W przyszłym roku wybory do Sejmu. Czy kobiet znów będzie znacznie mniej niż mężczyzn?
Dom, kuchnia, kościół — i tyle? Czy kobietom brakuje ambicji, energii i pomysłów, czy ich polityczne kariery blokują dom, praca i to, jak funcjonuje władza?
W przyszłym roku Polacy ponownie będą wybierać posłów i posłanki. Pytanie o miejsce kobiet w polityce zapewne nie będzie tematem kampanii. Za to może pojawić się później — kiedy poznamy wyniki, nowo wybrani parlamentarzyści zajmą miejsca w ławach, a kamery pokażą salę sejmową.
I wtedy być może znowu zobaczymy przede wszystkim czarne, szare, granatowe garnitury. Dziesiątki, setki mężczyzn, a między nimi tu i ówdzie jak kwiatki na łące — posłanki. Dopiero wtedy może nieśmiało niektórym pojawi się to pytanie:
dlaczego właściwie ich jest tutaj tak mało?
Nie tylko w Sejmie. Kobiety rzadziej zostają też wójtami, burmistrzyniami i prezydentkami miast. Rzadziej obejmują stanowiska, na których samodzielnie podejmuje się najważniejsze decyzje, choć są liczniejszą częścią społeczeństwa.
Czy naprawdę mniej chcą? Mają mniej ambicji, energii, pomysłów i wewnętrznej potrzeby wpływania na swoje otoczenie? Czy może zanim kobieta zdąży pomyśleć o mandacie posłanki, urzędzie wójta albo fotelu prezydenta miasta, jej zawodowe i publiczne plany przez lata muszą walczyć z obowiązkami domowymi, wychowaniem dzieci i brakiem czasu?
A może problem jest jeszcze gdzie indziej: w środowisku, które jednych zachęca do kandydowania, a innych nie; w kontaktach budowanych przez lata; w sposobie rozwijania kariery; w decyzjach osób układających listy wyborcze?
Badania prowadzone wśród samorządowców pozwalają szukać odpowiedzi dużo wcześniej niż w dniu wyborów.
Polityka nie dla kobiet? Czy kobiety nie dla polityki? Już w samorządach dominują mężczyźni
Radnych jest sporo. Prezydentek miast znacznie mniej
Po wyborach samorządowych w 2024 roku kobiety miały prawie 35 proc. mandatów w radach gmin wiejskich oraz nieco ponad 32 proc. w gminach miejskich i miejsko-wiejskich. Wśród prezydentów miast stanowiły natomiast 16,5 proc. W ciągu 14 lat ten ostatni odsetek wzrósł dwukrotnie, jednak mężczyźni nadal zdecydowanie przeważają na tych stanowiskach.
Prof. Adam Gendźwiłł z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że kilkanaście procent trudno uznać za wysoką reprezentację, jeśli porównać ją nie tylko ze strukturą ludności, ale również ze środowiskami zawodowymi, z których często rekrutują się politycy.
„Wiemy jednak, że jest to dalekie od proporcji udziału mężczyzn i kobiet w populacji albo w grupie osób wykształconych, czy też wśród osób o profesjach, które najczęściej są reprezentowane w elitach politycznych – prawników, urzędników, specjalistów. Te kilkanaście procent to rozczarowujący wynik, biorąc pod uwagę, jakie deklarujemy jako społeczeństwo ambicje i oczekiwania wobec równości”.
Jeżeli kobiet jest znacznie więcej w radach gmin niż na stanowiskach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, trzeba zapytać, co dzieje się pomiędzy pierwszym krokiem w politykę a kolejnym – ubieganiem się o urząd dający prawdziwą władzę.
Od sołtyski do wójta kobiet szybko ubywa
Dr Justyna Wasil z Katedry Administracji Publicznej UMCS badała lokalnych liderów obu płci — wójtów, radnych i sołtysów — w województwach lubelskim, świętokrzyskim, podlaskim i podkarpackim. Wśród sołtysów kobiety stanowiły ponad 40 proc., wśród radnych około 30 proc., a wśród wójtów już tylko około 12 proc.
Kobieta może więc przez lata aktywnie działać, organizować mieszkańców, pracować społecznie i zdobyć mandat radnej. Znacznie rzadziej zostaje później osobą kierującą całą gminą.
Dr Wasil zwraca uwagę, że problemem nie jest sam proces wyborczy. Zaczyna się to zanim nazwisko kandydatki trafi na kartę wyborczą.
„Barier udziału kobiet w życiu publicznym (lokalnym) należy upatrywać w kwestiach kulturowych, społecznych i instytucjonalnych utrudniających kobietom, po pierwsze, podjęcie decyzji o kandydowaniu, po drugie, przejście preselekcji partyjnej przy formowaniu listy wyborczych do parlamentu lub samorządu. Teoretycznie najłatwiej jest przezwyciężyć barierę instytucjonalną poprzez ustanowienie przepisów prawa w poszanowaniu równości płci i dodatkowych mechanizmów aktywizujących kobiety, jak np. kwoty wyborcze wprowadzone w Polsce w 2011 r. Najtrudniej jest zmienić postawy, zachowania obywatelskie i wyborcze, jak i wzorce aktywności kobiet utarte w tradycji i kulturze oraz wyuczone w procesie socjalizacji”.
A więc kandydatka może znaleźć się na liście, ale dostaje dalsze miejsce, z którego jej szanse na mandat są niewielkie.
„W efekcie problem niedoreprezentowania kobiet w polityce jest złożony i nie wynika z faktu, że przegrywają one wybory, ale z braku chęci do konkurowania o mandat – kandydatów płci żeńskiej jest dużo mniej niż męskiej. Można też obserwować zjawisko eliminowania pań na etapie układania list wyborczych, np. przez umieszczanie ich na miejscach niemandatowych”.
— mówi dr Justyna Wasil, UMCS
Oczywiście, sama obecność kobiet na listach nie wystarcza. W wyborach proporcjonalnych znaczenie ma także miejsce zajmowane przez kandydata. Osoby z pierwszych pozycji są znacznie bardziej widoczne, podczas gdy kobieta dopisana pod koniec listy formalnie zwiększa liczbę kandydatek, ale ma mikre szanse na mandat.
Ale skoro część kobiet nie dochodzi nawet do tego etapu realnej walki o mandat, pojawia się kolejne pytanie: może rzeczywiście po prostu mniej chcą?
Samorząd obciął zarobki: Radni dali po łapkach nieudolnemu burmistrzowi!
Czy kobietom naprawdę brakuje ambicji?
Taką odpowiedź podaje część samych samorządowców. 55,1 proc. badanych radnych mężczyzn uważało, że kobiet we władzach jest mniej, ponieważ są mniej zainteresowane polityką. Zgadzało się z tym również 42,4 proc. badanych kobiet.
Może kobiety statystycznie po prostu rzadziej chcą zostać posłankami, wójtami czy burmistrzyniami? Może taka ich natura?
Problem w tym, że kiedy pytania zaczynają dotyczyć warunków, w których polityczne ambicje mogą się rozwijać, wnioski zaczynają się robić znacznie mniej oczywiste.
50,5 proc. badanych radnych kobiet uważało, że kobiety nie dostają wystarczającego wsparcia od bliskich, aby angażować się w politykę. 72,5 proc. respondentek było zdania, że organizacje polityczne bardziej wspierają mężczyzn. Brak kontaktów w świecie polityki dostrzegało 40,4 proc. kobiet i tylko 16,9 proc. mężczyzn.
Prof. Gendźwiłł zwraca uwagę, że kobiety i mężczyźni inaczej tłumaczą przyczyny tej samej dysproporcji.
„Kobiecy punkt widzenia bardziej akcentuje rolę czynników zewnętrznych, które ograniczają szanse na wejście do polityki czy awansowanie w polityce, a mężczyźni, próbując wyjaśnić dysproporcje płci w polityce, częściej wspierają atrybucje wewnętrzne, czyli są skłonni uważać, że determinacja, ambicje kobiet nie są wystarczające, żeby wejść do polityki lub w niej awansować. Ta różnica punktów widzenia pokazuje, że diagnoza problemu zależy od tego, kto diagnozuje. A pamiętajmy, że dużo kluczy do rozwiązania problemu niewielkiej obecności kobiet w polityce leży w rękach samych polityków, którzy decydują o regułach gry – systemie wyborczym, kształcie list kandydatów”.
Ambicja sama więc nie wystarczy. Musi mieć jeszcze warunki, aby zamienić się w rzeczywistą karierę.
Będą podwyżki dla pracowników samorządów. Ile dostanie burmistrz i prezydent?
Dzieci rosną, a polityczna kariera nie czeka
Najbardziej prozaiczną przeszkodą okazuje się czas.
Działalność samorządowa zwykle nie idzie w parze z pracą zawodową i obowiązkami rodzinnymi. Sesje rady, zebrania, rozmowy z mieszkańcami, spotkania polityczne, kampanie i imprezy wyborcze. To, czy może zrobić obiad, pójść na wywiadówkę?
Jeżeli jedno z partnerów, zwykle kobieta – bierze na siebie większą część opieki nad dziećmi, prowadzenia domu lub pomocy starszym członkom rodziny, na budowanie pozycji politycznej pozostaje mniej czasu.
„Do czynników utrudniających kobietom podjęcie decyzji o zaangażowaniu w lokalne życie publiczne należy wskazany już brak czasu powodowany obowiązkami rodzinnymi, często łączonymi z pracą zawodową. Sprawia to, że wejście na lokalną scenę polityczną w przypadku pań odbywa się dużo później w porównaniu do panów, dopiero ‘po odchowaniu dzieci’. Jak wynika z badań, obydwu płciom towarzyszy przekonanie, że sfera publiczna jest zarezerwowana dla mężczyzn, a luka w tradycji udziału kobiet w życiu publicznym skutkuje brakiem tego rodzaju wzorców zachowań. Dodatkowo społeczeństwo stawia kobietom wysokie wymagania, często wyższe niż w stosunku do mężczyzn”.
— tłumaczy dr Justyna Wasil, UMCS
A to wielka szkoda, bo liderki lokalne w tych samych grupach wiekowych co mężczyźni zwykle w badaniach były lepiej wykształcone. Dr Wasil interpretuje to także jako ślad wyższych wymagań, które kobiety spotykają ze strony otoczenia i które same sobie stawiają.
PiS zrywa koalicję z prezydent Świdnicy. Poszło o deklarację w sprawie transkrypcji małżeństw jednopłciowych
Podobną zależność widać w badaniach zespołu prof. Gendźwiłła. Kobiety trafiały do samorządów później niż mężczyźni i rzadziej miały wcześniejsze doświadczenie polityczne lub społeczne. Radne deklarowały jednocześnie większe zaangażowanie w opiekę nad dziećmi.
Kilka lat różnicy na początku kariery może później oznaczać całą kadencję przewagi.
Mężczyzna zostaje radnym, poznaje działaczy, mieszkańców i lokalnych przedsiębiorców, zdobywa rozpoznawalność i po kilku latach może kandydować na wójta. Kobieta, która zaczyna dopiero po odchowaniu dzieci, walczy wtedy z konkurentem mającym już mandat, kontakty i wyrobione nazwisko.
Czasem najpierw ktoś musi powiedzieć: „kandyduj”
Kobiety częściej od mężczyzn trafiają do polityki lokalnej dlatego, że ktoś je do tego zachęcił. To może być działacz, znajomy samorządowiec albo osoba, która wcześniej zauważyła ich aktywność społeczną lub zawodową.
Prof. Gendźwiłł zwraca uwagę, że osoby już obecne w polityce chętniej zachęcają kandydatów mających doświadczenie. Pytanie brzmi jednak, w jaki sposób to doświadczenie jest rozpoznawane.
„Ludzie, którzy są już w polityce samorządowej, często zachęcają innych – tych, którzy mają predyspozycje – żeby się zaangażowali. Nasze badania pokazują, że kobiety mogą liczyć na podobną zachętę jak mężczyźni, ale preferowane są osoby z doświadczeniem. Kobiety rozważające zaangażowanie w politykę samorządową są zachęcane bardziej, gdy mają doświadczenie w działalności społecznej czy biznesie. Tylko skąd wiemy, jakie kto ma doświadczenie? Najczęściej z tego, jak sam o tym opowiada”.
Kobieta może więc od lat prowadzić stowarzyszenie, firmę albo lokalną inicjatywę, ale jeżeli nie funkcjonuje w środowisku politycznym i nie promuje się w środowisku, może nie dostać propozycji startu.
Do tego dochodzi jeszcze pytanie, jakie kompetencje otoczenie uważa za „polityczne”.
Czy kobiety są lepsze od facetów w ultramaratonach? BBC sprawdza
„Nie… no baba wójtem?”. Drogi dla mężczyzn, szkoła i opieka dla kobiet?
W lokalnej polityce podział kompetencji nadal bywa silnie związany z płcią. Mężczyzn częściej kojarzy się z drogami, kanalizacją, inwestycjami i technicznym zarządzaniem gminą. Kobiety częściej z edukacją, pomocą społeczną i kulturą.
Dr Wasil wiąże ten podział z dużo szerszym wzorem społecznym:
„Kobiety stereotypowo przypisane są do sfery prywatnej, tj. rodziny, domu, dzieci, opieki nad niesamodzielnymi krewnymi, jako osoby mające w sobie ciepło, instynkt opiekuńczy, cierpliwość, będące uległe i oddane. Mężczyźni w sposób naturalny przypisywani są do sfery publicznej jako osoby zdecydowane, mające silny charakter, potrafiące podejmować decyzje, ‘tak po prostu orientujące się we wszystkim’. W efekcie, panie aspirujące na wysokie stanowiska wychodzą ze swojej roli społecznej, a ich postępowanie i cechy, pożądane lub akceptowane w tej samej sytuacji u mężczyzn aktywnych w sferze publicznej, działają na niekorzyść, gdyż nie są zgodne z wzorcem kobiety delikatnej, opiekuńczej, uległej”.
Dr Wasil podczas badań czasami podczas badań spotykała się z reakcją: „Nie… no baba wójtem?”. Respondenci i rozmówcy oby płci jednak często uważają, że władza powinna należeć do mężczyzny.
Ten sposób myślenia może towarzyszyć kobiecie nawet wtedy, gdy urząd już wreszcie zdobyła. Dr Wasil wspomina, że podczas oficjalnych spotkań mężczyzna bywał przedstawiany poprzez funkcję i nazwisko — „wójt gminy W, pan XY” — podczas gdy kobietę określano jako „naszą piękną koleżankę wójt”, „panią w zielonym sweterku” albo „panią Agatkę”.
Ta sama funkcja, ale inny język. A język zdradza, jakie role uznajemy za oczywiste, a jakie nadal traktujemy jako odstępstwo od normy.
Wypadek Beaty Szydło wraca po 9 latach. „Rzeczpospolita”: zarzuty mogą usłyszeć policjanci i prokuratorzy
Są jednak kobiety, które tę barierę przełamują
Ale statystyka i badania nie oznaczają, że kobiety nie zdobywają wysokich stanowisk ani nie potrafią zbudować dużego poparcia. Są chlubne wyjątki.
Magdalena Biejat zdobyła w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2025 roku 4,23 proc. głosów. Wynik słaby. Ale i tak był to najlepszy wynik kobiety w historii polskich wyborów prezydenckich.
Sam fakt, że żadna wcześniejsza kandydatka nie zdobyła więcej, jest sam w sobie komentarzem.
Zupełnie innym przykładem jest Beata Szydło. Została premierem i jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet polskiej prawicy. Jej konserwatyzm, deklarowane przywiązanie do religii i tzw. tradycyjnych wartości były częścią jej politycznej tożsamości i zarazem przedmiotem ostrej krytyki części liberalnych i lewicowych środowisk.
Jej kariera jest interesująca także dlatego, że przeczy prostemu utożsamianiu politycznego sukcesu kobiety z liberalnym modelem emancypacji. Kobieta może być konserwatywna, religijna, antyfeministyczna, a jednocześnie zostać premierem.
Biejat i Szydło dzieli niemal wszystko: poglądy, elektorat, styl polityczny i droga kariery. Łączy je natomiast to, że obie znalazły sposób na funkcjonowanie w polityce, w której kobiet nadal jest znacznie mniej niż mężczyzn.
Ale te pojedyncze sukcesy prowadzą do następnego pytania. Czy kobiety niemają energii i ambicji?
Kobiety do zarządów! Gotowe? Start! Nowe przepisy już obowiązują
Mężczyzna u władzy ma przewagę. Kobieta nie musi rządzić inaczej
Im później kobieta wchodzi do polityki, tym częściej konkuruje z mężczyzną, który ma już za sobą jedną albo kilka kadencji. Urzędujący wójt, burmistrz, radny czy poseł ma rozpoznawalność, doświadczenie i kontakty, a w kolejnych wyborach może przypominać wyborcom własne decyzje i osiągnięcia.
„Pamiętajmy, że elity polityczne i ich wymiana to system o dużej bezwładności. Działa tu coś, co nazywamy przewagą urzędowania: większe szanse na wybór mają ci, którzy już sprawują urząd, a wciąż to są głównie mężczyźni i trudno jest tę dysproporcję szybko przełamać”.
— przypomina prof. Adam Gendźwiłł, Uniwersytet Warszawski
Ta przewaga może przechodzić z jednej kadencji na następną. Skoro wśród urzędujących jest więcej mężczyzn, to również w kolejnych wyborach więcej z nich startuje jako osoby już znane wyborcom.
Nie oznacza to jednak, że kiedy urząd obejmuje kobieta, automatycznie zaczyna prowadzić inną politykę. Zespół prof. Gendźwiłła nie stwierdził prostego związku między wyborem kobiety na wójta lub burmistrza a wzrostem wydatków na żłobki i przedszkola. Rozwój tych usług następował również w gminach kierowanych przez mężczyzn.
Sam burmistrz nie decyduje zresztą o wszystkim. Znaczenie mają skład rady, budżet, programy państwowe i sytuacja konkretnej gminy. Prof. Gendźwiłł dopuszcza też możliwość, że pojedynczej kobiecie na stanowisku wykonawczym trudniej zmieniać priorytety, jeśli większość pozostałych osób podejmujących decyzje stanowią mężczyźni.
I wszystko zostaje po staremu.
Źródła: serwisnaukowy.uw.edu.pl, UMCS, Fakty Plus
Czytaj więcej



