Bundestag chwali Polskę. „Nie jest już partnerem juniorem”
W 35. rocznicę traktatu polsko-niemieckiego posłowie mówili o Polsce jako kraju silnym, nowoczesnym i ważnym dla bezpieczeństwa Europy
Polska coraz częściej pojawia się w niemieckiej polityce jako państwo, z którym trzeba się liczyć. Pokazały to wystąpienia w Bundestagu z okazji zbliżającej się 35. rocznicy podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Deutsche Welle donosi, że niemieccy parlamentarzyści mówili o Polsce wyjątkowo pozytywnie: jako o kraju nowoczesnym, silnym, pewnym siebie, dobrze zorganizowanym, wojskowym i gospodarczym partnerze pierwszej rangi.
Knut Abrahama, posła CDU i pełnomocnika niemieckiego rządu ds. kontaktów z Polską powiedział, że gdy Niemcy patrzą dziś na swojego dużego sąsiada na wschodzie, widzą
„nowoczesny, dobrze zorganizowany, pewny siebie i silny kraj”.
Abraham wpisał polski rozwój po 1989 roku w szerszą ocenę ostatnich dekad i podkreślił, że Polska w ciągu jednego pokolenia przeszła drogę, którą wiele państw budowało znacznie dłużej.
W tle tych słów pojawiło się jednak pytanie, które w relacjach polsko-niemieckich wraca regularnie: czy Berlin rzeczywiście traktuje Warszawę jak pełnoprawnego partnera, czy z zaskoczeniem właśnie zauważa zmianę układu sił w Europie?
Polska jako wzorzec, nie „młodszy partner”
Knut Abraham zwrócił uwagę, że Polska i Niemcy są dziś sojusznikami w Unii Europejskiej oraz NATO. Jeszcze ważniejsze było jego dopowiedzenie:
„Czas traktowania Polski jako młodszego partnera jest już przeszłością. Polska już dawno nie jest partnerem juniorem, w wielu sprawach stała się nawet wzorcem”.
W niemieckiej polityce przez lata Polska często była przedstawiana jako kraj wymagający cierpliwości: trudny partner, beneficjent integracji europejskiej, państwo z Europy Środkowej, które ma nadrabiać dystans. Tym razem punkt ciężkości przesunął się wyraźnie. Abraham mówił o Polsce jako o kraju, który sam wyznacza kierunki: w bezpieczeństwie, odporności państwa, polityce wobec Rosji, a także w budowaniu pozycji gospodarczej.
Pełnomocnik ds. kontaktów z Polską przypomniał również, że za polskim sukcesem kryje się historia strat. Powiedział, że patrząc na szybki rozwój kraju, można tylko przypuszczać,
„jak wiele szans zabrano Polsce przez wojnę, socjalizm i sowieckie panowanie”.
Niemcy Zachodnie po wojnie odbudowywały się przy wsparciu Zachodu i w warunkach gospodarki rynkowej. Polska przez dekady tkwiła w systemie narzuconym przez Moskwę, z ograniczoną suwerennością i gospodarką podporządkowaną modelowi komunistycznemu.
Deutsche Welle i Süddeutsche Zeitung. Rabunek polskiej sztuki: Niemcy i Rosja wciąż ukrywają tysiące zagrabionych dzieł.
Traktat z 1991 roku: fundament po zimnej wojnie
Okazją do wystąpień była zbliżająca się 35. rocznica podpisania traktatu między Polską a RFN. Dokument podpisano 17 czerwca 1991 roku w Bonn. Sygnatariuszami byli premier Jan Krzysztof Bielecki, kanclerz Helmut Kohl oraz ministrowie spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski i Hans-Dietrich Genscher.
Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy zamykał jeden etap historii i otwierał kolejny. Po zjednoczeniu Niemiec oraz po uznaniu granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej w traktacie granicznym z 1990 roku oba państwa potrzebowały ram prawnych do budowy nowych relacji. Dokument z 1991 roku wyznaczył kierunki współpracy politycznej, gospodarczej, kulturalnej, edukacyjnej i społecznej.
Traktat ułatwił rozwój współpracy samorządów, szkół, organizacji obywatelskich, regionów przygranicznych i instytucji młodzieżowych. Dał też polityczny język pojednania po doświadczeniach II wojny światowej, okupacji niemieckiej, przesiedleń, zimnej wojny i podziału Europy.
W Bundestagu posłowie podkreślali, że traktat jest teraz jeszcze ważniejszy. W warunkach wojny Rosji przeciwko Ukrainie, rosnącej presji migracyjnej, zmian w NATO i napięć w Unii Europejskiej relacje Warszawy i Berlina znów zyskały strategiczne znaczenie.
AfD też chwaliła Polskę, ale użyła jej do krytyki Niemiec
Pozytywne słowa o Polsce padły również ze strony polityków AfD. To istotny, choć politycznie dwuznaczny fragment wystąpień w Bundestagu. Alternatywa dla Niemiec od lat budzi kontrowersje w Niemczech i poza nimi. Jej politycy wielokrotnie wypowiadali się o Polsce w sposób wywołujący ostre reakcje, w tym w sprawach pamięci historycznej, granic i polityki europejskiej.
Tym razem Alexander Wolf z AfD chwalił Polskę przede wszystkim za rozbudowę armii, zakupy zbrojeniowe i politykę bezpieczeństwa. Powiedział, że Polska ma prawdopodobnie największą i jedną z najbardziej uderzeniowych armii w Unii Europejskiej, z nowoczesnym wyposażeniem. Wspomniał też, że w następnym tygodniu Polska i Niemcy mają podpisać nowe porozumienie obronne.
„My jako AfD zdecydowanie popieramy ten zamiar” – stwierdził.
Wolf użył przykładu Polski także do ataku na niemiecką politykę migracyjną. Chwalił Warszawę za twarde podejście do migracji i sugerował, że Niemcy mogłyby być w innej sytuacji, gdyby za czasów Angeli Merkel przyjęły podobny kurs. W tym fragmencie Polska stała się dla AfD wygodnym przykładem państwa, które ma pokazywać błędy Berlina.
Drugi polityk AfD, Götz Frömming, mówił ostrzej o aktualnym stanie relacji. Jego zdaniem stosunki między oboma krajami dawno nie były tak złe jak obecnie. Krytykował niemiecki rząd za puste gesty i przypomniał sprawę pomnika polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie. Uznał tymczasowy Kamień Pamięci za „wspaniały gest”, ale dodał, że Polacy patrzą na to, czy Berlin traktuje ich na równi z innymi narodami.
Frömming powiedział też:
„Polska musi być wreszcie sąsiadem traktowanym na równi, pokazuje to zarówno jej militarna jak i gospodarcza siła”.
Pomnik polskich ofiar wojny jako test niemieckiej pamięci
Jednym z najważniejszych tematów był pomnik polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie. Sprawa ciągnie się od lat i dla wielu Polaków stała się symbolem opóźnionego niemieckiego uznania dla skali polskich cierpień pod okupacją.
W Berlinie istnieje tymczasowy Kamień Pamięci na terenie dawnej Kroll-Oper, w której Adolf Hitler 1 września 1939 roku ogłosił napaść na Polskę.
Knut Abraham powiedział w Bundestagu, że jest przekonany, iż obecnie przygotowywane są podstawy pod budowę pomnika polskich ofiar II wojny światowej i niemieckiej okupacji. Rząd federalny uruchomił już międzynarodowy konkurs na projekt pomnika. Ma on upamiętniać polskie ofiary niemieckiego terroru w latach 1939–1945: obywateli mordowanych w egzekucjach, obozach koncentracyjnych, więzieniach, podczas pacyfikacji wsi, pracy przymusowej i innych form przemocy okupacyjnej.
W relacjach z Niemcami pamięć historyczna ma znaczenie polityczne. Polska przez lata wskazywała, że w centrum Berlina brakuje wyraźnego miejsca, które mówiłoby niemieckiemu społeczeństwu o losie polskich ofiar. Pomnik nie rozwiąże wszystkich problemów, ale może stać się ważnym znakiem odpowiedzialności, jeśli nie utknie w procedurach i ceremonialnych zapowiedziach.
Niemcy inwestują w połączenia kolejowe na Wschód. Szybsza linia do Pragi, modernizacja trasy do Szczecina
Zachód nadal patrzy głównie na Zachód
Wystąpienia w Bundestagu pokazały również, że nie wszyscy niemieccy politycy są zadowoleni z dotychczasowego sposobu myślenia o Europie Środkowej. Janina Böttger z Lewicy apelowała o koniec „arogancji Zachodu” wobec Wschodu. Przypomniała, że przełom 1989 roku nie był wyłącznie niemiecką historią. Polska Solidarność już w 1980 roku stworzyła pierwszą niezależną organizację związkową w sowieckiej strefie wpływów, a rozmowy Okrągłego Stołu i częściowo wolne wybory w 1989 roku odegrały ogromną rolę w rozpadzie systemu komunistycznego w Europie.
Podobnie mówiła Katrin Göring-Eckardt z Zielonych. Jej zdaniem w RFN Europa nadal zbyt często oznacza przede wszystkim Europę Zachodnią. Posłanka mówiła o potrzebie „uwschodnienia myślenia”, czyli uznania doświadczeń i interesów państw takich jak Polska, Czechy, kraje bałtyckie czy Rumunia.
Göring-Eckardt odniosła się także do słów Donalda Tuska po spotkaniach dotyczących Ukrainy prowadzonych w formacie E3, czyli z udziałem Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Polski premier skrytykował pominięcie Warszawy w rozmowach o bezpieczeństwie Europy i przyszłości Ukrainy. Posłanka Zielonych powiedziała:
„Zawstydza mnie, że polski premier publicznie musi upominać się o udział w rozmowach o bezpieczeństwie Europy”.
Polska jest jednym z najważniejszych państw wspierających Ukrainę, graniczy z Ukrainą, pełni rolę zaplecza logistycznego dla pomocy wojskowej i humanitarnej, a jednocześnie wydaje rekordowe środki na obronność.
Bezpieczna Polska. Unijny system EES wyłapał już tysiące osób na naszych granicach
Granica, kolej i codzienność regionów przygranicznych
Wystąpienia nie ograniczyły się do wielkiej polityki. Posłowie mówili też o sprawach, które wpływają na codzienne życie mieszkańców pogranicza. Wśród nich znalazły się kontrole graniczne, infrastruktura kolejowa, nauczanie języka sąsiada i współpraca lokalna.
Johannes Schraps z SPD oraz Katrin Göring-Eckardt z Zielonych krytykowali kontrole na granicy polsko-niemieckiej. Ich zdaniem utrudniają one życie mieszkańcom regionów przygranicznych, komplikują dojazdy, osłabiają swobodę przemieszczania się i wysyłają niekorzystny sygnał polityczny. Schraps mówił o nich z „dużą troską”, a Göring-Eckardt oceniła, że dobrym gestem byłby powrót do normalnych, otwartych granic.
Ten punkt jest szczególnie ważny, bo relacje polsko-niemieckie nie dzieją się wyłącznie na poziomie rządów. Dla mieszkańców Słubic, Frankfurtu nad Odrą, Zgorzelca, Görlitz, Gubina czy Guben współpraca transgraniczna to nie slogan, lecz praca, szkoła, zakupy, rodzina i codzienny ruch przez most. Każde zaostrzenie kontroli natychmiast uderza w lokalne społeczności.
Pojawił się też temat Kolei Wschodniej i połączeń kolejowych. Niemieccy posłowie wskazywali, że lepsza infrastruktura między Niemcami a Polską jest potrzebna zarówno gospodarce, jak i bezpieczeństwu. W czasie wojny w Ukrainie transport kolejowy, drogi i przejścia graniczne mają znaczenie nie tylko dla handlu, ale także dla mobilności wojskowej NATO.
Niemcy wyganiają z Bałtyku tankowce floty cieni
Polska siła gospodarcza przestała być dla Niemiec dodatkiem
W wystąpieniach niemieckich parlamentarzystów pojawiał się temat gospodarki. Polska nie jest już dla Berlina rynkiem peryferyjnym. Według danych Destatis za 2025 rok była piątym partnerem handlowym Niemiec pod względem łącznych obrotów, po Chinach, Stanach Zjednoczonych, Holandii i Francji. Łączna wartość handlu Niemiec z Polską wyniosła 180,4 mld euro. Niemcy wyeksportowały do Polski towary za 99,9 mld euro, a sprowadziły z Polski towary za 80,5 mld euro. To daje Polsce czwarte miejsce w niemieckim eksporcie i czwarte miejsce w niemieckim imporcie.
Dane pokazują, że handel Polski z Niemcami osiąga poziom porównywalny z największymi relacjami gospodarczymi Berlina w Europie. Obroty Niemiec z Francją wyniosły w 2025 roku 186,4 mld euro, czyli tylko około 6 mld euro więcej niż z Polską. Polska wyprzedziła natomiast Włochy, z którymi niemieckie obroty wyniosły 156,0 mld euro. Dla Polski Niemcy są jeszcze ważniejsze: według GUS w 2025 roku były największym odbiorcą polskiego eksportu i największym źródłem importu. Polska sprzedała do Niemiec towary za 418,5 mld zł, czyli 98,7 mld euro, co oznaczało 26,9 proc. całego polskiego eksportu. Import z Niemiec według kraju pochodzenia wyniósł 300,8 mld zł, czyli 70,9 mld euro, i odpowiadał za 19,0 proc. polskiego importu.
To właśnie dlatego niemieccy posłowie mówią dziś o Polsce inaczej niż kilkanaście lat temu. Polska nie jest już wyłącznie beneficjentem integracji europejskiej. Jest krajem, którego stabilność, produkcja, infrastruktura, eksport, logistyka i pozycja polityczna mają wpływ na całą Unię Europejską. Współpraca gospodarcza obejmuje przemysł, motoryzację, elektronikę, maszyny, usługi, rolnictwo, transport i produkcję komponentów. Polska miała przy tym w 2025 roku dodatnie saldo handlowe z Niemcami w wysokości 117,7 mld zł, czyli 27,8 mld euro.
Skromny świt ery hipersonicznej. Czy niemiecki HYTEV i nowa generacja samolotów kosmicznych zakończą erę klasycznych rakiet?
Pomysł polsko-niemieckiego zgromadzenia parlamentarnego
Jedną z konkretnych propozycji była idea powołania wspólnego polsko-niemieckiego zgromadzenia parlamentarnego na wzór współpracy niemiecko-francuskiej. Mówili o tym Paul Ziemiak z CDU i Maja Wallstein z SPD.
Taki format mógłby wzmocnić stały kontakt posłów z obu państw, ułatwić rozmowy o bezpieczeństwie, infrastrukturze, edukacji, ochronie granic, polityce historycznej i współpracy samorządów. Symbolicznie byłby to też ważny krok: Niemcy od dziesięcioleci traktują relacje z Francją jako jeden z filarów swojej polityki europejskiej. Jeżeli Berlin rzeczywiście chce traktować Polskę na równi, musi tworzyć z Warszawą podobnie trwałe i widoczne instytucje.
Właśnie w tym miejscu kończą się komplementy, a zaczyna polityczny test. Ładne słowa w Bundestagu brzmią dobrze. Ale Polska będzie patrzeć na decyzje: czy powstanie pomnik polskich ofiar wojny, czy poprawią się połączenia kolejowe, czy kontrole graniczne znikną, czy Warszawa będzie obecna przy rozmowach o Ukrainie, czy niemiecka polityka przestanie traktować Europę Środkową jako dodatek do zachodniego centrum Unii.
Źródło: DW
Czytaj więcej



