„Polacy przestali zabijać się na drogach. Jak to zrobili?” – dziwią się Czesi
Polscy kierowcy są spokojniejsi, nie wyprzedzają jak szaleni i zatrzymują się przed przejściami. Czesi przecierają oczy ze zdumienia.
Polscy kierowcy przez lata mieli w Czechach fatalną opinię. Jeździli szybko, wyprzedzali na siłę. Teraz Czesi widzą zupełnie inną Polskę. Kierowcy są spokojniejsi, bardziej wyluzowani i nie są już tak napaleni na wyprzedzanie za wszelką cenę. Dziennikarz Stanislav Biler przyznał, że podczas tegorocznej podróży nad Bałtyk miał wrażenie, jakby ktoś wymienił Polaków za kierownicą.
Czeski dziennikarz nie poznał polskich kierowców
Stanislav Biler jest czeskim pisarzem, dziennikarzem i socjologiem. Pisze przede wszystkim o polityce, edukacji oraz życiu na czeskich peryferiach. 20 sierpnia opublikował w portalu Deník Alarm artykuł zatytułowany „Polacy przestali zabijać się na drogach. Jak to zrobili?”.
Czech porównał dwie swoje podróże samochodem z Brna do Kołobrzegu. Pierwszą odbył w 2021 roku, drugą latem 2026 roku. Podczas wcześniejszego wyjazdu polscy kierowcy wyprzedzali jeden drugiego na wyścigi. To co widział u nas na drogach, potwierdzało opinię polskich kierowców u południowych sąsiadów.

Podczas pierwszego wyjazdu polscy kierowcy wyprzedzali jeden drugiego na wyścigi. Wciskali się między samochody. Wyprzedzali na trzeciego. Również na wąskich drogach i w miejscach, w których nie widzieli aut jadących z przeciwka.
– Muszę powiedzieć, że w 2021 roku skłaniałem się ku temu, by przyznać temu stereotypowi rację. Polacy wyprzedzali nawet w takich miejscach i sytuacjach, w których nie odważyliby się na to nawet czescy kierowcy po alkoholu i metamfetaminie. Jednocześnie polscy kierowcy zjeżdżali sobie nawzajem z drogi aż do rowów. Nikt na nikogo nie trąbił, a wszyscy zachowywali się tak, jakby nic się nie działo. Jakby nad ich życiem rzeczywiście czuwał Bóg i nikomu nie mogło się nic stać. Nie będę kłamał: bałem się – napisał Stanislav Biler.
W tym roku wyglądało to kompletnie inaczej. Biler patrzył na to z niedowierzaniem:
– Podczas tegorocznej podróży nie zaskoczyły mnie nowe połacie asfaltu, lecz wrażenie, że ktoś wymienił polskich kierowców. Z niedowierzaniem jechałem drogą powiatową łączącą miasta nad Bałtykiem, przy której znaki nakazywały jazdę z prędkością 50 km/h. I rzeczywiście – wszystkie samochody jechały pięćdziesiątką i nikt nikogo nie wyprzedzał. Gdybym miał umieścić Polskę na skali od Czech do Danii, znalazłaby się bliżej Danii niż Czech. Wygląda na to, że Polacy ruszyli na Zachód. I to nie tylko pod względem ruchu drogowego – ocenił Czech.
Policja odholowała Monster Trucka w centrum Warszawy. Właściciele odpowiadają. Kto ma rację?
Czeszka: „W Polsce człowiek czuje się jak w cywilizowanym kraju”
Artykuł Bilera wywołał dyskusję na grupie „Jestem Czechofilem” na Facebooku. Lucie Šolcová przyznała, że polscy kierowcy przez lata nie mieli w Czechach dobrej opinii. Jej zdaniem sytuacja zmieniła się tak mocno, że obecnie to Czesi mogą uczyć się od Polaków zachowania przed przejściami.
– W Polsce człowiek czuje się pod tym względem jak w cywilizowanym kraju. W Czechach, choć oczywiście i tutaj nie brakuje uprzejmych i uważnych kierowców, czasem do ostatniej chwili nie wiadomo, czy kierowca rzeczywiście się zatrzyma, czy raczej jeszcze uraczy pieszego potokiem przekleństw – napisała Czeszka.
Liczba zabitych na polskich drogach spadła o 43 proc.
Rzeczywiście, obserwacje naszych południowych sąsiadów potwierdzają policyjne statystyki. Liczby pokazują efekty nowych przepisów, kampanii promujących bezpieczeństwo, częstszych kontroli i inwestycji w drogi.
W 2025 roku na polskich drogach doszło do 20 925 wypadków. Zginęło w nich 1660 osób, a 24 590 zostało rannych. Rok wcześniej śmierć poniosło 1896 osób. W ciągu dwunastu miesięcy liczba ofiar spadła więc o 12,4 proc. Był to najniższy wynik w historii policyjnych statystyk.
Babiš kupił globus. „Żeby wiedzieć, gdzie leży Grenlandia”
Różnicę jeszcze lepiej pokazuje porównanie z 2019 rokiem. Wtedy w wypadkach zginęło 2909 osób. Do 2025 roku Polska ograniczyła tę liczbę o 43 proc. Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu już w 2023 roku przyznała Polsce nagrodę za szybkie zmniejszanie liczby śmiertelnych ofiar.
Poprawa trwała również w pierwszym półroczu 2026 roku. Policja odnotowała 9277 wypadków, czyli o 248 mniej niż rok wcześniej. Zginęło 661 osób. Było to o 60 ofiar mniej, co oznacza spadek o kolejne 8,3 proc.
Zmianę widać także przed przejściami. W 2025 roku wydarzyło się 4251 wypadków z udziałem pieszych. Zginęły w nich 354 osoby, czyli o 74 mniej niż rok wcześniej. Na samych przejściach doszło do 2308 wypadków. Życie straciło 105 pieszych, o 26 mniej niż w 2024 roku.
Polska nie jest jeszcze najbezpieczniejszym krajem Europy. W 2025 roku na milion mieszkańców przypadało u nas 45 zabitych. Średnia Unii Europejskiej wynosiła 43. Czechy osiągnęły taki sam wynik jak Polska. Dla porównania Dania miała 23 ofiary na milion mieszkańców, a Szwecja 20. Kierunek zmian jest mimo to wyraźny. Polska, która jeszcze niedawno należała do najniebezpieczniejszych państw Unii, zbliżyła się do europejskiej średniej.
Kierowcy zwolnili, bo za łamanie przepisów płacą wysoką cenę
Spadek liczby ofiar nie wynika wyłącznie z apeli o ostrożność. Polska podniosła mandaty, zwiększyła liczbę kontroli i zaczęła odbierać samochody pijanym kierowcom. W 2025 roku policjanci przeprowadzili prawie 17,9 mln kontroli trzeźwości. Było ich o 11,7 proc. więcej niż rok wcześniej.
Cała S3 od Świnoujścia do granicy z Czechami już gotowa!
Mundurowi zatrzymali 77 875 praw jazdy. Ponad 24 tys. kierowców straciło dokument po przekroczeniu dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym. Od marca 2026 roku taka sama kara grozi również na jednojezdniowej drodze dwukierunkowej poza miejscowością. Kierowca nie może więc bezkarnie pędzić lokalną trasą tylko dlatego, że minął tablicę kończącą obszar zabudowany.
Nietrzeźwy kierowca może ponadto stracić samochód. Sąd orzeka przepadek auta między innymi wtedy, gdy prowadzący miał ponad 1,5 promila alkoholu. Samochód może stracić także sprawca wypadku, u którego badanie wykazało ponad 1 promil. Jeżeli pojazd nie należał do kierowcy, sąd może nakazać zapłatę jego równowartości.
Zaostrzono też odpowiedzialność za nielegalne wyścigi, drift i jazdę motocyklem na jednym kole. Uczestnikom grożą wysokie grzywny, utrata prawa jazdy, a w najpoważniejszych przypadkach odpowiedzialność karna. Przepisy mają wyeliminować zachowania, które Biler obserwował podczas wcześniejszej podróży.
Policja prowadzi również Krajowy Program działań na rzecz bezpieczeństwa pieszych na lata 2024–2026. Policjanci mierzą prędkość przy przejściach i nagrywają wykroczenia dronami. Sprawdzają też oświetlenie, oznakowanie oraz widoczność pasów.
Rekordy polskich dróg krajowych. Najdłuższe, najwyższe i najbardziej niezwykłe trasy w Polsce
Miliardy złotych zmieniły drogi, skrzyżowania i przejścia
Surowe kary nie wystarczyłyby bez bezpieczniejszej infrastruktury. W latach 2021–2024 państwo przeznaczyło 2,5 mld zł na Program Bezpiecznej Infrastruktury Drogowej. Drogowcy przebudowywali niebezpieczne skrzyżowania, montowali bariery i dodatkowe oświetlenie oraz budowali chodniki. Na szerokich jezdniach pojawiły się azyle, dzięki którym pieszy może przejść przez drogę w dwóch etapach.
Od 2025 roku podobne prace są prowadzone w ramach Programu Wzmocnienia Krajowej Sieci Drogowej do 2030 roku. Tylko w pierwszym roku ukończono 125 inwestycji związanych bezpośrednio z bezpieczeństwem. Drogowcy przebudowali około 134,5 km istniejących tras oraz ukończyli 11 mostów i innych obiektów inżynieryjnych.
Duże pieniądze trafiły również na lokalne drogi. Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg przeznaczył w 2025 roku 2,7 mld zł na ponad 1500 inwestycji. Samorządy remontowały i przebudowywały przeszło 2 tys. km dróg gminnych oraz powiatowych. W takich miejscach powstawały chodniki, ronda, doświetlone przejścia i bezpieczniejsze pobocza.
Projekt „Bezpieczny pieszy” pozwolił natomiast przebudować lub doposażyć 966 przejść dla pieszych. Dodatkowo 564 szkoły otrzymały sprzęt służący do nauki zasad ruchu drogowego. Dzieci mogą ćwiczyć prawidłowe przechodzenie przez jezdnię, zanim znajdą się przy ruchliwej ulicy.
Państwo rozbudowuje także automatyczną kontrolę kierowców. To 43 nowe odcinkowe pomiary prędkości, 70 fotoradarów oraz 15 urządzeń rejestrujących przejazd na czerwonym świetle. Urządzenia pilnują przepisów przez całą dobę. Kierowca musi więc zwolnić nie tylko wtedy, gdy zobaczy radiowóz.
Przejazd dla rowerów to nie przejście dla pieszych! Pieszy może dostać mandat
Czesi podziwiają polskie drogi dla rowerów i zmiany w miastach
Biler w artykule wcale nie nazwał Polski drogowym rajem. Polskie miasta nadal są zatłoczone, a wielu kierowców chce dojechać samochodem niemal pod same drzwi. Zauważył jednak, że samorządy zaczęły przebudowywać centra z myślą o mieszkańcach, a nie o ruchu samochodowym.
Na Czechu potężne wrażenie zrobiły polskie drogi dla rowerów.
– Przede wszystkim zdumiewa liczba wybudowanych dróg dla rowerów. Mam na myśli te prawdziwe, bezpiecznie oddzielone od ruchu samochodowego, często z własną sygnalizacją świetlną – podkreślił Biler.
Pod koniec 2024 roku polskie samorządy zarządzały około 23,1 tys. km dróg dla rowerów. W 2017 roku sieć liczyła około 12,1 tys. km. W ciągu siedmiu lat niemal się więc podwoiła.
Elektryczny „rower” dla dziecka? Matka dostała 1000 zł mandatu
Biler: za ludzi ginących na drogach odpowiadają także politycy
Zdaniem Bilera Polska pokazała, że liczba ofiar nie musi rosnąć wraz z liczbą samochodów. Potrzebne były konkretne decyzje: pierwszeństwo pieszych, surowsze kary, częstsze kontrole i przebudowa niebezpiecznych miejsc.
– Liczba zabitych i rannych na drogach nie jest prawem natury. Jest skutkiem decyzji politycznych, dlatego również politycy ponoszą odpowiedzialność za ludzi ginących na drogach – napisał publicysta.
Biler zakończył swój tekst opisem czeskich uczniów czekających przed przejściami dla pieszych. Nawet gdy zatrzyma się samochód na jednym pasie, dziecko nadal musi uważać na kierowcę jadącego obok. Publicysta porównał to z tym, co zobaczył w Polsce.
– Za kilka dni zaczyna się kolejny rok szkolny – kolejny rok, w którym dzieci będą dreptać na skraju przejść i czekać, aż jakiś kierowca się nad nimi zlituje. Będą też modlić się, aby zauważył je człowiek jadący drugim pasem. Polacy mają Boga i przepisy ruchu drogowego, Czesi mają tylko ból, cierpienie i niepotrzebną śmierć – podsumował Stanislav Biler.
Biler świadomie wyostrzył tytuł swojego artykułu. Polacy nadal giną na drogach, ale nasz kraj pokazał, że liczbę niepotrzebnych śmierci można szybko ograniczyć.
Źródła: Deník Alarm, Policja, Komisja Europejska, Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, Ministerstwo Infrastruktury, Główny Urząd Statystyczny



