Barszcz Sosnowskiego nad Odrą. Matka uciekła z dziećmi. 112 nie przyjęło zgłoszenia!

Barszcz Sosnowskiego pod Wrocławiem. fot. Rafał Bernasiński

Pani Gabriela jechała z córkami na lody przez okolice Trestna. Przy wałach zobaczyła ogromne rośliny z białymi baldachami.


Pani Gabriela jechała z córkami na rowerach na lody. Wybrały trasę wałami nad Odrą pod Wrocławiem, jadąc od Trestna w stronę Wyspy Opatowickiej. W pewnym momencie natknęły się na rośliny przypominające barszcz Sosnowskiego – przy wałach rosło całe pole tej toksycznej rośliny.

– Powietrze było rozgrzane, poczułam jakby swędzenie w płucach. Spanikowałam. Szybko stamtąd odjechałyśmy – relacjonuje pani Gabriela.

Kobieta bała się przede wszystkim o swoje dzieci. Gdy tylko zobaczyła wielkie rośliny z białymi kwiatami, zatrzymała dziewczynki i zdecydowała, że muszą natychmiast opuścić to miejsce. Rodzina odjechała w pośpiechu, a później próbowała zgłosić sprawę służbom.


Barszcz Sosnowskiego nad Odrą to nie tylko lokalny przypadek

Okolice Trestna, Opatowic i Wyspy Opatowickiej to piękne i spokojne okolice. Świetne do biegania, jazdy na rowerach, cieszy się wielką popularnością także wśród wędkarzy. Na wałach nadodrzańskich poprowadzona jest jedna z najpiękniejszych wrocławskich ścieżek rowerowych.

Pani Gabriela relacjonuje, że razem z córkami jechała rowerami około godziny 14.00. Dzieci miały 7 i 10 lat. Rodzina chciała sprawdzić przejazd przez Odrę przez Wyspę Opatowicką, ponieważ po drugiej stronie zwykle można było kupić lody.

– Jechałam około 14.00, akurat trochę słońce zelżało. Jechałyśmy z córkami, 7-letnią Anią i 10-letnią Krysią, na lody. Chciałyśmy sprawdzić, czy można przejechać przez Odrę przez Wyspę Opatowicką. Po drugiej stronie są zwykle pyszne lody. I nagle w okolicach Opatowic widzę całe pole pełne wielkich, dziwnych roślin z takimi białymi kwiatami, baldachami. Domyśliłam się, że to barszcz Sosnowskiego. Nigdy go na żywo nie widziałam. Słyszałam, że jest groźny. Nawet nie wiem, na czym to zagrożenie polega, ale wiem, że nie wolno się do niego zbliżać. Stanęłyśmy na drodze rowerowej, która prowadziła po wałach, czyli była około 2 metry ponad poziomem pola, a barszcz i tak był wyższy od nas. Był przepotężny. Rośliny miały ponad 3 metry wysokości. Powietrze było rozgrzane, poczułam jakby swędzenie w płucach. Spanikowałam. Szybko stamtąd odjechałyśmy – mówi pani Gabriela.


Kwiatostan. Barszcz Sosnowskiego. Autorstwa I, Hugo.arg, CC BY-SA 3.0
Środowisko

Jak przetrwać spotkanie z barszczem Sosnowskiego? Dr Anna Rysiak z UMCS radzi

Mąż zadzwonił na 112. Usłyszał, że ma szukać właściciela działki

Po dojechaniu na lody pani Gabriela zadzwoniła do męża i opowiedziała mu o niebezpiecznych roślinach przy trasie. Mężczyzna uznał, że sprawy nie można tak zostawić, bo w pobliżu przejeżdża mnóstwo rowerzystów i spacerują rodziny z dziećmi. Natychmiast wybrał numer alarmowy 112.

– Jak dojechałyśmy na lody, zadzwoniłam do męża i opowiedziałam mu, jakie miałyśmy przygody. On zadzwonił na 112 i usłyszał, że to jest teren prywatny i powinien sam znaleźć właściciela. A właściciel powinien to sam usunąć. Mąż się mocno zirytował, szybko niestety czasem się odpala, ale mówi, że mocno się starał i zapytał uprzejmie: czy w takim razie oni się sprawą nie zajmą i nie przyjmą zgłoszenia? Pan z 112 powiedział, że nie, może ewentualnie zadzwonić do straży miejskiej. Podał nawet numer, przynajmniej na tyle się przydał – opowiada pani Gabriela.

Okazuje się, że rzeczywiście numer 112 służy wyłącznie do zgłaszania nagłych sytuacji zagrożenia życia, zdrowia, mienia lub bezpieczeństwa publicznego. Przy samym zauważeniu podejrzanej rośliny najlepiej powiadomić gminę, urząd miasta lub straż miejską. W większości miast w Polsce, w tym we Wrocławiu, w takich sprawach należy dzwonić pod numer całodobowy 986. Dopiero w sytuacji, gdy ktoś miał już bezpośredni kontakt z toksycznym sokiem, źle się czuje lub pojawiają się objawy oparzenia, właściwym krokiem jest wezwanie pomocy przez 112.

Barszcz Sosnowskiego pod Wrocławiem. fot. Rafał Bernasiński

Mąż pani Gabrieli skontaktował się ze Strażą Miejską Wrocławia. Dyżurny przyjął zgłoszenie i powiedział, że na miejsce zostanie wysłany patrol.


Dlaczego nie wolno zbliżać się do barszczu Sosnowskiego?

Barszcz Sosnowskiego jest wyjątkowo niebezpieczny, ponieważ zawiera furanokumaryny. Związki te znajdują się przede wszystkim w soku rośliny, a największe ryzyko oparzenia niesie za sobą dotknięcie liści, łodygi lub uszkodzonej tkanki. Jeśli skóra po kontakcie z sokiem zostanie wystawiona na promieniowanie słoneczne, dochodzi do silnej reakcji fototoksycznej.

Zagrożenie pojawia się jednak nie tylko przy bezpośrednim dotyku, ale również w pobliżu dużych skupisk tych roślin. W ciepłe i słoneczne dni toksyczne związki mogą unosić się w powietrzu wraz z drobinami soku i osiadać na odsłoniętej skórze lub błonach śluzowych. Z tego powodu od gęstego łanu barszczu należy bezwzględnie zachować bezpieczny dystans.

Dr Anna Rysiak, botanik i ekolog z Katedry Botaniki, Mykologii i Ekologii UMCS w Lublinie, wyjaśnia mechanizm tego zjawiska:

– Odczyn fototoksyczny objawia się stanem zapalnym, podrażnieniem skóry, rumieniem, świądem i obrzękiem, przez co przypomina objawy poparzenia słonecznego. W jego następstwie powstają trudno gojące się rany, ponieważ substancje drażniące reagują z DNA komórek skóry i blokują ich regenerację. W skrajnych przypadkach może dojść nawet do martwicy skóry – ostrzega ekspertka.

Na niebezpieczeństwo szczególnie narażone są dzieci, które mają znacznie delikatniejszą skórę, a z powodu wrodzonej ciekawości częściej dotykają nieznanych roślin. Gdy zauważymy przy trasie charakterystyczne, bardzo wysokie rośliny z białymi baldachami i ogromnymi liśćmi, musimy pilnować najmłodszych, zapamiętać lokalizację i natychmiast powiadomić służby.


Objawy po barszczu Sosnowskiego mogą pojawić się dopiero po czasie

Po kontakcie z barszczem reakcja skóry nie zawsze pojawia się od razu. Objawy mogą wystąpić po kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu godzinach. To utrudnia rozpoznanie przyczyny, bo człowiek często nie kojarzy pojawiąjących się pęcherzy albo rumienia z wcześniejszym spacerem, wycieczką rowerową.

Najczęściej pojawia się zaczerwienienie, pieczenie, świąd, obrzęk i pęcherze. Zmiany mogą przypominać oparzenie słoneczne, ale bywają głębsze i trudniej się goją. W cięższych przypadkach rany wymagają leczenia, a przebarwienia i blizny mogą utrzymywać się przez długi czas.

Dr Anna Rysiak zwraca uwagę, że fotodermatoza może powstać także po osadzeniu się mieszaniny furanokumaryn unoszącej się w powietrzu:

– Fotodermatoza powstaje w momencie kontaktu odsłoniętej skóry lub błon śluzowych z furanokumarynami (sok z rośliny), po bezpośrednim dotknięciu rośliny lub osadzeniu się mieszaniny furanokumaryn unoszącej się w powietrzu, zwłaszcza w ciepłe słoneczne dni. Aktywacja drażniących substancji zachodzi podczas ekspozycji na promieniowanie nadfioletowe – podkreśla ekspertka z UMCS.

Uczucie swędzenia w płucach, o którym mówi pani Gabriela, samo w sobie nie oznacza jeszcze kontaktu z toksycznymi związkami. To jednak wyraźny sygnał ostrzegawczy. Przy dużym skupisku podejrzanych roślin najlepiej szybko opuścić to miejsce i zadzwonić do gminy albo straży miejskiej.


a field of yellow flowers
Dom i ogród / News / Środowisko

Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ogląda świetliki. Strach przed przyrodą sprawia, że ją niszczymy

Co zrobić po kontakcie z barszczem Sosnowskiego?

Po podejrzanym kontakcie z rośliną trzeba jak najszybciej umyć skórę wodą z łagodnym mydłem. Następnie należy osłonić to miejsce przed słońcem. To ważne, ponieważ promieniowanie UVA nasila reakcję fototoksyczną.

Dr Anna Rysiak zaleca konkretny sposób postępowania.

– Po kontakcie z barszczem: sfotografuj roślinę, pomoże to ekspertowi ją rozpoznać; umyj skórę wodą z łagodnym mydłem i zabezpiecz ją przed słońcem; unikaj kontaktu ze słońcem do 48h; zastosuj preparaty łagodzące objawy poparzeń i reakcję alergiczną – radzi badaczka.

Jeśli na skórze pojawią się pęcherze, silny rumień, obrzęk, ból albo rany, trzeba skontaktować się z lekarzem. Pomocy medycznej wymagają też objawy dotyczące oczu, błon śluzowych lub oddychania. W nagłej sytuacji należy dzwonić pod 112.

Ubrania, buty, rękawiczki albo inne przedmioty, które mogły dotknąć rośliny, należy dokładnie umyć albo wyprać. Chodzi o usunięcie resztek soku lub związków drażniących z powierzchni, które później mogą dotknąć skóry.


Zielona fasola. fot: Autorstwa Garitzko - Praca własna, Domena publiczna
Dom i ogród

Fasola najbardziej trującą rośliną 2026 roku? Zaskakujący werdykt ekspertów

Skąd barszcz Sosnowskiego wziął się w Polsce?

Barszcz Sosnowskiego trafił do Polski jako roślina pastewna. Sprowadzano go z Kaukazu, ponieważ dawał bardzo dużą masę zieloną. W założeniu miał pomagać w produkcji paszy dla bydła. Ale okazało się, że eksperyment był błędem, którego skutki widać do dziś.

Dr Anna Rysiak przypomina, że skutki uboczne stosowania tej rośliny były poważne.

– Zakrojony na szeroką skalę eksperyment nie przyniósł oczekiwanych rezultatów ze względu na skutki uboczne karmienia zwierząt paszą produkowaną z barszczu, a były to: poparzenia, spadek płodności i nieakceptowany zapach produktów mlecznych. Porzucone uprawy dały początek inwazji tego gatunku na sąsiednie tereny i objęły znaczącą część Polski – wyjaśnia ekspertka UMCS.


people riding on orange bicycles during daytime/ fot: Mark Stosberg/ Unsplash
News / Podróże / Styl

UOKiK zbadał foteliki rowerowe dla dzieci. Tylko jeden zdał test na piątkę, niektóre są wręcz niebezpieczne!

Dlaczego barszcz Sosnowskiego trzeba zwalczać?

Barszcz Sosnowskiego należy do inwazyjnych gatunków obcych. Zagraża ludziom, ale szkodzi także przyrodzie. Osiąga duże rozmiary, szybko zacienia niższe gatunki i tworzy zwarte skupiska, które ograniczają rozwój lokalnych roślin.

Dr Anna Rysiak zwraca uwagę, że inwazje biologiczne należą do ważnych przyczyn zanikania gatunków.

– Trzy najważniejsze przyczyny współczesnego wymierania gatunków to: utrata siedlisk, wprowadzanie gatunków obcych oraz inwazje biologiczne, a także presja człowieka, określana jako antropopresja – mówi badaczka.

Roślina jest bardzo odporna i ekspansywna. Ekspertka UMCS wyjaśnia, że sucha, spłaszczona owocnia ma kanały olejowe, a olejek działa bakterio- i grzybobójczo. Dzięki temu barszcz chroni nasiona, ale jednocześnie negatywnie wpływa na glebę i jej mikrobiom. Dr Rysiak wskazuje także, że roślina może rozmnażać się wegetatywnie przez kłącza i szyjkę korzeniową.

Usuwanie barszczu wymaga wiedzy, odzieży ochronnej i odpowiednich metod. Samodzielne koszenie albo wyrywanie roślin może skończyć się poparzeniem.


Źródło: Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie – komentarz dr Anny Rysiak; Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska – zasady zgłaszania inwazyjnych gatunków obcych; Centrum Powiadamiania Ratunkowego / gov.pl – zasady korzystania z numeru 112; Straż Miejska Wrocławia – przyjęcie zgłoszenia; relacja pani Gabrieli dla FaktyPlus.pl

Rafał Bernasiński avatar
Rafał Bernasiński

Jedna odpowiedź do “Barszcz Sosnowskiego nad Odrą. Matka uciekła z dziećmi. 112 nie przyjęło zgłoszenia!”

  1. Przykre jest to, że pomimo, iż barszcz Sosnowskiego jest roślina inwazyjną sprowadzoną do Polski przez PGR to teraz obowiązek jej usuwania zrzuca się na obywatela. A co jeśli rośnie onna działeczce starszych ludzi? Czy państwo oferuje pomoc w postaci choćby jakiś firm profesjonalnie zajmujących się tępieniem tej rośliny? Kto pokryje koszty leczenia osoby, która będzie poparzona po usuwaniu tych toksycznych roślin że swojej działki? Dlaczego nie pisze się, że nawet będąc zabezpieczonym może dojść do poarzenia przy ściąganiu odzieży ochronnej?
    Najbardziej niezrozumiały jest fakt, że pomimo telefonów i pism od wydziałów ochrony środowiska gminnych, powiatowych i wojewodzkich od kilku lat nikt nie umie pomóc, a nawet odpowiedzieć na zadane pytania tylko przerzuca mniena inny adres czy też inny nr telefonu.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *