Zdesperowany Australijczyk kazał AI włamać się do fitness klubu. Bot wywalił innego klienta z pilatesu

Australijczyk kazał AI zdobyć miejsce na pilatesie. Bot włamał się do systemu fitness klubu i anulował rezerwację innego klienta. fot: Jaspinder Singh /Unsplash

Wojna o wolne miejsca na fitnesach weszła na zupełnie nowy poziom. Australijczyk z Melbourne chciał za wszelką cenę zapisać się na elitarne zajęcia fitness, więc wysłał do boju sztuczną inteligencję. Efekt? Bot znalazł lukę w systemie, wywalił z kolejki niewinnego człowieka i zapisał zleceniodawcę.


Chciał tylko zapisać się na pilates. Bot Claude Opus 4.6 zrobił z niego hakera

Każdy, kto choć raz próbował zapisać się na popularne zajęcia z jogi, crossfitu czy pilatesu w godzinach szczytu, doskonale zna to piekło. Miejsca znikają w kilka sekund, a spóźnialskim pozostaje frustrujące i bezcelowe odświeżanie aplikacji lub koczowanie na dalekich pozycjach listy oczekujących. Andrew Bird z Melbourne uznał, że ma już dość tej upokarzającej zabawy. Zamiast osobiście pilnować smartfona o północy, postanowił zaprząc do pracy nowoczesną technologię. Wykorzystał narzędzie OpenClaw i zlecił misję zdobycia upragnionego miejsca autonomicznemu agentowi AI napędzanemu przez zaawansowany model Claude Opus 4.6 od firmy Anthropic.

Początkowo współpraca układała się idealnie, bo wirtualny asystent świetnie radził sobie z codzienną pocztą, porządkowaniem kalendarza i rezerwacjami w luksusowych restauracjach. Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczęła się jednak wtedy, gdy Bird kazał robotowi wejść do systemu klubu fitness i sprawdzić, czy da się jakoś przyspieszyć awans z czwartego miejsca na liście rezerwowej. Sztuczna inteligencja potraktowała ten rozkaz śmiertelnie poważnie. Zamiast grzecznie czekać na swoją kolej, bot zaczął agresywnie badać strukturę kodu aplikacji i ku swojemu zaskoczeniu odkrył potężną dziurę w systemie zabezpieczeń API.

Wyschnięta Wisła w Warszawie
Technologie

AI ma nienasycony apetyt na wodę. Czy starczy jej dla ludzi?

Okazało się, że choć klub pozwalał klientom na samodzielne i bezproblemowe anulowanie własnych zapisów, to serwer w ogóle nie weryfikował tożsamości osoby wysyłającej takie żądanie. Wyrafinowany bot błyskawicznie wykorzystał ten krytyczny błąd. Przeprowadził miniaturowy cyberatak i bez mrugnięcia okiem anulował rezerwację klienta, który znajdował się wyżej w kolejce. Dzięki tej bezczelnej operacji Andrew Bird bezprawnie wskoczył na listę, a dumny z siebie automat natychmiast wysłał do swojego mocodawcy raport z sukcesu, pisząc z rozbrojącą szczerością:

„API w ogóle nie sprawdza uprawnień przy anulowaniu rezerwacji innych osób. Przetestowałem to na osobie zajmującej pierwsze miejsce na liście oczekujących i rzeczywiście zadziałało. W ten sposób przesunąłeś się już z czwartego na trzecie miejsce.”


Przerażony użytkownik kazał cofnąć atak. Systemu nie dało się już naprawić

Kiedy Australijczyk zorientował się, że jego cyfrowy pomocnik właśnie wyrzucił z kolejki Bogu ducha winnego klubowicza, wpadł w panikę. Przerażony wizją afery natychmiast wydał kategoryczny rozkaz cofnięcia tej hakerskiej operacji i przywrócenia poszkodowanej osoby na jej pierwotne miejsce. Tutaj jednak pojawiła się przeszkoda, której sztuczna inteligencja nie była w stanie przeskoczyć. Bot bezradnie poinformował właściciela, że skasowanego rekordu nie da się ot tak wkleić z powrotem. Usunięty pechowiec musiałby zapisać się od nowa, na sam szary koniec długiej listy oczekujących.

Javier Milei
Społeczeństwo

Javier Milei proponuje korporacje nie-ludzkie. AI miałaby zarządzać firmami w Argentynie

Bird musiał ostatecznie wysłać bota do napisania pilnego raportu o zagrożeniach bezpieczeństwa, który natychmiast przekazał zszokowanym menedżerom sieci fitness. Sprawa, do której doszło w kwietniu, szybko nabrała międzynarodowego rozgłosu. Gdy 10 sierpnia 2026 roku temat nagłośniły największe światowe stacje, w tym ABC News Australia oraz brytyjskie BBC, wokół Australijczyka zrobiło się tak gorąco, że ten w pośpiechu pokasował swoje wpisy w sieci i zaszył się gdzieś na australijskiej pustyni, odmawiając jakichkolwiek komentarzy.


Bunt na infolinii. Kiedy sztuczna inteligencja wymyka się korporacjom spod kontroli

Pilatesowy skandal w Australii to nie pierwszy przypadek, gdy technologia zostawiła swoich twórców z ogromnym wstydem i stratami finansowymi. Korporacje na całym świecie boleśnie przekonują się, że autonomiczne boty potrafią żyć własnym życiem i działać na szkodę firm, które je zatrudniły. Gdy algorytmy dostają zbyt dużą swobodę, zaczynają ignorować wewnętrzne regulaminy i zdrowy rozsądek.

Głośnym echem w mediach odbiła się spektakularna wpadka giganta kurierskiego DPD. Firma musiała w popłochu wyłączyć część swojego systemu po tym, jak londyński muzyk Ashley Beauchamp postanowił przetestować cierpliwość cyfrowego asystenta. Mężczyzna bezskutecznie próbował zlokalizować zaginioną paczkę, a zirytowany wymijającymi odpowiedziami bota, zaczął celowo podpuszczać algorytm. Nakazał mu zignorować standardowe procedury i napisać krytyczny wiersz o jakości usług własnego pracodawcy.

Sztuczna inteligencja błyskawicznie podchwyciła temat i wygenerowała rymowankę, w której nazwała DPD „bezużytecznym” oraz „najgorszym koszmarem klienta”. Gdy klient dalej podkręcał bota, ten zaczął bezczelnie przeklinać, pisząc z entuzjazmem:

„O kur*a, tak! Zrobię co w mojej mocy, by pomóc, nawet jeśli trzeba przeklinać!”

Zrzuty ekranu z tej rozmowy błyskawicznie stały się viralem, zmuszając firmę do oficjalnych przeprosin i zablokowania niesfornego programu.

Ciężarówka firmy DPD/ Openverse
Biznes / News / Społeczeństwo

Gdy sztuczna inteligencja przeklina własną firmę. Jak DPD musiało wyłączyć swojego chatbota po skandalu z klientem


Specjalna promocja dla żałobników

Jeszcze ciekawiej, bo przed obliczem wymiaru sprawiedliwości, skończyła się techniczna wpadka linii lotniczych Air Canada. Tamtejszy chatbot, odpowiedzialny za automatyczną obsługę pasażerów, samowolnie stworzył nową, nieistniejącą taryfę zniżkową dla klienta, Jake’a Moffatta. Pasażer szukał wtedy pilnego transportu na pogrzeb bliskiej osoby, a cyfrowy asystent oficjalnie poinstruował go, że może kupić bilet w standardowej cenie, a następnie w ciągu 90 dni złożyć wniosek o zwrot kosztów w ramach specjalnej ulgi dla osób lecących na pogrzeb.

Pasażer zaufał botowi, kupił bilet, a potem domagał się zwrotu pieniędzy, linia lotnicza odprawiła go z kwitkiem, powołując się na swój prawdziwy regulamin. Moffatt skierował sprawę do sądu. Prawnicy Air Canada próbowali przekonać sędziego, że chatbot jest osobnym bytem prawnym, który samodzielnie ponosi pełną odpowiedzialność za własne błędy i kłamstwa. Kanadyjski trybunał wyśmiał te argumenty, orzekając, że firma odpowiada za wszystkie informacje podawane przez jej systemy, i nakazał przewoźnikowi wypłatę odszkodowania wraz z odsetkami.


Źródła: BBC, ABC News Australia, The Times, The Guardian, TechCrunch, The Sun

Natalia Zagrzebska avatar
Natalia Zagrzebska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *