Javier Milei proponuje korporacje nie-ludzkie. AI miałaby zarządzać firmami w Argentynie
Prezydent Argentyny chce przyciągnąć firmy AI nowym prawem korporacyjnym. Yuval Noah Harari odpowiada w „Financial Times”, że agentom AI nie wolno nadawać osobowości prawnej.
Javier Milei, prezydent Argentyny, chce otworzyć krajowe prawo spółek na sztuczną inteligencję, algorytmy, roboty i blockchain. W artykule „Argentina invites AI to free itself”, opublikowanym w „Financial Times”, przedstawił plan stworzenia nowej kategorii prawnej: korporacji nie-ludzkich, czyli podmiotów obsługiwanych przez agentów AI albo roboty.
Kilka dni później na tych samych łamach odpowiedział mu Yuval Noah Harari, izraelski historyk, filozof i autor książek o wpływie technologii na cywilizację. W tekście „We must not grant AI agents legal personhood” ostrzegł: „Nie wolno nadawać agentom AI osobowości prawnej”.
Spór między Mileiem i Hararim wykracza poza pytanie, czy firmy mogą używać AI do obsługi klientów, księgowości, analizy danych albo pisania kodu. Chodzi o coś większego: czy system prawny powinien dopuścić spółki zarządzane przez AI, które mogą działać w gospodarce podobnie jak tradycyjne firmy, ale bez praktycznie żadnego ludzkiego nadzoru.
Dodać można także do tej dyskusji jeszcze głos Sama Altmana, szefa OpenAI. Altman i główny naukowiec OpenAI Jakub Pachocki ostrzegli, że całkowita automatyzacja wszystkiego „nie jest przyszłością, której chcemy”, bo byłaby „niesatysfakcjonująca” i „niebezpieczna”. To chyba zastanawiające, że nawet jeden z najważniejszych ludzi światowego sektora AI podkreśla, że sztucznej inteligencji nie wolno pozostawiać samej sobie.
Kim jest Javier Milei i dlaczego stawia na AI?
Javier Milei rządzi Argentyną od grudnia 2023 roku. Do polityki wszedł jako libertariański ekonomista, ostry krytyk biurokracji i zwolennik radykalnej deregulacji. Jego rząd tnie wydatki, upraszcza przepisy i próbuje przyciągać kapitał do kraju, który przez lata zmagał się z inflacją, kryzysami walutowymi i niestabilnością gospodarczą.
W obszarze technologii Milei przedstawia Argentynę jako kraj przyjazny dla firm rozwijających sztuczną inteligencję. W „Financial Times” napisał:
„Tak jak rewolucja przemysłowa uwolniła nas od ograniczeń ludzkich mięśni, tak AI uwolni nas od ograniczeń ludzkiego mózgu, wynosząc produktywność poza nasze najśmielsze marzenia”.
Prezydent Argentyny nie ukrywa, że jego plan opiera się na lekkim podejściu do regulacji. W tym samym tekście deklarował:
„(…) zobowiązujemy się utrzymać AI poza regulacją, aby mogła być rozwijana bez śmiercionośnej ręki przedwczesnych i źle rozumianych przepisów”.
Ta filozofia dobrze pasuje do całego projektu politycznego Mileia. Państwo ma nie przeszkadzać, przepisy mają być proste, a firmy technologiczne mają dostać przestrzeń do eksperymentowania. Rząd już wysłał do Kongresu projekt reformy prawa spółek, który przewiduje m.in. spółki zautomatyzowane oraz DAO, czyli zdecentralizowane organizacje autonomiczne działające na podstawie smart kontraktów i blockchaina.
Korporacja nie-ludzka jako nowa forma prawna
Nie chodzi tylko o firmę, która używa AI
Najbardziej radykalna część propozycji Javiera Mileia dotyczy stworzenia w argentyńskim prawie nowej kategorii podmiotów gospodarczych. Nie chodzi tylko o firmę, która używa AI do księgowości, obsługi klienta albo analizy danych. Chodzi o spółkę, której działanie może opierać się na agentach AI, robotach albo systemach automatycznych.
Prezydent Argentyny napisał w „Financial Times”:
„(…) tworzymy nową kategorię korporacyjną w argentyńskim prawie: korporację nie-ludzką”.
Następnie doprecyzował, że mają to być „podmioty obsługiwane przez agentów AI albo roboty”.
Czym różni się tradycyjna spółka od korporacji nie-ludzkiej?
W klasycznej spółce da się wskazać ludzi odpowiedzialnych za najważniejsze decyzje. Są udziałowcy, członkowie zarządu, osoby reprezentujące firmę, dokumenty, uchwały, pełnomocnictwa, księgi i rejestry. Nawet jeśli spółka ma osobowość prawną, za jej działaniem stoją konkretne osoby: właściciele, menedżerowie, dyrektorzy, pracownicy albo beneficjenci końcowi.
W modelu proponowanym przez Mileia część tej konstrukcji może wyglądać inaczej. Spółka nie musiałaby być jedynie organizacją ludzi korzystających z narzędzi cyfrowych. Mogłaby działać jako podmiot obsługiwany przez system automatyczny. AI nie byłaby wtedy tylko pomocą dla zarządu, lecz mechanizmem prowadzącym operacje spółki: zawieranie transakcji, wykonywanie umów, analizowanie danych, zarządzanie aktywami albo podejmowanie decyzji zgodnie z wcześniej ustalonymi regułami.
„Ludzcy udziałowcy mogą uczestniczyć, ale nie są wymagani”
Duże znaczenie ma kolejne zdanie Mileia:
„Ludzcy udziałowcy mogą uczestniczyć, ale nie są wymagani”.
Ten fragment zmienia ciężar całej propozycji. Jeśli ludzcy udziałowcy nie są konieczni, pojawia się pytanie, kto faktycznie kontroluje taki podmiot. Może to być twórca kodu, właściciel infrastruktury, dostawca modelu AI, osoba mająca dostęp do kluczy cyfrowych, operator systemu, beneficjent końcowy albo grupa uczestników ukryta za strukturą technologiczną.
Przy zwykłej spółce takie pytania też istnieją, ale prawo ma znane narzędzia: rejestry, obowiązki informacyjne, odpowiedzialność zarządu, przepisy o beneficjentach rzeczywistych i kontrolę dokumentów. Przy podmiocie prowadzonym przez algorytm kluczowe decyzje mogą wynikać z kodu, modelu danych albo automatycznej procedury.
Ograniczona odpowiedzialność i nowy problem prawny
Milei chce także, aby nowe podmioty korzystały z ograniczonej odpowiedzialności. W „Financial Times” napisał:
„Ograniczona odpowiedzialność nie jest luksusem dla takich podmiotów; jest warunkiem ich istnienia”.
W tradycyjnej gospodarce ograniczona odpowiedzialność pozwala inwestorom ryzykować kapitałem wniesionym do spółki, a nie całym prywatnym majątkiem. Dzięki temu łatwiej finansować duże przedsięwzięcia, rozwijać firmy i przyciągać kapitał. Ten mechanizm działa jednak w świecie, w którym można wskazać ludzi podejmujących decyzje albo osoby czerpiące korzyści z działania spółki.
W przypadku korporacji nie-ludzkiej problem jest ostrzejszy. Jeśli system AI doprowadzi do szkody, błędnej transakcji, manipulacji rynkowej, niewypłacalności albo naruszenia prawa, sama spółka może odpowiadać tylko majątkiem, który posiada. Jeżeli ten majątek okaże się niewystarczający, poszkodowani mogą mieć problem z dochodzeniem roszczeń od osób stojących za systemem.
Trzeba będzie ustalić, czy zawinił twórca algorytmu, operator modelu, osoba konfigurująca system, właściciel danych, dostawca infrastruktury, beneficjent końcowy czy podmiot, który formalnie korzystał z ograniczonej odpowiedzialności.
Dlaczego propozycja Mileia budzi tak duże emocje?
Propozycja Mileia wychodzi poza zwykłą dyskusję o automatyzacji biznesu. Firmy już dziś korzystają z AI, ale odpowiedzialność zwykle wraca do ludzi i organizacji, które wdrożyły system. Korporacja nie-ludzka przesuwa pytanie dalej: czy prawo może dopuścić podmiot, którego codzienne działanie prowadzi algorytm, a ludzie nie muszą występować w klasycznej roli udziałowców ani zarządu.
Dla zwolenników projektu to szansa na nową falę przedsiębiorczości: firmy działające szybciej, taniej i bez części kosztów organizacyjnych. Dla krytyków to ryzyko stworzenia podmiotów, które będą mogły zawierać umowy, zarządzać majątkiem i działać na rynku, ale odpowiedzialność za ich decyzje będzie trudniejsza do przypisania niż w tradycyjnej spółce.
Co przewiduje projekt reformy w Argentynie?
Argentyński projekt reformy prawa spółek ma szerszy zakres niż tylko AI. Rząd chce uprościć rejestrację firm, zwiększyć znaczenie statutu, przenieść wiele procedur do kanałów cyfrowych i ograniczyć ingerencję państwa w organizację spółek.
Największą uwagę przyciągają jednak spółki zautomatyzowane. Według argentyńskich opracowań mają to być podmioty działające autonomicznie z wykorzystaniem algorytmów albo sztucznej inteligencji, bez pracowników potrzebnych do zwykłego funkcjonowania. Takie spółki miałyby osobowość prawną i ograniczoną odpowiedzialność.
Wydział Nauk Prawnych i Społecznych Uniwersytetu Narodowego w La Placie opisał ten model wprost: „Przepisy umożliwiają model biznesowy, w którym podejmowanie decyzji i wykonywanie operacji leży po stronie systemu zautomatyzowanego, a nie osób fizycznych wykonujących pracę w określonym czasie”.
Drugi element projektu to DAO, czyli zdecentralizowane organizacje autonomiczne. Działają one na podstawie zasad zapisanych w kodzie, zwykle przez smart kontrakty i blockchain. Decyzje mogą zapadać przez głosowania powiązane z tokenami. Taki model nie musi przypominać tradycyjnej spółki z zarządem i siedzibą w biurowcu. Bardziej przypomina cyfrowy protokół, który zarządza środkami, transakcjami i zasadami uczestnictwa.
Santiago Siri, założyciel i prezes The DemocracyOS Foundation, ocenił w rozmowie z Chequeado: „To rozwiązanie nie ma wielkiego precedensu na świecie, ponieważ jednostka jest zarządzana przez AI”.
Technofaszyzm i kolejny kopniak w ego człowieka. Prof. Leder: AI może odebrać nam złudzenie wyjątkowości
Kim jest Yuval Noah Harari?
Yuval Noah Harari jest historykiem, filozofem i profesorem Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Światową rozpoznawalność dały mu książki „Sapiens”, „Homo Deus”, „21 lekcji na XXI wiek” i „Nexus”. Od lat pisze o tym, jak technologia, dane, algorytmy i systemy informacyjne zmieniają społeczeństwo, politykę oraz władzę.
W odpowiedzi na tekst Mileia Harari opublikował w „Financial Times” artykuł „We must not grant AI agents legal personhood”. Już sam tytuł brzmi jak ostrzeżenie: „Nie wolno nadawać agentom AI osobowości prawnej”.
Harari odniósł się bezpośrednio do propozycji prezydenta Argentyny:
„W zeszłym tygodniu na łamach tej gazety prezydent Argentyny Javier Milei ogłosił utworzenie nowej kategorii prawnej dla korporacji nie-ludzkich”.
Dla Harariego właśnie tu zaczyna się największy problem. Jeżeli AI dostanie osobowość prawną, może zyskać dostęp do narzędzi, które do tej pory były tworzone dla ludzi albo organizacji kontrolowanych przez ludzi: własności, kont bankowych, umów, sądów i działalności politycznej.
Harari ostrzega przed nową formą władzy
Harari przypomina, że tradycyjne korporacje już dziś są osobami prawnymi. Mogą posiadać majątek, zawierać umowy, zatrudniać ludzi, pozywać i być pozywane. Za takimi firmami stoją jednak ludzie: właściciele, zarządy, menedżerowie, pracownicy i beneficjenci.
W przypadku podmiotów prowadzonych przez AI więź między decyzją a człowiekiem może być słabsza. Jeśli spółka działa przez algorytm, trudniej ustalić, kto faktycznie odpowiada za jej działania. Człowieka można przesłuchać, ukarać, odsunąć od funkcji albo pozwać. Algorytm nie ponosi odpowiedzialności w taki sam sposób.
Harari ostrzega, że korporacje nie-ludzkie mogłyby posiadać aktywa, zatrudniać ludzi, handlować, pozywać w sądzie, a nawet przekazywać pieniądze na kampanie polityczne. Jego sprzeciw nie dotyczy samego używania AI w biznesie. Dotyczy nadania agentom AI narzędzi prawnych, które pozwalają działać w świecie gospodarki jak samodzielni uczestnicy rynku.
Historyk przywołuje także wielkie kompanie handlowe, takie jak Holenderska Kompania Wschodnioindyjska. W jego ocenie osobowość prawna i ograniczona odpowiedzialność dawały takim podmiotom ogromną władzę gospodarczą i polityczną. W wersji opartej na AI podobna konstrukcja mogłaby być jeszcze trudniejsza do kontrolowania.
AI poległo w bibliotece. Uniwersytet Warszawski szuka ludzi do odczytywania rękopisów
Co na to prawnicy i eksperci technologiczni?
Argentyńscy prawnicy i eksperci technologiczni nie kwestionują samej potrzeby zmiany prawa spółek. Problemem jest skala eksperymentu. Projekt Mileia nie tylko upraszcza przepisy, ale dopuszcza podmioty, których codzienne działanie może prowadzić AI.
Prawnik Pablo Serdán z Uniwersytetu w Buenos Aires powiedział serwisowi Chequeado:
„„Kod jest tym, co rządzi, (…) Modernizacja prawa spółek z 1972 roku jest rozsądna i potrzebna, ale negatywne aspekty propozycji ważą więcej”.
W zwykłej spółce można sprawdzić dokumenty, uchwały, przepływy finansowe i decyzje zarządu. W spółce zautomatyzowanej najważniejsze reguły mogą być zapisane w kodzie. To tam może znajdować się odpowiedź na pytanie, dlaczego system zawarł transakcję, uruchomił płatność albo podjął określoną decyzję.
Tu pojawia się trudność. Kod może być chroniony jako tajemnica przedsiębiorstwa. Regulator, sąd albo wierzyciel mogą więc mieć problem z ustaleniem, kto naprawdę kontrolował system i kto powinien odpowiadać za szkodę.
Drugi problem dotyczy samej tożsamości agentów AI. Santiago Siri, założyciel The DemocracyOS Foundation, zwrócił uwagę, że takie systemy nie funkcjonują dziś jak ludzie ani zwykłe firmy:
„Same z siebie nie mogą mieć konta bankowego ani uzyskać dostępu do narzędzi wymagających paszportu albo podobnej formy identyfikacji”.
Nowa forma prawna mogłaby to zmienić. Agent AI nie musiałby mieć paszportu ani dowodu. Mógłby działać przez spółkę, która ma nazwę, adres, konto bankowe, majątek i zdolność zawierania umów.
Największe pytanie brzmi więc: kto stoi za takim podmiotem? Twórca kodu, właściciel modelu, inwestor, operator danych, posiadacze tokenów, a może beneficjent końcowy ukryty za strukturą technologiczną?
Dla rynku to nie jest detal. Spółka zarządzana przez AI mogłaby zawierać umowy, obsługiwać klientów, zarządzać aktywami i wykonywać płatności. Jeśli system popełni błąd albo doprowadzi do strat, odpowiedzialność może być trudniejsza do przypisania niż w tradycyjnej firmie.
Dlatego eksperci ostrzegają, że propozycja Mileia wymaga jasnych zasad: dostępu do kodu, ujawniania beneficjentów, odpowiedzialności za szkody i nadzoru nad działalnością finansową. Bez tego korporacja nie-ludzka może stać się nie tylko narzędziem innowacji, ale też wygodną osłoną przed odpowiedzialnością.
Sam Altman: pełna automatyzacja byłaby niebezpieczna
W dyskusji o spółkach zarządzanych przez AI istotny jest także głos Sama Altmana, szefa OpenAI. Nie odniósł się on bezpośrednio do propozycji Javiera Mileia, ale jego stanowisko dotyczy tego samego problemu: gdzie kończy się użyteczna automatyzacja, a zaczyna oddawanie zbyt dużej władzy systemom AI.
Altman i Jakub Pachocki, główny naukowiec OpenAI, napisali 8 czerwca 2026 roku na stronie firmy, że rozwój sztucznej inteligencji może przynieść ogromne korzyści, ale nie powinien prowadzić do świata, w którym ludzie przestają podejmować kluczowe decyzje.
„Całkowite zautomatyzowanie wszystkiego nie jest przyszłością, której chcemy. Byłoby niesatysfakcjonujące i niebezpieczne” – napisali Altman i Pachocki.
Altman i Pachocki zauważają, że wraz ze wzrostem możliwości AI rola człowieka nie znika. Przeciwnie, coraz większe znaczenie mają wyznaczanie kierunku, ocenianie skutków, podejmowanie decyzji, stosowanie osądu oraz wnoszenie do pracy wartości, odpowiedzialności i troski.
Stanowisko Altmana dobrze uzupełnia spór między Mileiem i Hararim. Prezydent Argentyny chce stworzyć ramy prawne dla korporacji nie-ludzkich i podmiotów obsługiwanych przez agentów AI. Harari ostrzega, że nadanie takim systemom osobowości prawnej może otworzyć im dostęp do majątku, umów, sądów i wpływu politycznego. Altman dodaje do tej dyskusji perspektywę firmy, która sama rozwija zaawansowane systemy sztucznej inteligencji: nawet jeśli AI potrafi wykonywać coraz więcej zadań, pełna automatyzacja nie powinna być celem samym w sobie.
Rząd nakłada cugle na AI. Czy Nawrocki to też zawetuje?
Milei chce przyciągać kapitał, Harari pyta o odpowiedzialność
Milei widzi w swoim projekcie szansę na gospodarczy skok. Argentyna ma stać się miejscem, w którym firmy AI będą mogły działać szybciej, taniej i z mniejszą liczbą ograniczeń. To propozycja dla startupów, funduszy, firm tworzących agentów AI, podmiotów blockchainowych i przedsiębiorstw szukających elastycznego prawa.
Harari patrzy na ten sam pomysł przez pryzmat władzy i odpowiedzialności. Jeżeli AI dostanie osobowość prawną przez konstrukcję spółki, może wejść do gospodarki jako podmiot posiadający majątek, prawa i możliwość działania, ale bez ludzkiej odpowiedzialności znanej z tradycyjnych struktur.
Altman dodaje trzecią perspektywę. Nie odrzuca automatyzacji. Nie twierdzi, że AI ma zostać zatrzymana. Ostrzega jednak przed światem, w którym człowiek znika z procesu decydowania, a systemy automatyczne przejmują wszystko.
W ten sposób argentyńska propozycja staje się czymś więcej niż projektem reformy prawa spółek. To test granic dla całej gospodarki cyfrowej. Chodzi o to, czy algorytm może nie tylko pomagać firmie, ale także prowadzić ją jako centralny mechanizm działania.
Co może się zmienić, jeśli Kongres przyjmie projekt?
Projekt Mileia nie zmusza obecnych spółek do zastąpienia zarządów algorytmami. Nie likwiduje też tradycyjnych firm. Dopuszcza jednak nowe formy prawne dla podmiotów działających przez AI, algorytmy i blockchain.
Jeżeli reforma przejdzie przez Kongres, Argentyna może znaleźć się wśród pierwszych państw, które tak szeroko otworzą prawo korporacyjne na spółki zautomatyzowane. Najważniejsze pytania dotyczą odpowiedzialności za decyzje algorytmów, dostępu regulatorów do kodu, ujawniania beneficjentów końcowych, opodatkowania, działania na rynku finansowym i ochrony kontrahentów.
Dla zwolenników to szansa na przyciągnięcie kapitału i stworzenie centrum innowacji. Dla krytyków to eksperyment z podmiotami, które mogą mieć prawa podobne do firm, ale działać bez klasycznej ludzkiej kontroli.
Dyskusja o sztucznej inteligencji przesuwa się z poziomu technologii na poziom prawa własności, odpowiedzialności, władzy gospodarczej i granic automatyzacji. Jeszcze niedawno pytanie brzmiało, czy AI może pisać teksty, analizować dane albo programować. Teraz brzmi: czy AI może dostać własną spółkę.
Źródła: Financial Times. Open AI, Chequeado
Czytaj więcej



