Kto trzyma mapę ryzyk polskiej gospodarki? Zanim oddasz swoje tajemnice, sprawdź, kto je czyta

Warszawa. Nowe mieszkania w Polsce – gdzie dostępny rodzinny kredyt mieszkaniowy bez wkładu własnego. fot: Maciej Cisowski/Unsplash

Państwa pilnują fabryk układów scalonych, chronią serwerownie i blokują przejęcia spółek technologicznych. Największe potęgi zrozumiały już, że kontrola nad informacją to kwestia przetrwania. Tymczasem polskie przedsiębiorstwa, zlecając obsługę ubezpieczeń, wciąż zbyt często traktują wybór doradcy jak rutynowy zakup usług biurowych. To strategiczny błąd. Broker korporacyjny dawno przestał być zwykłym pośrednikiem od polis. W epoce cyfrowych ataków staje się głównym powiernikiem wiedzy o tym, gdzie firma może z dnia na dzień upaść.


Świat brutalnie odrobił lekcję z gospodarczej naiwności. Państwa i rządy przestały zostawiać kwestie strategicznych technologii i danych wyłącznie wolnorynkowej logice optymalizacji kosztów. Tajwański producent układów scalonych TSMC ogłosił, że rozszerza swoje plany i przesuwa inwestycje warte 165 miliardów dolarów do Stanów Zjednoczonych, by rozwijać produkcję zaawansowanych półprzewodników z dala od azjatyckich punktów zapalnych.

Holandia, kierując się interesem narodowym, sukcesywnie zaostrza kontrole eksportowe technologii do produkcji procesorów. Ten sam kraj zablokował niedawno przejęcie holenderskiego dostawcy infrastruktury chmurowej Solvinity przez zagraniczną spółkę Kyndryl, argumentując wprost, że suwerenność cyfrowa to kwestia bezpieczeństwa publicznego. W tym samym czasie Unia Europejska zbroi się prawnie – wymusza na organizacjach wyższą odporność poprzez dyrektywę o bezpieczeństwie sieci i systemów informatycznych oraz surowo reguluje zasady dostępu do informacji za sprawą unijnego aktu w sprawie danych.

To wszystko wydaje się niesłychanie odległe od podpisania kolejnej polisy dla fabryki mebli pod Poznaniem czy centrum logistycznego pod Rzeszowem. To jednak groźne złudzenie. Skoro państwa zrozumiały, że uzależnienie od zewnętrznych dostawców to zagrożenie, to dlaczego polskie zarządy nadal wybierają doradcę ubezpieczeniowego tak, jakby szukały dostawcy papieru do ksero? Wygrywa ten, kto szybciej zbierze wyceny, kto zaproponuje niższą prowizję i kto ma „dobry kontakt” z rynkiem.

W dzisiejszych realiach taki tryb zarządzania własnym bezpieczeństwem to niebezpieczny anachronizm.


Mapa podatności, której nie widać w bilansie

Najważniejsze pytanie, jakie na najbliższym posiedzeniu powinien zadać sobie zarząd każdego większego przedsiębiorstwa, nie dotyczy oszczędności rzędu ułamka procenta na prowizji. Prawdziwe pytanie brzmi: co nasza firma tak naprawdę oddaje doradcy, gdy przekazuje mu materiały do przygotowania programu ubezpieczeniowego?

Prawda jest bowiem taka, że doradca – ubezpieczeniowy broker korporacyjny – nie dostaje do wypełnienia prostego formularza. Dostaje do rąk kompletną, operacyjną mapę słabych punktów całego przedsiębiorstwa.

Firma obnaża przed nim swój majątek: podaje szczegółowe lokalizacje zakładów, wartości odtworzeniowe budynków, wykazy linii produkcyjnych i zapasów w magazynach. Przekazuje bez retuszu całą historię swoich porażek – jak często psują się maszyny, dlaczego wybuchają pożary, gdzie zawodzą procedury i o co firma toczy spory z rzeczoznawcami, w tym przyczyny odmów wypłat odszkodowań. Przedsiębiorstwo oddaje wiedzę o stosowanych systemach bezpieczeństwa: od czujników przeciwpożarowych, po procedury ochrony fizycznej i poufne wyniki wewnętrznych audytów bezpieczeństwa.

Do tego dochodzą wrażliwe dane finansowe, krytyczne z punktu widzenia ubezpieczeń utraty zysku wskutek przerw w działalności. Z dokumentacji można wyczytać, na jakich marżach pracuje firma, od których dostawców jest uzależniona, ile tygodni zajmie jej podniesienie się po katastrofie i w których miejscach zatrzymanie jednego elementu paraliżuje całą organizację. Co więcej, doradca poznaje harmonogram i historię obsługiwanej floty pojazdów, kalendarz wygasania polis, limity, wyłączenia oraz udziały własne – czyli informacje o tym, ile strat firma gotowa jest wziąć świadomie na własne barki. To precyzyjna informacja o tym, w jakim punkcie kończy się rynkowa płynność finansowa spółki.

Z perspektywy wywiadu gospodarczego ten ogrom dokumentów to nie są papierowe załączniki. To mapa o potężnej wartości operacyjnej. Wskazuje, które węzły są krytyczne dla ciągłości działania. A terminy wygasania umów wraz z listą osób decyzyjnych obnażają, w których miesiącach relacja z firmą jest najbardziej podatna na presję negocjacyjną lub celowe ataki wykorzystujące socjotechnikę.

Rynek, o którym mówimy, ma gigantyczny ciężar. Według Głównego Urzędu Statystycznego tylko w 2025 roku zebrane przez zakłady ubezpieczeń składki przypisane brutto wyniosły 90,6 miliarda złotych, a wypłacone odszkodowania i świadczenia – blisko 53,8 miliarda złotych. Ubezpieczenia są potężnym elementem infrastruktury gospodarczej kraju, a dysponujący opisaną wiedzą brokerzy korporacyjni są jej niezwykle wrażliwymi węzłami.


Niemieckie firmy w Rosji wracają na forum Putina w Petersburgu. Deutsche Welle pisze o ponad 100 mld euro aktywów, sankcjach i handlu z Moskwą. fot: Maheshkumar Painam/Unsplash
Biznes

Niemieckie firmy wracają na forum Putina. Biznes dba o zablokowane 100 mld euro aktywów

Kwestionariusz jako plan cyfrowego włamania

Najbardziej newralgicznym obszarem jest dziś ochrona przed cyfrowymi atakami. Aby ubiegać się o rzetelną polisę chroniącą przed hakerami, organizacja musi całkowicie rozebrać przed rynkiem swoją architekturę bezpieczeństwa informatycznego.

Wypełniając obszerne kwestionariusze, firma musi opisać, czy i jak stosuje wieloskładnikowe uwierzytelnianie przy logowaniu pracowników. Tłumaczy procedury tworzenia kopii zapasowych. Wskazuje systemy monitorowania zagrożeń na urządzeniach końcowych, obnaża strukturę i segmentację swojej sieci wewnętrznej oraz zdradza procedury reagowania na incydenty. Deklaruje również zakładane czasy i punkty odtworzenia zasobów systemowych po awarii oraz przekazuje pełną listę zewnętrznych dostawców usług informatycznych.

Dla analityka zajmującego się selekcją i oceną ryzyka w towarzystwie ubezpieczeniowym to wiedza niezbędna do wyliczenia rynkowej ceny za polisę. Jeśli jednak taki kwestionariusz trafi w niepowołane ręce – z powodu wycieku, zaniedbania czy braku procedur u doradcy – natychmiast przestaje być formularzem. Staje się dla przestępców gotowym planem rekonesansu i instruktażem, pokazującym najkrótszą drogę ominięcia firmowych tarcz obronnych.


Tajemnica chroniona prawem, a nie tylko pieczątką

Dlatego tak fundamentalne dla polskiej gospodarki staje się zrozumienie ról rynkowych. Polskie prawo widzi w tym obszarze bardzo ostre granice i różnicę między agentem a brokerem. Agent ubezpieczeniowy wykonuje swoje czynności dystrybucyjne w imieniu lub na rzecz konkretnego zakładu ubezpieczeń – jego centrum lojalności leży jednoznacznie po stronie ubezpieczyciela. Z kolei broker ubezpieczeniowy to instytucja upoważniona do działania wyłącznie w imieniu lub na rzecz klienta.

To nie jest zbiór pustych przepisów. To sam rdzeń relacji zaufania: ten, kto dostaje klucze do wiedzy o słabościach firmy, musi mieć jasno określone, udokumentowane centrum lojalności. Ustawa o dystrybucji ubezpieczeń narzuca tu absolutny rygor: broker nie może wykonywać działalności agencyjnej ani wchodzić w stałe stosunki umowne z ubezpieczycielem, które mogłyby rodzić jakikolwiek konflikt interesów. Prawo nakłada na niego również bezwzględny obowiązek zachowania tajemnicy informacji uzyskanych w związku z czynnościami zawodowymi – i obowiązek ten trwa także po zakończeniu obsługi zleceniodawcy.

Drugą, równie potężną zaporą są przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Przekazanie, ujawnienie lub wykorzystanie chronionych informacji bez uprawnień stanowi czyn nieuczciwy i jest ścigane prawem, o ile zagraża to istotnym interesom przedsiębiorcy. Ustawa wprost chroni wiadomości techniczne, handlowe i organizacyjne, a także procedury technologiczne, o ile posiadają one wartość gospodarczą i organizacja podjęła rzeczywisty wysiłek dla zachowania ich w sekrecie.

Dla członków zarządów powinien płynąć stąd twardy, otrzeźwiający wniosek: tysiące stron dokumentów spoczywających na biurkach doradców stają się chronioną prawem tajemnicą przedsiębiorstwa nie dlatego, że ktoś ze strachu przed rynkiem przybił na nich stempel z napisem „poufne”. Są nią z mocy samego prawa, ale tylko pod warunkiem, że firma jest świadoma ich wartości i realnie audytuje to, w jaki sposób broker je chroni.


Krajowy łańcuch wartości. O co toczy się spór?

W debacie rynkowej kwestia kapitału, zjawisko silnej pozycji na rynku czy wspieranie „krajowego zaplecza operacyjnego” bywa często i niesłusznie wrzucana do worka z napisem „nacjonalizm gospodarczy”. Tymczasem wystarczy przyjrzeć się temu problemowi na twardych liczbach, bez uprzedzeń. Doskonałym studium przypadku jest pozycja toruńskiej spółki EIB – jednego z krajowych liderów. Przywołanie jej modelu działalności to rynkowy dowód pozwalający zrozumieć, o co w istocie toczy się gra, gdy w erze wielkich zagrożeń firmy szukają prawdziwego dostawcy zaufania.

EIB - jeden z czołowych brokerów na rynku ubezpieczeniowym.  https://www.eib.com.pl
EIB – jeden z czołowych brokerów na rynku ubezpieczeniowym. https://www.eib.com.pl

Zanurzmy się w dane. Według niezależnego zestawienia branżowego „Almanach brokerów 2026”, toruńska spółka zajmuje w kraju bardzo wysoką, dziesiątą pozycję, obsługując składkę o wartości ponad 640 milionów złotych. Jej udokumentowane przychody ogółem przekraczają 85 milionów złotych, z czego ponad 84 miliony pochodzi wyłącznie z działalności brokerskiej. To oznacza, że wskaźnik działalności brokerskiej sięga około 99 procent i stanowi najpotężniejszy dowód czystości relacji z klientami – podmiot zarabia na bezpośrednim doradztwie na rzecz ubezpieczającego się, redukując ryzyko porównywania rzetelnej brokerki z ukrytymi prowizjami ze źródeł pobocznych.

To właśnie z pozycji gwaranta tego modelu Rafał Kaszubowski, prezes zarządu EIB, często odnosi się w materiałach analitycznych do zasady, że

polskich interesów pilnuje polski broker”.

Natychmiast jednak w swoich artykułach publicystycznych zastrzega i przecina ewentualne spekulacje:

Hasło to nie jest nawoływaniem do protekcjonizmu”.

W relacjach z potężnym przemysłem oświadczenie to nie oznacza zamykania granic w imię sztucznego wspierania własnego podwórka. Jest twardym i racjonalnym wymogiem bezpieczeństwa i kontroli procedur. Prezes Kaszubowski definiuje krajowy wkład niezwykle precyzyjnie: to oparcie się na lokalnym systemie, w którym zlokalizowane są w kraju „lokalne zarządzanie, operacje, kompetencje eksperckie” i lokalna odpowiedzialność regulacyjna.

Z perspektywy dyrektora finansowego stojącego na czele dużej fabryki jest to kluczowy element obrony interesów. Nie chodzi tu o to, jakiego koloru paszport nosi udziałowiec doradcy. Chodzi o odpowiedź na twarde pytania o system zarządzania: gdzie fizycznie zapadają kluczowe decyzje? Kto prawnie odpowiada za przetwarzane na serwerach dane? Jak krótki jest łańcuch dowodzenia i eskalacji, kiedy dojdzie do potężnej szkody, a towarzystwo ubezpieczeniowe odmawia zapłaty?

Warszawa, stolica polskiego biznesu. fot: Kamil Gliwiński/ Unsplash
Biznes

Polska gospodarka rusza na zakupy. Deutsche Welle: „Polacy nadchodzą” i przejmują niemieckie firmy

Ulokowanie ostatecznej odpowiedzialności u podmiotu nad Wisłą gwarantuje zachowanie przez doradcę „strefy komfortu” decyzyjnego – to on ponosi pełną odpowiedzialność, bez konieczności oczekiwania na zielone światło od algorytmów z centrali usług wspólnych na innej półkuli. Kiedy pośrednik taki jak EIB analizuje ryzyka dla infrastruktury i majątku wartego na polskim rynku ponad 500 miliardów złotych, obejmując zdrowie i życie ponad 100 tysięcy osób, staje się brutalnie jasne, że przed doradcą obnaża się struktura państwa. Klient – jak zaznacza szef polskiego brokera w wywiadzie prasowym – „powierza nam swoje tajemnice”. Ustanawia to relację biznesową, która staje się po prostu „kwestią bezpieczeństwa i ochrony informacji”.

Utrzymanie krajowej decyzyjności w sercu Torunia czy Warszawy nie oznacza, że lokalny pośrednik zamyka się w zaścianku. EIB współpracuje poprzez potężne globalne sieci doradców, dysponując relacjami w 138 krajach. Konstrukcja ta zapewnia nienaruszalność architektury: decyzje w sprawach krytycznych należą do krajowych ekspertów, odpowiedzialność ponosi człowiek podlegający pod lokalne sądy, a ubezpieczenie ryzyka ląduje z powodzeniem na globalnych rynkach finansowych.

W dobie przybierającej na sile fali wielkich przejęć, gdzie niezależne, ugruntowane zespoły doradców bywają z miesiąca na miesiąc wykupywane przez potężne zachodnie fundusze inwestycyjne, polscy liderzy apelują o trzeźwość. Rafał Kaszubowski ocenia wielkie transakcje fuzji w „Gazecie Ubezpieczeniowej” surowo: często jest w nich, jego zdaniem, „dużo piany, a mało treści”, ponieważ globalizacja nie skutkuje z automatu podniesieniem jakości zabezpieczeń, lecz oddaniem kontroli rynkowej. Bez ogródek podsumowuje utratę samodzielności przez firmy z polskim zarządem oraz oddawanie decyzji innym rynkowym graczom:

Kto nie siedzi przy stole – jest w menu.

Równocześnie jednak podkreśla, dysponując potężnym zapleczem rynkowym: „krajowy doradca nie ustępuje konkurencji”.


Ile kosztuje tydzień przestoju i ułuda taniej składki

Zachowanie tajemnic w nieprzeniknionym, krajowym sejfie to dopiero początek prawdziwej analizy zabezpieczeń przedsiębiorstwa. Doradca staje się dostawcą zaufania dopiero w momencie, w którym zaczyna poprawnie tłumaczyć mapę zagrożeń klienta na restrykcyjny język transferu rynkowego ryzyka. Nawet najlepszy ubezpieczyciel nigdy nie wyceni poprawnie szkody wynikającej ze zjawiska, którego po prostu nie zrozumiał lub które przed nim ukryto.

Polacy nie chcą polexitu i nie ulegają manipulacjom. Sondaż Pollster dla „Super Expressu” pokazuje silne poparcie dla UE i sprzeciw wobec euro. fot: Tabrez Syed/Unsplash
Biznes

Eurostat: mimo kryzysów zatrudnienie w UE bije rekordy. Bezrobocie spada, choć gospodarka dostaje cios za ciosem

Oszukiwanie systemu wyceny, aby zaoszczędzić na prowizji, to najczęstszy i najgroźniejszy rynkowy błąd zarządów. Łukasz Górny, ekspert i dyrektor w EIB, na łamach roczników analitycznych z całą stanowczością obnaża, że „niedoubezpieczenie bywa maskowane” na siłę sztucznymi limitami ubezpieczeniowymi. Polskie spółki, w imię cięcia kosztów w arkuszach kalkulacyjnych, zaniżają sumy swoich gigantycznych aktywów i ignorują zjawisko inflacji. Ich dyrektorzy opierają się na naiwnej nadziei, że pożar strawi najwyżej ułamek hali produkcyjnej. Gdy potężny ogień w jedną noc równa z ziemią całą strefę technologiczną, boleśnie okazuje się, że ubezpieczenie nie pokrywa nawet uprzątnięcia gigantycznego pogorzeliska.

Dyrektor Łukasz Górny apeluje do rynku o otrzeźwienie ze szkodliwych złudzeń w rywalizacji cenowej: „Premiujmy pełnowartościową ochronę”. Dostarczanie analitykom uczciwej, pogłębionej mapy finansowej swojego majątku i podjęcie twardych działań prewencyjnych to konieczność. Należy zacząć egzekwować standardy:

Nagradzajmy jakością tych, którzy dostarczają jakość”.

Kolejny poziom prawdy o wycenach ujawniają skomplikowane rynki inwestycji, opóźnień budowlano-montażowych oraz utraty zysków. Lider praktyki technicznej EIB, Patryk Wełnicki, nie pozostawia wątpliwości na temat powagi spóźnień wykonawców w gigantycznych inwestycjach, posługując się prostą biznesową prawidłowością: „czas to pieniądz”. Ogień, powódź lub zniszczenie w transporcie kluczowego wirnika do elektrowni to jedno – koszmarem jest to, że nagle gigantyczna inwestycja staje w miejscu na osiem długich miesięcy. Prawdziwy, nieuwikłany doradca nie ogranicza się tu tylko do roli analityka zrujnowanego sprzętu, lecz chłodno i stanowczo potrafi zapytać zarząd, wymuszając skomplikowane i wrażliwe obliczenia finansowe: „ile kosztuje tydzień przestoju”? Broker wręcz musi wyliczyć, jak fizyczne opóźnienie wykończy firmę z powodu zablokowanych przepływów kapitałowych, zerwanych łańcuchów dostaw i uderzenia kar kontraktowych za nieterminowe oddanie projektu.

W dzisiejszej epoce tak ogromne bloki analitycznych wyliczeń błyskawicznie wrzuca się na wirtualne pulpity systemów sztucznej inteligencji. Rozwijające się technologie obiecują nieomylność przy analizowaniu zawiłych dokumentów ubezpieczeniowych, ale to obszar, w którym szef EIB wyznacza niezwykle kategoryczną czerwoną linię dla zachłyśniętych nowoczesnością innowatorów. Rafał Kaszubowski stanowczo przypomina rynkowi, by zachować bezpieczne ramy procedur. Zaawansowane algorytmy mają ogromny potencjał, ale zawsze muszą funkcjonować wyłącznie „obok eksperta, nigdy zamiast niego”. Kiedy stawką w potężnej, wielomilionowej sprawie staje się wypłata odszkodowań ratujących korporację przed absolutnym krachem finansowym, to nie zaprogramowany poza granicami krajowymi algorytm bez nazwiska ponosi prawną odpowiedzialność, lecz w pełni namacalny i posiadający rygorystyczne uprawnienia ekspert w kraju.

POURIA
Dom i ogród / News

Po spłacie kredytu we frankach i tak możesz pozwać bank i odzyskać pieniądze


Audyt zaufania. Sprawdź, przed kim się obnażasz

Puenta wypływająca z analizy polskich przedsiębiorstw obarczona jest niewygodnym ciężarem, przed którym od dawna ucieka się w korporacjach. Najłatwiej byłoby stworzyć prosty, jednostronny artykuł rzucający cień oskarżenia na wszystkie potężne instytucje spoza naszych granic, opierając wnioski na naiwnym zachwycie firmą z własnego podwórka. Taki tekst byłby kategorycznie niesprawiedliwy.

Mamy świadomość, że ogromny, zachodni holding ubezpieczeniowy często wnosi potężny portfel inwestycyjny z imponującą historią procesów bezpieczeństwa na światowych rynkach zbytu. Z kolei polski podmiot ze spójnym, udokumentowanym dorobkiem merytorycznym gwarantuje na miejscu coś o wiele cenniejszego – krótki i nierozerwalny sznur powiązań prawnych ze specjalistą od prawa karnego i cywilnego na miejscu, wiedzę o realnych mechanizmach naprawczych szkód stosowanych nad Wisłą oraz brak iluzorycznego szukania winnych na odległych kontynentach po awarii w łódzkiej fabryce.

Istotą zagrożeń polskiego rynku nie jest jednak sam w sobie kolor metki brokera. Potężny problem rodzi się w martwym punkcie kontrolnym – w chwili, gdy absolutnie żaden członek zarządu wielkiego molocha transportowego nie ma zielonego pojęcia, do kogo trafiają precyzyjne dokumenty mówiące o braku barier zabezpieczających przed atakiem komputerowym w serwerowniach firmy. Czy systematycznie analizuje je anonimowa grupa podwykonawcza zatrudniona w zewnętrznych firmach do taniego księgowania usług? Kto prowadzi rygorystyczne rejestry uprawnień logowania do tych umów? A jeśli nastąpi wyciek o katastrofalnej skali – czy broker wytypuje rano winnego współpracownika tu, na terenie Polski?

ustawa o sztucznej inteligencji w Polsce 2026
News

Koniec manipulacji AI. Polska wdraża unijny AI Act. Sztuczna inteligencja nie może nas oszukiwać

Zaostrzone unijne dyrektywy – w tym między innymi zasady cyberodporności i ostrej oceny zarządzania ryzykami w łańcuchach dostawców – brutalnie i jednoznacznie przerzucają pełen ciężar prawnej odpowiedzialności na barki członków kadry kierowniczej ubezpieczającej się firmy. Ustawa dotycząca wzmocnionej kontroli nad swobodą danych gwarantuje i utwardza zaporę uniemożliwiającą niepowołanym organom z obcych państw samowolne wkraczanie w cyfrową suwerenność europejskiego biznesu. Skoro polscy dyrektorzy, przerażeni tym prawem, godzinami przepytują dostawców platform komputerowych czy certyfikowanych audytorów chmurowych z zawiłości algorytmów deszyfrujących, muszą z identycznym żelaznym rygorem potraktować w gabinetach swojego brokera człowieka, który analizuje o nich niemal wszystko.

Wybór ubezpieczeniowego powiernika tajemnic odrzucił i spalił za sobą mosty z erą, w której to kupiec decydował o obniżeniu ułamka prowizji. To skomplikowana decyzja, komu ze stuprocentową pewnością kładziemy na stole plan naszych strategicznych wad, pęknięć technologicznych i biznesowych zawałów. W polityczno-technologicznym reaktorze światowym, w jakim się znaleźliśmy, rządzącym się dyktatem wojny o przewagi i suwerenność informacyjną czy systemami o podwójnym zastosowaniu wojskowo-cywilnym, potężne firmy muszą porzucić ignorancję. Nadszedł czas wymuszonego prawa kontroli tych, w rękach których jest klucz do zdemontowania firmowego krwiobiegu – zanim ten wyciek u brokera stanie się dla spółki najdroższym dokumentem wszech czasów.

Nie chodzi o to, czy broker ma polski, czy zagraniczny kapitał. Chodzi o to, czy firma wie, komu oddaje wiedzę o swoich słabościach.

Bo broker nie widzi tylko składki. Widzi miejsca, w których może stanąć produkcja. Widzi szkody, których spółka nie chce pamiętać. Widzi zabezpieczenia, które działają tylko na papierze. Widzi, ile firma zatrzymuje na własnym ryzyku i kiedy będzie musiała odnowić ochronę. W przypadku cyberpolisy widzi jeszcze więcej: fragment architektury cyfrowej, procedury backupu, dostawców IT, ślady wcześniejszych incydentów.

To jest wiedza o wartości strategicznej. Taka, której nie da się sprowadzić do Excela z trzema kolumnami: cena, prowizja, termin.

Dlatego broker korporacyjny powinien być dziś traktowany jak dostawca zaufania. Z audytem właściciela, jurysdykcji, podwykonawców, przepływu danych, użycia sztucznej inteligencji, logów dostępu i procedur na wypadek wycieku. Nie po to, by kogokolwiek wykluczać z rynku. Po to, by firma wiedziała, kto czyta jej tajemnice.

Państwa już zrozumiały, że kontrola nad informacją jest częścią bezpieczeństwa. Teraz tę samą lekcję muszą odrobić przedsiębiorstwa.

Bo mapa ryzyk nie jest dodatkiem do polisy. Jest instrukcją, jak zranić firmę.

Kamil Chołuj avatar
Kamil Chołuj

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *