Niech cię piorun nie strzeli. Gdzie jest bezpiecznie podczas burzy?
Budynek z piorunochronem, samochód? Dr Marek Kopciuszyński z UMCS wyjaśnia, gdzie szukać schronienia podczas burzy.
Niedawno, w sobotę, 20 czerwca 2026 roku, zwiedzających jedną z największych atrakcji Wrocławia zaskoczył potężny huk. Piorun uderzył w Fontannę Multimedialną przy Hali Stulecia. To był przysłowiowy piorun z jasnego nieba. Turyści przez chwilę stali oszołomieni, a potem zaczęli uciekać w popłochu.
To nie jedyny przypadek, który dobrze przypomina, jak dużą siłę ma wyładowanie atmosferyczne. Tatrzański Park Narodowy opublikował na Facebooku zdjęcia drzewa po uderzeniu pioruna.
Gdy piorun uderza w drzewo iglaste, ładunek elektryczny spływa po pniu do ziemi. Po drodze może rozłupać drewno, zerwać korę albo zostawić pionowe pęknięcie na całej długości pnia. Piorun zwykle trafia w jedno drzewo, ale skutki uderzenia mogą objąć także sąsiednie. Ładunek może przenieść się dalej przez glebę albo przez stykające się systemy korzeniowe.
Największy problem nie zawsze widać od razu. Według TPN piorun może uszkodzić korzenie, przez co drzewo gorzej pobiera wodę. Rany na pniu dodatkowo zwiększają jej utratę. Takie drzewo słabnie, produkuje mniej żywicy albo żywicę o zmienionym składzie, a później staje się bardziej podatne na korniki i grzyby.
Czasem drzewo zamiera szybko. Czasem pierwsze objawy pojawiają się dopiero po kilku miesiącach, na przykład latem, gdy rośnie zapotrzebowanie na wodę. To ważne także dla ludzi: drzewo po uderzeniu pioruna może wyglądać stabilnie, ale w środku może być mocno osłabione. Dlatego podczas burzy nie wolno chować się pod drzewami, nawet jeśli wydają się solidnym schronieniem.
O tym, gdzie najlepiej schronić się podczas burzy, jak powstaje wyładowanie atmosferyczne i dlaczego warto śledzić detekcję wyładowań, mówi dr Marek Kopciuszyński, adiunkt w Katedrze Fizyki Powierzchni i Nanostruktur UMCS. Naukowiec zajmuje się nanofizyką, fizyką powierzchni i fizyką ciała stałego, interesuje się także meteorologią, robotyką oraz programowaniem mikrokontrolerów.
Najbezpieczniej w budynku z piorunochronem
Najlepszym miejscem na przeczekanie burzy jest budynek z instalacją odgromową. To właśnie piorunochron przejmuje energię uderzenia i odprowadza prąd do ziemi specjalnymi przewodami.
Jak wyjaśnia dr Marek Kopciuszyński:
„Najbezpieczniejszym miejscem, w którym możemy się schronić w przypadku burzy, jest budynek wyposażony w instalację odgromową”.
Jeśli piorun trafi w taki obiekt, prąd nie powinien przejść przez przewodzące prąd elementy konstrukcji, instalacje albo osoby przebywające w środku. System odgromowy kieruje energię tam, gdzie powinna trafić, czyli do gruntu.
Ekspert dodaje jednak, że brak piorunochronu nie oznacza, że lepiej zostać na zewnątrz.
„Jeśli budynek nie posiada takiej instalacji, to istnieje ryzyko, że uderzenie pioruna wywoła przepięcie w sieci elektrycznej albo, co gorsza, wybuchnie pożar. Nadal jednak będzie to lepszą opcją niż pozostawanie na zewnątrz”.
W praktyce oznacza to prostą zasadę: podczas burzy wchodzimy do środka. Unikamy balkonów, otwartych tarasów, okien, instalacji wodnej i urządzeń podłączonych do prądu. Budynek, nawet bez piorunochronu daje jakąś ochronę. Z pewnością jest tam bezpieczniej, niż na polu, plaży, łące czy na szlaku w górach.
Samochód chroni, ale też ma wady
Często powtarza się, że podczas burzy bezpiecznie jest zostać w samochodzie. To w dużej mierze prawda, ale… Auto chroni dlatego, że jego metalowa karoseria może przeprowadzić prąd po zewnętrznej stronie pojazdu.
Dr Kopciuszyński tłumaczy:
„Często mówi się o tym, że bezpiecznie jest pozostać w samochodzie, gdyż samochód jest swego rodzaju ‘klatką Faradaya’, czyli rodzajem ‘metalowej puszki’, wewnątrz której, zgodnie z prawami elektrostatyki, wypadkowe pole elektryczne będzie równe zero, a prąd z wyładowania spłynie po karoserii, nie zagrażając osobom siedzącym w środku”.
Problem polega na tym, że współczesne samochody nie zawsze przypominają jednolitą metalową puszkę. Mają szklane dachy, plastikowe elementy nadwozia, dodatki z tworzyw i różne rozwiązania konstrukcyjne, które mogą utrudniać odprowadzenie prądu.
„Obecnie wiele elementów karoserii jest wykonanych z nieprzewodzących materiałów: szklane dachy, plastikowe błotniki, itp. Z tego powodu prąd z wyładowania atmosferycznego może mieć utrudnioną drogę do ziemi” — wyjaśnia fizyk z UMCS.
Auto nadal może być dobrym schronieniem, zwłaszcza gdy alternatywą jest otwarta przestrzeń. Trzeba jednak siedzieć w środku, nie dotykać metalowych elementów połączonych z karoserią, nie wysiadać w trakcie burzy i nie parkować pod drzewami, które mogą zostać powalone przez wiatr albo trafione przez piorun.
Piorun nie zawsze wybiera najwyższy obiekt
Największe zagrożenie jest wtedy, gdy burza zastaje nas poza budynkiem i samochodem. Szczególnie niebezpieczne są góry, otwarte przestrzenie, wzniesienia, pola, brzegi jezior, plaże i miejsca, gdzie człowiek może stać się jednym z najwyższych punktów w okolicy.
Ekspert z UMCS przypomina, że ogólne rady są słuszne: trzeba zejść ze wzniesienia, nie chować się pod drzewami, masztami i samotnymi wysokimi obiektami. Jednak sama fizyka pioruna jest bardziej skomplikowana niż powszechna wiedza o tym, że piorun uderza w najwyższy punkt w okolicy.
„Wyładowanie atmosferyczne jest jednak nieco bardziej złożonym zjawiskiem niż ‘iskrą’, która przeskakuje między chmurą burzową a punktem na ziemi po najkrótszej możliwej drodze” — mówi dr Marek Kopciuszyński.
Zanim zobaczymy jasny błysk, powstaje sieć tzw. wyładowań pilotujących. Rozchodzą się one skokowo, w różnych kierunkach, tworząc rozgałęzioną drogę dla przyszłego wyładowania głównego. Według eksperta średnia długość takich skoków wynosi około 50 metrów.
Dlatego piorun nie „celuje” po prostu w najwyższy obiekt jak idealnie zaprogramowana maszyna. „Piorun nie wybiera najkrótszej drogi z chmury do ziemi, ale przeskakuje z jednego punktu do następnego, poszukując najbardziej korzystnej drogi za każdym razem w promieniu około 50 m”.
To ważne, bo wysoki budynek, maszt albo drzewo nie chronią automatycznie całej okolicy. Przy wysokich obiektach istnieją strefy względnie bezpieczniejsze, ale obok mogą znajdować się miejsca, w które wyładowanie nadal może trafić.
Naukowcy odkryli przepis na „jogurt mrówczany”. Tradycja wraca po setkach lat
Dlaczego nie wolno kłaść się na ziemi podczas burzy
W czasie burzy niebezpieczne jest nie tylko bezpośrednie trafienie pioruna. Groźny bywa także prąd, który rozchodzi się w ziemi po uderzeniu w pobliski obiekt. Wtedy pojawia się zjawisko nazywane napięciem krokowym.
Dr Kopciuszyński wyjaśnia, że przy wysokim budynku ryzyko bezpośredniego porażenia może występować już około 50 metrów od obiektu. Przy niższych budynkach, drzewach, latarniach czy domach jednorodzinnych obszar względnej ochrony można szacować mniej więcej na 20–30 metrów od obiektu.
To nie znaczy jednak, że trzeba przytulić się do drzewa albo słupa. Wręcz przeciwnie. Jeśli piorun trafi w taki obiekt, prąd rozejdzie się po gruncie. Gdy człowiek stoi w rozkroku, między stopami może powstać duża różnica napięć. Prąd może wtedy przepłynąć przez ciało.
„Stojąc w niewielkim rozkroku, może się zdarzyć, że różnica potencjałów między naszymi nogami, tzw. napięcie krokowe, będzie na tyle duża, że wywoła przepływ prądu przez nasze ciało zagrażający naszemu życiu” — ostrzega ekspert.
Właśnie dlatego nie należy kłaść się na ziemi. Taka pozycja zmniejsza sylwetkę, ale zwiększa kontakt ciała z gruntem. To fatalna wymiana, choć człowiek oczywiście uwielbia w kryzysie robić rzeczy intuicyjne i potem dziwić się fizyce.
„Z tego powodu nigdy nie należy kłaść się na ziemi w czasie burzy. Minimalizujemy wówczas ryzyko bezpośredniego porażenia, ale jesteśmy szczególnie narażeni na porażenie pochodzące od prądu rozchodzącego się w ziemi” — podkreśla dr Kopciuszyński.
Najlepiej przykucnąć albo usiąść na czymś izolującym od mokrego podłoża, na przykład na plecaku lub karimacie. Trzeba zmniejszyć kontakt z gruntem, trzymać nogi blisko siebie i nie dotykać metalowych przedmiotów.
TOPR ewakuował turystów śmigłowcem z Orlej Perci. Po burzach pomocy potrzebowało 13 osób
Jak daleko jest burza? Liczenie sekund może uratować decyzję
Gdy widzimy błysk i po chwili słyszymy grzmot, można w prosty sposób ocenić, jak daleko nastąpiło wyładowanie. Światło dociera do nas niemal natychmiast, dźwięk potrzebuje więcej czasu.
„Warto pamiętać regułę, że odstęp czasu między błyskiem a grzmotem równy trzy sekundy, mówi o tym, że wyładowanie nastąpiło około 1 km od nas. To bardzo blisko!” — tłumaczy naukowiec z UMCS.
Jeśli więc po błysku grzmot przychodzi po kilku sekundach, burza nie jest „gdzieś daleko”. Jest w bezpośrednim otoczeniu. Wtedy nie ma już czasu na długie dyskusje, zdjęcia nieba i filozoficzne rozważania nad tym, czy chmura wygląda groźnie. Trzeba szukać schronienia.
Znacznie lepiej sprawdzić sytuację wcześniej. Do tego służą serwisy pokazujące wyładowania atmosferyczne w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Dr Kopciuszyński wymienia m.in. stronę burza.umcs.lublin.pl, Blitzortung.org oraz serwisy IMGW.
Takie narzędzia pomagają ocenić, czy w okolicy pojawiły się wyładowania i w którą stronę przesuwa się burza. Przy planowaniu spaceru, wycieczki rowerowej, wyprawy w góry albo pracy w terenie taka informacja daje czas na odwrót.
Chińskie drony kontrolują pogodę. Nowe technologie zarządzania klimatem czy broń przyszłości?
Skąd serwisy burzowe wiedzą, gdzie uderzył piorun?
Podczas wyjścia w góry, wakacji pod żaglami, wycieczki rowerowej albo biwaku warto sprawdzać serwisy pokazujące lokalizację burz i wyładowań atmosferycznych. Latem pogoda potrafi zmienić się bardzo szybko. Rano świeci słońce, a godzinę później nad szlakiem, jeziorem albo drogą może pojawić się chmura burzowa.
Takie mapy pomagają ocenić, czy burza jest jeszcze daleko, czy już przesuwa się w naszą stronę. Można wtedy wcześniej zejść ze szlaku, wrócić do portu, przerwać jazdę rowerem albo poszukać schronienia. Ale skąd te serwisy wiedzą, gdzie pojawił się piorun?
Piorun to nie tylko błysk widoczny na niebie. Wyładowaniu towarzyszy też silny sygnał radiowy, który odbierają specjalne detektory ustawione w różnych miejscach.
Dr Marek Kopciuszyński wyjaśnia:
„Oprócz widzialnego błysku, wyładowanie atmosferyczne generuje również silny impuls w szerokim zakresie fal radiowych”.
Można to porównać do trzasków, które dawniej było słychać w radiu, gdy zbliżała się burza. Powodowały je właśnie wyładowania atmosferyczne. Dzisiejsze detektory rejestrują takie impulsy dużo dokładniej.
Żeby ustalić miejsce wyładowania, potrzeba kilku stacji pomiarowych. Każda zapisuje dokładny czas dotarcia sygnału. Jeśli impuls trafił do jednej stacji odrobinę wcześniej niż do drugiej, system wie, że piorun był bliżej tej pierwszej.
Im więcej detektorów odbierze ten sam sygnał, tym łatwiej wskazać miejsce wyładowania atmosferycznego. Ważna jest też synchronizacja czasu, bo liczą się ułamki sekund. W tym pomaga GPS.
„Potrzebna jest cała sieć takich detektorów, jedną z nich jest np. system PERUN należący do IMGW. Innym, chyba nawet ciekawszym systemem, jest społecznościowa sieć Blitzortung, w której detektory są budowane przez ‘zwykłych ludzi’” — mówi fizyk z UMCS.
UMCS korzysta z danych sieci Blitzortung i pokazuje je na stronie burza.umcs.lublin.pl. Dzięki temu można szybko sprawdzić, czy w pobliżu pojawiły się wyładowania atmosferyczne i czy burza idzie w naszą stronę..
Nowe badania: Masz cukrzycę? Siedź przy oknie!
Samotne drzewo? Gdzie się schronić na pustej przestrzeni?
Najtrudniejszy przypadek to samotne drzewo na otwartej przestrzeni. Wiele osób pamięta ostrzeżenia, że pod drzewem nie wolno się chować. To prawda. Piorun może trafić w drzewo, a człowiek stojący przy pniu naraża się na porażenie boczne, napięcie krokowe i spadające konary.
Z drugiej strony, gdy odejdziemy bardzo daleko od jedynego wysokiego obiektu, sami możemy stać się najbardziej wystającym punktem w okolicy. To właśnie ten paradoks opisuje ekspert z UMCS.
„Jeśli chodzi o mój osobisty wybór, to jednak wolałbym schować się, przykucnąć w pewnej odległości, rzędu kilku, kilkunastu metrów od takiego samotnego drzewa niż pozostawać na całkowicie otwartej przestrzeni — statystycznie byłoby tak po prostu bezpieczniej” — mówi dr Marek Kopciuszyński.
To nie jest zachęta do chowania się pod koroną drzewa. Chodzi o zachowanie dystansu, przykucnięcie i ograniczenie ryzyka bezpośredniego trafienia. Najlepszym wyjściem nadal będzie budynek albo samochód, ale gdy burza złapie nas w terenie, trzeba wybierać mniejsze ryzyko.
Najważniejsza zasada brzmi: nie czekać do ostatniej chwili. Burzę najlepiej potraktować poważnie zanim grzmoty będą tuż nad głową. Telefon z mapą wyładowań, zdrowy rozsądek i znajomość kilku zasad fizyki dają większe szanse niż wiara, że „jakoś przejdzie bokiem”.
Źródło: komentarz ekspercki UMCS, wypowiedź dr. Marka Kopciuszyńskiego z Instytutu Fizyki UMCS



