Dzietność w Polsce może wzrosnąć. Pierwszy taki sygnał od lat
Po ośmiu latach gwałtownych spadków liczba urodzeń zaczęła się stabilizować. Dzietność może wzrosnąć z 1,07 do około 1,11–1,12, ale do przełomu jeszcze daleko.
Najnowsze dane GUS przynoszą pierwszy od lat pozytywny sygnał dla polskiej demografii. Liczba urodzeń w Polsce przestała gwałtownie spadać, a współczynnik dzietności może w 2026 roku nieznacznie wzrosnąć. Nie oznacza to nagłego baby boomu. Dzieci nadal rodzi się rekordowo mało, jednak tempo pogarszania się sytuacji wyraźnie zwolniło.
Dzietność w Polsce może pierwszy raz od lat wzrosnąć
W czerwcu 2026 roku urodziło się w Polsce około 20 tys. dzieci. Co ważniejsze, łączna liczba urodzeń z ostatnich 12 miesięcy niemal przestała się zmniejszać. W styczniu wynosiła około 237,3 tys., natomiast w czerwcu około 237,2–237,3 tys.
Różnica jest minimalna. Oznacza to, że po ośmiu latach nieprzerwanych spadków liczba urodzeń zaczęła się stabilizować. Jeszcze w październiku 2017 roku suma urodzeń z poprzednich 12 miesięcy przekraczała 403 tys. Od tamtego czasu zmniejszyła się o ponad 165 tys.
Zmiana może podnieść dzietność w Polsce. Według szacunków przedstawionych przez „Rzeczpospolitą” współczynnik może wzrosnąć z około 1,07 w 2025 roku do 1,11–1,12 w 2026 roku. Na oficjalny wynik za cały rok trzeba jednak poczekać. Obecne obliczenia opierają się na wstępnych danych z pierwszych sześciu miesięcy.
Liczba urodzeń i dzietność to nie to samo
Współczynnik dzietności pokazuje, ile dzieci urodziłaby przeciętnie jedna kobieta, gdyby w kolejnych latach życia rodziła z taką częstotliwością jak kobiety w poszczególnych grupach wieku w badanym roku. Nie jest to więc zwykłe podzielenie liczby urodzeń przez liczbę wszystkich kobiet.
Liczba Polek w wieku rozrodczym systematycznie maleje. W dorosłość wchodzą coraz mniej liczne roczniki urodzone pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku. Dlatego nawet utrzymanie liczby urodzeń na podobnym poziomie może podnieść współczynnik dzietności w Polsce.
W 2017 roku wynosił on około 1,45, natomiast w 2020 roku spadł do 1,38. Kolejne lata przyniosły jeszcze szybsze pogorszenie. Według szacunków rok 2025 zakończył się wynikiem około 1,07 dziecka na kobietę. Był to jeden z najniższych poziomów na świecie.
Ewentualny wzrost do 1,11–1,12 byłby więc zauważalną zmianą kierunku. Jednocześnie nie wystarczyłby do zatrzymania starzenia się i kurczenia polskiego społeczeństwa. Do prostej zastępowalności pokoleń potrzebna jest dzietność wynosząca około 2,1 dziecka na kobietę.
Koniec umowy o pracę w czasie ciąży i macierzyńskiego. Twoje prawa, zasiłki i urlopy
W pierwszym półroczu nadal urodziło się mniej dzieci
Dane GUS nie potwierdzają jeszcze wzrostu liczby urodzeń. W pierwszym półroczu 2026 roku przyszło na świat około 115 tys. dzieci, czyli o około tysiąc mniej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Spadek był jednak znacznie mniejszy niż w poprzednich latach.
W pierwszych trzech miesiącach 2026 roku zarejestrowano około 57,5 tys. urodzeń, niemal dokładnie tyle samo co rok wcześniej. Marzec przyniósł nawet wzrost o ponad 6 proc. w porównaniu z marcem 2025 roku. Z kolei w następnych miesiącach wyniki ponownie lekko spadły.
Dlatego nie można jeszcze ogłosić trwałego odwrócenia trendu. Można natomiast napisać, że spadek liczby urodzeń wyhamował, a statystyki od połowy 2025 roku utrzymują się w granicach około 237–238 tys. urodzeń w ciągu 12 miesięcy.
To pierwsza taka sytuacja od 2017 roku. Wtedy w Polsce urodziło się około 402 tys. dzieci. W 2024 roku liczba ta spadła do około 252 tys., a w 2025 roku do około 238 tys. Oznacza to, że w ciągu ośmiu lat liczba urodzeń zmniejszyła się o ponad 40 proc.
Kryzys demograficzny demoluje szkoły w Rudzie Śląskiej
Dlaczego spadek dzietności mógł wyhamować?
Jednej prostej odpowiedzi nie ma. Głębokie spadki z początku obecnej dekady zbiegły się najpierw z pandemią, a następnie z wybuchem wojny w Ukrainie, gwałtownym wzrostem cen i problemami na rynku mieszkaniowym. Wiele par mogło w tych warunkach odłożyć decyzję o dziecku.
Część niepewności związanej z pandemią już zniknęła. Polacy przyzwyczaili się również do wojny toczącej się za wschodnią granicą, inflacja spadła, a ceny mieszkań przestały rosnąć tak szybko. Wszystkie te zmiany mogły ułatwić części rodzin podjęcie odkładanej wcześniej decyzji.
Od połowy 2025 roku zaczęło się także rodzić więcej dzieci poczętych dzięki rządowemu programowi finansowania in vitro. Program mógł zwiększyć liczbę urodzeń o kilka tysięcy rocznie. Nie wystarczy to jednak do samodzielnego odwrócenia krajowych statystyk.
Demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego przypomniał, że podobny problem dotyczy wielu państw.
– Praktycznie cała Europa w ostatnich trzech–czterech latach doświadcza gwałtownego spadku dzietności – powiedział prof. Piotr Szukalski w rozmowie z Serwisem Nauka w Polsce.
Ekspert zwrócił również uwagę na zmianę podejścia do rodzicielstwa. Dla części młodych ludzi posiadanie dzieci nie jest już oczywistym etapem dorosłego życia. Do tego dochodzą późniejsze zakładanie rodzin, trudności z mieszkaniami, obawy o stabilne zatrudnienie oraz problemy z pogodzeniem pracy z opieką nad dzieckiem.
Aż 81 proc. produktów dla małych dzieci to żywność ultraprzetworzona
Polska nadal traci mieszkańców
Nawet możliwa poprawa współczynnika dzietności w 2026 roku nie zatrzyma szybko spadku liczby ludności. W pierwszym półroczu urodziło się około 115 tys. dzieci, a zmarło około 210,5 tys. osób. Ubytek naturalny wyniósł 95,5 tys. osób.
Rok wcześniej w tym samym okresie przewaga zgonów nad urodzeniami wynosiła około 92,6 tys. Sytuacja pod tym względem nawet nieznacznie się pogorszyła. W pierwszej połowie 2026 roku na każde 1000 mieszkańców przypadało około 6,2 urodzenia i 11,3 zgonu.
Nie można więc napisać, że zatrzymał się spadek przyrostu naturalnego. Przyrost naturalny w Polsce nadal jest ujemny, a przewaga zgonów nad urodzeniami rośnie. Poprawa dotyczy na razie wyłącznie tempa, w jakim zmniejszała się liczba przychodzących na świat dzieci.
Pierwsze półrocze przyniosło zatem sygnał wyhamowania spadku urodzeń, ale jeszcze nie demograficzny przełom. Aby mówić o trwałej zmianie, liczba urodzeń w Polsce musiałaby rosnąć przez kolejne lata. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy dzietność w Polsce rzeczywiście odbiła od historycznego dna.
Źródła: Główny Urząd Statystyczny, „Rzeczpospolita”, naukawpolsce.pl



