Polskie ciężarówki numerem jeden w UE. Wyprzedziły Niemców!
Polski transport drogowy w UE nie ma sobie równych. Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że rodzimi przewoźnicy zdominowali europejskie drogi. Wyprzedzili dotychczasowego lidera – Niemcy – i to z ogromną przewagą. Jak polskie firmy transportowe zdobyły pozycję lidera i co to oznacza dla rynku?
Jeśli policzymy wagę towarów oraz długość tras, polskie ciężarówki wykonały ponad 20 proc. przewozów we Wspólnocie. Co ciekawe, aż 60 proc. tego wyniku wygenerował transport międzynarodowy.
Polskie formy transportowe w UE nokautują konkurencję
W 2025 roku pojazdy zarejestrowane w Polsce przewiozły więcej towarów na dłuższych dystansach niż jakikolwiek inny kraj. Nasza flota odpowiadała dokładnie za 20,2 proc. całego transportu drogowego w UE. W tyle zostały takie potęgi gospodarcze jak Niemcy, Hiszpania, Francja czy Włochy. Skąd bierze się ta przewaga? Polscy przedsiębiorcy nie ograniczają się tylko do własnego podwórka. Ich ciężarówki obsługują trasy w całej Europie i bardzo często pracują na rynkach krajów, które nawet nie graniczą z Polską.
Urząd statystyczny Eurostat porównał transport drogowy w UE za pomocą tonokilometrów, które łączą wagę ładunku z przejechanym dystansem. Dzięki temu jeden kurs z 20 tonami towaru na dystansie 1000 kilometrów oznacza w statystykach więcej niż lokalny przewóz taj samo ciężkiego ładunku. Wyniki za 2025 rok są naprawdę imponujące. Polska osiągnęła wynik 381 miliardów tonokilometrów, podczas gdy drugie w zestawieniu Niemcy wypracowały 277,4 miliarda tonokilometrów. Nasz kraj wyprzedził zachodniego sąsiada o szokujące ponad 103 miliardy tonokilometrów. Dalej uplasowały się Hiszpania z wynikiem 272,6 miliarda, Francja mająca 172,9 miliarda oraz Włochy, które zamknęły stawkę z wynikiem 161,7 miliarda tonokilometrów. Ciężarówki z tej piątki krajów zrealizowały łącznie ponad dwie trzecie wszystkich przewozów w Europie.
Międzynarodowy sukces na cudzych rynkach
Struktura przewozów realizowanych przez Polaków wcale nie zaskakuje. Biorąc pod uwagę wielkość naszej gospodarki nie dziwi, że tylko 40 proc. wyniku wygenerował transport krajowy. Cała reszta to międzynarodowy transport drogowy, którego sercem są operacje typu cross-trade oraz kabotaż. Dla porównania, w całej Unii średnio aż 62,2 proc. przewozów odbywa się wewnątrz poszczególnych państw. To wyraźnie pokazuje, że polskie firmy działają zupełnie inaczej niż unijna średnia, a ich sukces zależy od sprawnej obsługi bogatych rynków zachodnioeuropejskich.
Wyobraźmy sobie ten mechanizm na prostym przykładzie. Polska ciężarówka zawozi meble z Poznania do Berlina. Po rozładunku kierowca nie wraca pusto do kraju, bo to by się zupełnie nie opłacało. Zamiast tego wykonuje tak zwany cross-trade, czyli bierze w Niemczech nowy towar, na przykład tamtejsze proszki do prania, i zawozi je do Paryża we Francji. Na miejscu z kolei realizuje kabotaż, czyli przewóz wewnątrz obcego państwa, zabierając francuskie sery z Paryża i wioząc je do innego francuskiego miasta, albo od razu ładuje auto na kolejną długą trasę międzynarodową, chociażby do Rzymu we Włoszech.
Urząd statystyczny Eurostat zbadał 20 najważniejszych i największych tras towarowych w Europie. Dane czarno na białym pokazały, że na połowie z nich to właśnie polskie firmy najczęściej wożą towary między obcymi krajami jako przewoźnicy zewnętrzni. Dzięki takiemu modelowi działania nasze ciężarówki krążą po całej Europie od zlecenia do zlecenia. Masowo obsługują trasy między Niemcami, Francją, Włochami, Belgią czy Niderlandami. Cały czas zarabiają i prawie nigdy nie jeżdżą puste, co eliminuje ogromne koszty i daje polskiej flocie gigantyczną przewagę nad zagraniczną konkurencją.
Kluczowe trasy i rynek niemiecki
Największym szlakiem towarowym w Europie jest trasa Niemcy–Niderlandy, gdzie przewoźnicy przetransportowali 86,9 miliona ton. Tuż za nią plasuje się trasa Niemcy–Polska z wynikiem 68,4 miliona ton, a trzecie miejsce zajęły przewozy między Belgią i Francją, które wyniosły 55,9 miliona ton. Rynek niemiecki to dla nas kluczowy partner, a ogromna wymiana handlowa sprawia, że każdego dnia potrzebne są tysiące ciężarówek do przewozu ładunków w obu kierunkach. Do sprawnego zarządzania takimi operacjami niezbędne są nowoczesne narzędzia, dlatego przewoźnicy szukają wolnych ładunków między innymi na platformach takich jak Giełda Transportowa TIMOCOM.
Podczas gdy Eurostat podsumował zamknięty rok 2025, Barometr Transportowy TIMOCOM pokazuje bieżącą sytuację rynkową. Drugi kwartał 2026 roku przyniósł gwałtowny wzrost liczby ofert ładunków w Europie o 23,8 proc. w ujęciu rocznym, przy jednoczesnym spadku dostępnych ciężarówek o 10,8 proc. Ożywienie widać wyraźnie na trasach polsko-niemieckich, gdzie liczba ofert z Polski do Niemiec wzrosła o 31 proc., a w kierunku powrotnym przybyło 22 proc. zleceń. Jeszcze większe skoki popytu zanotowano na zachodzie Europy, na przykład na trasie Belgia–Francja liczba ofert wzrosła o 107 proc., a na relacji Niderlandy–Belgia o 105 proc. Warto pamiętać, że dane giełdy pokazują liczbę zapytań o transport, a nie faktycznie przewiezione tony, które po czasie podlicza Eurostat.
Okradali kierowców ciężarówek z pensji. Szef firmy skazany na więzienie
Dużo kilometrów, ale co z zyskami?
Pozycja lidera ogromnie cieszy, ale transport drogowy w UE mierzy się dziś z wielkimi wyzwaniami kosztowymi. Sam wysoki wolumen przewozów nie oznacza automatycznie wielkich zysków dla przedsiębiorców. Firmy transportowe codziennie walczą z rosnącymi cenami paliw, wysokimi kosztami pracowniczymi, opłatami za autostrady, ubezpieczeniami czy ratami leasingowymi za nowoczesny sprzęt.
Każdy pusty przejazd generuje czyste straty, dlatego kluczem do sukcesu nie jest samo przejechane kilometry, ale rentowność każdego frachtu. Polska flota zdecydowanie rządzi w Europie, jednak ostateczna kondycja finansowa firm zależy od stawek, które pozwolą pokryć koszty i utrzymać biznes nad kreską.
Źródła: Eurostat, Road freight transport statistics, Barometr Transportowy TIMOCOM Q2 2026



