Od układów scalonych po ubezpieczenia. Dlaczego świat i polski biznes odwracają się od ślepej globalizacji

Reshoring, bezpieczeństwo danych i lokalna kontrola zmieniają podejście firm do technologii, ryzyka oraz wyboru brokera ubezpieczeniowego.


Przez niemal trzy dekady globalna gospodarka uczyła przedsiębiorstwa jednego, bezwarunkowego odruchu: szukaj najtańszych rozwiązań, zlecaj produkcję oraz usługi jak najdalej i nie zadawaj niewygodnych pytań o to, gdzie tak naprawdę kończy się twoja kontrola. Dziś ten systemowy nawyk pęka na naszych oczach. Rządy i zarządy największych korporacji płacą rachunek za uzależnienie od najniższych kosztów: zerwane łańcuchy dostaw, podatność na naciski polityczne i utratę wglądu w to, kto faktycznie przetwarza ich najbardziej wrażliwe informacje.

Świat odkrywa na nowo, że wiedza o słabych punktach przedsiębiorstwa jest zasobem równie ważnym jak nowoczesna technologia, a obrona własnej decyzyjności staje się kwestią przetrwania. W tej nowej, znacznie chłodniejszej rzeczywistości gospodarczej doradca odpowiedzialny za ocenę ryzyka przestaje być zwykłym dostawcą polisy. Staje się jednym z najważniejszych depozytariuszy wiedzy, któremu firma dobrowolnie przekazuje szczegółową instrukcję obsługi własnego kryzysu.

Dlatego warto prześledzić ten proces i zrozumieć, w jaki sposób globalne przesilenie gospodarcze zmienia to, komu przedsiębiorstwa powierzają własne bezpieczeństwo.


Świat przestał wierzyć w globalizację bez nadzoru

Aby zrozumieć, co dzieje się dziś na polskim rynku zarządzania ryzykiem korporacyjnym, trzeba najpierw spojrzeć na geopolityczną układankę. Nie chodzi o koniec międzynarodowej wymiany handlowej. Państwa nadal kupują i sprzedają towary oraz usługi. Zmieniły się jednak kryteria podejmowania decyzji.

Model, w którym wygrywał ten, kto oferował najniższą cenę i dostęp do globalnego zaplecza, stopniowo traci znaczenie. W gabinetach decydentów ponownie liczą się pojęcia, o których przez lata próbowano zapomnieć: odporność infrastruktury, niezależność, stabilna jurysdykcja prawna oraz możliwość szybkiego odzyskania kontroli po uderzeniu w rynek.

Widać to szczególnie wyraźnie w wyścigu o dominację nad nowymi technologiami. Tajwańskie przedsiębiorstwo TSMC, wytwarzające najbardziej zaawansowane układy scalone, ogłosiło plan zwiększenia inwestycji produkcyjnych w Stanach Zjednoczonych do 165 miliardów dolarów. Powstaną tam fabryki oraz ośrodki badawcze.

To wyraźny sygnał: Stany Zjednoczone nie chcą już wyłącznie importować kluczowej elektroniki z regionu narażonego na napięcia polityczne i działania zbrojne. Chcą, aby produkcja strategicznych układów scalonych odbywała się na ich terytorium i pod ich kontrolą.

Z podobnego założenia wyszła Unia Europejska. Europejski akt w sprawie układów scalonych ma wzmocnić lokalny przemysł i zmniejszyć uzależnienie kontynentu od azjatyckich fabryk. Europa chce nie tylko kupować procesory, lecz także posiadać własne zdolności projektowe, badawcze i produkcyjne.

W tym samym kierunku działa Holandia. Rząd w Hadze objął państwową kontrolą eksport maszyn do litografii produkowanych przez krajowego lidera. Bez takich urządzeń nie można wytwarzać najbardziej zaawansowanych procesorów. Kto kontroluje dostęp do maszyn litograficznych, może wpływać na rozwój światowego przemysłu elektronicznego.

Narzędzie przemysłowe przestało więc być neutralnym towarem. Stało się częścią bezpieczeństwa gospodarczego państwa.

Holenderskie władze zablokowały również przejęcie krajowego dostawcy usług chmury obliczeniowej przez dużą amerykańską korporację. Wskazały przy tym na konieczność ochrony interesu publicznego i zachowania kontroli nad krajową infrastrukturą cyfrową.

Europejskie przepisy dotyczące obrotu danymi tworzą dodatkowe zabezpieczenia przed nieuprawnionym dostępem organów państw spoza Unii do informacji przetwarzanych w Europie. Zaktualizowana dyrektywa o bezpieczeństwie sieci i systemów informatycznych nakłada natomiast na kierownictwa spółek ze strategicznych sektorów rygorystyczne obowiązki dotyczące odporności cyfrowej.

Odpowiedzialność za bezpieczeństwo informatyczne przestała być wyłącznie zadaniem działów technicznych. Przeniosła się bezpośrednio na poziom zarządów.

Dla Europy Środkowej bolesnym doświadczeniem okazała się decyzja amerykańskiego koncernu Intel, który zrezygnował z planowanych inwestycji na Dolnym Śląsku i w niemieckim Magdeburgu. Przypadek ten pokazał, że państwowe dotacje, deklaracje polityczne i wieloletnie przygotowania nie gwarantują realizacji projektu, jeżeli ostateczna decyzja kapitałowa zapada w zagranicznej centrali.


Każde przedsiębiorstwo posiada zasoby krytyczne

Jednym z błędów popełnianych przez zarządy polskich firm jest traktowanie tych procesów jako tematu dotyczącego wyłącznie największych koncernów technologicznych. Wyścig o układy scalone i unijne wymagania dotyczą jednak również fabryk, szpitali, przedsiębiorstw transportowych, samorządów oraz spółek infrastrukturalnych.

Każda dojrzała organizacja posiada zasoby krytyczne, bez których może w krótkim czasie utracić zdolność działania. Nie zawsze musi to być droga maszyna sprowadzana na specjalne zamówienie. Najważniejszym zasobem coraz częściej okazuje się informacja.

Chodzi o pełny zestaw danych dotyczących najbardziej wrażliwych punktów organizacji. Gdzie znajdują się luki w systemie zabezpieczeń przeciwpożarowych? Których elementów linii produkcyjnej nie można zastąpić przez kilka miesięcy? Ilu podwykonawców posiada faktyczny monopol na obsługę firmy? Ile kosztuje jeden dzień przestoju zakładu?

Odpowiedzi tworzą dokładną mapę ryzyka przedsiębiorstwa. Taką wiedzę decydenci przekazują zewnętrznemu doradcy, którym często jest broker ubezpieczeniowy.

Wybór podmiotu zaglądającego w finansowe, prawne i operacyjne słabości organizacji nie powinien więc zależeć wyłącznie od wysokości wynagrodzenia. Kierowanie się jedynie ceną oznacza dobrowolne ograniczenie kontroli nad informacjami mającymi zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa firmy.

W polskim prawie istnieje wyraźna linia podziału między agentem a brokerem. Agent ubezpieczeniowy działa jako przedstawiciel zakładu ubezpieczeń. Sprzedaje produkt i reprezentuje interes instytucji finansowej.

Broker ubezpieczeniowy działa natomiast w imieniu i na rzecz klienta. Reprezentuje przedsiębiorstwo na rynku ubezpieczeniowym, analizuje zagrożenia, porównuje oferty oraz pomaga przygotować program ochrony odpowiadający rzeczywistym potrzebom organizacji.

Jednoczesne prowadzenie działalności agencyjnej i brokerskiej jest zakazane. Przepisy mają w ten sposób ograniczać ryzyko konfliktu interesów.

Gdy przedsiębiorstwo wybiera niezależnego eksperta opracowującego program ochrony majątku, otwiera przed nim organizacyjny sejf. Rafał Kaszubowski, prezes zarządu toruńskiej spółki EIB, zwraca uwagę na ciężar tej odpowiedzialności. Przypomina, że współpracująca z brokerem instytucja „powierza nam swoje tajemnice”.

Dlatego wybór brokera jest bezpośrednio „kwestią bezpieczeństwa i ochrony informacji”.


Tania polisa może dawać jedynie pozór ochrony

Jeżeli działy zakupów i zarządy wybierają eksperta do spraw ryzyka wyłącznie na podstawie najniższej ceny, mogą otrzymać dokument, który dobrze wygląda w prezentacji, ale nie zapewnia odpowiedniego zabezpieczenia po poważnej szkodzie.

O takim zjawisku mówi Łukasz Górny, dyrektor w EIB, który na łamach „Miesięcznika Ubezpieczeniowego” ostrzega: „Niedoubezpieczenie bywa maskowane”.

Chodzi o sytuacje, w których wartości majątku zgłaszane do ubezpieczenia nie odpowiadają obecnym kosztom jego odbudowy lub odtworzenia. Problem mogą pogłębiać zbyt niskie limity odpowiedzialności, franszyzy, udziały własne oraz wyłączenia zapisane w warunkach ochrony.

W rezultacie przedsiębiorstwo płaci niższą składkę, ale po pożarze, powodzi lub awarii otrzymuje świadczenie, które nie wystarcza na przywrócenie działalności. Pieniądze mogą nie pokryć kosztów rozbiórki, oczyszczenia terenu, odbudowy hali, zakupu nowych maszyn i wznowienia produkcji.

Dlatego ekspert apeluje, aby firmy przestały kierować się wyłącznie najniższą ceną i zaczęły oceniać pełną wartość ochrony ubezpieczeniowej: „premiujmy pełnowartościową ochronę”.

Łukasz Górny wskazuje również na potrzebę zmiany kryteriów stosowanych w postępowaniach zakupowych: „Nagradzajmy jakością tych, którzy dostarczają jakość”.


W inwestycjach trzeba ubezpieczyć nie tylko majątek, ale także czas

Podobną lekcję przedsiębiorstwa przechodzą podczas realizacji dużych inwestycji przemysłowych i infrastrukturalnych. Firmy ubezpieczają materiały, urządzenia, konstrukcje i prace budowlane, lecz często pomijają wartość, której nie można zobaczyć ani dotknąć: czas.

Patryk Wełnicki, lider do spraw technicznych w EIB, podczas analizy ryzyka budowlano-montażowego przypomina podstawową zasadę gospodarki: na budowie „czas to pieniądz”.

Zaawansowane wsparcie nie ogranicza się do sprawdzenia parametrów technicznych inwestycji. Broker powinien wspólnie z zarządem odpowiedzieć na pytanie: „ile kosztuje tydzień przestoju”.

Jeżeli instalacja chemiczna, centrum logistyczne lub nowa linia produkcyjna nie zostaną uruchomione w terminie z powodu poważnej szkody, przedsiębiorstwo może utracić przychody jeszcze przed rozpoczęciem działalności.

Jednocześnie firma nadal musi obsługiwać finansowanie, płacić wykonawcom, utrzymywać personel i realizować zobowiązania wobec partnerów. Opóźnienie może również spowodować utratę kontraktów lub przesunięcie wejścia produktu na rynek.

Dlatego program ochrony powinien obejmować utratę spodziewanego zysku wskutek opóźnienia inwestycji. Właściwe ustalenie limitów wymaga analizy harmonogramu, źródeł finansowania, planowanych przychodów oraz czasu potrzebnego na naprawę lub ponowne zamówienie kluczowych urządzeń.

Takiego zakresu nie zapewnia automatycznie oferta wybrana wyłącznie na podstawie tabeli kosztów obsługi.


Sztuczna inteligencja pomaga, ale nie przejmuje odpowiedzialności

Wraz z rozwojem technologii firmy coraz częściej wykorzystują oprogramowanie oparte na sztucznej inteligencji. Narzędzia analityczne potrafią w krótkim czasie przejrzeć setki stron umów, wykryć niezgodności i przygotować zestawienia zagrożeń.

Dla dużych międzynarodowych organizacji automatyzacja analiz oznacza możliwość ograniczenia kosztów pracy. Jednocześnie rodzi jednak pytania o bezpieczeństwo informacji.

Przetwarzanie dokumentacji technicznej, finansowej i architektonicznej przedsiębiorstwa w zewnętrznych, współdzielonych chmurach może prowadzić do przenoszenia wrażliwych danych poza kontrolowane środowisko organizacji.

Firma powinna wiedzieć, gdzie fizycznie przechowywane są dokumenty, kto posiada do nich dostęp, czy dane trafiają do systemów uczących się oraz w jakiej jurysdykcji prawnej działa dostawca technologii.

Ponad 370 osób odpowie za sfingowanie 240 kolizji i wyłudzenie 20 mln zł od ubezpieczycieli. źródło: Policja
News

Koniec największego śledztwa w Polsce. 376 oskarżonych o wyłudzenie 20 milionów złotych z ubezpieczeń

Problem dotyczy również odpowiedzialności. Jeżeli błędna analiza doprowadzi do przygotowania niewłaściwego programu ochrony i odmowy wypłaty świadczenia, system informatyczny nie pojawi się w sądzie. Algorytm nie przejmie odpowiedzialności cywilnej i nie będzie bronił interesów klienta.

Dlatego technologia powinna wspierać człowieka, a nie zastępować eksperta. Rafał Kaszubowski wskazuje, że sztuczna inteligencja musi działać „obok eksperta, nigdy zamiast niego”.

Algorytm może usprawnić wyliczenia i porównania, ale odpowiedzialność za ocenę ryzyka musi spoczywać na konkretnych osobach działających w określonym systemie prawnym.


Konsolidacja rynku ogranicza lokalną decyzyjność

Na polskim rynku brokerskim trwa fala przejęć. Międzynarodowe fundusze i grupy kapitałowe kupują lokalne firmy doradcze, przedstawiając transakcje jako sposób na włączenie polskich zespołów do globalnych struktur.

Takie połączenie może zapewnić dostęp do międzynarodowych rynków i większego zaplecza finansowego. Może jednak również ograniczyć lokalną decyzyjność.

Po przejęciu krajowa firma często zaczyna działać według procedur ustalanych przez zagraniczną centralę. Dokumenty trafiają do wspólnych systemów, decyzje wymagają dodatkowych zgód, a lokalne kierownictwo może utracić możliwość szybkiego reagowania.

Rafał Kaszubowski ocenia, że po sfinalizowaniu wielu głośnych transakcji okazuje się, iż jest w nich „dużo piany, a mało treści”.

Samo włączenie polskiego zespołu do międzynarodowej grupy nie powoduje automatycznie wzrostu jego kompetencji. Może natomiast zmienić miejsce, w którym zapadają decyzje dotyczące obsługi klienta, przetwarzania danych oraz dochodzenia roszczeń.

W przypadku poważnej szkody wielomilionowe roszczenie polskiej fabryki, szpitala lub samorządu może być dla zagranicznej centrali jednym z wielu kosztów podlegających korporacyjnej optymalizacji.

EIB podkreśla w tym kontekście znaczenie hasła: „Polskich interesów pilnuje polski broker”. Spółka obsługuje portfel przekraczający 640 milionów złotych rocznej składki ubezpieczeniowej. Z blisko 85 milionów złotych przychodów uzyskanych w ubiegłym roku 99 procent pochodziło z doradztwa brokerskiego.

Nie oznacza to wezwania do zamknięcia rynku przed zagranicznym kapitałem. Kaszubowski wyjaśnia, że wzmacnianie krajowej kontroli „nie jest nawoływaniem do protekcjonizmu”.

Obsługa dużych inwestycji wymaga współpracy z międzynarodowymi zakładami ubezpieczeń i reasekuratorami z Niemiec, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii oraz innych państw.

Znaczenie ma jednak to, gdzie znajdują się zarząd, operacje i kompetencje eksperckie, kto podejmuje decyzje oraz kto bierze odpowiedzialność za prowadzenie sprawy klienta.

Dyrektor finansowy przedsiębiorstwa dotkniętego poważnym kryzysem nie potrzebuje wielostopniowej procedury ani oczekiwania na zgodę zagranicznego komitetu. Potrzebuje osoby działającej według tego samego prawa, zdolnej do podjęcia decyzji i przygotowania strategii dochodzenia roszczeń.

Unia Europejska zatwierdziła Akt o Lekach Krytycznych. Sprawdź, jak nowe przepisy o dofinansowaniu produkcji API uniezależnią Polskę od dostaw antybiotyków z Chin. fot: Felicia Montenegro/Unsplash
Polityka

90% składników antybiotyków w Europie pochodzi z JEDNEGO kraju: Chin. UE uruchamia plan ratunkowy

Krajowy doradca dysponujący aktuariuszami, inżynierami, prawnikami i odpowiednim zapleczem kapitałowym nie musi ustępować międzynarodowym konkurentom. Może natomiast ograniczyć liczbę podmiotów, pomiędzy którymi krążą informacje o słabościach przedsiębiorstwa.

Jak ostrzega prezes EIB:

„Kto nie siedzi przy stole – jest w menu”.


Audyt zamiast wygodnych deklaracji

Wnioski płynące z ograniczeń eksportu zaawansowanych maszyn, ochrony europejskich danych oraz rezygnacji wielkich koncernów z planowanych inwestycji są jednoznaczne. Państwa i przedsiębiorstwa coraz większą wagę przywiązują do kontroli nad technologią, informacją i procesem decyzyjnym.

Podobne podejście powinno obowiązywać podczas wyboru doradcy ubezpieczeniowego. Nie wystarczy atrakcyjna prezentacja, niski koszt obsługi i ogólna deklaracja zgodności z przepisami.

Dyrektor finansowy spółki, prezydent miasta, zarząd szpitala czy właściciel zakładu przemysłowego powinni dokładnie sprawdzić strukturę własnościową brokera, sposób przetwarzania danych oraz zakres lokalnych kompetencji.

Powinni ustalić, kto faktycznie kontroluje firmę dopuszczaną do pełnego audytu ryzyka. Ważne jest również to, w jakim kraju zapisywane są informacje o brakach w zabezpieczeniach, awariach technicznych, kosztach przestoju i podatności infrastruktury.

Organizacja musi wiedzieć, czy jej dokumenty trafiają do zewnętrznych modeli sztucznej inteligencji, kto może je analizować oraz czy broker jest zdolny do samodzielnego podejmowania decyzji podczas likwidacji dużej szkody.

Trzeba również sprawdzić, kto w kraju odpowie za prowadzenie sprawy, zaangażuje prawników, negocjatorów i ekspertów technicznych oraz będzie dochodził wypłaty świadczenia bez oczekiwania na zgodę zagranicznej centrali.

Broker, któremu przedsiębiorstwo przekazuje pełny bilans swoich słabości, nie jest zwykłym sprzedawcą gotowych produktów. Odpowiada za ciągłość działania firmy, bezpieczeństwo informacji oraz przygotowanie ochrony, która ma zadziałać po pożarze, powodzi, awarii lub cyberataku.

W świecie odchodzącym od ślepej globalizacji przedsiębiorstwa muszą wymagać od doradców nie tylko ceny i dostępu do rynku. Muszą żądać udokumentowanej kontroli nad informacjami, lokalnej odpowiedzialności oraz kompetencji potrzebnych do obrony interesów klienta.


Źródła: Gazeta Ubezpieczeniowa, Puls Biznesu, Miesięcznik Ubezpieczeniowy

Andrzej Wróblewski avatar
Andrzej Wróblewski

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *