Czy będzie uniwersalny lek na raka – święty Graal onkologii? Naukowiec: „I tak, i nie”
Czy znajdziemy kiedyś lek na wszystkie nowotwory? Dr. Mateusz Pięt z UMCS o szansach na stworzenie uniwersalnej terapii na raka.
Wizja leku, który rozpoznaje komórkę nowotworową, niszczy ją i możliwie nie uszkadza zdrowych tkanek, od dawna jest jednym ze „świętych Graali” medycyny. Jej korzeni można szukać na początku XX wieku u Paula Ehrlicha, niemieckiego lekarza i immunologa, laureata Nagrody Nobla z 1908 roku. Ehrlich rozwijał koncepcję „magic bullet” – „magicznego pocisku”, czyli substancji skierowanej przeciw konkretnemu biologicznemu celowi.
Jego koncepcja stała się jednym z fundamentów późniejszej idei terapii celowanej.
Dziś część tej wizji stała się rzeczywistością. Istnieją leki blokujące białka potrzebne komórkom nowotworowym, przeciwciała, oraz terapie dobierane do zmian molekularnych w guzie. Nadal jednak nie znaleziono jednego wspólnego „wyłącznika” wszystkich nowotworów.
Czy istnieje zatem realna szansa, że kiedyś powstanie uniwersalny lek na raka?
„Czy w takim razie ktoś w końcu odkryje lek na raka? Moim zdaniem – nie. Oczywiście chodzi tu o produkt, który po podaniu będzie prowadził do wyleczenia pacjenta nowotworowego, niezależnie od typu nowotworu czy jego stadium” – mówi dr Mateusz Pięt z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS.
Czy rzeczywiście nie ma żadnej nadziei? Współczesne badania dobrze pokazują, skąd bierze się ten sceptycyzm.
Szczepionka przeciw HPV chroni nie tylko przed nowotworami. Badania pokazują, że szczepienia zmniejszają ilość komplikacji w ciąży
Dlaczego samo określenie „lek na raka” jest uproszczeniem?
Potocznie „rakiem” nazywamy niemal każdą chorobę nowotworową. Z medycznego punktu widzenia nie są to jednak pojęcia tożsame. Czy każdy nowotwór złośliwy można więc nazwać rakiem?
„W języku potocznym słowa ‘rak’ i ‘nowotwór’ często używane są zamiennie. Należy jednak pamiętać, że nie każdy nowotwór to rak. Rak to nowotwór złośliwy wywodzący się z tkanki nabłonkowej” – wyjaśnia dr Pięt.
Oprócz raków istnieją również białaczki, chłoniaki, mięsaki, czerniaki czy złośliwe nowotwory układu nerwowego. Wywodzą się z innych typów komórek, dlatego różnią się nie tylko miejscem występowania, lecz także mechanizmami odpowiedzialnymi za ich rozwój. Już z tego powodu trudno traktować wszystkie choroby nowotworowe jako jeden problem, który można rozwiązać za pomocą jednego leku.
Co więcej, podział na raka piersi, płuca czy jelita również nie wyczerpuje różnic między nowotworami. W obrębie jednego narządu mogą występować biologicznie odmienne podtypy choroby. Przykładowo w raku piersi znaczenie ma obecność receptorów hormonalnych oraz białka HER2. Z kolei w niedrobnokomórkowym raku płuca o wyborze leczenia mogą decydować określone zmiany genetyczne. W praktyce oznacza to, że dwóch pacjentów z pozornie podobnie brzmiącą diagnozą może wymagać zupełnie innej terapii.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie nowotwory są całkowicie od siebie różne. Czy można wskazać cechy, które je łączą?
„Choroba nowotworowa jest terminem bardzo ogólnym. Oczywiście, komórki wszystkich nowotworów wykazują pewne zbieżne cechy, jednak pod wieloma względami mogą się diametralnie od siebie różnić” – podkreśla ekspert UMCS.
Takie wspólne właściwości od lat próbuje uporządkować biologia nowotworów. Jedną z najważniejszych koncepcji stworzył Daniel Hanahan, biolog zajmujący się badaniami nad nowotworami, związany ze Swiss Institute for Experimental Cancer Research przy EPFL w Lozannie. W 2022 roku opublikował w czasopiśmie „Cancer Discovery” pracę przeglądową „Hallmarks of Cancer: New Dimensions”, będącą rozwinięciem wcześniejszej koncepcji charakterystycznych cech nowotworów.

Hanahan zauważył, że mimo ogromnej różnorodności komórki nowotworowe często muszą rozwiązywać podobne problemy, aby choroba mogła się rozwijać. Muszą między innymi utrzymywać sygnały pobudzające wzrost, unikać mechanizmów prowadzących do śmierci komórki, wymykać się układowi odpornościowemu oraz – w przypadku nowotworów zdolnych do rozsiewu – naciekać inne tkanki i tworzyć przerzuty.
I właśnie tutaj pojawia się zasadnicza trudność z uniwersalnym lekiem na raka. Dwa nowotwory mogą mieć tę samą cechę – na przykład zdolność do niekontrolowanego wzrostu – ale osiągać ją za pomocą zupełnie innych białek i szlaków biologicznych. Jeden guz może być silnie uzależniony od jakiegoś określonego mechanizmu, podczas gdy drugi osiąga ten sam efekt inną drogą.
Dlatego wspólna cecha nowotworów nie oznacza jeszcze, że istnieje jeden wspólny słaby punkt, który można zablokować jednym preparatem u wszystkich pacjentów. Przeciwnie – im dokładniej poznajemy biologię raka, tym wyraźniej widać, że podobny efekt choroby może mieć bardzo różne przyczyny molekularne.
Od wyniku w laboratorium do skutecznego leku prowadzi długa droga
Właściwie co chwilę pojawiają się nagłówki o „przełomie w leczeniu raka”, „nowym leku na raka” albo substancji, która ma niszczyć komórki nowotworowe. Problem w tym, że takie informacje często dotyczą dopiero bardzo wczesnego etapu badań – na przykład eksperymentów prowadzonych na komórkach w laboratorium.
Czy zatem informacja, że naukowcy znaleźli substancję zabijającą komórki nowotworowe, oznacza już odkrycie skutecznego leku?
„Zwykle jednak badania są na wczesnym etapie lub taka substancja wykazuje działanie jedynie w warunkach laboratoryjnych bądź w określonym zakresie. Czy możemy w takim razie mówić o ‘leku na raka’? Zdecydowanie nie” – zaznacza dr Pięt.
Pierwsze eksperymenty często prowadzi się in vitro, czyli poza żywym organizmem – na przykład na komórkach nowotworowych hodowanych w naczyniu laboratoryjnym. Dzięki temu można sprawdzić, czy badana substancja wpływa na określony proces, hamuje namnażanie komórek albo prowadzi do ich śmierci.
Taki model ma jednak poważne ograniczenia. W laboratorium substancja może mieć bezpośredni kontakt z komórkami. W organizmie człowieka musi natomiast zostać wchłonięta, przetrwać odpowiednio długo, dotrzeć do guza i osiągnąć w nim skuteczne stężenie. Jednocześnie nie może powodować zbyt dużych uszkodzeń zdrowych tkanek.
Dlatego związek, który świetnie działa w laboratorium, może później okazać się zbyt toksyczny, zbyt szybko usuwany z organizmu albo po prostu nie docierać tam, gdzie powinien.
Kolejnym krokiem są bardziej złożone modele. Coraz częściej wykorzystuje się między innymi organoidy, czyli niewielkie trójwymiarowe struktury hodowane z komórek, które częściowo odtwarzają właściwości prawdziwej tkanki lub guza. Pozwalają lepiej obserwować zachowanie komórek i reakcję na lek, ale nadal nie odtwarzają całego organizmu – jego metabolizmu, krążenia czy pełnej odpowiedzi immunologicznej.
Dlatego potrzebne są dalsze badania przedkliniczne, w których sprawdza się nie tylko, czy substancja działa, ale również jaka dawka może być bezpieczna, jak lek zachowuje się w organizmie i jakie może powodować działania niepożądane.
Dopiero później potencjalna terapia może przejść do badań klinicznych z udziałem ludzi. W pierwszych fazach ocenia się przede wszystkim bezpieczeństwo i dawkowanie. Następnie sprawdza się, czy lek rzeczywiście pomaga określonej grupie pacjentów, a w kolejnych badaniach – jak wypada na tle stosowanego już leczenia.
Bayer wygrywa w USA. Roundup bez ostrzeżeń o nowotworach
Jeden guz może zawierać różne populacje komórek
Kolejnym argumentem przeciwko wizji jednego uniwersalnego leku na raka jest heterogeniczność nowotworu, czyli jego wewnętrzne zróżnicowanie. Mówiąc prościej: komórki znajdujące się w jednym guzie nie muszą być identyczne. Mogą mieć inne mutacje, inaczej reagować na leczenie i w różnym stopniu wykorzystywać poszczególne mechanizmy potrzebne do wzrostu.
Skąd wiadomo, że takie różnice rzeczywiście występują w jednym nowotworze?
Jednym z badań, które szczególnie mocno zwróciły uwagę na ten problem, była praca zespołu Marco Gerlingera, badacza zajmującego się biologią i ewolucją nowotworów. W 2012 roku Gerlinger i współpracownicy opublikowali w „New England Journal of Medicine” badanie „Intratumor Heterogeneity and Branched Evolution Revealed by Multiregion Sequencing”. Naukowcy pobierali próbki z różnych miejsc tego samego raka nerki, a następnie porównywali występujące w nich zmiany genetyczne.
Okazało się, że poszczególne fragmenty tego samego guza nie były genetycznie identyczne. Część zmian występowała w wielu obszarach, inne znajdowano tylko w wybranych miejscach. Innymi słowy, guz nie przypominał jednolitej masy takich samych komórek. Bardziej przypominał rozgałęziające się drzewo ewolucyjne, w którym z jednej populacji z czasem powstają kolejne, różniące się od siebie gałęzie.
To odkrycie miało także duże konsekwencje praktyczne. Jeśli lekarz pobiera biopsję tylko z jednego miejsca, próbka może nie pokazywać całej różnorodności nowotworu.
Jeszcze dokładniej proces ten udało się później prześledzić w badaniu TRACERx, dużym, wieloletnim projekcie poświęconym ewolucji niedrobnokomórkowego raka płuca. W 2023 roku Alastair Frankell i współpracownicy opublikowali w „Nature” pracę „The evolution of lung cancer and impact of subclonal selection in TRACERx”. Badacze przeanalizowali 1644 obszary guzów pobranych od pierwszych 421 pacjentów uczestniczących w projekcie.
Badanie pokazało, że w obrębie jednego nowotworu mogą powstawać subklony, czyli grupy komórek wywodzące się od wspólnego przodka, ale posiadające własny zestaw zmian. Co więcej, takie subklony też się zmieniają. W czasie rozwoju choroby jedne mogą zanikać, a inne rozrastać się i zacząć dominować w guzie.
Dlaczego ma to tak duże znaczenie dla leczenia? Ponieważ terapia może bardzo skutecznie zniszczyć populację komórek wrażliwych na lek, a jednocześnie pozostawić niewielką grupę komórek odpornych. Jeśli te komórki przeżyją i zaczną się namnażać, mogą z czasem stać się dominującą częścią nowotworu. Dlatego lek, który początkowo działał bardzo dobrze, po pewnym czasie może stracić skuteczność.
Heterogeniczność tłumaczy więc nie tylko, dlaczego jeden lek nie musi działać jednakowo na wszystkie komórki guza, ale także dlaczego nowotwór może zmieniać się podczas leczenia i rozwijać oporność. Właśnie dlatego współczesna onkologia coraz częściej traktuje raka jako zmieniającą się populację komórek, która ewoluuje.
Rak płuca już nie musi być wyrokiem. Nowoczesne terapie dają nadzieję
Dlaczego stadium choroby i podobieństwo do zdrowych komórek komplikują leczenie?
Skuteczność leczenia zależy nie tylko od rodzaju nowotworu i zmian obecnych w jego komórkach.
„Znaczące jest to, iż im później choroba nowotworowa zostanie wykryta, tym trudniejsze jej leczenie i gorsze rokowania dla pacjentów” – mówi dr Pięt.
Ten sam nowotwór gdy tworzy jeszcze niewielki jeszcze guz bez przerzutów to kompletnie inna sytuacja, niż, gdy jego komórki przedostały się już do kolejnych narządów.
Wraz z rozwojem choroby rośnie też jej złożoność. Guz może naciekać sąsiednie tkanki, komórki mogą przedostawać się do węzłów chłonnych, a następnie tworzyć przerzuty w odległych narządach. W takiej sytuacji leczenie musi dotrzeć do komórek znajdujących się w wielu miejscach organizmu, a poszczególne ogniska choroby mogą dodatkowo różnić się między sobą. To kolejny powód, dla którego trudno wyobrazić sobie jeden lek działający równie skutecznie na każdym etapie nowotworu.
Jest jednak jeszcze jeden podstawowy problem. Nawet jeśli uda się znaleźć słaby punkt komórki nowotworowej, trzeba zaatakować go w taki sposób, aby możliwie oszczędzić zdrowe tkanki. Dlaczego jest to tak trudne?
„Komórki nowotworowe wywodzą się z komórek prawidłowych, somatycznych lub macierzystych, i niosą ich cechy” – wyjaśnia ekspert UMCS.
Innymi słowy, nowotwór nie jest obcym organizmem. Powstaje z naszych własnych komórek, i mają wiele tych samych procesów biologicznych co zdrowe tkanki.
Właśnie dlatego lek blokujący mechanizm niezbędny komórce nowotworowej może jednocześnie wpływać na komórki prawidłowe. Jeśli dany proces jest potrzebny obu, trudno całkowicie uniknąć działań niepożądanych. Celem terapii jest więc znalezienie takiej różnicy, od której nowotwór jest szczególnie zależny i którą można wykorzystać, nie wyrządzając nadmiernej szkody reszcie organizmu.
Podobny problem dotyczy układu odpornościowego. Potrafi on rozpoznawać część nieprawidłowych cech komórek nowotworowych, jednak guz może uruchamiać mechanizmy osłabiające taki atak. Na tym właśnie opiera się część współczesnych immunoterapii: nie chodzi o ogólne „wzmocnienie odporności”, lecz o zablokowanie konkretnych mechanizmów, dzięki którym nowotwór wymyka się odpowiedzi immunologicznej.
Lek musi trafić we właściwe komórki, działać w różnych miejscach organizmu, a jednocześnie nie uszkadzać nadmiernie prawidłowych tkanek. Im bardziej zaawansowany i zróżnicowany jest nowotwór, tym trudniejsze staje się spełnienie wszystkich tych warunków jednocześnie.
Nowotwór może się zmieniać i przestać reagować na lek
Kolejną trudnością jest to, że nowotwór nie pozostaje niezmienny przez cały czas choroby. Jego komórki mogą z czasem nabywać nowe cechy, a mechanizmy, które początkowo były dobrym celem dla terapii, po pewnym czasie mogą przestać być tak wrażliwe na stosowany lek.
W komórkach działają szlaki sygnałowe, czyli układy białek przekazujących informacje. Takie sygnały mogą pobudzać komórkę do podziału, hamować jej wzrost albo uruchamiać proces prowadzący do jej śmierci. W nowotworach część tych mechanizmów jest zaburzona, dlatego wiele nowych cząsteczek i leków projektuje się tak, aby blokowały konkretny element szczególnie ważny dla wzrostu guza.
Przełom w onkologii: pierwszy skuteczny lek na glejaka z mutacją IDH1/2 zatwierdzony przez EMA
Czy wystarczy znaleźć taki słaby punkt i go wyłączyć?
„Zwykle zablokowanie jednego szlaku molekularnego przynosi efekt terapeutyczny, często jednak nie jest wystarczające” – odpowiada dr Pięt.
Komórka może osiągać podobny efekt różnymi drogami. Dlatego zablokowanie jednego szlaku może działać początkowo, ale z czasem nowotwór może zacząć wykorzystywać inny mechanizm i stać się mniej wrażliwy na stosowany lek. To jeden ze sposobów powstawania oporności na leczenie.
Jak jeszcze może dojść do utraty skuteczności terapii?
„W komórkach nowotworowych może dojść do mutacji, w wyniku której struktura danego białka zostanie zmieniona – lek przestanie ‘pasować’ do swojego celu” – tłumaczy ekspert.
Mutacja to zmiana w DNA. Jeśli przez nią zmieni się budowa białka, do którego ma przyłączać się lek, cząsteczka może działać słabiej albo wcale. Nowotwór może też uruchomić alternatywny szlak albo zwiększyć usuwanie leku z komórki.
Co ważne, nie wszystkie komórki guza reagują na terapię tak samo. Część może być bardziej odporna już od początku. Wtedy lek niszczy przede wszystkim komórki wrażliwe, natomiast te odporniejsze przeżywają i z czasem mogą stanowić coraz większą część nowotworu.
Ten problem opisali Ibiayi Dagogo-Jack i Alice Shaw z Massachusetts General Hospital i Harvard Medical School w pracy przeglądowej „Tumour heterogeneity and resistance to cancer therapies”, opublikowanej w 2018 roku w „Nature Reviews Clinical Oncology”. Autorki podsumowały badania pokazujące, że nowotwory z czasem stają się bardziej zróżnicowane, a poszczególne grupy komórek mogą mieć różną wrażliwość na tę samą terapię.
Dlatego w onkologii często stosuje się kilka leków jednocześnie albo zmienia leczenie, gdy wcześniejsza terapia przestaje działać. To kolejny argument przeciw wizji jednego uniwersalnego leku na raka: nie wystarczy znaleźć słaby punkt guza raz, bo sam nowotwór może się zmienić, a wraz z nim zmienia się także jego podatność na leczenie.
Jeden lek może działać w różnych nowotworach. To jednak nie „lek na wszystko”
Współczesna onkologia zna już leki, które mogą być stosowane w kilku różnych rodzajach nowotworów. Nie dlatego, że wszystkie te choroby są do siebie podobne, ale dlatego, że ich komórki mają tę samą konkretną cechę biologiczną, na którą można skierować terapię.
Takie leczenie określa się jako tumor-agnostic, czyli niezależne od miejsca, w którym powstał nowotwór. W takim podejściu ważniejsze od samego narządu może być to, jaka zmiana występuje w komórkach guza.
Wakacje podczas leczenia. Jak wypoczywać bez przerywania terapii
Dobrym przykładem są badania Dung T. Le i zespołu z Johns Hopkins University, opublikowane w 2015 roku w „New England Journal of Medicine”. Naukowcy sprawdzali działanie pembrolizumabu, leku blokującego białko PD-1, u pacjentów z guzami mającymi zaburzony system naprawy DNA. PD-1 działa jak jeden z „hamulców” układu odpornościowego, dlatego jego zablokowanie może pomóc komórkom odpornościowym skuteczniej atakować nowotwór. Badanie pokazało, że znaczenie może mieć właśnie taka cecha guza, a nie wyłącznie narząd, z którego nowotwór się wywodzi.
Podobny sposób myślenia potwierdziło badanie Alexandra Drilona i międzynarodowego zespołu, opublikowane w 2018 roku również w „New England Journal of Medicine”. Naukowcy oceniali larotrektynib u dzieci i dorosłych z różnymi nowotworami, które łączyła jedna cecha – fuzja genów NTRK. Fuzja oznacza nieprawidłowe połączenie fragmentów genów, które może prowadzić do powstania białka stale pobudzającego komórkę do wzrostu.
Larotrektynib działał więc u pacjentów z różnymi rodzajami nowotworów, ponieważ ich guzy miały ten sam biologiczny słaby punkt.
To bardzo ważna zmiana w leczeniu raka, ale nadal nie oznacza powstania uniwersalnego leku na raka. Taka terapia zadziała tylko wtedy, gdy guz posiada odpowiedni biomarker, czyli konkretną cechę – na przykład mutację, fuzję genów albo określone białko – która wskazuje, że dany lek ma szansę być skuteczny.
Innymi słowy, jeden lek może być skuteczny w przypadku różnych nowotworów, ale tylko wtedy, gdy ich komórki mają wspólną cechę, na którą ten lek został zaprojektowany. W przypadku larotrektynibu takim celem są nieprawidłowe białka TRK powstające na skutek fuzji genów NTRK. Lek blokuje ich działanie i w ten sposób hamuje sygnał pobudzający komórki nowotworowe do wzrostu.
Jak komórki nowotworowe bronią się przed lekami?
Komórki nowotworowe mogą bronić się przed terapią nie tylko przez mutacje czy zmianę szlaków sygnałowych. Potrafią także aktywnie usuwać lek ze swojego wnętrza, zanim zdąży osiągnąć odpowiednio wysokie stężenie i zadziałać.
Jak taki mechanizm wygląda?
„Komórki nowotworowe mogą aktywnie usuwać ze swojego wnętrza substancje, które są dla nich szkodliwe, poprzez opłaszczanie ich błoną (egzocytoza) czy w wyniku aktywności określonych białek (tzw. białka oporności wielolekowej)” – wyjaśnia dr Pięt.
Egzocytoza to proces, w którym komórka zamyka daną substancję w niewielkim pęcherzyku otoczonym błoną, a następnie usuwa ją na zewnątrz. Jeszcze ważniejszą rolę mogą odgrywać jednak specjalne białka obecne w błonie komórkowej. Działają one jak pompy – wychwytują cząsteczki leku i wypompowują je z komórki.
Do najlepiej poznanych należą transportery z rodziny ABC. Jeśli komórka nowotworowa wytwarza ich dużo, lek może być usuwany tak szybko, że jego stężenie wewnątrz komórki staje się zbyt małe, aby skutecznie działać. Co więcej, te same mechanizmy mogą usuwać kilka różnych leków, dlatego mówi się o oporności wielolekowej.
Leczenie raka prostaty metodą IRE. Nowy zabieg w Szpitalu Carolina
Ten mechanizm opisują także nowsze prace przeglądowe dotyczące oporności na leczenie nowotworów. Badacze wskazują, że transportery ABC pozostają jednym z ważnych sposobów, dzięki którym komórki zmniejszają ilość leku w swoim wnętrzu i tym samym ograniczają skuteczność terapii.
Dlatego naukowcy próbują nie tylko opracowywać nowe cząsteczki przeciwnowotworowe, ale także blokować mechanizmy, które pomagają komórkom je usuwać.
„Dlatego odkrywa się, opracowuje i bada substancje, które oprócz danej aktywności będą też wykazywać aktywność dodatkową, np. hamowania białek oporności wielolekowej” – dodaje ekspert UMCS.
Czy uniwersalny lek na raka kiedyś powstanie?
Czy zatem „lek na raka” kiedyś powstanie? Dr Pięt odpowiada przewrotnie: i tak, i nie.
„Czy to oznacza, że ‘lek na raka’ jednak kiedyś powstanie? I tak, i nie. Moim zdaniem nigdy nie powstanie lek, który będzie równie skuteczny dla wszystkich pacjentów nowotworowych, względem wszystkich typów nowotworów na dowolnym stadium. Powstają zaś, i powstawać będą, terapie o coraz lepszej skuteczności względem danego typu nowotworu” – mówi ekspert UMCS.
„Nie” oznacza więc jeden uniwersalny preparat, który działałby tak samo na każdy nowotwór i u każdego chorego. „Tak” – coraz skuteczniejsze leki przeciw konkretnym rodzajom i podtypom nowotworów oraz coraz dokładniejsze dopasowywanie terapii do pacjenta.
Jak może wyglądać takie leczenie?
„Obecnie coraz większą popularnością cieszą się tzw. terapie spersonalizowane, czyli odpowiednio przygotowane pod konkretnego pacjenta. U takiej osoby bada się, poprzez jakie szlaki regulowany jest rozwój nowotworu, jakie geny są uszkodzone, i dostosowuje się terapię tylko dla niego” – wyjaśnia dr Pięt.
Przyszłość onkologii może więc należeć nie do jednej „cudownej tabletki”, lecz do coraz lepszego rozpoznawania słabych punktów konkretnego nowotworu i dobierania leczenia właśnie do nich.
„Obecnie stosowane terapie będą coraz doskonalsze, może nawet w przyszłości uda nam się całkowicie zwalczyć choroby nowotworowe lub zepchnąć je na margines, jednakże dalej dla każdego pacjenta czy danego typu nowotworowego konieczne będzie zastosowanie odpowiednio ‘skrojonej’ terapii” – podsumowuje ekspert.
I nawet coraz skuteczniejsze leczenie nie zastąpi profilaktyki. Jak zaznacza dr Pięt, równie ważne pozostaje zwiększanie wiedzy o tym, jak zmniejszać ryzyko zachorowania i jak wcześnie wykrywać chorobę.
dr Mateusz Pięt – adiunkt w Katedrze Wirusologii i Immunologii, Instytutu Nauk Biologicznych UMCS. Do jego zainteresowań naukowych należą przede wszystkim mechanizmy regulacji kancerogenezy i przerzutowania komórek nowotworowych oraz metody i narzędzia inżynierii tkankowej. W swojej działalności naukowej zajmuje się poznawaniem szlaków regulacji wzrostu, rozwoju i migracji komórek nowotworowych oraz ingerencją różnych substancji, naturalnych i syntetycznych, w te szlaki. Szczególną uwagę skupia na procesach kluczowych dla migracji komórek raka jelita grubego.
Źródła:
- Daniel Hanahan, „Hallmarks of Cancer: New Dimensions”, Cancer Discovery, 2022.
- Marco Gerlinger i wsp., „Intratumor Heterogeneity and Branched Evolution Revealed by Multiregion Sequencing”, The New England Journal of Medicine, 2012.
- Alastair Frankell i wsp., „The evolution of lung cancer and impact of subclonal selection in TRACERx”, Nature, 2023.
- Ibiayi Dagogo-Jack, Alice T. Shaw, „Tumour heterogeneity and resistance to cancer therapies”, Nature Reviews Clinical Oncology, 2018.
- Dung T. Le i wsp., „PD-1 Blockade in Tumors with Mismatch-Repair Deficiency”, The New England Journal of Medicine, 2015.
- Alexander Drilon i wsp., „Efficacy of Larotrectinib in TRK Fusion–Positive Cancers in Adults and Children”, The New England Journal of Medicine, 2018.
- Paolo Marchetti, Giuseppe Curigliano i wsp., „Genomically matched therapy in advanced solid tumors: the randomized phase 2 ROME trial”, Nature Medicine, 2025.
- Klaus Strebhardt, Axel Ullrich, „Paul Ehrlich’s magic bullet concept: 100 years of progress”, Nature Reviews Cancer, 2008.
- Komentarz ekspercki dra Mateusza Pięta, Katedra Wirusologii i Immunologii UMCS, „Czy kiedykolwiek powstanie ‘lek na raka’?”.
Nie wyrzucaj zielonych pomidorów! Sprawdź, które dojrzeją
Czytaj więcej



