WSJ: Trump nudzi się wojną z Iranem. Chce porzucić piaskownicę i zostawić bałagan sojusznikom
Administracja Donalda Trumpa rozważa szybkie zakończenie operacji militarnej przeciwko Iranowi w ciągu najbliższych tygodni. Nie zamierza odblokowywać Cieśniny Ormuz.
Trump chce zakończyć operację „Iran”. Nawet bez pełnego sukcesu
Z najnowszych ustaleń dziennika The Wall Street Journal wynika, że Donald Trump chce szybkiego wygaszenia działań wojennych na Bliskim Wschodzie. Prezydent USA, znany z niechęci do prowadzenia „wiecznych wojen”, ma dążyć do ogłoszenia sukcesu militarnego jeszcze przed pełnym rozwiązaniem kryzysu w Cieśninie Ormuz.
Oznaczałoby to rezygnację z jednego z kluczowych postulatów USA – przywrócenia pełnej swobody żeglugi. Iran zablokował ten strategiczny szlak w odwecie za amerykańsko-izraelski atak z 28 lutego, co wywołało globalny wstrząs energetyczny.
Rzeczniczka Białego Domu, Karoline Leavitt, stara się łagodzić narrację o wycofaniu, podkreślając, że priorytety operacji zostały zrealizowane.
„Główne cele Stanów Zjednoczonych to zniszczenie irańskiej marynarki wojennej, ograniczenie zasobów pocisków balistycznych oraz uderzenie w kompleks przemysłowo-obronny” – wylicza Leavitt.
Według Waszyngtonu, realizacja tych punktów wystarczy, by uznać misję za zakończoną, nawet jeśli tankowce wciąż nie będą mogły bezpiecznie przepływać przez region.’
Krótka operacja zamiast długiej wojny
Według The Wall Street Journal w Białym Domu uznano, że próba pełnego odblokowania Cieśnina Ormuz oznaczałaby znaczące wydłużenie konfliktu, nawet poza pierwotnie zakładane sześć tygodni. To właśnie ten czynnik ma dziś przesądzać o zmianie podejścia administracji.
Rozważany scenariusz zakłada osiągnięcie ograniczonych, ale konkretnych celów militarnych: sparaliżowanie irańskiej marynarki wojennej, ograniczenie zdolności rakietowych oraz uderzenie w zaplecze przemysłowo-wojskowe. Po ich realizacji działania zbrojne miałyby zostać wygaszone, a dalsze działania przeniesione na poziom dyplomatyczny.
Cieśnina Ormuz wciąż problemem
Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów globalnej gospodarki. W normalnych warunkach przepływa przez nią około 20% światowego transportu ropy oraz około 30% transportu LNG.
Jej blokada doprowadziła już do gwałtownego wzrostu cen surowców. Od początku konfliktu ropa zdrożała o około 50%, a baryłka Brent utrzymuje się powyżej poziomu 100 dolarów. Wzrost cen natychmiast przełożył się na koszty paliw w wielu krajach, w tym w Polsce.
W tej sytuacji pełne odblokowanie cieśniny przestaje być celem priorytetowym. Coraz częściej pojawia się jako zadanie odłożone na późniejszy etap, który niekoniecznie będzie już realizowany przez Stany Zjednoczone.
USA żądają wsparcia, ale sojusznicy się wahają. „America First” w praktyce
Donald Trump od początku operacji prezentuje skrajnie transakcyjne podejście do sojuszy obronnych. Według źródeł zbliżonych do Białego Domu, prezydent miał wprost zakomunikować swoim doradcom, że USA nie zamierzają być „darmową agencją ochrony” dla światowego handlu.
– Dlaczego mamy chronić statki innych bogatych krajów za darmo, podczas gdy one czerpią z tego zyski, a my ponosimy gigantyczne koszty i ryzykujemy życie naszych żołnierzy?
– miał zapytać Trump podczas jednej z narad, co wpisuje się w jego wieloletnią krytykę darmowej jazdy „na gapę” (ang. free-riding) przez sojuszników z NATO.
Prezydent USA stoi na stanowisku, że skoro kraje takie jak Chiny, Japonia czy państwa europejskie są głównymi odbiorcami surowców płynących z Zatoki Perskiej, to ich obowiązkiem jest sformowanie własnych sił eskortowych. Plan Trumpa zakłada, że po uderzeniu w kluczową infrastrukturę Iranu, Amerykanie wycofają swoje główne siły uderzeniowe, a ciężar patrolowania wód terytorialnych i ochrony tankowców spadnie na barki koalicji regionalnej i europejskiej.
Chłodna reakcja Londynu. Wielka Brytania między młotem a kowadłem
Wielka Brytania, tradycyjnie najbliższy sojusznik wojskowy Stanów Zjednoczonych, znalazła się pod ogromną presją Waszyngtonu. Choć brytyjska marynarka wojenna (Royal Navy) jest obecna w regionie, rząd na Downing Street wykazuje dużą powściągliwość wobec wizji nagłego zakończenia działań przez USA.
Reakcja Londynu jest chłodna z dwóch kluczowych powodów:
- Ryzyko wystawienia na strzał: Brytyjczycy obawiają się, że jeśli USA wycofają swoje jednostki i wsparcie wywiadowcze, mniejsze brytyjskie jednostki staną się łatwym celem dla irańskich łodzi motorowych i dronów kamikadze.
- Brak wspólnej strategii: Dyplomaci z Londynu sugerują w kuluarach, że Trump chce „pozostawić bałagan innym”, nie dając w zamian żadnych gwarancji wsparcia, jeśli Iran zdecyduje się na odwet wymierzony w brytyjskie interesy w regionie.
Brytyjskie Ministerstwo Obrony dotąd nie odpowiedziało entuzjastycznie na wezwania do zwiększenia kontyngentu. Podobny dystans zachowują Francuzi i Niemcy, którzy odmawiają udziału w misji postrzeganej jako wynik jednostronnych decyzji Waszyngtonu, a nie mandatu międzynarodowego.
Sprzeczne sygnały z Waszyngtonu
Nowe ustalenia pozostają w wyraźnym kontraście do wcześniejszych działań administracji Donald Trump. Jeszcze niedawno pojawiały się informacje o możliwej eskalacji konfliktu, w tym o wysłaniu dodatkowych 10 tysięcy żołnierzy na Bliski Wschód.
Do regionu trafił także okręt desantowy USS Tripoli, a w planach pozostaje przerzut jednostek 82nd Airborne Division. Tego typu działania wskazywały raczej na przygotowanie do intensyfikacji operacji, a nie jej wygaszania.
Strategia „wyjścia” zamiast rozwiązania: Co to oznacza dla świata?
Zamiast budować trwały pokój, USA chcą ogłosić realizację jakichkolwiek celów militarnych i zostawić region i sojuszników z problemem.
Jeśli Marco Rubio i Karoline Leavitt mają rację, w ciągu najbliższych tygodni usłyszymy o zakończeniu misji. Jednak dla reszty świata, borykającej się z drożyzną i widmem braku surowców, bałagan w „piaskownicy” dopiero się zaczyna. Bez aktywnego udziału USA w patrolowaniu Cieśniny Ormuz, globalny handel pozostanie zakładnikiem Teheranu, a ciężar sprzątania tego konfliktu spadnie na barki sojuszników.
Źródło: WSJ
Czytaj więcej



