Piloci na śmieciówkach latają Boeingami. PIP weszła do LOT-u
LOT zatrudnia pilotów i personel pokładowy na B2B przez własne spółki. PIP sprawdza, czy kontrakty nie zastępują umów o pracę.
Piloci zatrudnieni przez LOT Crew na kontraktach B2B latają Boeingami LOT-u. Stewardesy i stewardzi podpisują podobne kontrakty z LOT Cabin Crew, a następnie obsługują pasażerów narodowego przewoźnika. Państwowa Inspekcja Pracy kontroluje PLL LOT oraz obie spółki i sprawdza, czy przewoźnik ukrył etaty pod śmieciówkami.
PIP sprawdza LOT i jego spółki
Kontrola PIP w LOT rozpoczęła się 23 lipca 2026 roku i ma potrwać do początku października. Inspektorzy sprawdzają PLL LOT, LOT Crew i LOT Cabin Crew.
LOT zatrudnia pilotów przez LOT Crew, a personel pokładowy przez LOT Cabin Crew. Pracownicy zakładają działalność gospodarczą, podpisują kontrakty B2B i wystawiają faktury. Jednocześnie latają samolotami LOT-u i pracują według grafików przygotowanych przez przewoźnika.
PIP analizuje kontrakty, grafiki, zasady przydzielania rejsów oraz sposób rozliczania nieobecności. Inspektorzy ustalają również, kto wydaje pracownikom polecenia i kontroluje wykonanie obowiązków.
Według Business Insider Polska jest to już szósta kontrola umów cywilnoprawnych w Grupie LOT w ciągu sześciu lat. Związkowa Alternatywa 12 sierpnia wysłała do PIP dodatkowy wniosek dotyczący spółek lotowskich. Związek zrobił to już po rozpoczęciu obecnej kontroli.
Pilot wystawia fakturę, ale pracuje według grafiku
Artykuł 22 Kodeksu pracy mówi, że pracownik wykonuje obowiązki pod kierownictwem pracodawcy oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez firmę. Jeżeli firma organizuje pracę w taki sposób, powinna podpisać z pracownikiem umowę o pracę.
Pracownicy LOT-u cytowani przez Business Insider Polska twierdzą, że przewoźnik układa im grafiki, przydziela rejsy i wyznacza godziny pracy. Pilot musi stawić się na wskazanym lotnisku i wykonać przydzielony lot. Stewardesa albo steward pracuje w składzie załogi ustalonym przez firmę.
Jeden z pilotów powiedział również, że podczas choroby musi przedstawić zwolnienie lekarskie. Firma kontroluje więc jego nieobecność jak u pracownika na etacie, choć rozlicza się z nim na podstawie faktury.
PIP ustala, czy jest to pozorne samozatrudnienie. Jeżeli inspektorzy potwierdzą cechy etatu, nazwa „kontrakt B2B” nie ochroni firmy przed obowiązkiem podpisania umowy o pracę.
Pyszne.pl odpowiada ministerstwu. Awantura o 5 tys. kurierów, śmieciówki i umowy o pracę
Pracownik na B2B ma mniej praw
Umowa o pracę daje pracownikowi płatny urlop, okres wypowiedzenia i ochronę zapisaną w Kodeksie pracy. Na B2B pracownik otrzymuje wyłącznie te prawa, które spółka wpisała do kontraktu.
Różnicę widać w sposobie liczenia wolnego. Stewardesa na etacie bierze pięć dni urlopu i nie pracuje przez cały tydzień – od poniedziałku do niedzieli. Z kolei pracownica na B2B musi wykorzystać na taki sam odpoczynek pełne siedem dni wolnego.
Na kontrakcie B2B pracownik sam opłaca podatki, składki i księgowość. Jednocześnie część załogi obawia się przejścia na etat. Jeżeli LOT zachowa obecny koszt zatrudnienia, pracownik może otrzymać niższą wypłatę netto.
Firma musi podpisać umowę o pracę z pilotem lub stewardesą, jeżeli sposób wykonywania obowiązków spełnia warunki opisane w art. 22 Kodeksu pracy.
Polacy popierają reformę PIP. Chcą zamiany śmieciówek na etaty
LOT twierdzi, że przestrzega przepisów
PLL LOT zapewnia, że stosuje umowy zgodne z polskim prawem pracy i prawem lotniczym. Przewoźnik przyznaje, że wprowadził kontrakty B2B w 2010 roku.
LOT tłumaczy ten sposób zatrudniania konkurencją na rynku lotniczym. PIP sprawdzi jednak sposób wykonywania pracy, a nie argumenty ekonomiczne przewoźnika.
Piloci i stewardesy na śmieciówkach także w Ryanairze
Sprawa nie dotyczy tylko LOT. Według Związkowej Alternatywy Ryanair również zatrudnia pilotów, stewardesy i stewardów na B2B przez powiązane spółki. Związek chce, aby PIP sprawdziła teraz także irlandzkiego przewoźnika.
Związkowa Alternatywa najpierw wystąpiła o kontrolę umów w Grupie LOT. Pięć dni później, 17 sierpnia, wysłała do PIP kolejny wniosek. Tym razem dotyczy on Ryanair Sun S.A., czyli polskiej spółki należącej do grupy Ryanair i latającej pod marką Buzz.
PIP kontroluje pracodawców podczas upałów. 300 skarg, kontrole na budowach, w magazynach i halach
Według związku większość pilotów i personelu pokładowego Ryanair Sun prowadzi działalność gospodarczą. Pracownicy podpisują kontrakty B2B z powiązanymi spółkami, a następnie latają samolotami Ryanaira i pracują według ustalonych grafików.
– W Ryanairze Sun zdecydowana większość pilotów i stewardes pracuje na samozatrudnieniu. Formalnie pracownicy personelu pokładowego i lotniczego nie mają umów z Ryanairem Sun, lecz są zarejestrowani w ramach umów B2B ze spółkami-córkami firmy. Dzieje się tak, choć pracownicy spełniają wszystkie wymogi umowy o pracę wymienione w art. 22 Kodeksu pracy – przekazał Fakty Plus Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związkowej Alternatywy.
Związek domaga się kontroli Ryanair Sun oraz spółek, przez które firma zatrudnia załogi. Inspektorzy mają sprawdzić kontrakty, grafiki, zasady przydzielania rejsów i polecenia wydawane pracownikom. PIP ma również ustalić, która spółka faktycznie kieruje pracą pilotów i personelu pokładowego.
Na razie PIP otrzymała wniosek, ale nie rozpoczęła kontroli w Ryanair Sun.
Praca w Niemczech dla Polaków 2026. Czy za Odrą można jeszcze zarobić? Dane OLX i Destatis
PIP może uznać śmieciówkę za etat
Od 8 lipca 2026 roku PIP może samodzielnie stwierdzić istnienie stosunku pracy. Wcześniej inspekcja musiała kierować taką sprawę do sądu.
Najpierw inspektor sprawdza dokumenty i wysłuchuje pracownika oraz firmę. Gdy potwierdzi pozorne samozatrudnienie, poleca pracodawcy podpisać umowę o pracę albo zmienić warunki wykonywania obowiązków.
Jeśli firma nie wykona polecenia, okręgowy inspektor pracy może wydać decyzję stwierdzającą istnienie stosunku pracy. W takiej decyzji określa pracownika, pracodawcę, stanowisko, miejsce pracy, wymiar czasu pracy i wynagrodzenie.
Do 8 lipca 2027 roku pracodawca może dobrowolnie usunąć naruszenie i uniknąć kary. Jeżeli odmówi, inspektor może wystawić mandat od 2 do 5 tys. zł albo skierować sprawę do sądu. Sąd może nałożyć grzywnę do 60 tys. zł.
Źródła: Państwowa Inspekcja Pracy, Business Insider Polska, Związkowa Alternatywa, Buzz, Kodeks pracy, Fakty Plus
Pod koniec sierpnia zwiedzisz za darmo 126 zabytków w Grecji
Johnny Depp wróci jako Jack Sparrow? Producent potwierdza rozmowy
Czytaj więcej



