Pies na receptę! Przeczytasz to machając ogonem!

Fot:pinto-art/unsplash

Pies może fenomenalnie wpływać na zdrowie całej rodziny. Wyciąga nas z domów, jest cudownym przyjacielem, jest ważnym członkiem rodziny. Fińscy naukowcy odkryli ponadto, że roznoszone przez nie bakterie są korzystne dla małych dzieci.


Pies jest z człowiekiem od tysięcy lat. Dziś wiemy, jak wiele nas łączy

Pies towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat, będąc najstarszym udomowionym zwierzęciem w historii naszej cywilizacji. To właśnie ludzie tysiące lat temu udomowili wilka i przez kolejne pokolenia świadomie wybierali zwierzęta o określonych cechach, takich jak łagodność, posłuszeństwo czy lojalność. W ten sposób, na drodze wielowiekowej selekcji, stworzyliśmy psa – odrębny gatunek, który z czasem przybrał setki skrajnie różnych form.

Dzisiaj trudno znaleźć drugie zwierzę tak mocno związane z losem człowieka. W naszych domach żyją psy wielkie i małe, długowłose i krótkowłose, oazy spokoju oraz czworonogi pełne niespożytej energii. Przez wieki selekcjonowano rasy stworzone do ciężkiej pracy, polowania, pilnowania domostw czy zaganiania stad. Współcześnie jednak obok nich funkcjonują psy, których najważniejszym zadaniem jest po prostu codzienne życie u boku człowieka i dotrzymywanie mu towarzystwa.

Ta wielowiekowa relacja ma ogromne znaczenie również w dzisiejszych realiach. Dla większości współczesnych rodzin pies nie jest już zwierzęciem pracującym, lecz pełnoprawnym domownikiem, który uczestniczy w codziennym życiu, doskonale reaguje na ludzi i sam staje się częścią rodzinnych zwyczajów. Właśnie dlatego jego wpływ na człowieka naukowcy badają dziś nie tylko pod kątem emocji, ale również w kontekście czysto medycznym. Najnowsze analizy udowadniają, że ta bliskość ma gigantyczny wpływ na to, jak rozwija się odporność u dziecka i jak młody organizm reaguje na codzienne infekcje dróg oddechowych.


Pies potrafi zmienić atmosferę w całym domu

Doskonale wie, kiedy wracamy do mieszkania – słyszy klucz w zamku, bezbłędnie rozpoznaje kroki i natychmiast zaczyna całe powitalne przedstawienie. Szczeka, podskakuje, merda ogonem, biega wokół nóg i szaleje z radości. Pies czasem ustala rytm całego domu. Wyjścia na spacer, wspólna zabawa ustawiają plan dnia. Dzieci zyskują dzięki temu wiernego kompana, dorośli dostają idealny powód, żeby oderwać się od pracy, wspólne przebywanie z psem naturalnie zbliża do siebie wszystkich domowników.

Ta wyjątkowa relacja ma głębokie podstawy fizjologiczne. W 2015 roku zespół pod kierownictwem Miho Nagasawy z Azabu University w Japonii opublikował w prestiżowym czasopiśmie „Science” bardzo ciekawe badanie dotyczące kontaktu wzrokowego między psami i ich opiekunami. Naukowcy mierzyli w nim poziom oksytocyny, czyli hormonu odpowiedzialnego za budowanie zaufania i tworzenie silnych więzi społecznych. Okazało się, że długie, głębokie spojrzenia psa na człowieka wywoływały gwałtowny wzrost poziomu oksytocyny u opiekuna, a identyczną reakcję hormonalną zaobserwowano również u samych czworonogów.

„Wyniki sugerują istnienie międzygatunkowej pętli oksytocynowej, która mogła wspierać ewolucję więzi między człowiekiem i psem” – napisali autorzy badania opublikowanego w czasopiśmie „Science”.

To jednoznacznie pokazuje, że codzienny kontakt z psem wiąże się z realnymi zmianami w neurochemii naszego mózgu, co przekłada się na niższy poziom stresu u domowników. Mniejsza ilość stresu w środowisku domowym oznacza z kolei silniejszy układ immunologiczny, dzięki czemu organizm skuteczniej zwalcza infekcje dróg oddechowych i rzadziej reaguje przewlekłym stanem zapalnym.

Wakacje z psem są popularniejsze. fot: Till Daling/Unsplash
Podróże

Boom na podróże ze zwierzętami. Pies na wakacjach to już standard


Pies daje nam doskonały powód, żeby wyjść z domu

Nawet kiedy zupełnie nie chcemy ruszać się z kanapy, pies i tak ma sposób aby nas wyciągnąć na dwór. Kompletnie nie przejmuje się brzydką pogodą, zmęczeniem opiekunów ani tym, że właśnie zaczął się ciekawy film. W takich momentach nie ma dyskusji: trzeba po prostu założyć buty, przypiąć smycz i wyjść na świeże powietrze. Czasem taka wyprawa kończy się na spokojnym, rekreacyjnym spacerze wokół bloku, innym razem przeradza się w prawdziwe wyzwanie. Właściciele zaczynają biegać wspólnie z psem, rzucają mu patyk, piłkę lub frisbee, przez co zamiast bezczynnie siedzieć na parkowej ławce, spędzają czas w ruchu. Właśnie dlatego posiadanie psa w naturalny sposób zwiększa codzienną aktywność fizyczną całego domu.

Te intuicyjne wnioski jednoznacznie potwierdzają liczne badania naukowe, które regularnie biorą pod lupę styl życia właścicieli czworonogów. Przegląd badań opublikowany w 2022 roku w czasopiśmie „Current Sports Medicine Reports” to potwierdza. Prof. Colleen J. Chase, wraz z zespołem amerykańskich naukowców, przeanalizowała szereg niezależnych artykułów na temat ruchu i spędzania czasu wolnego. W zdecydowanej większości z nich – bo aż w blisko 78 procentach przypadków – odkryto wyraźny pozytywny związek między psem w domu a większą ilością ruchu u domowników.

Bardzo podobne wyniki przyniosły analizy z Wielkiej Brytanii. Brytyjscy właściciele psów znacznie częściej spędzali czas aktywnie na zwykłych spacerach, a osoby mieszkające pod jednym dachem z czworonogiem po prostu o wiele więcej chodziły w czasie wolnym. Regularne spacery z psem szybko stają się stałym punktem dnia, dzięki czemu spędzamy mniej czasu przed telewizorem czy komputerem. Pies rzecz jasna nie jest cudownym lekiem ani gotową receptą na idealną formę. Daje nam jednak stały, zdrowy nawyk – dzięki niemu każdy ma codziennie powód, żeby wstać z fotela i ruszyć się z miejsca.

Behawiorystka z Centrum DiabDogs dr hab. Małgorzata Sulik prowadzi szkolenie psów asystujących osobom chorym na cukrzycę, 26 bm. w Szczecinie. Psy potrafią wyczuć nawet niewielkie zmiany biochemii organizmu człowieka, np. spadek cukru. Sygnalizują to naciskając nosem chorego. Przynoszą napój, pakiet ratunkowy z lekami, glukometrem, a nawet uruchamiają alarm, który może być połączony ze smarfonem. W ten sposób przekazują informację np. komuś z rodziny, że cukrzyk potrzebuje pomocy. DiabDogów jest w Polsce tylko kilka. Szczecińska behawiorystka rozwija ten projekt we współpracy z polską naukowczynią pracującą w Niemczech, gdzie psy „dla diabetyków” szkolone są od wielu lat. (sko) PAP/Marcin Bieleck
Zdrowie

Psy ratują chorych na cukrzycę – wyczuwają hipoglikemię. W Szczecinie szkolą niezwykłe „DiabDogi”


Najmłodszy członek rodziny ma z psem jeszcze inny kontakt

Ruch i relacja z psem to jednak dopiero część tej historii. W domu z małym dzieckiem pojawia się jeszcze coś, czego nie widać gołym okiem.

Niemowlę raczkuje po podłodze, dotyka mebli, zabawek i dywanu, a następnie wkłada ręce do buzi. Tak wygląda codzienność małego dziecka. Jeśli w tym samym domu mieszka pies, dziecko ma jednocześnie kontakt z mikroorganizmami, które pojawiają się w mieszkaniu razem ze zwierzęciem.

Pies wychodzi przecież na trawę, ziemię, chodniki i leśne ścieżki. Na łapach i sierści, a także wraz z kurzem i drobinami ziemi, przynosi do domu część mikroorganizmów ze swojego otoczenia. Trafiają one na podłogę po której raczkuje i bawi się dziecko.

I właśnie temu przyjrzeli się fińscy naukowcy.


Fińscy naukowcy sprawdzili, co pies wnosi do środowiska dziecka

Naszej wyjątkowej relacji postanowili przyjrzeć się bliżej fińscy badacze, próbując precyzyjnie uchwycić to, co obecność czworonoga wnosi do najbliższego otoczenia dorastającego człowieka. Zespół naukowców z Fińskiego Instytutu Zdrowia i Opieki Społecznej, Szpitala Uniwersyteckiego w Kuopio oraz Uniwersytetu Wschodniej Finlandii przeprowadził ciekawe badanie. Projekt LUKAS2 objął grupę 368 niemowląt, uważnie śledząc ich losy w kluczowym momencie wchodzenia w świat. Badacze obserwowali dzieciaki pomiędzy dziewiątym a pięćdziesiątym drugim tygodniem życia. W tym czasie rodzice z tygodnia na tydzień prowadzili dzienniczki, w których zapisywali najmniejsze nawet zmiany w samopoczuciu swoich pociech. Notowano przede wszystkim uciążliwe występowanie gorączki, bolesne zapalenia ucha środkowego oraz każdą sytuację, w której lekarze decydowali, że konieczne jest stosowanie antybiotyków.

Kiedy maluchy kończyły drugi miesiąc życia, naukowcy wkroczyli do ich domów, aby pobrać próbki kurzu bezpośrednio z podłóg. Badacze chcieli sprawdzić, jakie mikroorganizmy kryją się w domowym kurzu. Pod lupę wzięto dwanaście rodzajów bakterii oraz dwa rodzaje grzybów, których bytność we wnętrzach już wcześniej nauka nierozerwalnie wiązała z obecnością psów. Szukano odpowiedzi na fundamentalne pytanie – czy te drobnoustroje, przynoszone na łapach i sierści zwierząt, mogą mieć jakiś wpływ na zdrowie i rozwój układu odpornościowego dziecka w pierwszym, tak wrażliwym roku jego życia. Wyniki tych analiz okazały się intrygujące. Pokazały bowiem, że intuicyjne przeczucia i wcześniejsze, powierzchowne obserwacje sugerujące pozytywny związek między obecnością zwierząt a zdrowiem najmłodszych, mają swoje głębokie, biologiczne uzasadnienie.

robot SPOT firmy Boston Dynamics w polskiej Policji/ fot: Marek Szałajski
Technologie

Psy roboty pilnują centrów danych AI. Boston Dynamics i Ghost Robotics zarobią górę dolarów


Psie bakterie w kurzu jako tarcza przed chorobami

Analiza laboratoryjna wykazała, że osiem spośród badanych rodzajów mikroorganizmów lub ich kombinacji wiąże się z lepszymi wynikami zdrowotnymi u dzieci. Z wyliczeń fińskich badaczy wynika, że poszczególne drobnoustroje lub ich zestawy odpowiadały za 10 do 23 procent zaobserwowanych korzyści. W tym środowisku szczególną uwagę naukowców przykuł rodzaj bakterii Pasteurella. Okazało się, że jej obecność w domowym kurzu najsilniej korelowała z czasem, w którym maluchy nie chorowały, zmniejszając liczbę tygodni, w których u dzieci pojawiała się wysoka temperatura.

Podobne wnioski przyniosło przyjrzenie się danym dotyczącym leczenia farmakologicznego. Naukowcy przeanalizowali częstotliwość sięgania po antybiotyki i odkryli, że trzy współwystępujące ze sobą rodzaje bakterii odpowiadały łącznie za blisko jedną czwartą związku między obecnością psa a mniejszym zużyciem leków. Wynik ten pokazuje, że kluczowy nie jest wyłącznie sam fakt, że w domu mieszka pies. Znaczenie ma środowisko mikrobiologiczne, które powstaje w mieszkaniu dzięki obecności czworonoga. To ono stymuluje organizm do walki, przez co uciążliwe infekcje dróg oddechowych rzadziej atakują malucha, a odporność u dziecka kształtuje się w naturalny sposób.


Piesek znaleziony na szlaku na Ornak. TPN prosi o pomoc
Podróże

Piesek znaleziony na szlaku na Ornak. TPN prosi o pomoc

Pies a zdrowie całej rodziny

Pies w domu to nie tylko radość i emocje, ale też mnóstwo czysto praktycznych korzyści dla zdrowia. Przede wszystkim zwierzak zmusza nas do regularnego ruszania się z kanapy i wychodzenia na świeże powietrze, co automatycznie poprawia kondycję każdego z domowników. Do tego dochodzi biologia – zwykłe głaskanie czworonoga czy patrzenie mu w oczy zmniejsza stres, bo nasz organizm wydziela wtedy więcej oksytocyny, czyli hormonu przywiązania.

Najważniejsze jest jednak to, co pies zmienia w naszym mieszkaniu, gdy pojawia się w nim małe dziecko. Zwierzak przynosi ze spacerów mnóstwo naturalnych bakterii, które lądują w domowym kurzu. Choć brzmi to groźnie, dla niemowlaka to świetny trening. Współautorka badania, pediatra Jenni Mäki, bardzo prosto wyjaśnia, dlaczego sterylna czystość wcale nie jest dobra w pierwszych miesiącach życia:

„Środowisko mikrobiologiczne we wczesnym dzieciństwie odgrywa istotną rolę w rozwoju układu odpornościowego dziecka” – mówi lekarka.

Kiedy ta odporność u dziecka ma okazję normalnie się wykształcić, maluch po prostu rzadziej łapie przeziębienia. To z kolei przekłada się na jego przyszłość i chroni wrażliwe płuca przed trwałym osłabieniem. Zwraca na to uwagę druga z badaczek, Anne Karvonen:

„Infekcje dróg oddechowych we wczesnym dzieciństwie stanowią istotny czynnik ryzyka rozwoju astmy” – przypomina naukowczyni.

Wiadomo, że pies to nie lekarstwo i w razie choroby nie zastąpi lekarza czy syropu. Pokazuje to jednak, że obecność czworonoga działa na nas na wielu płaszczyznach naraz – od lepszego humoru i ruchu, aż po naturalne budowanie barier ochronnych organizmu. Ludzie i psy żyją obok siebie od tysięcy lat i jak widać, wyszło nam to na dobre. Dopiero teraz, dzięki dokładnym analizom, czarno na białym widzimy, dlaczego mając psa pod jednym dachem, uciążliwe infekcje dróg oddechowych u najmłodszych pojawiają się o wiele rzadziej.


Natalia Zagrzebska avatar
Natalia Zagrzebska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *