Ujawniamy! System mafijny? Na poły. Jak Eko-Przyszłość stało się organizacją z horroru Kafki.

Sławek Gil avatar
Sławek Gil
Udostępnij artykuł

Masz dom? Świetnie. Teraz udowodnij urzędnikom, że naprawdę w nim mieszkasz.


W świecie Eko-Przyszłości fakty i deklaracje mogą nie wystarczyć. Opłaty też nie. Zaczynają się pytania. Rachunki. Prąd. Szambo. Sąsiedzi. Sołtys. Dawne mieszkanie. Ludzie, których znałeś przed laty. Oględziny. Pisma. Kolejne pisma. Następne terminy. I lata życia spędzone na tłumaczeniu instytucji od śmieci, gdzie właściwie znajduje się twoje życie, bo ludzi traktują jak śmieci, na tym się znają.

Wszystko po to, żeby rozstrzygnąć sprawę, która zaczęła się od… kubła na śmieci. Brzmi jak kiepska satyra na państwo urzędnicze?


Nie. To Eko-Przyszłość.

To nie jest opis wymyślonej dystopii. Grzegorz Wiater, przewodniczący Związku Międzygminnego Eko-Przyszłość, nie ukrywał, że prowadzi takie dochodzenia, niektóre postępowania ciągną się latami, a w dziale zajmującym się tym tematem pracują cztery osoby. Bronił też wnikliwego sprawdzania deklaracji: sąsiada, prądu, wody, szamba.

Kafka wymyślił człowieka uwięzionego w procedurze. Eko-Przyszłość dołożyło do niej kubeł na śmieci.

I ten pojemnik okazał się zaskakująco pojemny. Zmieściło się w nim miejsce zamieszkania człowieka, jego małżeństwo, dawni sąsiedzi, rachunki, poprzedni adres i lata urzędniczego zainteresowania.

A kiedy mieszkańcy zaczęli mówić głośno, co widzą, padły określenia ostre: „nękanie”, „eko-terroryzm”, wreszcie padły realne i prawdziwe słowa radnego Tomasza Bączkowskiego o „systemie mafijnym”, na poły. Co właściwie znaczy „na poły mafijny” i ile tej „połowy” rzeczywiście widać w dokumentach?

Na poły? A dlaczego nie trzy czwarte?

Tomasz Bączkowski nie powiedział, że Eko-Przyszłość jest mafią. Powiedział coś ciekawszego: że system jest „na poły mafijny”.

Zatrzymajmy się przy tej połówce.

Bo co właściwie miał na myśli?

Trupów na ulicach nie ma. I całe szczęście. Nie ma też w naszym materiale dowodów na broń, łapówki, haracze, tajną organizację przestępczą ani przemoc fizyczną.

Eko-Przyszłość nie jest mafią w znaczeniu kryminalnym i nie będziemy udawać, że nią jest.

Ale radny powiedział „na poły”.

– Dlaczego na poły?

– Dlaczego nie jedna czwarta? Dlaczego nie trzy czwarte?

Może dlatego, że mafia to w potocznym rozumieniu nie tylko człowiek z pistoletem. To również mechanizm przewagi: silna organizacja naprzeciw pojedynczego człowieka. Zbieranie informacji. Kontrolowanie otoczenia. Podnoszenie kosztu sprzeciwu. Poczucie, że aparat może znacznie więcej niż jednostka. I system, w którym odpowiedzialność za skutki działań dziwnie łatwo się rozpływa.


Sprawdźmy więc nie etykietę, ale mechanizm.

Informacje o człowieku? Są. Związek sprawdzał rachunki, pytał sąsiadów i sołtysów. W konkretnej sprawie sięgał do poprzedniego miejsca zamieszkania i wzywał dawnych sąsiadów do składania wyjaśnień ujawniając poufne dane.

Presja? Jest. Pisma, wezwania, oględziny, świadkowie, kolejne terminy. Dokumenty zawierają również pouczenia o możliwości nałożenia kary porządkowej za odmowę złożenia żądanych wyjaśnień lub dokumentów.

Skala? Też jest. Grzegorz Wiater sam mówił, że spraw są setki, niektóre postępowania ciągną się latami, a prowadzi je czteroosobowy dział. Bronił przy tym wnikliwości postępowań: sąsiad, prąd, woda, szambo — wszystko może trafić pod urzędniczą lupę.

Koszt oporu? Nie trzeba nikogo bić. Wystarczy zabierać czas. Pisać. Wzywać. Przesuwać terminy. Kazać odpowiadać. Odpowiadać jeszcze raz. Szukać kolejnego świadka. W analizowanej sprawie organ sam wielokrotnie informował, że nie zdoła zakończyć postępowania w kolejnym terminie.

I właśnie tutaj porównanie robi się niewygodne.

Bo nie trzeba łamać człowiekowi kości, żeby go wyniszczać. Można miesiącami odbierać mu czas, spokój i poczucie kontroli nad własnym życiem. W pismach dotyczących tej sprawy pojawia się wprost opis utraty zaufania do instytucji i żądanie zaprzestania dalszych działań uznawanych przez mieszkankę za naruszające jej prawa.

– Czy to już mafia?

Nie.

– Ale czy jest tu coś, co mogło skłonić radnego do użycia właśnie takiego porównania?

Zdecydowanie jest o co pytać.

I może Bączkowski był nawet ostrożny z tą „połową”.

Bo jeśli zrobimy listę: asymetria siły — jest. Zbieranie informacji o człowieku i jego otoczeniu — jest. Presja — jest. Wielomiesięczny lub wieloletni koszt obrony — jest. Aparat organizacyjny przeciw jednostce — jest. Brak widocznej osobistej odpowiedzialności za skutki tego mechanizmu — też mamy w materiale.

Czego nie ma?

Przemocy fizycznej. Haraczy.

Dlatego nie będziemy robić z „połowy” matematyki i oznajmiać, że wyszło nam 62,5 procent mafii.

Ale pytanie „dlaczego pół, a nie trzy czwarte?” zostaje.

Bo zmusza czytelnika do czegoś ważniejszego niż oburzenie: do rozebrania tego systemu na części.

A kiedy go rozbieramy, zostaje pytanie jeszcze prostsze:

Ile cech systemu opartego na presji, przewadze i bezkarności musi pojawić się w urzędzie, zanim przestaniemy uspokajać się tym, że przecież wszystko odbywa się na papierze?

To jest dokładnie kierunek, który wpisuję do zatwierdzonego scenariusza. „Mafia” będzie testem mechanizmu, nie oskarżeniem o działalność przestępczą. Dzięki temu możemy być bardzo ostrzy, a jednocześnie znacznie mocniejsi niż przy zwykłym rzucaniu epitetem.


Najpierw kubeł. Potem całe życie

Marzena Kowalska — nazwisko zmienione — złożyła deklarację dotyczącą domu rekreacyjnego. Eko-Przyszłość przyjęło ją na początku 2024 roku. Związek ustalił na jej podstawie miesięczne raty po 32 zł dla jednej zadeklarowanej osoby.

I na tym normalna historia śmieciowa mogłaby się skończyć.

Nie skończyła się.

21 stycznia 2025 roku Eko-Przyszłość wszczęło postępowanie. Dziesięć dni później zażądało informacji o sposobie użytkowania domu oraz rachunków dotyczących energii, wody i wywozu nieczystości. Później przyszły oględziny. Na posesję pojechali kierownik Referatu Ochrony Środowiska Krzysztof Karpiński i inspektorka Agnieszka Budakowska. Następnie Kowalska była ponownie wzywana do przedstawienia rachunków za energię i na przesłuchanie.

Z worka na odpady zrobiła się analiza życia człowieka.

A przecież to dopiero początek.

W kwietniu Kowalska stawiła się na przesłuchaniu. Protokół sporządzali urzędnicy Związku, w tym Krzysztof Karpiński. W dokumentach pojawiało się pouczenie, że osoba bezzasadnie odmawiająca wyjaśnień albo dokumentów może zostać ukarana karą porządkową do 3300 zł. W późniejszym wezwaniu kwota wynosiła już 3700 zł.

Śmieci.

Przypomnijmy: cały czas mówimy o śmieciach.

Jak długa musi być droga od plastikowej butelki do przesłuchania właściciela domu?

Eko-Przyszłość znalazło drogę.

Nie wystarczy aktualne miejsce zamieszkania? To pojedziemy do poprzedniego i popytamy sąsiadów, spółdzielnie…

Kiedy organ badał, czy Kowalska faktycznie mieszka tam, gdzie mieszka, zainteresował się także jej poprzednim miejscem zamieszkania.

Związek nie poprzestał na urzędowej kartotece. Do byłych sąsiadów kierowano wezwania z pytaniami, kto mieszkał pod dawnym adresem. W jednym z takich dokumentów wprost wskazano, że „niezbędne są opinie świadków”. Urząd ujawnił historycznym sąsiadom jej aktualny adres. Po co pytamy? Po co ta wiedza byłym sąsiadom, gdzie szukać Marzeny Kowalskiej? Może liczyli, że Kowalska za dobrze i uda się ugrać coś na polskiej zawiści? Oh, ej Kowalskiej to się powodzi… Może Kowalska nie chce, żeby podawać jej adres publicznie i rozsyłać listy o tym gdzie mieszka?

I tu kończy się zabawa z urzędniczym eufemizmem „postępowanie wyjaśniające”.

Dla organu to dokument.

Dla człowieka to trudna do ustalenia liczba osób, które dostają informację, gdzie teraz mieszka.

Czy naprawdę trzeba przekazać dawnemu sąsiadowi obecny adres kobiety, żeby zapytać go, kto mieszkał kiedyś w jej starym mieszkaniu?

Można zasłonić się paragrafem. Można zasłonić się formularzem. Można powiedzieć, że „taka jest procedura”.

Tylko, że papier nie unieważnia skutku.


Wiater: sprawdzić sąsiada. Prąd. Wodę. Szambo

Grzegorz Wiater nie udawał, że takie postępowania są powierzchowne.

Przeciwnie.

Publicznie bronił ich wnikliwości. Tłumaczył, że skoro decyzje mogą trafić do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, urząd musi dokładnie zbierać materiał. Wymienił przy tym bardzo konkretny repertuar: sąsiad, prąd, woda, szambo. Przyznał również, że spraw są setki i niektóre ciągną się latami.

Wnikliwość w standardzie to nie jest „nadgorliwy pracownik”.

Wnikliwość jest modelem. Kierownictwo o niej wie. Kierownictwo jej broni.

Pytanie brzmi: gdzie jest koniec tej wnikliwości?

Wtedy, gdy instytucja od śmieci potrafi zrekonstruować człowiekowi pół biografii?


Karpiński i urzędowa kultura „bzdury”

Krzysztof Karpiński jest kierownikiem Referatu Ochrony Środowiska Eko-Przyszłości. To nie anonimowy urzędnik w pokoju numer 17. Jego nazwisko pojawia się pod postanowieniami, wezwaniami i w protokołach spraw. To on uczestniczył w oględzinach posesji i przesłuchaniu Kowalskiej.

W 2023 roku, kiedy Radio Zachód pytało Związek o zarzuty mieszkańców, w stanowisku przesłanym przez Karpińskiego pojawił się charakterystyczny sposób rozmowy z krytykami.

Mieszkańcy domagali się racjonalnych stawek i możliwości innego rozliczania odbioru odpadów.

Odpowiedź?

„Kolejna bzdura wymyślona przez właścicieli nieruchomości letniskowych”.

Piękne.

Urzędnicza debata w pigułce.

Obywatel zgłasza problem. Urząd odpowiada: bzdura.

Czy tak wygląda administracja publiczna, która ma służyć mieszkańcom?

Czy może raczej aparat, który z czasem nabrał przekonania, że to mieszkaniec ma służyć procedurze?

Grzegorz Wiater też potrafił ułatwiać dialog. Według przekazanych artykułów podczas spotkania z radnymi Kożuchowa mówił, że jeśli komuś jest za drogo, może przeprowadzić się do Zielonej Góry. Jako sposób ograniczania kosztów wskazywał też zgłaszanie sąsiadów unikających opłat.

Przeprowadź się. Donieś na sąsiada. „Bzdura”.

Czy należy się dziwić, że ktoś używa słowa „mafijny”?


Na poły mafia.

Zróbmy teraz coś, czego urzędowa polemika zwykle nie robi: potraktujmy słowa Bączkowskiego poważnie.

Nie jako zarzut karny.

Nie twierdzimy, że Eko-Przyszłość jest mafią w znaczeniu prawa karnego. W materiale nie ma dowodów na łapówki, haracze, broń, czy przemoc fizyczną.

Trup się nie ściele.

– I bardzo dobrze.

Ale radny powiedział nie „mafia”. Powiedział „na poły system mafijny”.

Dlaczego?

W potocznym sensie mafia kojarzy się nie tylko z pistoletem. To także pewien model relacji: silna organizacja naprzeciw jednostki, przewaga informacji, zdolność wywierania presji, wysoki koszt sprzeciwu, solidarność aparatu oraz słaba odpowiedzialność ludzi działających w jego ramach.

To nie jest definicja prawna. To test porównawczy. Więc testujmy.

  • Przewaga organizacji nad człowiekiem? Oczywista. Z jednej strony urząd, przepisy, urzędnicy, wezwania i możliwość sankcji. Z drugiej pojedynczy mieszkaniec.
  • Zbieranie informacji? Sąsiedzi, sołtysi, prąd, woda, szambo, stare miejsce zamieszkania, oględziny, dokumenty. Jest.
  • Presja? Wezwania z pouczeniami o karze porządkowej. Jest.
  • Koszt sprzeciwu? Czas, pisma, odpowiedzi, kolejne terminy, przesłuchanie, gromadzenie dokumentów, życie z otwartą sprawą. Jest.
  • Rozproszenie odpowiedzialności? System działa latami, krytyka trwa latami, kierownictwo pozostaje na miejscu. Jest materiał, by o to pytać.
  • Nieuprawniony zysk? System działa z zamiarem nakładania zawyżonych opłat na mieszkańców, koszty ścigania ludzi i prowadzenia postępowań są olbrzymie, utrzymywane są bezsensowe etaty ludzi który wykonują tą urzędniczą robotę, ale pokrywane są przez mieszkańców,  przez zawyżanie opłat.
  • Bezkarność? Urzędnik zasłania się przepisami, a próby zmiany systemu sprowadzają się do stwierdzenia robimy tak, bo tak trzeba, „jeśli komuś jest za drogo, może przeprowadzić się do Zielonej Góry”.

Czego brakuje do realnej mafii?

Przemocy fizycznej.

Czyli pełnej zgodności nie ma. Wiem, krytyk powie – że wprawdzie jest przemoc w postaci nękania i presji urzędniczej trwającej latami, ale to jednak nie odcięte czy połamane palce.

To czemu wg radnego to akurat pół mafii?


Może trzy piąte? Siedem dziesiątych? A może Bączkowski po prostu nie chciał przesadzić?

Nie będziemy udawać, że istnieje naukowa skala „mafijności urzędu”.

Jest za to znacznie ciekawsze pytanie:

ile cech aparatu opartego na przewadze, presji i bezkarności może mieć urząd, zanim przestaniemy uspokajać się słowami: „to tylko procedura”?

Procedura też potrafi człowieka wykończyć

Nie trzeba nikomu łamać palców.

Można łamać kalendarz.

Miesiąc. Kolejny miesiąc. Następny.

W dokumentach Eko-Przyszłości regularnie wracało zawiadomienie, że sprawy nie można załatwić w terminie. Powód? Między innymi „znaczny napływ spraw i zachowanie kolejności ich załatwiania” oraz potrzeba dalszego postępowania dowodowego.

To fascynująca konstrukcja.

Urząd wszczyna setki spraw.

Urząd nie wyrabia się z setkami spraw.

A skutkiem tego, że urząd nie wyrabia się z setkami spraw, jest… dłuższe postępowanie obywatela.

Kto ponosi koszt organizacyjnej niewydolności aparatu?

Nie aparat.

Człowiek.

Urzędnik po pracy zamyka teczkę.

Mieszkaniec zabiera tę teczkę do domu.

W przypadku Kowalskiej procedura miała też wymiar bardzo dosłowny. Kolejne żądania dotyczyły już nie tylko roku objętego sporem, ale również rachunków za energię i nieczystości z wcześniejszych okresów. Kobieta pisała, że dalsze drążenie pobocznych kwestii uważa za nadmierną uciążliwość i nadużycie władzy publicznej.

Urzędnicze poniżenie nie zostawia siniaka. Zostawia człowieka, który miesiącami musi udowadniać instytucji, że jego własne życie wygląda tak, jak mówi.

Trzynaście do zera

Żeby nie zostać przy samych mocnych słowach, dokumentację jednej ze spraw poddano analizie matematycznej.

Firma audytorska zbadała sposób pozyskiwania, oceniania, pomijania i wykorzystywania materiału. Raport nie miał ustalać, kto „ma rację” w sensie prawnym. Porównywał trzy modele postępowania: otwarte i symetryczne, niesymetryczne oraz takie, w którym asymetria konsekwentnie służy utrzymaniu wcześniej przyjętej kwalifikacji.


Wynik?

Matematycy nie sprawdzali, czy Marzena Kowalska „miała rację”. Zrobili coś dla Eko-Przyszłości znacznie bardziej niewygodnego.

Zapytali: jak ten urząd myśli?

  • Czy kiedy pojawia się nowy dowód, naprawdę może on zmienić stanowisko organu?
  • Czy może urząd jest po prostu chaotyczny, bo przecież jest tak przepracowany w setkach spraw i raz nierówny w jedną, raz w drugą stronę?
  • Czy też nowe informacje są oceniane tak, żeby podtrzymać wniosek przyjęty wcześniej?

To trochę jak analiza śledztwa. Mamy trzy wersje wydarzeń i nie pytamy, która nam się najbardziej podoba. Sprawdzamy, która najmniej gryzie się z tym, co rzeczywiście zrobiono.

I tu zaczyna się problem.

Gdy dokumenty potraktowano jak materiał z audytu jakości, diagnozy albo śledztwa i zapytano, który model najlepiej wyjaśnia zachowanie urzędu — model bezstronnego poszukiwania odpowiedzi został zmieciony z tabeli.


176 do jednego

Gdyby to był zakład bukmacherski, chyba wiadomo, na którego konia mało kto stawiałby oszczędności. Tyle że tu nie chodzi o wyścigi.

Po drugiej stronie tego rachunku jest człowiek.

Ile razy trzeba potrząsnąć stołem, żeby przyznać, że to nie szklanka stoi krzywo, tylko stół?

Raport nie mówi tylko: „zdarzały się nierówności”.

Mówi: nierówność była powtarzalna. A kiedy przywrócić informację o jej kierunku, najlepiej wyjaśnia ją model, w którym kolejne decyzje dowodowe pomagają utrzymywać wcześniej przyjętą kwalifikację.

Po polsku? Najpierw teza. Potem materiał zbieramy przez lata, który układa się pod tę tezę.

I właśnie to jest najbardziej kafkowskie.

Bo człowiek w takim postępowaniu nie walczy już tylko z pojedynczym dowodem.

Walczy z kierunkiem, w którym porusza się cała maszyna.

Raport pokazuje udokumentowany sposób działania – jak w EKO PRZYSZŁOŚĆ funkcjonuje „procedura” – to działanie pod wcześniej przyjętą tezę urzędu.

Urząd, który najpierw wybiera odpowiedź, a później przez miesiące szuka do niej argumentów, nie prowadzi już obywatela przez procedurę. Prowadzi go przez labirynt.


Lotto? Tu zaczyna być ciekawie

Matematyczny raport zrobił coś bardzo pożytecznego: zadał następne pytanie: co by było, gdyby taki sam wzorzec pojawił się w trzech niezależnych, porównywalnych sprawach?

Wtedy robi się naprawdę ciekawie.

Szansa: 1 do 549 miliardów 755 milionów 813 tysięcy 888.

To około 39 tysięcy razy mniej prawdopodobne niż trafienie „szóstki” w Lotto za jednym zakładem.

Czyli jeśli ktoś chce nam powiedzieć:

  • „przypadek”,
  • „pech”,
  • „akurat tak wyszło”,
  • „jedna nietypowa sprawa” —

to bardzo dobrze.

Pisz, Plac Daszyńskiego z ratuszem. Autorstwa Mikołaj Frycz - Praca własna, CC BY-SA 4.0
Społeczeństwo

Samorząd obciął zarobki: Radni dali po łapkach nieudolnemu burmistrzowi!

Sprawdźmy kolejne.

Bo jeżeli ten sam mechanizm pokaże się ponownie w niezależnych aktach, nieprawdopodobny przypadek Kowalskiej zaczyna mieć coraz większego pecha.

A jeżeli pokaże się trzeci raz?

Wtedy bardziej prawdopodobne byłoby mniej więcej 39 tysięcy razy wygrać pojedynczą szóstkę w Lotto, niż dostać taki układ losowo w trzech porównywalnych seriach.

I wtedy pytanie do Grzegorza Wiatra i Krzysztofa Karpińskiego nie brzmi już:

„Czy popełniliście błąd?”

Tylko:

„Ile razy ten sam błąd może działać w tę samą stronę, zanim przestanie być błędem?”

Dlatego właśnie nasza redakcja zażądała rejestrów innych postępowań.

Nie po to, żeby dostać jeszcze jeden segregator.

Po to, żeby sprawdzić, nękanie mieszkańców ma instrukcję obsługi systemu z finalnym skutkiem.

A może urząd po prostu musi tak działać? Przecież letnik to w jakby imigrant, a na to Eko-Przyszłość ma swoją odpowiedź.

  • Musi kontrolować.
  • Musi ustalać stan faktyczny.
  • Musi chronić system przed osobami, które zaniżają opłaty.

Krzysztof Karpiński w stanowisku dla Radia Zachód podkreślał, że organ ma prawo i obowiązek weryfikować deklaracje, kiedy pojawiają się wątpliwości. Związek broni też swoich czynności jako wykonywanych na podstawie Ordynacji podatkowej.

Dobrze.

„Mamy procedurę” nie odpowiada na pytanie czy procedura jest racjonalna i proporcjonalna.

„Musimy zbierać dowody” nie odpowiada na pytanie dlaczego nie wyciąga się z nich logicznych wniosków.

I przede wszystkim: Młotek jest legalny. Nie znaczy to, że każdy problem jest gwoździem.


Nawet ich własna komisja przyznała: te przepisy tu nie pasują.

Najbardziej groteskowy fragment znajduje się w uzasadnieniu uchwały rozpatrującej petycję dotyczącą działań naprawczych w Eko-Przyszłości.

Komisja broniła dotychczasowego sposobu prowadzenia postępowań jako opartego na Ordynacji podatkowej. A kilka zdań dalej przyznała rzecz niezwykle istotną: przepisy te nie są dostosowane do postępowań dotyczących opłat za gospodarowanie odpadami, nierzadko chodzi przy tym o stosunkowo niskie kwoty.

Czyli mechanizm wygląda tak:

Przepisy nie pasują. Ale będziemy ich używać. Procedura jest ciężka. Ale będziemy ją prowadzić. Kosztuje. Ale nie możemy przestać.

Kafka mógłby być zazdrosny.

Komisja zauważyła nawet, że samo wszczęcie sprawy, zebranie podstawowych materiałów, zawiadomienie i wydanie decyzji wymaga średnio pięciu przesyłek.

Pięciu.

A to dopiero „podstawowy materiał”.

Potem mogą przyjść sąsiedzi.


System produkuje kontrolę. Odpowiedzialność produkuje gorzej

Mieszkańcy próbowali doprowadzić do rozliczenia tego modelu. W petycji domagano się działań naprawczych oraz odwołania Grzegorza Wiatra.

Wiater pozostał przewodniczącym.

Obywatel może miesiącami tłumaczyć się urzędowi. Ludzie kierujący aparatem mogą latami słuchać publicznych oskarżeń o nękanie, śledzenie czy „na poły mafijny system” — i nadal nim kierować.  

Teraz zaglądamy do Eko-Przyszłości

Eko-Przyszłość potrafiło zaglądać do rachunków mieszkańców.

My chcemy zajrzeć do rachunków systemu.

Redakcja Fakty Plus wystąpiła o rejestry postępowań od 2018 roku, rejestry decyzji, zawiadomień o opóźnieniach, ponagleń, odwołań, wzory wezwań, procedury dotyczące typowania spraw i oględzin, zasady kontaktowania się z sąsiadami i sołtysami, dokumentację RODO oraz rejestr skarg, wniosków i petycji.

Od 1 września 2026 r. część działek nie otrzyma warunków zabudowy. Sprawdź, których gruntów dotyczą nowe ograniczenia. fot: Rafał Bernasiński
Dom i ogród

Od 1 września na tych działkach domu nie wybudujesz

Chcemy wiedzieć, ile naprawdę jest tego aparatu.

  • Ile spraw.
  • Ile przedłużeń.
  • Ile skarg.
  • Ile odwołań.
  • Ile czynności terenowych.
  • Ile razy człowiek musiał udowadniać instytucji od odpadów, że mieszka tam, gdzie twierdzi.

Eko-Przyszłość otrzymało także pytania redakcji.

Odpowiedź na razie jest znajoma: nie mają czasu, proszą czekać.

Trudno o lepszą puentę.

Instytucja, która sama potrafi miesiącami domagać się wyjaśnień od obywatela, prosi teraz o cierpliwość, gdy pytania idą w drugą stronę.

Najwyraźniej kontrola mieszkańca i kontrola kontrolujących biegną według dwóch różnych kalendarzy.


Więc ile tej mafii?

Pół?

Trzy czwarte?

Nie wiemy.

I nie będziemy udawać, że istnieje wzór matematyczny.

Wiemy za to coś znacznie ważniejszego.

Stworzono system, w którym urząd dysponuje ogromną przewagą nad pojedynczym człowiekiem. Może zbierać informacje, wzywać, przesłuchiwać, oglądać posesję, sięgać do dawnych sąsiadów, żądać dokumentów i grozić karą porządkową. Sam przewodniczący mówił o setkach spraw i postępowaniach trwających latami.

  • Mamy mieszkańców, którzy od lat opisują to jako nękanie.
  • Mamy radnego, który powiedział: „na poły system mafijny”.
  • Mamy konkretne osoby, które piszą o stresie i poczuciu zagrożenia.
  • Mamy matematyczną analizę.

I mamy system, którego kierownictwo wciąż działa.

Trupów nie ma.

Ale nie trzeba trupa, żeby zniszczyć człowiekowi spokój, poczucie bezpieczeństwa i miesiące życia.

Nie każda przemoc ma pięść.

Nie każda presja ma bandytę w ciemnej bramie.

Czasem wystarczy urząd, pieczątka, koperta i kolejny termin.

A potem następny.

I następny.

I właśnie dlatego pytanie Bączkowskiego — choć wypowiedziane w formie ostrej diagnozy — nie powinno zostać zbyte wzruszeniem ramion.

Bo najważniejsze nie jest to, czy Eko-Przyszłość jest „na poły mafijne”.

Najważniejsze brzmi:

jak wiele może zrobić publiczna instytucja pojedynczemu człowiekowi, zanim ktoś wreszcie powie: wystarczy?


Źródła:

– akta sprawy Marzeny Kowalskiej

– matematyczna analiza sposobu procedowania: model otwarty vs. asymetria vs. utrzymywanie wcześniejszej tezy.

– Materiał Radia Zachód z 14.11.2023.

– Tygodnik Regionalny, 4.05.2023.

– Uchwała V/45/2025 z 14.11.2025

– Petycja 05.09.2025.pdf

– Wniosek Fakty Plus z 16.02.2026

Sławek Gil avatar
Sławek Gil

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *