Borat się kaja. Sacha Baron Cohen po raz pierwszy przeprosił Kazachstan
Jego bezlitosny humor nie oszczędzał polityków, celebrytów ani zwykłych ludzi. Teraz słynny komik tłumaczy się ze swoich żartów sprzed 20 lat.
Sacha Baron Cohen, brytyjski komik znany z wyjątkowo bezczelnego i prowokacyjnego humoru, po raz pierwszy przeprosił mieszkańców Kazachstanu za „Borata”. Aktor przyznał, że jego słynny bohater nie ma nic wspólnego z prawdziwymi Kazachami, a wybór kraju pochodzenia był niemal przypadkowy. Cohen przez lata nie oszczędzał jednak nikogo. W swoich filmach bezlitośnie wyśmiewał polityków, celebrytów, Amerykanów, ludzi różnych narodowości i religii. Jego humor nie bierze jeńców, a mimo to, a może właśnie dlatego, pokochały go miliony widzów na całym świecie.
Sacha Baron Cohen przeprosił Kazachów podczas rozmowy z amerykańskim dziennikarzem Joshem Horowitzem w podcaście „Happy Sad Confused”. Aktor opowiadał jak powstał pomysł na Borata i przyznał, że mieszkańcy Kazachstanu naprawdę mieli powody, by czuć się urażeni.
– Chcę po raz pierwszy przeprosić mieszkańców Kazachstanu, ponieważ Borat nie ma nic wspólnego z Kazachstanem – powiedział Cohen.
Komik powiedział, że szanuje Kazachów i ich kulturę. Tłumaczył się publiczności, że nigdy nie twierdził, że tak wygląda Kazachstan i jego mieszkańcy. Borat od początku był kompletnie fikcyjnym bohaterem, wymyślonym po to, aby prowokować ludzi i sprawdzać, jak daleko można posunąć się w żartach.
Kalabria: ojczyzna lodów tartufo, włoska bieda i ’Ndrangheta
Borat nie miał litości dla nikogo. Jego żarty przekraczały wszelkie granice
Kto oglądał „Borata” z 2006 roku, doskonale pamięta, że film był jednym wielkim skandalem. Cohen wcielił się w prymitywnego, wulgarnego i całkowicie pozbawionego zahamowań kazachskiego dziennikarza. Kiedy zobaczył w telewizji Pamelę Anderson, seksbombę ze „Słonecznego patrolu” kompletnie oszalał na jej punkcie. Po drodze do Kalifornii gdzie aktorka mieszkała obrażał niemal każdego, kogo spotkał, łamał wszelkie zasady i pakował się w coraz bardziej absurdalne sytuacje.
Borat nie przejmował się poprawnością polityczną, dobrymi manierami ani czyimikolwiek uczuciami. Obrażał kobiety, wygłaszał antysemickie komentarze, wyśmiewał mniejszości i zadawał przypadkowym ludziom najbardziej absurdalne pytania. Co więcej, wiele osób spotykanych podczas filmowej podróży nie wiedziało, że uczestniczy w komediowej prowokacji.
Jedna z najbardziej pamiętnych scen rozgrywała się podczas amerykańskiego rodeo. Borat stanął przed publicznością i z entuzjazmem ogłosił swoje poparcie dla amerykańskiej polityki wojennej.
– Niech George Bush wypije krew każdego mężczyzny, kobiety i dziecka w Iraku! – krzyczał bohater.
Publiczność reagowała oklaskami. Dopiero kiedy Borat zaczął wykonywać swoją absurdalną wersję hymnu Kazachstanu na melodię amerykańskiego hymnu, atmosfera wyraźnie się zmieniła.
Nie mniej szokujące były jego opowieści o rodzinie. Kiedy dowiedział się, że jego żona nie żyje, zareagował słowami:
– Moja żona nie żyje? Przybij piątkę!
Tak właśnie wyglądał humor Cohena. Był brutalny, nieprzewidywalny, często wulgarny i momentami wręcz obrzydliwy.
Sacha Baron Cohen obrażał wszystkich. Politycy i celebryci też nie byli bezpieczni
Borat nie był jedyną postacią, dzięki której Cohen zdobył ogromną popularność. Brytyjski komik od lat tworzy bohaterów, którzy doprowadzają swoich rozmówców do rozpaczy.
Jako Ali G przeprowadzał absurdalne wywiady z politykami, naukowcami i znanymi osobistościami. Potrafił zadawać pytania tak niedorzeczne, że jego rozmówcy często nie wiedzieli, czy powinni się śmiać, czy zachować powagę. Astronautę Buzza Aldrina pomylił nawet z Buzzem Astralem z Toy Story.
Z kolei w filmie „Brüno” z 2009 roku zagrał austriackiego dziennikarza modowego. Tym razem wyśmiewał próżność celebrytów, świat mody, medialną pogoń za sławą oraz homofobiczne uprzedzenia. Nie oszczędzał także polityków i przedstawicieli środowisk religijnych.
W „Dyktatorze” z 2012 roku nabijał się z autorytarnych przywódców, politycznej propagandy i absurdów władzy. Natomiast w serialu „Who Is America?” z 2018 roku ponownie prowokował amerykańskich polityków i osoby publiczne, podszywając się pod wyciągnięte z kapelusza postacie.
Trzeba przyznać, że Cohen nigdy nie miał na celowniku jednego narodu, religii czy grupy społecznej. Potrafił równie bezlitośnie przywalić konserwatystom, liberałom, celebrytom, politykom i dosłownie każdemu na ulicy.
Właśnie taki styl przyniósł mu światową sławę. Pierwszy „Borat” zarobił w kinach ponad 262 miliony dolarów, a charakterystyczne powiedzenie „Very nice!” stało się rozpoznawalne daleko poza Stanami Zjednoczonymi.
Jedni uwielbiają Cohena za odwagę i bezkompromisowość. Inni uważają, że jego żarty są zbyt okrutne i często uderzają także w osoby, które na takie traktowanie nie zasłużyły. Trudno jednak odmówić mu jednego: niewielu komików potrafi równie skutecznie wyprowadzać ludzi z równowagi.
„Lalka” Netflixa rozpętała awanturę. ING dokłada do pieca projektem „Nie-Lalka”
Dlaczego Borat był Kazachem? Cohen tłumaczy, że zdecydował przypadek
Cohen podczas spotkania opowiadał, że Borat początkowo wcale nie pochodził z Kazachstanu. Kiedy tworzył pierwszą wersję bohatera dla BBC, był Albańczykiem
Później jego narodowość zmieniała się w zależności od tego, dla której stacji telewizyjnej aktor przygotowywał kolejne występy. Jedna z wersji postaci nosiła imię Alexi Krickler i pochodziła z Mołdawii.
Kiedy Cohen rozpoczął współpracę z HBO, potrzebował nowego kraju dla swojego bohatera. Wtedy wybrał Kazachstan.
Aktor tłumaczył, że szukał miejsca, o którym przeciętny amerykański widz wie bardzo niewiele. Pomyślał, że właśnie Kazachstan będzie idealnym miejscem, ponieważ dzięki temu, że nikt właściwie nie zna tego kraju, będzie mógł widzowi wcisnąć każdy kit.
Komik wspominał też skargi kazachskiej ambasady, która protestowała przeciwko groteskowemu przedstawianiu kraju. Po latach przyznał, że dyplomaci naprawdę mieli powody do niezadowolenia.
23-latek z VW Golfa z naklejką „Jeb*ć biedę” sprawdził cennik zakopiańskiej drogówki
Kazachstan miał dość Borata. Władze groziły pozwem i walczyły o dobre imię kraju
Pierwszy film o Boracie był dla kazachskich władz poważnym problemem wizerunkowym. W filmie Kazachstan był zacofany, pełen przemocy, nietolerancji, prymitywnych obyczajów i skrajnych uprzedzeń.
Już w 2005 roku kazachskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych groziło Cohenowi pozwem. Urzędnicy uważali, że jego żarty szkodzą międzynarodowej reputacji kraju i ośmieszają jego mieszkańców.
W 2006 roku władze zdecydowały się nawet wykupić czterostronicowy dodatek reklamowy w „The New York Times”. Chciały w ten sposób pokazać Amerykanom, że Kazachstan jest nowoczesnym państwem z rozwijającą się gospodarką i bogatą kulturą.
Film oczywiście nie był wyświetlany w tamtejszych kinach.
Jednak z biegiem lat podejście ofiar Borata zaczęło się zmieniać. W 2020 roku organizacja Kazakh Tourism postanowiła wykorzystać ogromną popularność Borata do promocji turystyki.
W reklamach prezentujących piękne krajobrazy, lokalną kuchnię i nowoczesne miasta pojawiło się słynne hasło „Very nice!”. Zwrot, który przez lata kojarzył się z obraźliwym filmowym wizerunkiem kraju, stał się hasłem promocyjnym kampanii.
Nie wszystkim Kazachom spodobała się jednak taka zmiana. Po premierze „Borata 2” w 2020 roku przedstawiciele kazachskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych ponownie protestowali przeciwko Cohenowi. Zarzucali mu utrwalanie rasistowskich stereotypów i apelowali, aby jego film nie był brany pod uwagę przy przyznawaniu prestiżowych nagród.
Antoni Macierewicz musi przeprosić Macieja Laska. Sikorski o byłym ministrze: „Oszczerca, partacz i świr”
Borat po raz pierwszy przeprosił Kazachstan. A co z całą resztą?
Po niemal 20 latach od premiery pierwszego filmu Sacha Baron Cohen zdecydował się przeprosić Kazachów.
Pozostaje jednak pytanie, gdzie przebiega granica między bezlitosną satyrą a zwyczajnym obrażaniem ludzi. Cohen przez lata świadomie ją przekraczał, często wprawiając widzów w osłupienie. Dla jednych był genialnym prowokatorem, dla innych bezczelnym komikiem, który dla dobrego żartu gotów jest zrobić niemal wszystko.
Gdyby jednak Sacha Baron Cohen postanowił przeprosić wszystkich, których obraził, ośmieszył lub wprawił w zakłopotanie w swoich filmach i programach, miałby przed sobą naprawdę trudne zadanie. Musiałby chyba przeprosić wszystkich.
Ale czy miliony jego fanów w ogóle chciałyby wówczas oglądać tak grzecznego Sachę Barona Cohena?
Źródła: Happy Sad Confused, The Independent, Meduza, American Film Institute, British Comedy Guide
Polsko-litewski szlachcic wynalazł struny z metalowym oplotem
Wczasy pod gruszą także za zaległy urlop. PIP wyjaśnia zasady
Czytaj więcej



