Roman Ficek jako pierwszy przebiegł górami Skandynawię

Roman Ficek jako pierwszy ukończył górski bieg self-supported przez Skandynawię. Pokonał 2679 km z Nordkapp do Lindesnes w 40 dni. / FB

Polski biegacz pokonał 2679 km z Nordkapp do Lindesnes w 40 dni i 11 godzin. Nie miał własnej ekipy, a cały sprzęt niósł na plecach.


Roman Ficek ogłosił, że jako pierwszy człowiek w historii ukończył górski bieg self-supported przez Norge på langs, czyli wzdłuż Półwyspu Skandynawskiego. Wyruszył 8 lipca z Nordkapp, a 17 sierpnia dobiegł do latarni morskiej Lindesnes na południu Norwegii. Urządzenie GPS zarejestrowało 2679 km.


Roman Ficek dobiegł do latarni w Lindesnes

Roman Ficek zakończył bieg 17 sierpnia przed latarnią morską w Lindesnes. Przebiegnięcie 2679 km zajęło mu 40 dni i 11 godzin. W tym czasie sam kupował jedzenie, rezerwował noclegi, prał ubrania i wyznaczał dalszą drogę.

Po dotarciu do latarni ogłosił, że jako pierwszy człowiek ukończył górski wariant Norge på langs w formule self-supported. Przyznał, że przez większość wyprawy cierpiał. Biegł jednak dalej, ponieważ chciał ustanowić rekord i inspirować ludzi obserwujących jego drogę.

„Pierwszy w historii bieg górami w wersji self-support przez Norge Pa Langs czyli całym Półwyspem Skandynawskim ukończony w 40 dni 11 godzin.

Zapytacie czy warto?

Tak warto było przeżyć 95% cierpienia i 5% radości dla rekordu. Warto inspirować ludzi i kolejne pokolenia do robienia rzeczy niemożliwych. Bo nie cel i czas na końcu jest najważniejszy, a droga i inspiracja ludzi. Bo ja biegłem od pewnego czasu już dla was nie dla siebie. Lecz musicie oddać się całym sercem i sobą by robić rzeczy, które wydają się nie możliwe, a jednak” – napisał Roman Ficek po dobiegnięciu do Lindesnes.

Nie miał własnej ekipy. Nikt nie jechał za nim samochodem, nie dowoził jedzenia i nie przewoził bagażu. Ficek cały potrzebny sprzęt niósł na plecach. Po drodze korzystał ze sklepów, hoteli, kempingów i publicznych schronów.


Z Nordkapp do Lindesnes przez trzy kraje

Ficek wystartował z Nordkapp na północy Norwegii. Następnie pobiegł przez Finlandię i Szwecję, wrócił do Norwegii i skierował się na południe. Metę wyznaczył przy latarni morskiej Lindesnes.

Norge på langs nie jest jednym oznakowanym szlakiem. To wyprawa pomiędzy Nordkapp i Lindesnes, podczas której każdy sam wybiera drogę. Ficek przygotował własną trasę przez Góry Skandynawskie, tundrę, bagna, torfowiska i parki narodowe. W wielu miejscach nie było ścieżek, dlatego musiał sam szukać przejścia.

Przed startem planował, że pokona około 2900 km i 115 tys. metrów przewyższenia. Po zakończeniu biegu GPS pokazał 2679 km. Plan zmieniał wielokrotnie, ponieważ część zaplanowanych odcinków okazała się zbyt niebezpieczna albo nie nadawała się do biegu.

W Szwecji ominął Park Narodowy Sarek i Kebnekaise, najwyższy szczyt tego kraju. Na górze temperatura odczuwalna spadła do minus 13 stopni. Później ominął również Park Narodowy Forollhogna, bo nie było tam szlaków ani domków, w których mógłby zanocować. Musiał pobiec inną drogą i dołożyć kilometry po asfalcie.

Jakub Szczepański podczas przygotowań do projektu RunGHT na Great Himalaya Trail w Nepalu
Sport

Polski filozof chce przebiec Great Himalaya Trail. 1300 km przez Himalaje w 45 dni


Bagna i torfowiska odbierały mu siły

Najtrudniejsze odcinki z miękkim, podmokłym podłożem. Stopy zapadały się w torfie, a każdy krok wymagał znacznie większego wysiłku niż bieg w górach. Ficek musiał jednocześnie nieść plecak ważący od 6 do 9 kg.

W ciągu dnia pokonywał zwykle od 60 do 80 km. Na niektórych etapach nawet 40–50 km prowadziło przez bagna, błoto i teren bez ścieżek. W takich miejscach nie mógł utrzymać równego tempa. Musiał patrzeć pod nogi, omijać głęboką wodę i stale sprawdzać kierunek.

Biegacz przyznał, że przed startem spodziewał się trudnego terenu. Nie przewidział jednak, że tak często będzie musiał biec bez żadnej ścieżki.

„Najbardziej zaskoczyły mnie szlaki. Wiedziałem, że to będzie ciężki teren, bagna, torfowiska, ale myślałem, że będą bardziej biegowe. A okazało się, że często w ogóle nie ma szlaków, jak już jest, to bardzo delikatna ścieżka, więc jest dużo biegania na dziko, po niebiegowym terenie. Z wieloma wyzwaniami się tu zmagam, ale największym są chyba te szlaki, torfowiska, bagna, miękki teren. Mam na sobie ciężki plecak, ważący około 6–9 kg, więc sam plecak mnie już wgniata do ziemi, a jak do tego dodasz ten brak odbicia i zapadanie się jak w gąbce, to jest to bardzo uciążliwe i bardzo męczy ciało. Kiedy dziennie robisz 60–80 km, a z 40–50 km masz po takim terenie, to jest to bardzo wyczerpujące” – mówił Roman Ficek serwisowi Bieganie.pl.


Udział w ultramaratonach może przyspieszać uszkodzenie czerwonych krwinek. Na zdjęciu UTMB 2025. Źródło yputube.com
Sport

Ultramaratony jednak nie są zdrowe. Ekstremalne biegi niszczą erytrocyty szybciej, niż zakładano

Nie miał namiotu ani śpiwora

Ficek biegł w formule self-supported. Nie korzystał z pomocy własnej ekipy, ale mógł kupować jedzenie w sklepach oraz płacić za noclegi dostępne dla wszystkich. Sam musiał dotrzeć do każdego sklepu, hotelu lub schronu i sam za wszystko zapłacić.

Nie zabrał namiotu ani śpiwora. Każdego dnia musiał więc dobiec do miejsca, w którym mógł przenocować. Spał w hotelach, na kempingach oraz w norweskich hyttach DNT. Są to samoobsługowe domki stojące w górach i dolinach.

Do wielu takich domków można wejść za pomocą uniwersalnego klucza DNT. W środku są łóżka, materace, naczynia, opał, a czasem również podstawowe zapasy jedzenia. Gość sam sprząta po noclegu i płaci za wykorzystane produkty.

„Zakupy robię w sklepach. Śpię w hotelach lub hyttach DNT. To są takie domki, za które się płaci, ale samemu się do nich wchodzi dzięki kluczowi, który cały czas mam ze sobą. Śpię też czasem w hyttach prywatnych, które ludzie wynajmują, albo na kempingach. Wszystko zależy od tego, gdzie jest dostępne jakieś spanie i gdzie dobiegnę. Z dnia na dzień lub maksymalnie z dwudniowym wyprzedzeniem coś sobie rezerwuję. Pozytywnie zaskoczyła mnie czystość w tych domkach i w ogóle dostępność tych miejsc. To zaufanie do ludzi jest dla mnie zdumiewające” – opowiadał Ficek.


Londyn. Rekordowe zainteresowanie maratonem. fot: Benjamin Davies/Unsplash
Sport

Kolejny rekord London Marathon. 1,3 mln osób chce pobiec w 2027 roku

Pierwsze dwa tygodnie były prawdziwym piekłem

Na północy Skandynawii Ficek biegł przez bagna, torfowiska i tereny bez ścieżek. Musiał przekraczać rzeki, szukać przejść i pilnować, aby nie zgubić kierunku. Często robił to w deszczu i przy silnym wietrze.

Przemoczone buty i skarpety nie miały kiedy wyschnąć. Rano zakładał je ponownie i ruszał dalej. Na stopach pojawiły się rany, a jeden z paznokci odpadł. Do bólu doszły brak snu i ciągły niedobór jedzenia.

Po czterech tygodniach stopy zaczęły się goić, ale całe ciało było coraz bardziej zmęczone. Każdego dnia spalał więcej kalorii, niż mógł uzupełnić jedzeniem kupionym po drodze.

„Czuję się teraz dobrze, znacznie lepiej niż przez pierwsze dwa tygodnie, kiedy przeżywałem prawdziwe piekło. Teraz jest trochę lepiej, stopy się zagoiły, jestem pozytywnie nastawiony. Mam więcej przelotówek biegowych. Jednak zmęczenie z dnia na dzień narasta i jest już duże. Niewyspanie, codzienny deficyt kaloryczny się do tego dokłada i zmęczenie rośnie. Jestem już cztery tygodnie poza domem, nie mam żadnego wsparcia na trasie, a bieg ze wsparciem jest całkiem inny. Przez to wszystko zmęczenie odczuwa się dużo bardziej. Ciekawe jest to, że dotychczas na szlaku nie spotkałem w ogóle biegaczy, tylko pojedynczych turystów, ale tych też niewiele. W górach nic się nie dzieje. Panuje tu ogromny spokój, nawet w miasteczkach na ulicy spotykam niewiele osób. Widać, że ludzie lubią tu siedzieć w domach, może zimą częściej wychodzą” – relacjonował Ficek.


David Goggins na Badwater 135
News / Podróże / Sport

Ultramaraton Badwater 135 zakończony! Mordercze słońce, asfalt 80°C, zero cienia

Kim jest Roman Ficek?

Roman Ficek pochodzi ze Skawicy u stóp Babiej Góry. Od lat startuje w ultramaratonach górskich. Organizuje także własne wyprawy biegowe przez długie szlaki i całe pasma górskie.

W 2019 roku przebiegł Łuk Karpat. Pokonał około 2300 km i 110 tys. metrów przewyższenia w 39 dni i 11 godzin. Ustanawiał również rekordy Głównego Szlaku Beskidzkiego, zdobył 55 tatrzańskich dwutysięczników w 127 godzin i dziewięć razy w ciągu jednej zimowej doby wbiegł na Rysy.

W 2024 roku wygrał liczący blisko 170 km Adamello Ultra Trail. Dotarł do mety po 25 godzinach, 46 minutach i 27 sekundach. W kwietniu 2026 roku zwyciężył w biegu Spiski Wędrowiec podczas Pieniny Ultra-Trail.

Bieg przez Skandynawię był jego dziesiątym autorskim projektem. W ciągu 40 dni i 11 godzin pokonał 2679 km, czyli średnio ponad 66 km dziennie. Do tego czasu wliczały się sen, zakupy, jedzenie, pranie, rezerwowanie noclegów i szukanie dalszej drogi.


Źródła: Roman Ficek, Bieganie.pl, Poltrax, Outdoor Magazyn

Rafał Bernasiński avatar
Rafał Bernasiński

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *