Marka, mówił, że tłumy przechodzą przed sklepami, ale coraz rzadziej robią w nich zakupy.

– Żyjemy jak w stanie klęski. Nigdy wcześniej nie było tu takiego tłoku, który nie przynosi miastu żadnych korzyści gospodarczych – mówił Tokatzian w rozmowie z „Corriere del Veneto”.

Krótki pobyt zmienia również miejscową gastronomię. Tradycyjne restauracje konkurują z punktami sprzedającymi szybkie jedzenie na wynos. Lokale z regionalną kuchnią płacą wysokie czynsze, ale nie zarabiają na turystach, którzy jedzą kanapkę na schodach i po kilku godzinach wyjeżdżają.


Opłata za wstęp do Wenecji może wzrosnąć do 50 euro

Tegoroczna opłata za wstęp do Wenecji obowiązywała przez 60 dni od 3 kwietnia do 26 lipca. Płacili ją jednodniowi turyści w wieku powyżej 14 lat, którzy przyjeżdżali między godz. 8.30 a 16.00.

Bilet kosztował 5 euro przy zakupie dokonanym najpóźniej cztery dni przed wizytą. Późniejsza rezerwacja kosztowała 10 euro. Turyści nocujący w hotelach, pensjonatach i apartamentach nie płacili za wejście, ponieważ pobierano od nich podatek od noclegu.

W ciągu 60 dni Wenecja sprzedała ponad 650 tys. płatnych biletów i zarobiła przeszło 5 mln euro. W 2025 roku wpływy wyniosły około 5,4 mln euro, a liczba sprzedanych biletów przekroczyła 720 tys.

Dubrovnik. fot: László Tóth/Unsplash
Podróże

Chorwacja coraz droższa. Niemcy i Włosi są w szoku na wakacjach

Cena 10 euro nie powstrzymała wystarczającej liczby osób przed przyjazdem w najbardziej oblegane weekendy. Wielu turystów płaciło wyższą stawkę i nie zmieniało swoich planów. Burmistrz chce więc uzależnić cenę od liczby rezerwacji.

Im więcej osób wybierze konkretny dzień, tym droższe będą kolejne bilety. W szczycie wstęp do Wenecji ma kosztować od 30 do 50 euro. Najwyższa cena będzie obowiązywać tylko wtedy, gdy liczba rezerwacji bezie oznaczała wyjątkowo duży tłok w mieście.

Władze chcą przekonać turystę do przyjazdu w spokojniejszym terminie albo do zarezerwowania noclegu. Osoby zostające w Wenecji na noc nadal nie będą płaciły za wejście. Wprowadzenie stawki sięgającej 50 euro wymaga jednak zmiany włoskich przepisów.

Jest sukces. Pierwsze analizy sezonu 2026 pokazują spadek ruchu w niektóre najbardziej zatłoczone dni. Władze miasta zapowiadają pełne podsumowanie oraz porównanie wyników z poprzednimi latami.


Mieszkańcy Wenecji nie mogą normalnie chodzić po ulicach

W historycznym centrum Wenecji mieszka około 48 tys. osób. W połowie XX wieku było ich ponad 170 tys. Liczba mieszkańców zmniejszyła się więc o ponad 120 tys.

Jednocześnie w centrum znajduje się ponad 51 tys. miejsc noclegowych dla turystów. Łóżek w hotelach, pensjonatach i apartamentach jest już więcej niż stałych mieszkańców.

Wiele lokali trafia na wynajem krótkoterminowy. Rosnące ceny i malejąca liczba dostępnych mieszkań zmuszają kolejne rodziny do przeprowadzki na stały ląd.

Wraz z mieszkańcami znikają sklepy spożywcze, piekarnie i punkty usługowe. Ich miejsce zajmują apartamenty, sklepy z pamiątkami i punkty z szybkim jedzeniem. Historyczne centrum coraz słabiej odpowiada na codzienne potrzeby Wenecjan.

Tłum dodatkowo utrudnia zwykłe poruszanie się po mieście. Mieszkańcy muszą przeciskać się przez tłum, omijać ludzi siedzących na schodach i czekać na kolejny tramwaj wodny, gdy w poprzedni wcisną się turyści. Zakupy, droga do pracy lub wizyta u lekarza zajmują przez to znacznie więcej czasu.

Podczas największych imprez część Wenecjan wyjeżdża z miasta. Badanie naukowców z Uniwersytetu Ca’ Foscari wykazało, że zwykle w ostatni weekend karnawału liczba mieszkańców przebywających w Wenecji spada o ponad 7 proc. Tłum turystów wypycha tubylców z miasta.

Wenecja ograniczyła grupy turystyczne do 25 osób i zakazała przewodnikom używania głośników. Mniejsze grupy mają łatwiej przechodzić przez wąskie uliczki i nie blokować mostów.

– To dobra decyzja. Limit powinien być jeszcze niższy, bo kiedy taka grupa wchodzi w wąską uliczkę nad kanałem, nie da się przejść – mówiła 81-letnia mieszkanka Wenecji Edie Rubert w rozmowie z Reutersem opublikowanej 1 sierpnia 2024 roku.

Część mieszkańców nie wierzy jednak, że same podwyżki cen za wstęp do Wenecji wystarczy. Nicola Pellicani z opozycyjnej Partii Demokratycznej ocenił w czerwcu 2026 roku na łamach ANSA, że dotychczasowa opłata nie uporządkowała ruchu ani nie poprawiła jakości życia.

restauracje Florencji mają spore ograniczenia działalności/ fot: Heidi Kaden/ Unsplash
Podróże

Florencja chce być piękna, dlatego restauratorzy muszą cierpieć

Podzieleni są również turyści. Niektórzy popierają ograniczenia po zobaczeniu zatłoczonych ulic i kolejek przy placu św. Marka. Inni obawiają się, że wysoka opłata zamknie Wenecję przed mniej zamożnymi podróżnymi.

– Wenecja jest dla mnie najpiękniejszym miastem na świecie. To wstyd odbierać mniej zamożnym osobom możliwość przyjazdu choćby na godzinę lub dwie – mówiła Gabriella Pappada z Lecce w rozmowie z Reutersem.

Wenecja chce ograniczyć przede wszystkim masowe, kilkugodzinne wycieczki. To one zapełniają ulice, mosty i tramwaje wodne, a przynoszą miejscowym przedsiębiorcom najmniej pieniędzy. Zmienna cena biletu ma przenieść część wizyt na spokojniejsze dni i skłonić turystów do dłuższego pobytu.


Źródła: Comune di Venezia, Associated Press, Reuters, ANSA, OECD, GUS, Tourism Malaysia, Uniwersytet Ca’ Foscari, Il Nord Est, Euronews, La Repubblica, Corriere del Veneto.

Andrzej Kobyliński avatar
Andrzej Kobyliński

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *