Marynarz czy marynarka? Nowe zasady neutralności płciowej w ogłoszeniach o pracę

Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z działaczką związkową zwolnioną przez DINO S.A. Katarzyną Kiwierską. fot. Mateusz Włodarczyk / MRPiPS

Sprawdź, jak stosować feminatywy i formy typu „osoba lekarska” w rekrutacji. Dowiedz się, co o marynarce, pilotce i architektce mówi Rada Języka Polskiego w obliczu nowych przepisów.


W prawie pracy pojawiły się przepisy, które zachęcają pracodawców do zmiany języka używanego w rekrutacji. Od 24 grudnia 2025 r., zgodnie z nowelizacją Kodeksu pracy (art. 18³ca § 3), każde ogłoszenie o naborze ma być neutralne pod względem płci. Oznacza to, że nazwy stanowisk nie mogą sugerować, że oferta jest skierowana wyłącznie do mężczyzn lub wyłącznie do kobiet. Choć przepis brzmi prosto, jego praktyczna realizacja wywołała lawinę dyskusji i pytań o poprawność językową takich słów jak „marynarka”, „pilotka” czy konstrukcji typu „osoba lekarska”.

W niniejszym artykule przyjrzymy się konkretnym rozstrzygnięciom Rady Języka Polskiego, przeanalizujemy argumenty polityczne i wyjaśnimy, jak konstruować ogłoszenia, by były zgodne z prawem, a jednocześnie zrozumiałe dla kandydatów.


Językowa zagadka: Czy marynarka to tylko ubranie?

Największe kontrowersje w debacie publicznej budzą feminatywy, które mają swoje odpowiedniki w nazwach przedmiotów. Najczęściej przywoływanym przykładem jest marynarka. Przeciwnicy zmian językowych argumentują, że użycie tego słowa w ogłoszeniu o pracę może być mylące, ponieważ „marynarka” kojarzy się przede wszystkim z częścią garderoby lub flotą wojenną.

Inżynierki w budownictwie zarabiają o 26 procent mniej. Raport PIIB 2026. Polska Izba Inżynierów Budownictwa
Społeczeństwo

Kobiety w budownictwie zarabiają o 26 procent mniej. Raport płacowy Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa

Jednakże Rada Języka Polskiego w komunikacie z marca 2026 roku zajmuje jasne stanowisko: zjawisko homonimii (wyrazów o brzmieniu identycznym, ale innym znaczeniu) jest w polszczyźnie powszechne. Tak jak nie mylimy „zamku” w drzwiach z „zamkiem” piaskowym, tak samo kontekst ogłoszenia o pracę na statku jednoznacznie wskazuje, że chodzi o kobietę wykonującą zawód marynarza. Podobna sytuacja dotyczy pilotki – choć słowo to oznacza również czapkę, w rekrutacji do linii lotniczych jego znaczenie jako nazwy zawodu jest bezsporne. Rada podkreśla, że obawy o „zakłócenie skuteczności komunikatu” są w tych przypadkach wyolbrzymione.


Osoba lekarska i osoba studencka – czy to już standard?

Kolejnym punktem spornym jest stosowanie tzw. osobatywów, czyli konstrukcji z użyciem słowa „osoba”. W środowiskach akademickich i aktywistycznych coraz częściej pojawiają się sformułowania takie jak „osoba lekarska”, „osoba studencka” czy „osoba recenzencka”. Mają one na celu całkowite odejście od zaznaczania płci gramatycznej, co jest szczególnie istotne w kontekście włączania osób niebinarnych.

Jak do tego podchodzi RJP? Rada zauważa, że choć słowo „osoba” jest świetnym narzędziem do budowania neutralnych ogłoszeń (np. „poszukujemy osoby na stanowisko lekarza”), to połączenia typu „osoba lekarska” mają obecnie charakter wyłącznie środowiskowy. Na ten moment nie są one uznawane za standard języka publicznego, choć ich popularność rośnie. Dla pracodawcy bezpieczniejszą ścieżką jest użycie sformułowania „poszukujemy osoby do pracy w zawodzie lekarza / lekarki”, co łączy wymóg prawny z tradycyjną normą językową.

Czy Niemcy są krajem w którym można jeszcze zarobić? fot: Akhil Simha/Unsplash
Społeczeństwo

Praca w Niemczech dla Polaków 2026. Czy za Odrą można jeszcze zarobić? Dane OLX i Destatis


Architektka i problem „estetyki” języka

W dyskusjach medialnych często pojawia się również argument fonetyczny. Słowa takie jak architektka czy adiunktka są przez niektórych uważane za trudne do wymówienia i „nieestetyczne”. Przeciwnicy tych form, w tym politycy tacy jak Krzysztof Bosak czy Sławomir Mentzen, często wyśmiewają te zbitki spółgłoskowe jako sztuczne twory.

Sławomir Mentzen (Konfederacja) pisał na X o „ideologicznym kagańcu”, twierdząc:

„To urzędowy obłęd. Jeśli państwo zmusza właściciela firmy do stosowania lewicowej nowomowy pod groźbą kar, to mamy do czynienia z totalitaryzmem językowym, a nie wolnym rynkiem. Państwo nie ma prawa terroryzować przedsiębiorców gramatyką”.

Rada Języka Polskiego odpowiada na to bardzo rzeczowo: polszczyzna jest językiem pełnym trudnych grup spółgłoskowych. Skoro bez problemu wymawiamy słowo „bezwzględny” (gdzie obok siebie występuje pięć spółgłosek), to wymówienie słowa architektka nie stanowi realnego wyzwania dla sprawnego użytkownika języka.

„Rzeczownik marynarka ma dwa niekwestionowane znaczenia i nie mylimy raczej floty z odzieżą. Nie pomylimy więc żadnego z tych znaczeń z kolejnym znaczeniem ‘kobieta marynarz’. […] W języku, w którym mamy wyrazy z pięcioma spółgłoskami w ciągu, np. bezwzględny, wymówienie słowa architektka nie jest wyzwaniem”.

Co więcej, językoznawcy przypominają, że formy te nie są nowym wymysłem – były obecne w polskiej prasie i literaturze już w okresie międzywojennym, zanim zostały wyparte przez dominację rodzaju męskiego w czasach PRL.

Aleksandra Gajewska MRPiPS/FB
Biznes / News / Społeczeństwo

60 tys. zł kary za brak równości płac w firmach. Ministerstwo przykręca śrubę przedsiębiorcom


Awantura w Sejmie: Kto chce zniesienia przepisów?

Spór o „marynarkę” i „architektkę” błyskawicznie przeniósł się do sejmowych ław. 26 marca 2026 r. posłowie Konfederacji oraz Suwerennej Polski złożyli projekt nowelizacji, który ma na celu wykreślenie obowiązku neutralności płciowej z Kodeksu pracy.

Po drugiej stronie barykady stoi Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która twardo broni reformy. Jej zdaniem neutralne ogłoszenie to sygnał, że liczą się kompetencje, a nie płeć, co ma kluczowe znaczenie dla aktywizacji zawodowej kobiet. W odpowiedzi na zarzuty opozycji podkreśla:

„Neutralność względem płci w kontekście nazwy stanowiska to takie sformułowanie nazwy stanowiska, które nie wskazuje, że na danym stanowisku może być zatrudniona tylko kobieta albo tylko mężczyzna. To nie rewolucja, to sygnał, że liczą się kompetencje, a nie płeć”.

W samym centrum zamieszania znalazła się Rada Języka Polskiego, która stara się tonować emocje:

„Najprostszą strategią neutralną w takim rozumieniu jest podanie rzeczowników męskich i żeńskich (w różnej kolejności, z uwzględnieniem różnych form skrótowego zapisu przyrostków lub końcówek)”.


Fakty Plus Informacje
News / Społeczeństwo

Polki chcą rodzić, ale na własnych warunkach. Przyjazny rynek pracy ma im w tym pomóc

Jak zatem pisać ogłoszenia zgodnie z prawem?

Podsumowując opinie ekspertów i wymogi prawne, pracodawcy mają do wyboru trzy główne drogi:

  1. Formy podwójne: „Szukamy kucharza/kucharki”. Jest to metoda najbardziej polecana przez RJP ze względu na jasność przekazu.
  2. Konstrukcje z „osobą”: „Zatrudnimy osobę na stanowisko księgowego”. To rozwiązanie najbezpieczniejsze prawnie, choć przez niektórych uważane za mniej dynamiczne.
  3. Opis zadań: „Poszukujemy osoby do obsługi sekretariatu” zamiast „Poszukujemy sekretarki”. To rozwiązanie eliminuje problem braku męskiego odpowiednika dla niektórych zawodów (jak wspomniana przez RJP sekretarka).

Pamiętajmy, że celem nowych przepisów nie jest zmuszanie do używania form, które budzą opór, ale otwarcie rekrutacji na wszystkich kandydatów. Wybór między „marynarką” a „osobą pracującą na statku” należy do pracodawcy, o ile końcowy efekt nie wyklucza żadnej z płci.


Praktyka silniejsza niż polityka: Biznes już adaptuje zmiany

Okazuje się jednak, że w normalnym życiu zawodowym feminatywy nie są żadnym problemem. Biznes bez większego problemu przechodzi na żeńskie formy nazw zawodów.

Doskonałym przykładem jest właśnie branża budowlana.

„Architektko, Architekcie, nadchodzą nowe Warunki Techniczne 2026” – tak zaczyna swój wpis Akademia Budownictwa Zeroemisyjnego.

Post na FB Akademii Zeroemisyjności
Post na FB Akademii Budownictwa Zeroemisyjnego

To najlepszy dowód na to, że w samej branży słowo architektka nie jest niczym problematycznym.


Powrót do normalności? Jak feminatywy funkcjonowały przed wojną

Wiele osób krytykujących feminatywy uważa te formy za współczesny wymysł lub próbę wprowadzania jakichś ideologicznych wartości. Tymczasem rzut oka na historię języka polskiego pozwala dostrzec zupełnie inny obraz rzeczywistości. Jak zauważa Rada Języka Polskiego, proces feminizacji nazw zawodów nie jest rewolucją, lecz raczej powrotem do tradycji, która została brutalnie przerwana w drugiej połowie XX wieku.

Społeczeństwo

„Aby uzyskać obywatelstwo polskie poślubię inteligentnego”

W okresie dwudziestolecia międzywojennego, wraz z uzyskaniem przez kobiety praw wyborczych i ich coraz szerszym wchodzeniem na rynek pracy, język polski naturalnie dostosowywał się do nowych realiów. W ówczesnej prasie, oficjalnych dokumentach, a nawet w literaturze, żeńskie końcówki były zjawiskiem powszechnym i całkowicie naturalnym. Nikogo nie dziwiły formy takie jak:

  • Doktorka czy profesorka – stosowane powszechnie w gazetach i nekrologach;
  • Adwokatka czy radczyni – obecne w kontekstach prawniczych;
  • Architektka i pilotka – które, jak podkreśla RJP, „były używane w międzywojennej prasie” jako standardowe określenia kobiet wykonujących te, wówczas nowoczesne, zawody.

Dlaczego zatem dzisiaj te słowa budzą taki opór? Kluczem do zrozumienia tego zjawiska jest okres PRL-u. To właśnie po II wojnie światowej, w imię źle pojętego egalitaryzmu, zaczęto promować tzw. męskie formy tytularne. Uznano wówczas, że nazwanie kobiety „panem dyrektorem” lub „panem inżynierem” nobilituje ją bardziej niż użycie formy żeńskiej. W rezultacie naturalna tendencja języka do tworzenia feminatywów została sztucznie zahamowana, a formy żeńskie zepchnięto do sfery potocznej lub przypisano im niższy prestiż.

Rada Języka Polskiego w swojej opinii wyraźnie wskazuje, że obecne zmiany w Kodeksie pracy to w dużej mierze powrót do językowej tradycji. Współczesna polszczyzna dysponuje wszelkimi narzędziami, by tworzyć nazwy żeńskie niemal od każdego rzeczownika męskiego. Jak czytamy w komunikacie:

„można przyjąć, że we współczesnej polszczyźnie – już prawie wszystkie męskie nazwy mają odpowiedniki żeńskie”.

Zrozumienie, że przed wojną architektka czy pilotka nie były obiektem kpin, lecz wyrazem szacunku dla profesjonalizmu kobiet, pozwala spojrzeć na nowe przepisy nie jako na „ideologiczny kaganiec”, ale jako na powrót do języka, który jest precyzyjny, sprawiedliwy i zakorzeniony w polskiej tradycji.


Źródło: Rada Języka Polskiego

Natalia Zagrzebska avatar
Natalia Zagrzebska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *